Poprzednie częściMyrsky cz. 1 Myrsky cz. 2

Myrsky cz. 3

– Eemeli! Eeemeli! Masz syna! – krzyczały radośnie kobiety, wznosząc ręce ku zachmurzonemu niebu.

Mężczyzna pospiesznie zapiął skórzaną torbę i pobiegł do chaty. Nie zważał na poprzewracane przedmioty, zapomniał o strachu przed wichurą. Urodził się mu syn i tylko to miało znaczenie.

W chacie panował półmrok i zaduch. Powietrze było ciężkie od zapachu krwi wymieszanego z potem.

– Odsuń się, Eemeli, trzeba tu wpuścić trochę powietrza – jazgotała akuszerka.

Eemeli stał jednak w przejściu i ani myślał się ruszyć. Głaskał silną dłonią długą brodę i przypatrywał się swojej żonie, trzymającej niemowlę przy piersi.

– Nie podejdziesz zobaczyć go z bliska? – zapytała zachęcająco Pirjo. – To nasz syn.

– Czemu taki mały?

– Jest może troszkę mniejszy niż inne noworodki, ale pewnie szybko nadgoni. Przecież to twoja krew – odpowiedziała, uśmiechając się ciepło do męża.

Eemeli stał jeszcze chwilę, nie wiedząc co zrobić. Zganił się za rozczarowanie, jakie ogarnęło go na widok mizernego dziecka. W końcu jednak zdecydował się podjeść. Usiadł delikatnie na brzegu posłania. Spokojne ruchy nie pasowały do jego postury. Eemeli był rosłym mężczyzną. Słynął w wiosce ze swojej siły i mężności.

– Taki drobny – powtórzył, wkładając mały palec w dłoń niemowlęcia. – Ale będzie silny, o proszę jaki ma uścisk. – powiedział, odwzajemniając uśmiech żony.

Siedzieli tak jeszcze chwilę, wpatrując się w niemal hipnotyzujące oczy malca. Było w nich coś nieokreślonego, jakaś siła a może szaleństwo. Czuli to oboje, ale żadne nie wypowiedziało przypuszczeń na głos. Dopiero po dłuższej chwili Eemeli ocknął się, przetarł dłońmi twarz. Wytarł ręce o płócienne spodnie, jakby w ten sposób miał pozbyć się niezrozumiałych przeczuć.

– Idę pomóc innym. Trzeba uprzątnąć zwalone chaty, mamy dużo szczęścia, że nie ma więcej zniszczeń – mówiąc, błądził spojrzeniem po pomieszczeniu.

– Eemeli, to on powstrzymał wiatr. Ustał wraz z jego pierwszym krzykiem.

Nie odpowiedział. Zamiast tego odwrócił wzrok, aby żona nie dojrzała lęku w jego oczach. Wyszedł pośpiesznie. Potrzebował zaczerpnąć świeżego powietrza. Mieszkańcy wioski stali wokół rozproszeni. Kiedy wyszedł z chaty, zaczęli kolejno podchodzić, wręczać drobne upominki i gratulować. Eemeli uśmiechał się, żartował, ale w środku był pełen niepokoju. Wciągające niczym wir, oczy nowo narodzonego wyryły niemal piętno w jego sercu, zabierając coś równocześnie. Nikłe poczucie straty miało pozostać z nim na zawsze i pogłębiać się każdego dnia.

– Tato, tato, czy mogę iść do mamy? – dopytywała się malutka Pia.

– Idź i bądź dzielna. Twój brat jest malutki, będzie potrzebował twojej siły.

Rozczochrana dziewczynka wpadła zdyszana do chaty. Nie czekając na pozwolenie, wskoczyła na posłanie matki i wzięła za rękę braciszka.

– Spokojnie, nie zrób mu krzywdy – zaprotestowała Pirjo – zobacz, jaki jest drobny. Musimy o niego bardzo dbać. I popraw włosy, bo ci je obetnę.

– Będę o niego dbać. Jest słodki. – Pia wpatrywała się w niemowlęce oczy. Ogarnął ją chłód i przeszył dreszcz. Weszła pod przykrycie matki, nie odrywając spojrzenia od brata. Wzruszyła się jego delikatnością i wyraźnie wyczuwalną wewnętrzną siłą. – On będzie mały i silny, bardzo silny.

– Pewnie masz rację.

– Myrsky.

– Co? – zapytała zaskoczona matka.

– Myrsky to jego imię i nie możesz go zmienić.

– Nie można dać komuś na imię Myrsky… to nawet nie imię.

– Ale to jest Myrsky. – odpowiedziała stanowczo i wybiegła z chaty. Udała się prosto na pola. Zadarła głowę wysoko w górę i wbiła wzrok w szybko przesuwające się chmury. Kręcone włosy plątały się na wietrze. Była szczęśliwa, wreszcie miała kogoś, kto miał i ją, choć jeszcze tego nie wiedział.

Myrsky był wątłym dzieckiem. Rósł powoli i często chorował. Rodzice załamywali ręce, wzywali znachorów z innych wiosek. Podawali synowi zioła, odprawiali rytuały, wznosili modły do Nieba. Tylko Pia wciąż z niedowierzaniem kiwała głową. Uważała, że zna brata lepiej od innych. Widziała w nim coś więcej niż drobne dziecko, widziała w nim tajemnicę. Pirjo i Eemeli również to wyczuwali, ale oczy syna wciąż wzbudzały w nich niezrozumiały lęk, a nie podziw czy zaciekawienie.

– Dajcie mu spokój, nie każdy musi mieć siłę i mięśnie jak tata. Myrsky choruje częściej od innych, ale rośnie i jest mądry. Jestem pewna, że nie złamie go byle katar.

Rodzice nie słuchali córki, ale chcąc nie chcąc, musieli odpuścić. Coraz silniejsze wichury utrudniały ludności życie. Ciągłe odbudowywanie domów i zniszczone uprawy sprawiły, że wszyscy byli zmęczeni.

– Kochani, powinniśmy przemyśleć pewne kwestie – rozpoczął pewnego wieczoru Eemeli, gdy wszyscy starsi zebrali się przy ognisku. – Może czas już odejść, znaleźć nowe miejsce…

Zapadła cisza. Mężczyźni kiwali potakująco głowami. Nikt się nie odezwał, ale sprawa była przesądzona. Nastał czas na zmiany.

– Nie! Jeszcze nie! Potrzeba czasu i potem będzie lepiej! – rozległo się mizerne wołanie.

Przy ognisku nastąpiło poruszenie. Wszyscy rozglądali się, wbijali oczy w ciemność, aby wypatrzyć tego, który niepodziewanie przemówił, ale ośmioletni Myrsky nie czekał i nieproszony podszedł do ogniska.

– Synku, daj spokój. – Eemeli pokiwał zrezygnowany głową.– Idź do matki, to nie miejsce dla ciebie.

– Ale tato, ja mogę to zmienić. Przestanie wiać! Potrzebuję tylko czasu, będę silniejszy, zobaczysz! – Podekscytowany krążył wokół zebranych. – Jestem Myrsky, Pia mówi, że to znaczy burza!

Eemeli nie wytrzymał. Wstał i chwycił chłopca za ramię.

– Siostra naopowiadała ci bajek! Co ty możesz zrobić?! Nawet siekiery nie potrafisz utrzymać, ledwo na nogach stoisz! Jesteś zwykłą niedołęgą, odejdź i nie przynoś mi wstydu! – Wykrzyczane słowa ojca wbiły się w serce chłopca jak sztylety. Nieznane dotąd emocje buzowały, piętrzyły się i wypłynęły w postaci zwykłych, niepozornych łez. Dłonie zacisnęły się w pięści, a niebo przykryły chmury, spowite czerwoną łuną. Zagrzmiało potężnie, aż ziemia się zatrzęsła, a mrok rozświetliła błyskawica.

– On jest przeklęty! To czarna magia! – krzyczeli zebrani. Niektórzy uciekli do chałup, reszta stała oniemiała.

Eemeli żałował swoich słów, ale nie dlatego, że wystraszył się burzy, żałował, zanim zdążyła nadejść, bo kochał swojego syna, nie uważał go za niedołęgę. Niestety tego, co powiedział, nie dało się cofnąć. To powiększyło poczucie braku. Chciał przytulić chłopca, ale nie potrafił się ruszyć. Nie rozumiał, co go powstrzymuje.

Myrsky pogrążył się w letargu, nie widział i nie słyszał, jego myśli znalazły się w wymiarze niedostępnym dla innych. Krążyły nad osadą, były wszędzie i nigdzie. Wolność ponad miarę. Wtedy po raz pierwszy tańczył z wiatrem ponad chmurami.

– Co się stało? – Pia wybiegła z domu. – Myrsky, ocknij się. To ja Pia. Już wszystko dobrze – mówiła nerwowo. Przytulając mocno brata, wciąż zerkała w niebo. Choć zawsze wiedziała, że jest wyjątkowy, to była zaskoczona jego siłą i jej nagłym objawieniem. – Pamiętaj, jesteś trochę mną a ja tobą. – Po tych słowach Myrsky zemdlał i wszystko ustało.

Pirjo obserwowała całe zdarzenie z oddali. Nie odważyła się podejść do dzieci. Nie skrytykowała męża, nie przytuliła syna. Milczała i to milczenie miało trwać o wiele dłużej niż jeden dzień.

Następne częściMyrsky cz. 4 Myrsky cz. 5 Myrsky cz. 6

Średnia ocena: 4.4  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (6)

  • Ocmel 2 miesiące temu
    Cześć ;) Fajny ten powrót do przeszłości, który nieco rozjaśnia dziwactwa Twojego bohatera. Wyszło w porządku, choć nie obraziłabym się o kilka bardziej obrazowych opisów. Dyskusja przy ognisku wydaje mi się odrobinę sztuczna - facet mówi coś super ważnego, reszta kiwa głowami i byłby koniec, gdyby nie reakcja dziecka. Przekazujesz fajną, ciekawą historię, jednak dobrze byłoby odrobinę ją podkolorować, żeby czytelnik mógł lepiej wczuć się w klimat.
    Zostawiam też kilka potknięć, ale to zwykła kosmetyka, bo warsztat masz dobry ;))
    "Urodził się mu się syn i tylko to miało znaczenie." - 2x się
    "– Odsuń się(+,) Eemeli, trzeba tu wpuścić trochę powietrza – jazgotała akuszerka. – Eemeli stał jednak w przejściu i ani myślał się ruszyć. Głaskał silną dłonią długą brodę i przypatrywał się swojej żonie, trzymającej niemowlę przy piersi." - masz tu źle zbudowane, druga część wypowiedzi jest raczej narracją
    "Zganił się, za rozczarowanie jakie ogarnęło go na widok mizernego dziecka." - przecinek powinien być przeniesiony przed "jakie"
    "Słyną w wiosce ze swojej siły i mężności." - słynął
    "– Tato, tato(+,) czy mogę iść do mamy? – dopytywała się malutka Pia."
    "Ogarną ją chłód i przeszył dreszcz." - ogarnął
    "– Ale to jest Myrsky. – odpowiedziała stanowczo i wybiegła z chaty." - zbędna kropka po "Myrsky"
    "Rodzice nie słuchali córki, ale chcąc czy nie chcąc, musieli odpuścić." - raczej "chcąc nie chcąc"
    "Coraz silniejsze wichury utrudniały ludności życie. Ciągłe odbudowywanie domów i zniszczone uprawy sprawiły, że wszystkim było trudno." - to nie błąd, ale "utrudniały" i "trudno" na moje ucho brzmią trochę ciężko
    "– Synku, daj spokój(+.) – Eemeli pokiwał zrezygnowany głową.(+ -) Idź do matki, to nie miejsce dla ciebie."
  • Justyska 2 miesiące temu
    Cześć. Dzięki piękne za błędy, już poprawione. Trudno się nie zgodzić z uwagą dotyczącą rozmowy przy ognisku. Czasem trudno mi znaleźć balans pomiędzy nadmiarem opisów a akcją. Ale uczę się:) Pomyślę i pewnie jeszcze przy tym poszperam.
    Pozdrawiam serdecznie!
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Justyska↔Dozujesz, co jest grane, jak w rasowym serialu. Coś nie coś wyjaśnić, ale nie wszystko.
    Np" jego wszystkie zdolności i jakie może mieć siostra, skoro łączy ich pewna więź.
    I w ogóle, co z tego finalnie wyniknie. Na dodatek ukazanie, jak odmienność, może drażnić, nawet gdy przydatna.
    No i ostatnie zdanie. Urwane odpowiednio. Itd...
    Będę czytać następne:)↔Pozdrawiam:)↔%
  • Justyska 2 miesiące temu
    Staram się dozowac, obym nie przegięła;) dziekuje DD :))
  • pasja 2 miesiące temu
    Jesteśmy na początku drogi. Narodziny powinny być radosne, bo osesek czuje odrzucenie.
    „Zganił się za rozczarowanie, jakie ogarnęło go na widok mizernego dziecka”… Ojciec zawsze pragnie potomka mocnego, wiemy, że on sam jest silnym mężczyzną. Jego radość gdzieś jest, ale nie taka jaka powinna być. Matka zaś instynktownie stara się uładzić gorycz.
    "Było w nich coś nieokreślonego, jakaś siła a może szaleństwo. Czuli to oboje, ale żadne nie wypowiedziało przypuszczeń na głos… często ta inność wizualna ma inną wartość, której nie zobaczymy, jeśli nie poznamy jej wnętrz… "Eemeli, to on powstrzymał wiatr. Ustał wraz z jego pierwszym krzykiem"… tutaj wchodzimy w twoj wymysł.
    "Nie! Jeszcze nie! Potrzeba czasu i potem będzie lepiej!… i odpowiedź ojca raniąca na zawsze serce… "Jesteś zwykłą niedołęgą, odejdź i nie przynoś mi wstydu!"… jak musiał się poczuć? Dobrze, że ma pewne ciepło w ramionach matki i siostry. Siostra tutaj jest najbardziej ukorzeniona w nim.
    "Wolność ponad miarę. Wtedy po raz pierwszy tańczył z wiatrem ponad chmurami"… a jednak ma moc ujarzmienia wiatru. Czy zdoła ukazać wszystkim swoją silę nad żywiołami? Czy ojciec zmieni nastawienie do niego? Chociaż wiemy, że gdzieś w środku kocha swojego syna… tylko dlaczego miłość ukrywa w tej bolesnej ciszy.

    Pozdrawiam
  • Justyska 2 miesiące temu
    Rozpadająca się rodzina to smutny obraz, dziękuję Pasjo za ciekawy komentarz.
    Pozdrawiam!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania