Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Warcraft - Krucjata - Rozdział 12

Rozdział 12

Miasto w chaosie

 

Po tym, jak linie obrony Przymierza Północy zostały wprost zmiecione z powierzchni ziemi przez Imperium Kaldorei, ci, którym udało się wycofać, przegrupowali się w mieście Wexford. Miasto to posiadało mury, więc było odpowiednim miejscem do obrony. Garnizon był wyposażony w armaty i bombardy, skuteczne przeciwko skupiskom nieprzyjaciół. Zapasy jedzenia starczyły na kilka miesięcy. Gdyby wróg sforsował mury, to czekałyby go zażarte walki w ciasnych uliczkach. Jednak legioniści za nic mieli trudności. Arcykapłanka wydała im rozkaz wetknięcia flagi ich imperium na najwyższą wieżę w tym mieście, więc musieli go wykonać. To nie byłoby pierwsze miasto, które już zajęli. Doprawdy, Lordaeron nie mógł stanąć w szranki z gorszym oponentem.

 

Gdy Taylor i jego oddział w końcu dotarli na miejsce, zobaczyli oni, że bramy Wexford były otwarte, gdyż do miasta pędziły kolumny uchodźców. Uciekli oni ze swych wsi, gdy wojsko, które miało ponoć ich chronić, oddało pola Kaldorei. Ci sami żołnierze szli teraz obok nich, szukając swych dowódców, i transportując do miasta ocalone zapasy i amunicję.

 

Komandosi wepchali się między tłum, dalej niosąc swych rannych kompanów na noszach. Po kilku minutach ścisku w końcu weszli do miasta. Taylor zaczął rozglądać się za kimś, kto mógłby zapoznać go z obecną sytuacją. Na szczęście udało mu się znaleźć jego przyjaciela, Markusa. On też go zauważył, i podbiegł do niego.

 

- Taylor, cholera, myślałem, że tam zginąłeś. Nie było cię tyle czasu.

- Twoje przypuszczenia prawie się spełniły. Podczas patrolu wpadliśmy w zasadzkę tych suk z Armii Elune. Wiesz, o kogo mi chodzi. Skrzyżuj pierdolniętą feministkę z fantayczką religijną, to otrzymasz typową członkinie tejże organizacji.

- Nie wiem, co jest takiego złego w feminizmie. - wtrąciła się Atremis, która pojawiła się znikąd. - Panowie, wy tu sobie gadacie, a nasi ranni nie wytrzymaja już długo. Markus, jest tu jakiś wolny szpital lub punkt sanitarny? Nasi ludzie potrzebują natychmiastowej pomocy. Nieśliśmy ich tak przez kilka godzin, i dziwie się, że dalej żyją.

- Większość z nich jest obecnie przepełniona. Mieliśmy dość duże straty. Ale wydaje mi się, że w tym kościele na rogu mogą ich przyjąć. Zapytaj jakiegoś członka milicji, to was pokieruje.

- Atremis - powiedział do niej kapitan - ty idź zajmij się naszymi ludźmi, a ja skontaktuję się z Gustavem. Ma mi sporo do wytłumaczenia. Markus, gdzie jest centrum dowodzenia?

- W ratuszu, na rynku. Od momentu, kiedy się tam urządził, panuje jeden wielki burdel. Istne organizacyjne piekło. Chodź, zaprowadzę cię.

 

Gdy mężczyźni szli tak uliczkami, Taylor zażądał wyjaśnień.

 

- Powiedz mi, co się do cholery stało, gdy nas nie było. Byliśmy na zwiadzie tylko kilka godzin, więc jakim cudem znaleźliśmy się wszyscy tutaj?

- Pamiętasz, jak przerzuciliśmy część naszych wojsk nad jezioro, bo spodziewaliśmy się, że mogą nas stąd oflankować? Najwyraźniej był to blef, i to kurewsko dobry blef. Zamiast ataku na skrzydło wbili się w centrum linii obrony jak nóż w masło. Cholera, byliśmy przygotowani, ale mimo to nas rozwalili. Nigdy nie widziałem tyle legionistów naraz. Dodatkowo zakryli oni niebo tymi bestiami. Próbowaliśmy stawiać im opór, lecz groziło nam okrążenie. Wtedy to Gustav wydał rozkaz odwrotu. Całe szczęście, że udało się nam uciec w porę. Tak więc my trafiliśmy tutaj, a nocne elfy rozlały się po pobliskich wsiach i miasteczkach. Kurwa, żałuję, że zostawiliśmy ich tak bez wsparcia, ale nie można obronić wszystkiego. Poza tym, to bardzo dogodne miejsce do obrony.

 

Dwa tygodnie później

 

Lady Generał Maiev Shadowsong, zwana także legatką, stała w namiocie rozbitym pod Wexford, i przygotowywała się do szturmu na miasto.Tydzień zajeło jej dotarcie pod mury, a kolejny przeznaczyła na przygotowania. Pochylała się nad planem ulic, analizując możliwe ruchy. Chciała ona początkowo wziąć obrońców głodem, jednak według prognoz druidów, tego roku zima miała nadejść wyjątkowo wcześnie, i być bardzo śnieżna i mroźna. Oblężenia były nieefektywne w zimie, więc zdecydowała się ona na bezpośredni atak. Wiedziała, że będzie to kosztować życie tysięcy żołnierzy, lecz nie miała wyjścia.

 

Tuż obok niej stał jej brat, legat Jarod Shadowsong, dowódca pierwszego legionu. Maiev cieszyła się, że będzie miała wsparcie jego, i jego podwładnych. Nie można było wyobrazić sobie lepszych kompanów niż weteranów z pierwszego Legionu. Mapę studiowała też Naisha, prawa ręka legatki.

 

- Maiev, czy na pewno tak chcesz to przeprowadzić? Przeanalizowałaś już wszystkie opcje?

- Jarod, nie jestem już małą dziewczynką, i nie musisz mnie niańczyć. Tak, jestem pewna, że jest to najlepsza strategia, jaką możemy obrać.

- W takim razie powtórz ją jeszcze raz, by upewnić się, że dopieliśmy wszystko na ostatni guzik.

- Przypuścimy frontalny atak na zachodnią stronę murów. Przez tydzień budowaliśmy te wieże oblężnicze, więc czas je wykorzystać. Gdy grupy uderzeniowe otworzą już bramy, reszta naszych sił wejdzie to miasta, i zalejemy wroga naszą przewagą liczebną.

- Takie wieże to bardzo łatwy cel. Ludzie ustawili na murach te ich armaty. Mogą one je obrócić w kupkę strzaskanych desek. Ciekawe machiny wojenne. Ja tam dalej wolę starą, dobrą balistę, ale, nie powiem, interesująca inżynieria.

- Dlatego właśnie mamy wsparcie druidów. Ich jeźdźcy hipogryfów i chimery będą nękać wrogich strzelców, nie dając im okazji do oddania strzału. Poza tym, przed atakiem przetrzebimy trochę załogę na murach elfim ogniem.

- Już współczuje tym biedakom. Nawet nie wiesz, ile powstań i buntów w naszych koloniach stłumiłem dzięki tym ognistym cackom. Przechwycenie tych złóż ropy było chyba jedną z naszych najlepszych decyzji. Ale wracając do tematu, czy rozsądnym jest atakowanie tylko od jednej strony? Nie lepiej otoczyć przeciwnika?

- Jeżeli zbyt bardzo rozproszymy siły, to mogą powykańczać nas po kolei. Wole przeprowadzić szturm większością naszych sił w jedno miejsce. Dzięki temu wszystkie siły obrońców będą skupione na naszych chłopcach i dziewczynkach. A to daje pole do popisu twoim, jak i moim najlepszym żołnierzom. Pod osłoną księżyca wdrapią się na mury, i pozajmują kluczowe miejsca. Naisho, liczę tu na ciebie. Poprowadzisz drużynę najlepszych asów “dwunastki”, których sama wybierzesz. Przekroczycie mury w tym oto punkcie, i postaracie się wywołać jak najwięcej zamieszania. Spodziewam się, że skierują trochę swych sił w waszym kierunku, co ułatwi nam przełamanie linii obrony.

- W takim razie będe się już zbierać - odpowiedziała jej - Mam nadzieje, że się jeszcze zobaczymy.

- Kochana, nie martw się. Ostatnimi czasy dawałaś z siebie wszystko na naszych treningach, i wiem, że spokojnie dasz sobie radę. Po prostu uważaj na siebie. Nie daj się tam zabić.

- Musisz mnie kiedyś zaprosić na jeden z tych “treningów”- rzucił Jarod, gdy elfka już wyszła - To byłoby ciekawe widowisko.

- Zapomnij - odpowiedziała mu krótko. - Poza tym, szukasz kontekstu tam, gdzie go nie ma. Czy wszyscy mężczyźni myślą tylko o seksie?

- Ech, zapomniałem, że nie za bardzo znasz się na żartach. No trudno.

 

Wieczór

 

Całe Wexford spało z jednym okiem otwartym. Jako że pod murami stacjonowało ponad trzydzieści tysięcy legionistów, nie wliczając w to druidów i wojowniczki Armii Elune, to w mieście zapanowała istna paranoja. Nocnych Elfów wypatrywano wszędzie, w każdym rogu i zakamarku. Biedniejsi stawiali barykady w domach, chcąc ochronić swe rodziny, i zbierali zapasy jedzenia, natomiast bogatsi upijali się, chcąc odłożyć na bok lęk przed śmiercią. Po ulicach chodziły wzmożone patrole, a ilość żołnierzy na murach została podwojona. Milicja zajmowała się uspokajaniem tłumów, i usuwaniem z uliczek samozwańczych proroków, jakich przez ostatnie tygodnie namnożyło się kilkukrotnie, którzy zwiastowali nieuchronną zagładę.

 

Jedna z karczm, nazywająca się “Czerwony Księżyc”, została chwilowo przemieniona w kantynę dla żołnierzy. W środku znajdowało się kilkudziesięciu wojskowych. Siedzieli oni przy stołach, jedząc serwowane im dania, lub stali przy szynku, pijąc piwo. Przy wydzielonym miejscu znajdowała się strefa dla oficerów, która była teraz zajęta przez Taylora i jego przyjaciół. Grali oni w pokera. Stres związany z nieuchronnym atakiem na miasto oraz organizacją obrony był duży, więc robili oni co mogli, by go zwalczyć.

 

- Podbijam stawkę - powiedziała Atremis, pchając ku stołu dłonią kilka żetonów.

- Co tak agresywnie? - zapytał się jej Markus?

- Boisz się, że kobieta spuści ci łomot? Że twoja rycerska duma zostanie urażona?

- A, co mi tam. Wchodzę.

- Wchodzę - odparł Taylor.

- Pasuje - powiedział Zimmerman. - Nasza Rangerka narobiła mi cykora. Musi mieć tam coś niezłego. Corentin, a ty?

- Ja odpuszczam. Gówniane karty.

 

Gdy oficerowie zajmowali się rozrywką, jakiś żołdak złapał przechodzącą elfkę z oddziału Taylora za pośladek.

 

- Hej, piękna...

- Łapy przy sobie, prostaku! - powiedziała, uderzając go w twarz.

Atremis chciała wstać, jednak Taylor powstrzymał ją gestem. Podszedł on do pijanego żołnierza.

 

- Szeregowy, co to ma znaczyć? Ta elfka jest w moim oddziale, i podlega moim rozkazom. Jak śmiecie zaczepiać moich ludzi?

- Ale, panie, ja tylko…

- Milczeć! Jeżeli nie chcecie, bym zameldował to waszemu dowódcy, to lepiej natychmiast wyjdźcie z budynku. Chyba, że do końca roku chcecie czyścić latryny językiem.

 

Żołdak wyszedł z karczmy, mrucząc coś pod nosem. Taylor zwrócił się do molestowanej kobiety, która stała przy ścianie, ze zwieszoną głową.

 

- Wszystko dobrze?

- Tak. I nie musiał się kapitan wtrącać. Sama bym sobie poradziła z tym obwiesiem. Ale...dziękuje.

 

Oficer wrócił do stolika, i kontynuował grę. Po dwudziestu minutach drzwi otworzył zdyszany człowiek.

 

- Atakują nas!- wykrzyczał - Spalili wszystkich! Wszystkich! Teraz po nas idą!

- Uspokój się, i zacznij od początku, tym razem powoli. Przybywasz z zachodniej strażnicy?

- Tak, panie. Byłem na murach, pełniąc wartę. Nagle te elfy wystawiły do przodu rury, które buchneły na nas ogniem. Większość moich kolegów spaliła się od razu. Mi cudem udało się uniknąć płomieni.

- Taylor, co się stało? - zapytała go Atremis.

- Wygląda na to, że Kaldorei zaczęli szturm. Jeśli wierzyć słowom tego chłopaka, to spalili wartowników elfim ogniem.

 

Gdy Imperium Kaldorei rozpoczeło podbój środkowego Kalimdoru, uzyskało on dostęp do złóż ropy naftowej. Wymieszanie jej z kilkoma innymi składnikami stworzyło łatwopalną mieszaninę, zwaną jako “elfi ogień”. Substancje wydmuchiwano za pomocą rur, a pole rażenia wynosiło do 75 metrów. Broń była mordercza. Strumienie ognia paliły całe oddziały, i zmieniały ich ciała w kupy zwęglonego mięsa.

 

- Red, zbierz oddział, i każ im ustawić się przy zachodniej strażnicy. Reszta, za mną. Mamy niewiele czasu. Za chwile uderzą na nas z całą swoją mocą.

Następne częściWarcraft - Krucjata - Rozdział 13  

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • MrAdam 5 miesięcy temu
    Wiem, że tym razem wyszło mi słabo, ale zaczynam cierpieć na brak weny. Obiecuje, że następnym razem postaram się bardziej.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania