Wilk - Rozdział VIII

- Zostaw mnie! - krzyknęłam, kiedy Gabriel wepchnął mnie do samochodu.

- Uspokój się - rozkazał mi.

- Co wy robicie?! - warknęłam na niego. - Lena nic nam nie zrobiła.

- Nie broń jej, nic o niej nie wiesz.

- Wy też nie - odparowałam - wypuść mnie.

Nie zareagował jak gdyby nigdy nic odpalił silnik i ruszył. Wściekła szarpnęłam za klamkę, drzwi były zablokowane co mnie nie zdziwiło.

- Uspokój się, mały wilczku - powtórzył cicho Gabriel - twój ojciec nie zrobi jej krzywdy.

- Skąd ta pewność?

Mruknął coś niewyraźnie i całą uwagę skupił na drodze przed nami. Bezsilnie opadłam na fotel i patrzyłam tempo w okno. Leśna droga pomału zaczęła przemieniać się w asfaltówkę. Drzewa ustąpiły miejsca zabudowaniom i szybko znaleźliśmy się w miasteczku. W weekendy jego ulice zawsze tętniły życiem, w przeciwieństwie do dni roboczych, kiedy to po osiemnastej wszystkie sklepy były pozamykane a wszyscy mieszkańcy w ciepłych domach. Gabriel jechał ostrożnie, przepisowo co nie zdarzało się u niego zbyt często, musiał uważać na ludzi, którzy nie zwracali uwagi, gdzie są przejścia dla pieszych. Po niedługim czasie znaleźliśmy się pod moim domem, kiedy tylko mężczyzna zwolnił blokadę (nie obyło się bez jego obchodu po ogrodzie) wysiadłam trzaskając drzwiami. Kiedy stałam przy drzwiach ręce trzęsły mi się z bezsilnej złości, nie mogłam nawet trafić kluczem do zamka.

- Pomogę ci - czyjaś ciepła dłoń przykryła moją.

Zamarłam. Nie chciałam by teraz mnie dotykał, strąciłam rękę oburzona.

- Nie chcę twojej pomocy - warknęłam.

Odwrócił mnie raptownie w swoją stronę i zaczął rozprostowywać moje kurczowo zaciśnięte palce, obdarowując każdy z nich pocałunkiem.

- Przestań - powiedziałam niepewnie.

- Chcesz żebym przestał? - zapytał aksamitnym głosem.

Poczułam się senna i poddana jego woli, próbował mnie kontrolować, a ja nie miałam siły by mu się wyrwać. Oplatał mnie swoją mocą jak pajęczyną, czułam, że zrobię cokolwiek mi każe.

- Przestań mi to robić - powtórzyłam jeszcze słabiej.

Gabriel uśmiechnął się drapieżnie. Moje serce biło coraz szybciej, co on wymyślił, a jeśli chce mnie skrzywdzić?

Podtrzymałam się barierek i chwiejnie zaczęłam schodzić po schodach, obok domu zaparkował drugi samochód, wysiedli z niego kobieta i mężczyzna. Nie zdążyłam im się uważnie przyjrzeć, bo moje nogi odmówiły mi posłuszeństwa i osunęłam się na ziemię. Gabriel w ostatniej chwili mnie złapał, spróbowałam odepchnąć jego rękę. Nie miałam siły, na nic nie miałam siły, mężczyzna pocałował mnie w policzek.

- Nie bój się, nie zrobię ci krzywdy - obiecał gdzieś w moje włosy.

Ostatkiem sił spróbowałam odgonić senność, nie mogłam się poddać. Para była coraz bliżej, gdzieś ich już widziałam, ale nie mogłam przypomnieć sobie gdzie ich spotkałam. Kolejna fala senność i kolejna walka, Gabriel przyciągnął mnie bliżej siebie.

- Nie walcz ze mną, mały wilczku - zabronił srogo.

Nie będę. Nie mogę.

Wokół mnie zapanowała ciemność.

 

Wyczuwałam czyjąś obecność, kobieta i mężczyzna, nie mogłam ich dostrzec. Wilczyca domagała się bym ją wypuściła, była zdezorientowana. Mężczyzna wymawiał słowa, które brzmiały jak szum wiatru, ktoś głaskał mnie po włosach. Jego dotyk był kojący, ciepły, wilczyca zaczęła się uspokajać. Oddychałam miarowo, jednak nie przestałam się wyrywać, nie podobało mi się to co dzieje się wokół mnie. Mężczyzna chwycił mnie za ramiona, wyczułam jego zapach, pachniał jak świeczka, kiedy zdmuchnie się płomień, z kolei kobieta pachniała jak wiosna, delikatnie. Czyjaś ręka dotknęła mojego serca, czułam jakby chciał mi je wyrwać.

- Są połączone - oznajmił przyjemnym, ciepłym głosem.

- To pewne - powątpiewał Gabriel - może się pomyliłeś?

- Od piętnastu lat się nie pomyliłem - zbył go.

Usiadłam raptownie, wszyscy w pokoju zamarli, czekałam tylko by mężczyzna puścił mnie na sekundę. Gwałtownie wstałam i mało co nie upadłam z powrotem, dzięki ci Boże, że mama uparła się na akrobatykę w moim dzieciństwie. Trenowałam aż do jej śmierci, później nie miałam już do tego serca. Szybkim krokiem wyszłam z pokoju, Gabriel dogonił mnie w korytarzu.

- Weronika, zaczekaj - chwycił mnie za ramię - wytłumaczę ci.

- Nie trzeba - wyrwałam się - oni mają stąd wyjść. TERAZ.

- Tak nie wolno - powiedział stanowczo - wiesz skąd przybyli.

- W takim razie ja ich wyproszę - oznajmiłam spokojnie i ruszyłam do pokoju.

Zatrzymał mnie i westchnął ciężko.

- Powiem im , żeby zaczekali na mnie na dworze a wtedy ty ze mną porozmawiasz - pochylił się by zajrzeć mi w oczy.

- Obiecujesz?

Skinęłam głową i oparłam się o ścianę, teraz on miał wywiązać się ze swojej części umowy, nie żebym ja miała zamiar go słuchać.

Po chwili kobieta i mężczyzna wyszli do korytarza, patrzyli na mnie dłuższą chwilę, bynajmniej nie miałam zamiaru spuszczać wzroku ani tym bardziej się czerwienić. Para wyszła na zewnątrz a Gabriel zamknął za nimi drzwi.

- Nie powinnaś się tak zachowywać - skarcił mnie.

- Słucham? - myślałam, że źle usłyszałam.

- To jak się zachowałaś...

- Wyjdź stąd - powiedziałam cicho.

Ni e było sensu bym się denerwowała, było już po wszystkim , po wszystkim. Powtarzałam sobie te słowa jak mantrę, wytrzymam, nie takie rzeczy w życiu znosiłam.

Gabriel opamiętał się chyba, bo chciał do mnie podejść.

- Proszę cię, idź już - cofnęłam się o krok.

Moje oczy zaszły łzami, dlaczego mi to zrobił?

Teraz już wiedziałam kim są ci ludzie i gdzie ich spotkałam. Poznałam ich, gdy wychodzili. Widzący. Podobno wiedzą wszystko o człowieku, kiedy tylko na niego spojrzą, niekiedy jednak potrzebują dłuższego kontaktu, tak zapewne było w moim przypadku.

Na ziemię sprowadziło mnie trzaśnięcie drzwiami. Gabriel wyszedł tak jak go prosiłam, tylko dlaczego teraz czuje pustkę?

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania