Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Warcraft - Krucjata - Rozdział 7

Rozdział 7

Uzupełnienia

 

Sierpień, dwa lata przed otwarciem Mrocznego Portalu

 

Nad Silverpine słońce leniwie podnosiło się ku niebu. Obóz wojenny, założony przez żołnierzy nowo powstałego Przymierza Północy, budził się do życia. Żołdacy w spokoju jedli śniadanie, zajmowali się pracami porządkowymi, lub stali na straży. Większość z nich była z Lordaeronu, choć dotarły już posiłki z Dalaranu i Stromgarde, więc można było dostrzec wojskowych także z tych państw.

 

Lord John Gustav siedział w swoim gabinecie i właśnie czytał raport poświęcony położeniu wojsk Imperium Kaldorei. Urzędował on w pobliskim dworku, który został tymczasowo przemieniony na sztab główny. Oficerowie wykorzystywali go także jako swoje kwatery mieszkalne. Byli zachwyceni, że mogą spać w osobnych pokojach, w miękkich łóżkach. Po wstaniu, porannej toalecie, i śniadaniu, zbierali się oni w jednej sali, by móc przedyskutować plany na każdy dzień.

 

Gdy Gustav zajęty był rozmyślaniem o możliwych ruchach Kaldorei, do gabinetu wszedł kapitan Taylor. Już od dawna nie nosił on ozdobnego i ciężkiego pancerza płytowego. Teraz był ubrany w kolczugę z tabardą swego królestwa. Obładowany był bronią i amunicją, a u pasa zwisał mu jego pistolet, jak i miecz.

- Chciałeś się ze mną widzieć, panie?

- Tak. Usiądź, kapitanie - wskazał mu krzesło.

 

Gdy Taylor usiadł, lord zaczął:

- Na początek chciałbym jeszcze raz podziękować ci za dostarczenie mi tych danych. Druhu, dzięki tobie wiemy o tych długouchych wszystko. Gdzie wyznaczają trasy patrolowe, rozmieszczenie ich posterunków, trasy gońców. Możesz potem przekazać swym ludziom moje gratulacje.

- Dla nas to po prostu zwykła robota. Do tego właśnie byliśmy szkoleni. Ale przyjmuje honory, i nie omieszkam wspomnieć moim podkomendnym, że cieszą się uznaniem dowódcy. Ale to nie jest chyba jedyny powód, dla którego lord posłał po mnie?

- Kilka dni temu Kaldorei zajeli pobliski młyn. W ich posiadaniu znalazły się więc duże zapasy zboża. Jest go tam tyle, że spokojnie można przez miesiące wyżywić dzięki niemu setki legionistów. Gdyby jednak coś się z nim stało, powiedzmy, worki "niefortunnym trafem" spłonełyby, elfy zaczełyby chodzić głodne. Głodny żołnierz to niezadowolony żołnierz, a niezadowolony żołnierz...

-...jest skory do buntów i niesubordynacji - dokończył Taylor. - Rozumiem. Chcesz złamać ich od środka, lordzie.

- Cieszę się, że łapiesz, o co chodzi - zadowolił się Gustav. - Ty i twój oddział jesteście idealni do tego zadania. Możecie szybko , sprawnie, i relatywnie cicho przedostać się za linie wroga, uderzyć w kluczowym miejscu, po czym zniknąć niczym widma. Dlatego przydzielam wam rozkaz spalenia tego młyna.

- Lordzie, chętnie podjąłbym się tego zadania, lecz w ostatnich walkach straciłem sporo ludzi, a młyn będzie pewnie ciężko broniony.

- Nie kłopocz się. Z raportów, które dostałem od ciebie, wynika, że nocne elfy zwiększyły swą obecność na traktach i w okolicach wioski Elihart, więc podejrzewamy, że musieli przerzucić tam dużą część legionistów w tym rejonie. Podejrzewamy, że młyn, jako obiekt o mniejszym znaczeniu strategicznym, będzie przez to lżej chroniony. Zresztą, jeżeli uznasz, że drzewolubni mają przewagę liczebną, zawsze możesz się wycofać. Jesteście zwiadowcami, a nie bezmózgimi osiłkami. A co do stanu liczebnego twojego oddziału, to dziś rano przybyły uzupełnienia, które zasilą twe szeregi.

- O kim lord mówi?

- Nie widziałeś ich? Od kiedy się pojawili, ściągają na siebie całą uwagę obozu. Nie często widuje się wysokie elfy w Silverpine.

- Wysokie elfy? Przecież Silvermoon miało wspomóc nas dopiero w grudniu.

- Owszem, ich regularna armia potrzebuje czasu, by wprowadzić pobór i wyszkolić rekrutów. Jednak lady Liressa Windrunner wysłała nam na pomoc swych Rangerów. Siedem tysięcy zabijaków. Osobiście poprosiłem o dwudziestu z nich, by zastąpili twoich poległych. Moja prośba została zaakceptowana, i oto przybyli. Co ciekawe, przewodziła im pewna kobieta, która ciągle o ciebie pytała.

- Że co? - Taylor nagle poczuł się, jakby coś uderzyło go w serce. - Czy przedstawiła ci się?

- Nie pytałem jej o imię. Lepiej idź sam ją zobacz, bo ona też pewnie zaczyna się niecierpliwić. Ruszaj, i przekaż jej, by wraz ze swymi komandosami pomogła ci spalić ten młyn. Jesteś wolny. Możesz odejść.

Taylor gwałtownie osunął się z krzesła i pośpiesznie wyszedł z pokoju, nie zamykając nawet drzwi.

 

Kapitan szedł między namiotami żołnierzy, w stronę obozowej kantyny, gdzie ponoć mieli przebywać elficcy Rangerzy. Przez całą drogę mógł myśleć tylko o niej. Oczami wyobraźni widział jej złote włosy, wygolone na prawym boku, co Taylor uważał za szalenie atrakcyjne. Mógł zobaczyć jej uśmiech, i niemalże usłyszeć ten jej niepoprawny humor i optymizm. Mógł w myślach dotknąć jej mocnych ramion, smukłą talie, i muskularne uda. Cały sobą liczył na to, że zaraz zobaczy tą elfkę tak, jak zapamiętał ją z Quel'Thalas.

 

W końcu wszedł do kantyny. Kilka ław było zajętych przez dwudziestoosobową grupę wysokich elfów.Pili oni piwo, i w międzyczasie głośno rozmawiali między sobą o czymś. Większość z nich była mężczyznami, choć trafiały się i kobiety. Byli oni ubrani w zielone płaszcze, nieoficjalny symbol Rangerów. Ich torsy były przykryte kolczugami, tabardami i wzorami maskującymi. Uzbrojeni byli w różnoraką broń, którą sami mogli dobrać do indywidualnych potrzeb. Ale Taylora obchodziła tylko jedna. Ich porucznik, Atremis. Ku jego szczęściu, była ona zupełnie taka, jak zapamiętał ją z przeszłości. Odziana była zupełnie jak jej ludzie, nie wyłączając ikonicznego zielonego płaszcza. Wzrostem równała się kapitanowi, gdyż elfki były wyższe od ludzkich kobiet. Miała ona krótkie włosy koloru blond, które wygoliła na prawym boku. Nosiła ona gorset, który jeszcze bardziej podkreślał jej wyćwiczoną sylwetkę. Pochodziła ona z przeciętnej rodziny, mieszkajacej w Silvermoon. W wyniku pewnych okoliczności dostała się do Rangerów, i rozpoczeła tam swą karierę. Udało jej się awansować na porucznika, co nie było czymś powszechnym wśród kobiet, nawet tych elfich. Choć w Quel'Thalas honory i promocje zależały raczej od tytułu i krwi, niż od zasług, to jednak lady Liressa zadbała o to, by jej organizacja była chwalebnym wyjątkiem od reguły. Rangerzy traktowali każdego równo, czy to chłopa, czy to szlachcica. Awanse były tam uzależnione od siły, umiejętności, i inteligencji, a nie od nazwiska rodowego. Atremis ciężko pracowała na swoją pozycję. Od jej halabardy zgineło już wielu nieprzyjaciół, a jej wyrzeźbione ciało można było porównać chyba tylko do muskulatury samych sióstr Windrunner.

Na widok Taylora wstała z ławy, i natychmiast podeszła do kapitana.

- Taylor! Wiedziałam, że cię tu znajdę! - wykrzykneła Atremis, obejmując się z kapitanem. - Nie wierzyłam w to, że przegapisz tą wojnę!

- Nawet nie wiesz, jak miło po tych wszystkich latach znów usłyszeć twój głos. To rzeczywiście prawda, że elfy nie zmieniają się nawet przez tysiąclecia. Choć, znając nasze wcześniejsze przygody,spodziewałem się po tobie, że wjedziesz tu na pełnej pompie z kolumną prostytutek, i kilkoma skrzynkami whiskey - ironizował oficer.

- Ha, miałam takie plany, ale te ważniaki z Silvermoon powiedziały mi, że muszą ciąć budżet, więc z tego nici. Pewnie królowi znowu kończył się jego złoty papier toaletowy - zażartowała Atremis. - Cholera, mam ci tyle do opowiedzenia.

- Ja też chciałbym dziś nie robić nic, tylko znaleźć nam jakiś cichy kącik, i spędzić z tobą cały dzień i całą noc, ale mamy zadanie. Musimy spalić pewien młyn, i zabrać nocnym elfom zboże wprost z ich talerzy. Wszystko wyjaśnię wam po drodze. Atremis, zbierz swych ludzi i chodźcie ze mną do kwater moich podwładnych. Red i reszta z pewnością bedą chcieli was poznać. Pamiętasz jeszcze Reda?

- To Zimmerman wciąż jest z tobą? - zdziwiła się elfka. - Widać nie tak łatwo jest pozbyć się tego rudzielca. Powiedz mi, czy dalej suszy ci głowę o tej całej "władzy ludu"? Ktoś musi wybić mu z głowy ten nonsens.

 

Kilka godzin później

 

Sześćdziesięcioosobowy oddział komandosów Taylora i Atremis, która przeszła pod jego dowództwo, maszerował właśnie przez las, oddzielający pozycje Imperium Kaldorei od sił Przymierza Północy. Wbrew powszechnej nieufności między wysokimi elfami a ludźmi, wojskowi obu ras świetnie się ze sobą dogadywali. Rozmawiali oni ze sobą o wojnie, polityce, czy kobietach. Nastrój do rozmowy mieli także ich liderzy. Taylor, Atremis, Zimmerman i Corentin szli z przodu grupy, słuchając barwnych opowieści elfki.

 

- ...no to ja mu mówię, że król Anasterian wydaje tyle na te swoje bankiety, że gdyby przeznaczył tą samą sumę na wojnę z trollami, to utopiłby Zul’Aman w złocie. Nie to co Lady Liressa. Ona zawsze najpierw myśli o nas, a dopiero potem o chlaniu i ruchaniu - powiedziała Atremis, po czym pociągneła łyk wódki ze swojej manierki. - Chcesz, Taylor? - zaproponowała mu.

- Pewnie - oficer nie mógł odmówić. Odebrał on metalowe naczynie z rąk jej przyjaciółki, po czym napił się z niego. Trunek był zadziwiająco mocny, jak na elfi wyrób.

- Kapitanie, czy ja też mogę się napić? - zapytał go jego porucznik, Zimmerman.

- Musisz najpierw zapytać o to Atremis, to jej wódka. - odpowiedział mu.

- Bierz śmiało, mój ty rudowłosy socjalisto - oznajmiła elfka. - W obozie mam tego niemały zapas, dlatego proszę, częstujcie się.

Taylor podał porucznikowi manierkę, a ten, gdy już się poczęstował, oddał ją komandosce.

 

- Tej szmacie Tyrande nigdy dość - powiedziała Atremis. - Nie może zadowolić się skazaniem naszego ludu na banicję, nie. Teraz musi przypierdolić także wam. Założe się, że potem ruszy na Dalaran, a Quel’Thalas zostawi sobie na koniec. Już ja jej pokaże, co myślę o tym całym Imperium. Spuścimy im taki wpierdol, że już nigdy nie wyściubią nosa z tych ich drzew, które tak bardzo kochają.

- Nie powinnaś ich lekceważyć.- odpowiedział jej kapitan. - To obecnie najpotężniejsza siła w Azeroth. Mają do dyspozycji weteranów, którzy prawdopodobnie zabili więcej osób, niż ty zjadłaś kotletów. Walczyłem już z Kaldorei, i możesz mi zaufać, że gdy zetrzesz się z ich ścianą tarcz, nie przedrzesz się przez nią, choćby nie wiem co.

- Dlatego właśnie atakujemy z zaskoczenia - wtrącił się Zimmerman. - Flankujemy ich, po czym dziurawimy jak ser gilneański. Poza tym, ci idioci wyrzekli się wielkiej przewagi, jaką daje magia. Corentin jest naszą ruchomą artylerią, i nie odpuści żadnemu z tych fioletowych najeźców.

- Jeżeli uważasz, że to co robię, jest imponujące, to musisz się kiedyś przejechać do Dalaranu - odpowiedział mu czarodziej. - Gdy zobaczysz arcymaga w akcji, to moje umiejętności wydadzą ci się jarmarcznymi sztuczkami. Tylko nie wspominaj im, że ja cię wysłałem, bo będą się upominać o długi, które zostawiłem tam w kasynach - zażartował.

- Tak z innej beczki, słyszałam, że Nocne Elfy dopuszczają kobiety do armii - oznajmiła Atremis. - Taylor, przebywałeś kilka lat w Kalimdorze. Czy to prawda?

- Tak, w Legionach panie służą ramię w ramię z panami.

- Ha, wiedziałam, że nie cały świat jest zdominowany przez męskich seksistów. Nawet u nas, w Quel’Thalas, w zawodowej armii kobiety nie są tak dobrze traktowane jak ich koledzy o przeciwnej płci. Na szczęście w Rangerach patrzy się na umiejętności, a nie na to, co ma się między nogami.

- No tak, ale może istnieje ku temu jakiś powód - zastanowił się kapitan. - W wojsku generalnie faworyzuje się silniejszych i sprawniejszych, a statystycznie mężczyźni są lepsi w rozłupywaniu głów od kobiet. Oczywiście, mówię to o czystej statystyce. Nie mam z tobą żadnego problemu, Atremis. Wiem, że tymi swoimi udami mogłabyś rozłupywać orzechy. Sama wspominałaś, że w Rangerach ocenia się sprawiedliwie. Widziałaś tam jakąś kobietę równie silną jak ty?

- Niezbyt często. Niestety, większość z elfich dam woli flirtować i plotkować, niż ćwiczyć. Dobrze, może masz trochę racji. Ale mimo to uważam, że gdyby te chuje z dowództwa daliby szansę naszym dziewczynom, to pokazałyby, na co je stać.

- Cóż, wy przynajmniej macie możliwość wstąpienia do armii - dodał Zimmerman. - W ludzkich królestwach kariera w wojsku jest dla kobiet zamknięta. Cholerne konserwy. Mówię wam, gdyby tylko lud wziął należną im władzę…

- Prosze, Red, nawet nie zaczynaj - przerwał mu Taylor. - Jesteśmy tu, by bronić naszego króla, a nie obalać go. Swoje socjalistyczne poglądy zachowaj dla siebie.

 

Gdy Taylor dostrzegł w końcu młyn, który to miał podpalić, rozkazał swoim towarzyszom zatrzymać się. Spojrzał on przez lunetę na jego cel. Obok domu młynarza obozował oddział nocnych elfów. Kapitan uznał, że jest ich na tyle mało, że mogą zaryzykować walkę z nimi.

-Wszyscy, do mnie - oznajmił.

Kiedy komandosi zebrali się wokół oficera, rozpoczął on:

- No dobra, zanim spalimy ten młyn, musimy wykurzyć stąd tych legionistów. Jest ich około czterdziestu, mają grupkę łuczników, w tamtym domu młynarza. Nie widziałem żadnych druidów czy kawalerii. Może się nam udać. Rozegramy to w taki sposób. Na mój sygnał rzucimy bomby dymne na pole oddzielające ich od nas. Musimy związać walką wręcz legionistów, nim zdążą oni sformować ścianę tarcz, dlatego zdejmijcie z siebie wszystko, co was obciąża, a nie jest wam absolutnie potrzebne.

 

Żołnierze zaczeli wyrzucać na ziemie swoje plecaki, i ściągać z siebie to, co zanadto by ich spowalniało. Taylor spojrzał na Atremis, która obluzowywała nagolenniki i nakolanniki na swych długich i mocnych nogach. Podniecił się tym. Gdy to wszystko się skończy, pomogę ci pozbyć się reszty tego niepotrzebnego ci ubrania, pomyślał.

 

- Podczas gdy my będziemy szarżować przez dym, część z nas musi zostać z tyłu, by przygwoździć ich strzelców - kontynuował. - Strzelajcie do nich ogniem zaporowym, nie dajcie im się wychylić. Corentin, liczę tutaj też na ciebie. Te twoje magiczne pociski będą do tego idealne.

- Ktoś ma jakieś pytania? - zapytał. - Nie? No to do roboty. Czekacie na mój gwizdek, a potem robicie to, co ustaliliśmy.

 

Po chwili Taylor dmuchnął w gwizdek, dając sygnał do ataku. Rzucono bomby, które zasłoniły pole widzenia między obiema stronami walczących. On i czterdziestu pięciu innych komandosów biegli sprintem przez chmurę dymu. Pył dostawał mu się do gardła i oczu. Oficer krztusił się, i właściwie był oślepiony, jednak biegł dalej. Słyszał on strzały wydawane przez jego ludzi z tyłu. W końcu wybiegł on z dymu, i dostrzegł, że legioniści biegali po całym podwórzu, szukając osłony przed ogniem z arkebuzów. Plan wypalił, pomyślał.

- Szarża! - wykrzyknął. - Znajdować sobie cele, i wykańczać ich pojedynczo - rozkazał swym ludziom.

Taylor związał walką jakiegoś samotnego legionistę, który niefortunnie odłączył się od swoich ludzi. Próbował pchnąć go swym mieczem, jednak ten zablokował cios. Kontratakował, lecz oficer bez trudu sparował go. Zdenerwowany elf opuścił na moment swoją gardę, i zaczął machać na oślep w kierunku człowieka. Na to właśnie czekał Taylor. Swym sztyletem w lewej ręce złapał ostrze nieprzyjaciela, po czym w ułamku sekundy wbił mu miecz w oko, nim ten zdołał unieść tarczę. Gdy wyciągnał on swoją broń z jego czaszki, rozejrzał się. Legioniści mocno przegrywali. Atremis walczyła z jakimś żołdakiem, a gdy ten odsłonił się, ruchem szybszym od mrugnięcia oka wbiła mu halabardę w gardło.

 

Legioniści wycofali się. Ich straty były znacznie większe od strat oddziału Taylora, co bardzo zadowoliło kapitana. Jego taktyka po raz kolejny odniosła sukces. Te wysokie elfy to znakomici towarzysze. Nic dziwnego, skoro dowodzi nimi Atremis - pomyślał.

- Corentin! - Taylor wykrzyknął do maga, który właśnie pojawił się obok niego. - Spal to! - wskazał na młyn.

- Tak, kapitanie - odpowiedział mu. - Uwielbiam zapach palonego zboża o poranku. Pachnie jak...zwycięstwo.

 

Gdy czarodziej obracał w popiół miesiące ciężkiej pracy młynarza i jego robotników, Taylor dostrzegł rannego nocnego elfa, opierającego się o ścianę domu. Jego prawa dłoń była cała we krwi. Oficer podszedł do niego. Kaldorei wyglądał bardzo młodo, szczególnie jak na elfa. Kurwa, gdyby nie kolor skóry, to Atremis mogłaby być jego matką. - pomyślał. - Co ten dzieciak robi na tej wojnie?

- Nie ruszaj się - powiedział mu. To rana otwarta. Trzeba ją opatrzyć.

Wyciągnął on z sakiewki bandaż, nasączony alkoholem.

- Uwaga, może zapiec - ostrzegł go. Gdy oficer przyłożył do jego ramienia gazę, chłopak zawył z bólu.

- Chłopaki nie beczą. - zażartował Taylor. Opatrzył on go, po czym założył mu temblak. - Musisz trzymać ramię nieruchomo. - poinstruował go.

- To ty znasz nasz język? - zdziwił się młody legionista.

- Tak, przez pięć lat pracowałem w ambasadzie Lordaeronu w waszej stolicy. Jeżeli tam mieszkasz, to może nawet kilka razy się widzieliśmy. Sporo czasu z wami spędziłem, dzieci gwiazd, i prawdę mówiąc, nie spodziewałem się, że dopuścicie się czegoś takiego.

- Ja tylko wykonywałem rozkazy. Kazali mi tu przyjechać. Nic nie mam do twojego ludu, panie.

- Nie martw się, rozumiem. Wszyscy jesteśmy żołnierzami, i wszyscy musimy wykonywać rozkazy. Wygląda na to, że twoi koledzy zostawili cię tu. Przykro mi, ale muszę wziąć cię w niewolę. Spójrz na to z innej strony. Wojna już się dla ciebie skończyła. Niebawem trafisz do obozu jenieckiego, gdzie będzie cicho, spokojnie i bezpiecznie. Będziesz miał zapewnione trzy posiłki dziennie. Spotkasz wielu nowych kolegów, a może poznasz jakąś śliczną strażniczkę. Głowa do góry, elfie.

- Dziękuje, że okazałeś mi litość, panie.

 

Gdy Taylor odprowadzał jeńca do swych ludzi, zagadała go Atremis:

- Po co cała ta szopka? Nie mogłeś go tam po prostu zostawić? Jeżeli nie miałeś dość jaj, żeby go dobić, to mogłeś poprosić o pomoc mnie, albo jedną z moich koleżanek, które tak się dyskryminuje.

- Do cholery, Atremis, to był zwykły trep, zupełnie taki jak my. On tylko wykonywał rozkazy. To Tyrande jest winna tej wojnie, nie on. Gdybyś była na jego miejscu, to jak chciałabyś, by z tobą postąpiono?

- Nigdy nie byłabym na jego miejscu. Splunełabym Arcykapłance w twarz, gdyby kazała mi najeżdżać suwerenne kraje.

- Posłuchaj sama siebie, jakie głupoty gadasz. Zresztą nieważne. Widzę, że młyn fajczy się aż miło. Nic tu po nas. Oddział, wymarsz! - wykrzyknął.

 

Gdy oddział wrócił do bazy, słońce już zachodziło.

- Red, odprowadź jeńca do obozu - rozkazał mu Taylor. - Atremis, pójdę teraz złożyć raport Gustavowi. Mam do ciebie wielką prośbę. Przyjdź za godzinę do mojego pokoju. Musimy jakoś uczcić nasze ponowne spotkanie.

- Co masz na myśli?

- Co powiesz na pyszną kolację we dwojga, w akompaniamencie wytrawnego wina, i soczystego steka?

- Mmm, stek. Dawno nie jadłam takich pyszności. Jasne, że przyjdę. W takim razie do zobaczenia!

 

Jakiś czas później

 

Taylor przygotował w swoim pokoju obiecaną Atremis kolację. Ustawił on w środku pokoju stół, na którym postawił świeczkę, dwa talerze z porcją mięsa, parę kieliszków, oraz butelkę doskonałego rocznika z Silvermoon. Kapitan liczył na to, że ten wieczór pozwoli zapomnieć mu o koszmarnej wojnie. O umówionym czasie do drzwi zapukała jego ukochana elfka. Oficer zaprosił ją do środka, i razem zjedli posiłek. Oczywiście, Atremis nie była taka naiwna, żeby myśleć, że jej towarzyszowi chodziło tylko o towarzystwo przy stole. Nie przeszkadzało jej to. Od momentu, gdy poznali się w Quel’Thalas, Taylor bardzo ją pociągał, i chciała spędzić z nim resztę nocy, tak jak kiedyś. Gdy skończyli oni kolacje, objeli się, po czym połaczyli pocałunkiem. Następnie zaczeli wzajemnie się rozbierać. Gdy Taylor zdjął jej koszulę, zachwycił się jej muskularnym ciałem. Mięśnie doskonale podkreślały jej kobiecą sylwetkę. Wydawało mu się, że ma przed sobą boginię, twardą, i nieustępliwą. Gdy skończyli, Atremis pchneła Taylora na łóżko, i po chwili położyła się na swoim kochanku. Jako że oboje mieli doskonałą kondycję, to kochali się długo i namiętnie.

 

Taylor i Atremis leżeli razem w łóżku. Elfka tuliła się do swojego ukochanego.

- Anar'alah belore, Taylor, teraz dopiero uświadomiłam sobie, jak bardzo mi cię brakowało - powiedziała mu. - Spałam na wielu wygodnych poduszkach, ale żadna z nich nie może równać się z twoją piersią.

- Jesteś pewna, że to były tylko poduszki? U ciebie w domu mieszka cała masa przystojnych elfów. Nie wierze, że nie spędziłaś nocy z żadnym z nich. A mimo to coś cię ciągnie do tego brzydkiego człowieka, jakim jestem.

- Zaraz tam brzydkim. Twoja uroda pociąga mnie jak skurwysyn. Poza tym, ty też pewnie nie próżnowałeś w Kalimdorze. Musiałeś regularnie wskakiwać do łoża nocnym elfkom.

- Cóż, nie miałem większego wyboru. Stolica Imperium Kaldorei nie jest najbardziej kosmopolitycznym miejscem świata, jeżeli wiesz, co mam na myśli. Ale wiem, że gdybyś ty tam była, to o żadnej z nich nawet bym nie pomyślał.

- Gdy skończy się cała ta wojna, chcę, żebyś zamieszkał ze mną w Quel’Thalas. Przekonam Liressę, by pozwoliła ci wstąpić do Rangerów. Wiem, co sobie myślisz, ale moja rekomendacja załatwi sprawę. Lady Windrunner zna zarówno mnie, jak i ciebie. Liczy się z moim zdaniem.

- No nie wiem. Ciężko mi sobie wyobrazić człowieka w elitarnej jednostce wiecznie nieufnych wobec obcych wysokich elfów. A poza tym, co z moim oddziałem?

- Możesz wyznaczyć Zimmermana na nowego dowódce. Mimo, że jest ludowcem, to dobry człowiek, i spokojnie sobie z tym poradzi. Wiem, jaką opinie ma mój lud w Lordaeronie, ale jest ona przesadzona. Może na pierwszy rzut oka jesteśmy zarozumiali, ale gdy oswoimy się z nowymi osobami, traktujemy ich jak braci. Gdy kilka lat temu spotkałeś się zarówno z Liressą, jak i jej córką Allerią, od razu cię polubiły. Wpasowałbyś się do nas jak nikt inny.

- Na razie nie mogę nic obiecać, kochana, ale pomyśle nad tym. Ponoć o tej porze roku Quel’Thalas jest piękne.

- Tak. Zieleń pól i lasów miesza się z błękitem nieba, a drzewa pęcznieją od owoców. Wystawiamy różne festyny. Kurwa, ale by ci się tam spodobało.

 

- Masz ochotę na powtórkę? - zapytała go Atremis po krótkim milczeniu.

- Pewnie - odpowiedział jej.

 

Kobieta położyła się na swoim kochanku, a następnie wyprężyła się, i zaczeła całować Taylora. Kapitan objął jej piersi, i masował je, aż jej sutki stwardniały. Przez resztę nocy nic się dla nich nie liczyło. Tylko oni.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Lika 5 miesięcy temu
    Kobieta położyła się na swoim kochanku, a następnie wyprężyła się, i zaczeła całować Taylora. Kapitan objął jej piersi, i masował je, aż jej sutki stwardniały. Te zdanie jest tak okropnie napisane lepiej było by. Kobieta wyprężyła się leżąc na swym kochanku, Całując Taylora. Kapitan objął dłonią jej pierś. Kochankowie oddali się uciechą cielesnym.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania