Czerń przetykana złotem, rozdział 13

Rozdział 13 Powrót

- Nie... nie... nie... Rio... popatrz na mnie - Vivian dziko załkała. Jej zakrwawione palce zacisnęły się na jego koszuli. Próbowała nim potrząsnąć, ale jego bezwładne ciało nie chciało się poruszyć - obudź się do cholery... proszę...

- Viv... Viv, już po wszystkim - Dante chciał sięgnąć w stronę siostry, ale tylko odepchnęła jego rękę.

- Nie... kurwa, nie jest po wszystkim... nie pozwalam mu... nie pozwalam mu tak odejść - wybuchła histerycznym płaczem, potrząsając nim ponownie.

Pochylił się nad ciałem przyjaciela i powolnym ruchem, zamknął mu oczy.

- Vivian, musimy się zbierać, musimy go stąd zabrać - sam próbował się podnieść, ale nogi odmawiały mu posłuszeństwa. Nie mógł oderwać wzroku od martwej twarzy przyjaciela. Nie tak miała zakończyć się ta noc. Patrzył jak przed nim leżą, w kałuży krwi, bezpośrednie konsekwencje decyzji, które podjął w ciągu ostatnich dni. Czuł jak ich ciężar przygniata go do ziemi.

Ale musieli się ruszyć, strzały przyciągnęły na pewno uwagę lokalnych służb, za chwilę zjedzie się tu policja i karetki. Do tego czasu musi ich już nie być. Odwrócił głowę od szlochającej Vivian prosto na Lilith.

Nie zauważył nawet, że dziewczyna nie wyszła z transu. Jej rytmiczne nucenie nie ustało, tylko przybrało na sile. Jedna jej ręka ciągle spoczywała na skroni Rio, druga nad ziejącą w jego piersi dziurą. Głowę miała odchyloną, oczy lekko przymknięte. Rio już odszedł, to co robiła, już nie było potrzebne, on już niczego nie potrzebował.

- Lilith, mała, wystarczy, już koniec... musimy jechać - wyciągnął dłoń, żeby dotknąć jej ramienia.

Kiedy jego dłoń zetknęła się z odsłoniętym skrawkiem jej skóry, miał wrażenie jakby cały świat nagle spowolnił. Oczy Lilith gwałtownie się otworzyły. Miała tak mocno rozszerzone źrenice, że cały fiolet w jej oczach został zastąpiony przez czerń. Skóra pod jego palcami wydawała się tak bardzo lodowata, że miał wrażenie, jakby zaczęła wyciągać ciepło z niego, najpierw z jego dłoni, później przedramienia. Ku jego przerażeniu, twarz Lilith zaczęła się wykrzywiać w grymasie bolesnego wręcz wysiłku. Nie mógł się poruszyć, nie mógł oderwać od niej swojej ręki.

Mantra Lilith przyśpieszała, nuciła coraz głośniej, coraz intensywniej, powietrze wokół nich stało się dziwnie gęste, naładowane iskrzącą eteryczną energią. Zimno przychodzące od Lilith, postępowało coraz dalej, wysysając z niego energię. Poczuł, że słabnie, przed oczami pojawiły mu się mroczki i świat lekko zawirował.

Słyszał głos Vivian, jakby dochodził do niego spod powierzchni wody. Wydawało mu się, że wołała, żeby ją puścił, żeby się odsunął. Ale nie mógł, nie miał władzy nad własnym ciałem. Nagle Lilith jednym gwałtownym ruchem chwyciła nadgarstek Vivian, która w odpowiedzi zachłysnęła się własnym szlochem. Widział, że robi z jego siostrą to samo co z nim. Czuł pulsowanie własnego serca, które biło teraz w rytmie jaki nadawała ich całej trójce mantra Lilith.

I w momencie, w którym wydało mu się, że odpłynie, nagle wszystko ustało. Zapadła cisza, pieśń Lilith ustała, świat wokół niego wrócił do normy, chłód przestał konsumować jego siły, a Vivian z przerażonym krzykiem wyrwała swoją rękę z jej uchwytu. Knox w końcu mógł zabrać swoją dłoń z ramienia Lilith. Patrzył, ciężko dysząc, jak jej twarz znowu się uspokaja, jak na ustach pojawia się cień uśmiechu. A później jej ciało wygięło się w konwulsyjnym skurczu i zaczęła się bezwładnie osuwać na pobocze drogi.

Dante złapał ją w ostatniej chwili, nie pozwalając jej głowie uderzyć o grunt. Co ona właśnie zrobiła, co się stało?

- Lilith...? - poklepał ją po policzku - Lilith, co Ty zrobiłaś? Mała?

Żadnej reakcji, nie odezwała się, nie poruszyła. Nie rozumiał, nie wiedział nawet czy chce rozumieć. To co wydarzyło się w kilku następnych sekundach tak mocno przekraczało postrzeganie świata, który był w stanie w ogóle objąć umysłem, że pozostawanie w nieświadomości wydawało się w tym momencie błogim komfortem.

Rio nagle otworzył oczy i wciągnął powietrze w płuca tak gwałtownie, jak tonący wynurzający się w końcu na powierzchnię. Vivian wydała z siebie tylko zduszony okrzyk przerażenia. Usiadł jak oparzony, ciągle w kałuży własnej krwi i w panice zaczął rękami dotykać swojej klatki piersiowej, szukając dziury po kuli. Ale jej nie znalazł. Rozerwał zakrwawioną koszulę. Na jego piersi była tylko zasychająca już powoli krew, a pod spodem, zamiast otwartej rany, różowa blizna. Zdezorientowany wzrok Rio przeskakiwał miedzy między nimi, od przerażonej Vivian, patrzącej na niego w osłupieniu, do zszokowanego Knoxa, aż zatrzymał się na nieprzytomnej Lilith.

- Co kurwa... ja... jak...? - słowa więzły mu gardle. Był martwy. Był kurwa martwy. Oberwał kulą prosto w klatkę piersiową i wykrwawił się na poboczu drogi. Ciągle siedział w kałuży własnej krwi. Zerwał się na baczność i cofnął kilka kroków do tyłu, próbując się zdystansować od tego co widział. A widział wyraźnie swoją krew. Wszędzie. Na poboczu drogi, na swoich ubraniach. Na rękach Vivian i na sukience Lilith. Tak dużo krwi. Jak to możliwe, że teraz stał na własnych nogach i oddychał.

Jego spojrzenie wróciło do Lilith. Czuł ją, kiedy umierał. Jakby trzymała go za rękę, odprowadzając długim tunelem na drugą stronę. Śpiewała, a ten śpiew zabierał ból. A kiedy był czas, żeby go puścić, coś się zmieniło. Zatrzymała go z siłą, która sprawiała, że nie był w stanie iść dalej, chociaż tamto miejsce wciągało go niczym czarna dziura. Później szarpnęła nim w przeciwnym kierunku. Pchnęła go i zamiast iść do przodu, zaczął się cofać. A teraz on był tu, z powrotem, a ona nie. Serce zaczęło tłuc mu się w piersi. Czy to znaczyło, że ona tam została zamiast niego?

Z oddali dobiegły syreny. Dante poruszył się jakby wyrwany z uśpienia. Musieli stąd zniknąć.

- Do samochodów, wszyscy - ryknął, unosząc na rękach Lilith z ziemi. Była lekka, mimo tego zachwiał się pod jej ciężarem. Nie miał jednak zamiaru jej puścić.

Vivian nie ruszyła się z miejsca, ciągle patrząc oniemiała na Rio.

- Rusz się Vivian, zmywamy się stąd.

- Nie... jak ...?

- Nie wiem, kurwa jak, Viv... Rio, bierz ją, już... Później będziemy się zastanawiać jak...

Wokół nich, zbierali się już jego ludzie, część widziała, co zaszło, część zajęta była sprzątaniem pola bitwy. Nie było już czasu. Rio szybko podniósł Vivian z ziemi, chwycił pod ramię i pociągnął w stronę sprawnego auta.

Wszyscy zaczęli zajmować miejsca w samochodach, przejęli jeden z wozów napastników na rzecz tych, którymi nie dało się odjechać. Część ochrony rozpłynęła się pieszo miedzy budynkami. Kiedy na miejsce zdarzenia przyjechała policja, na skrzyżowaniu zostały już tylko dwa ciała napastników i trzy unieruchomione auta, podziurawione przez kule. Wszyscy ludzie Knoxa byli już w ruchu.

W aucie, którym jechali panowała nienaturalna cisza. Jakby każde z nich bało się wziąć głębszy oddech. Dante trzymał Lilith w ramionach. Była zimna. Potwornie zimna, jakby jej ciało straciło umiejętność produkowania własnego ciepła. Przycisnął ją do siebie bliżej, próbując ją ogrzać własnym ciałem, chociaż sam jeszcze trząsł się od zimna, jakie konsumowało jego siły jeszcze kilka minut temu. Co chwilę sprawdzał jej puls drżącymi rękami. Był tam, tak jak oddech, ale ledwie wyczuwalny i słaby. Przeniósł wzrok na Rio, siedzącego z przodu, koło kierowcy. Nawet stąd widział, jak trzęsą mu się ręce, jak co chwilę dotyka swojej klatki piersiowej. W końcu cicho się odezwał, odwracając głowę w ich kierunku.

- Co z nią...?

- Nie wiem.

- Oddycha?

- Tak. Ale jest zimna.

- Porusza się?

- Nie. Wygląda jakby spała.

- Musi się obudzić... nie może tam zostać... - jęknął cicho, już sam do siebie, a głos mu się lekko załamał.

Vivian do tej pory tylko wpatrywała się w pustkę przed sobą.

- Jak ona to zrobiła, Knox? Wiedziałeś, że to potrafi?

- Nie - powiedział po chwili, przyciskając Lilith bliżej do siebie - nie wiedziałem, że potrafi TO.

- To co, kurwa, wiedziałeś? I dlaczego nic nie powiedziałeś?

- Bo to co umie jest bez znaczenia. - warknął w złości - całe jej życie ludzie wykorzystywali to co jest w jej genach i jej niezwykłe umiejętności. Testowali ją, trzymali w zamknięciu, zadawali ból w imię pieprzonej nauki, pozbawiając prawa do człowieczeństwa. Wystarczy! To się skończyło w dniu w którym stała się moją własnością i moją pieprzoną odpowiedzialnością. Nic nie powiedziałem, bo ona sama ma prawo zdecydować kto o tym wie i jak ona sama chce swoje umiejętności wykorzystać!! Ona jest pieprzonym cudem, który należy chronić, zamiast analizować i rozkładać na czynniki pierwsze!

Jego ostre słowa ucięły już wszystkie dyskusje. Vivian wiedziała, że Dante miał rację. Ona była pieprzonym cudem. Rio nie żył. Widziała dokładnie moment, w którym umarł, kiedy światło w jego oczach zgasło. A później ta mała, drobna istota, leżąca teraz bezwładnie w ramionach jej brata, w zakrwawionej sukience, niczym najpiękniejszy mroczny anioł, złamała wszystkie prawa natury, przywracając światło i życie w oczach Rio. Wykorzystała do tego ich połączoną energię, ale jako jedyna właśnie płaciła za to cenę.

***

W rezydencji czekał już na nich Santoro. I Maria. Nie pojechała na noc do siebie, podobnie jak Rio, nocowała w rezydencji od pojawienia się w niej Lilith. Zakryła ręką usta z przerażenia, kiedy wszyscy w milczeniu przekroczyli próg. Dante niósł w ramionach Lilith, za nim szła blada jak ściana Vivian. Rio wszedł ostatni, zgarbiony, ze wzrokiem wbitym w podłogę. Wszyscy byli pokryci krwią.

- Dio Mio... Co Wam się stało... Lilith, dziecko drogie... czy ktoś z Was jest ranny?

- Maria, wszyscy są cali, Lilith... musi odpocząć, przygotuj jedzenie, herbatę. Rio i Vivian potrzebują solidnego drinka. - odwrócił się w ich stronę - doprowadźcie się do porządku, Santoro najpierw przyjrzy się Lilith, później Tobie, Rio.

- Nic mi nie...

- Nie dyskutuj ze mną teraz. - wyszło mocniej niż zakładał - To nie jest czas na Twoje cholerne "nic mi nie jest". Nie po tym, kurwa, co dziś widziałem. Umyj się, napij wódki czy czego tam potrzebujesz, żeby Ci się ręce uspokoiły i czekaj w salonie.

Nie czekając już na odpowiedź, ruszył z Lilith po schodach na górę, do swojego pokoju, wskazując lekarzowi, żeby poszedł za nim. W środku ułożył ją na łóżku, nie dbając o to, że jej sukienka jest nasiąknięta krwią.

- Co się stało?

- Nie musisz wiedzieć wszystkiego. Po prostu ją zbadaj.

- Jest pod wpływem czegoś? - Santoro już pochylał się nad nią, przeprowadzając standardowe oględziny.

- Nie.

- Uderzyła się? Skąd ta krew.

- To nie jej krew, nie ma żadnego urazu. - zastanawiał się, jak najlepiej opisać lekarzowi co się stało, tak, żeby nie podawać zbyt wielu szczegółów - po ogromnym wysiłku umysłowym szarpnął nią jakiś spazm i straciła po tym przytomność.

- Jest zimna, doszło do jakiegoś wychłodzenia? Co to znaczy po wysiłku umysłowym?

Dante zacisnął mocno szczękę, Santoro odwrócił wzrok.

- W porządku, nie muszę wiedzieć dokładnie.

- Nie doszło do wychłodzenia, noc jest ciepła, nie wchodziła do żadnego zimnego pomieszczenia, nie wchodziła do wody, wystarczy?

Santoro w ciszy przeprowadzał swoje oględziny.

- Ma dość niskie tętno i ciśnienie, temperatura jej ciała spadła poniżej trzydziestu pięciu stopni, to już kwalifikuje się na umiarkowaną hipotermię. Źrenice reagują na światło, ale nie ma reakcji na ból. Wygląda, jakby zapadła w śpiączkę. Powinna trafić do szpitala, na dodatkowe badania. Jeśli mam coś więcej powiedzieć, muszę mieć wyniki najlepiej EEG i rezonansu magnetycznego, żeby sprawdzić aktywność mózgu.

- Czy to jest niezbędne do utrzymania jej przy życiu?

- Nie, oddycha sama, ale jej ciało zachowuje się, jakby zapadła w głęboką śpiączkę. Ale tylko tyle mogę stwierdzić na podstawie oględzin.

- Kiedy może się obudzić?

- Nie wiem, dziś, jutro, za miesiąc, a może wcale. Dlatego potrzebuje dodatkowych badań.

- Na razie nie będzie dodatkowych badań. Monitoruj ją, utrzymuj w dobrym stanie.

- Dante, to..

- Nie - warknął ostro - obiecałem jej, że nie będzie żadnych badań, chcę dać jej szanse obudzić się samej. Jeśli jej stan się nie zmieni, śpiączka będzie się przedłużać, wtedy podejmiemy dalsze kroki.

Po tym wysłał Santoro na dół, żeby zbadał Rio. Usiadł na brzegu łóżka, dotykając delikatnie policzka Lilith.

- Mała, gdzie jesteś? - szepnął, nachylając się do jej ucha - gdziekolwiek poszłaś, wróć, proszę. Zrobiłaś tam dziś coś naprawdę niesamowitego. Nie potrafię tego zrozumieć, nie wiem, jak to jest możliwe. Wiem, że pewnie jesteś zmęczona, ale ja jestem samolubny. Potrzebuję Cię tu z powrotem. Słyszysz? Będę czekał na Twój powrót. Tylko nie każ mi czekać zbyt długo, mała. Moje serce nie jest tak dobre jak Twoje. Wróć, Lilith... Wróć zanim spalę ten świat do samych fundamentów z Twojego powodu.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania