Poprzednie częściMyrsky cz. 1 Myrsky cz. 2 Myrsky cz. 3

Myrsky cz. 4

O poranku w osadzie panowała napięta atmosfera. Ludzie bez słowa pakowali swoje rzeczy i przygotowywali konie do drogi. Nie rozmawiali o wydarzeniach minionej nocy. Woleli zapomnieć nie tylko burzę, ale i chłopca. Dziwne imię Myrsky miało już nie zagościć na ich ustach, stało się niechciane jak wichury nawiedzające wioskę.

Pia spała przytulona do brata, kiedy rodzice wynosili ostatnie torby z domu.

– Wstawaj, musimy jechać – Eemeli rzucił beznamiętnie polecenie, potrząsając córkę za ramię.

– Jechać, gdzie? Naprawdę odchodzimy? – Nie czekała na odpowiedź, sen szybko zniknął i wróciły wspomnienia z minionego wieczora. – Myrsky, obudź się – wyszeptała bratu do ucha.

– Zostaw go, niech śpi.

– Śpi? Chyba nie chcesz go zostawić? Tato?

– Nie mam wyjścia. Wszyscy się go boją… ja też – wymamrotał pod nosem, nie podnosząc oczu znad tobołków. Wciąż coś poprawiał, wkładał i wyciągał. Najwyraźniej chciał być czymś zajęty, ale bólu nie potrafił nigdzie upchnąć.

– Przecież to twój syn! Jak możesz? – Zanosiła się płaczem Pia. – To ja też zostaję. Myrsky jest za mały, żeby zostać bez opieki.

– Czyś ty zwariowała dziewucho?! On nie jest normalny! Widziałaś, co się wczoraj stało? – mówił ostrym tonem, jednocześnie powstrzymując się od krzyku. Zrobił się czerwony na twarzy. Pia wiedziała, że cierpi, ale nie mogła zaakceptować tej decyzji.

– Masz rację, nie jest. Jest wyjątkowy i mnie potrzebuje! Nas potrzebuje… Inaczej może się zgubić, zapomnieć…

– Zamknij się i do wozu! – Eemeli szarpał córkę za rękę. Tylko Pirjo pozostawała obojętna. Jakby znajdowała się w innym świecie. Machinalnie chowała ostatnie drobiazgi, nie zerkała nawet na śpiącego syna. Udawała, że przestał istnieć. Chciała wymazać z pamięci narodziny wątłego niemowlęcia, jego hipnotyzujące oczy, chude kolana, śmiech… Wszystko.

– Pozwól mi się chociaż pożegnać – błagała zrozpaczona Pia. Ojciec zwolnił uścisk. Szybko podbiegła do braciszka i złapała go za rękę. – Myrsky, kochany. Jesteś moim bratem, a ja twoją siostrą. Jestem trochę tobą, a ty trochę mną. Zawsze będę cię wyczekiwać i zawsze będę blisko w twoim sercu. I jeszcze jedno… pamiętaj… – szeptała przez łzy.– Będziesz od teraz sam na sam z wiatrem, a od wiatru można postradać zmysły. Będzie chciał cię oszukać, będzie udawał różne głosy, wiem, bo sama słyszałam, ale pamiętaj, to ty jesteś Burzą, Myrsky… nie zapomnij o mnie.

Rodzice kątem oka zerkali na tę poruszającą scenę, ale na siebie nie spojrzeli. Ulżyło im, że ich syn się nie obudził. Kiedy wsiadali na wóz, wiedzieli, że już nic nigdy nie będzie takie samo. Jakby w środku zimy wyburzyli jedną z czterech ścian domu i udawali, że mróz nie zagląda do środka. Tylko Pia szlochała otwarcie, pozostawiając cząstkę siebie razem z bratem.

Poczucie braku w sercu Eemeliego znów się powiększyło, próbował to ukryć, udawał sam przed sobą, że wszystko jest porządku, ale podskórnie wiedział, że pewnego dnia zwyczajnie pęknie, zapadnie się i nic nie będzie, w stanie mu pomóc.

*

Nastała cisza. Stukot kopyt, przyciszone rozmowy, wszystko zniknęło za horyzontem. Wioska opustoszała. Na stołach pozostały niedojedzone resztki jedzenia, brudne łyżki i poprzewracane kubki, świadczące o pośpiechu wyjeżdżających. Jedynie wiatr leniwie zaglądał do okien i wkradał się przez uchylone drzwi, jakby sprawdzał kondycję nowej własności.

Chłopiec obudził się dopiero następnego dnia. Wołał siostrę, szukał rodziców, zaglądał do domów, za każdym razem czując rozczarowanie, aż jego dziecięce serce zrozumiało, że został sam. Poczucie winy za rozpętaną burzę, sprawiło, że ogarnęła go nienawiść do samego siebie. Emocje wywołały ból głowy i wymioty. Szlochał, powtarzając, że nie chce być wyjątkowy, inny. W ogóle chciał przestać istnieć, rozpłynąć się w powietrzu, zapomnieć o sobie i pozwolić zapomnieć innym.

Wyszedł na łąkę, gdzie często bawił się z siostrą. Poddał się podmuchom wiatru, który rozpoczął powolny proces rozbierania chłopca ze wspomnień, spełniając poniekąd jego życzenie.

Następne częściMyrsky cz. 5 Myrsky cz. 6 Myrsky cz. 7

Średnia ocena: 4.8  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • Ocmel 2 miesiące temu
    Rozdział lepszy niż wcześniejsze pod względem technicznym. Choć zastanowiłabym się nad krzyczeniem szeptem (może raczej szeptanie ostrym tonem?) i "byciem w stanie", ogółem wypadło bardzo dobrze ;) Z Twoim tempem nie mam wątpliwości, że szybko zobaczę ciąg dalszy tej nieoczywistej historii ;))
  • Justyska 2 miesiące temu
    Hej, bardzo doceniam, że czytasz i wyłapujesz wpadki. Dzięki i liczę, że zostaniesz ze mną do końca tej pokręconej historii:))
  • Trzy Cztery 2 miesiące temu
    Ze spraw technicznych - masz dwa razy zapisane "wstanie" zamiast "w stanie", a po użyciu tego wyrażenia po raz drugi, masz zaraz słowo "stan", i to też się rzuca w oczy, więc może warto coś tam zmienić i w zdaniu o wietrze:

    Jedynie wiatr leniwie zaglądał do okien i wkradał się przez uchylone drzwi, jakby sprawdzał STAN nowej własności.

    Czytam Twoją opowieść, a ona mnie wciąga w swoją tajemniczość, w swój mrok I w głębię ludzkich emocji. Ciekawe, co będzie dalej.
  • Justyska 2 miesiące temu
    Witaj, miło, że jesteś. Najwyraźniej czytałam to zbyt wiele razy i w rezultacie nie byłam "wstanie" ani "w stanie" tego zauważyć:)) Dzięki za czujne oko, już poprawione:)
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Justysko↔Bardzo na Tak! Tekst taki... spójny... ''zwyczajny''... a jednocześnie nadal tajemniczy.
    Jakby dwa różne światy. Bliskie i dalekie jednocześnie, w zrozumieniu... odrzucenie odmienności,
    ale nie raczej z braku miłości, tylko z jakiegoś... lęku. Tylko siostra, wie więcej.
    Czy relacja i więź między nimi, okaże się bardzo istotna. Dla całości?
    Następną rzecz jasna, przeczytam:)↔Pozdrawiam:)%
  • Justyska 2 miesiące temu
    Dziękuję DD, cieszę się, że się podoba. To miała być krótka historia, ale jakoś mi się zaczęła rozrastać w rękach, obym z drożdżami nie przesadziła:)
  • pasja 2 miesiące temu
    Najgorszą rzeczą jaka może spotkać człowieka, jest wykluczenie ze społeczeństwa, a w tym wypadku przez najbliższych.
    „Dziwne imię Myrsky miało już nie zagościć na ich ustach, stało się niechciane jak wichury nawiedzające wioskę”… ucieczka przed małym chłopcem całej wioski jest chyba powodowana strachem, lecz jest niewytłumaczalna. Dobrze, że nie zabito go.
    "Śpi? Chyba nie chcesz go zostawić? Tato?"… pytanie na które nie dostała odpowiedzi. siostrzana miłość i dziecięcy umysł okazuje się być bardziej ponad wszystkim.
    "Wciąż coś poprawiał, wkładał i wyciągał. Najwyraźniej chciał być czymś zajęty, ale bólu nie potrafił nigdzie upchnąć"… siła strachu i poniekąd wstydu przewyższyła decyzję. Duma ojca nie pozwalała na wstawienie się za synem.
    "Udawała, że przestał istnieć. Chciała wymazać z pamięci narodziny wątłego niemowlęcia, jego hipnotyzujące oczy, chude kolana, śmiech"… patriarchat matki nie liczył się i nie mogła nic poradzić, zniewolenie kobiety i trwanie przy mężu. Mogła zostać razem z synem, ale nie została… „ale pamiętaj, to ty jesteś Burzą, Myrsky… nie zapomnij o mnie”… czy pozostawiła chłopcu nadzieję tymi słowami?
    "jego dziecięce serce zrozumiało, że został sam. Poczucie winy za rozpętaną burzę, sprawiło, że ogarnęła go nienawiść do samego siebie"… nawet nie miał do nikogo żalu, tylko do siebie… "Poddał się podmuchom wiatru, który rozpoczął powolny proces rozbierania chłopca ze wspomnień, spełniając poniekąd jego życzenie… a jednak w snach widział obrazy z tamtego życia.

    Teraz poskładałaś puzzle i powoli tworzy się historia Burzy.

    Pozdrawiam
  • Justyska 2 miesiące temu
    Tak, powoli składam elementy:) I tu bardzo, bardzo dziękuję, za takie czytanie:)
    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania