Poprzednie częściMyrsky cz. 1 Myrsky cz. 2 Myrsky cz. 3

Myrsky cz. 8

Nowa osada powstała w południowej części kraju. W czasie podróży zdania były podzielone. Jedni chcieli kierować się na północ i szukać schronienia wśród gór, a drudzy uważali, że równinne południe będzie bezpieczniejsze ze względu na łagodniejsze zimy. Po długich rozmowach zdecydowali jednak wysokie szczyty pozostawić w oddali i znaleźć bezpieczny zakątek na skraju rozległych lasów.

Od czasu osiedlenia Pirjo znikała na całe dnie. Wędrowała samotnie po lesie i polach, zapominała o domowych obowiązkach. Pogrążyła się w ciasnym świecie gdzieś pomiędzy tęsknotą a wyrzutami sumienia, zadręczając się do granic rozsądku. Z dumnej ze swych krągłości, pewnej siebie kobiety, pozostał nikły cień, przechadzający się po okolicy niczym duch.

Eemeli długo nie zwracał uwagi na zachowanie żony, odtrącił jej ból, a później do niego przywykł. Był zbyt zajęty organizowaniem nowego życia wraz z innymi mieszkańcami. Tym razem postanowili zrobić wszystko, co się da, by powstrzymać podmuchy wiatru. Nowe domy powstały na skraju lasu, tak aby gęsta roślinność mogła osłonić je z południowej strony. Od północy zaś trwała niekończąca się budowa wietrznej zapory, która zgodnie z planem miała otoczyć domostwa także od wschodu i zachodu, tworząc zamknięty krąg ze ścianą lasu. W ciągu kilku lat powstało wysokie, drewniane ogrodzenie, grube na trzy pnie, wzmocnione dodatkowo kamieniami i workami z piaskiem.

Eemeli często siadał i spoglądał na to wspólne dzieło. Poczucie bezpieczeństwa rosło wraz z nim, ale nie wiedział, że podobne bariery zbudował też w samym sobie dokładnie, otaczając rozrastającą się pustkę. Unikał milczącej wciąż żony, która w przypływach żalu potrafiła płakać godzinami - pełna sprzecznych uczuć znienawidziła siebie. Przecież porzuciła własne dziecko. Spał tak niewinnie, gdy zamykała za sobą drzwi, drobny, bezbronny. To wspomnienie rozdzierało jej serce. Bywały chwile, że zrywała się do biegu. Chciała wrócić do dawnej osady, odnaleźć syna. Ale po kilku kilometrach rezygnowała, pokonana strachem. Była pewna jego nienawiści, a wspomnienie burzy, którą wywołał, napawało ją strachem.

– To się musi skończyć. Też tęsknie, ale nie mieliśmy wyboru – tłumaczył z przyzwyczajenia żonie, przygotowując wędki.

– Zawsze jest jakiś wybór. – Wypowiedziane pierwszy raz od lat słowa, zaskoczyły Eemeliego. Spojrzał dociekliwie w jej oczy. – Zawsze jest. Źle zrobiliśmy mężu. Pia też cierpi, zaczęła mówić do siebie i to wszystko moja wina.

– Nie twoja, nie mów tak. W życiu człowieka wpisanych jest wiele cierpień. To jest nasze.

– Nic nie rozumiesz, to jest moja wina. To ja sprowadziłam na nas to nieszczęście. Byłam taka głupia. Biedny Myrsky… Mój synek, mój synek… – Eemeli nie dowiedział się niczego więcej. Pirjo popadła w rodzaj amoku. Kołysała się na łóżku ze wzrokiem wbitym w podłogę i wciąż nawoływała.

Był skołowany. Słyszał wiele razy, że wiatr nie tylko łamie drzewa, ale może też doprowadzać do obłędu, skruszyć najtwardszego ducha. Tej myśli nie chciał jednak do siebie dopuścić. Z rozmachem otwarł drzwi chaty, aż trzasnęły o zewnętrzną ścianę. Musiał zaczerpnąć powietrza, miał wrażenie, że lada chwila zacznie się dusić. Już miał odejść, gdy pod oknem spostrzegł skuloną starą akuszerkę.

– Co robisz? Podsłuchujesz? – Nie był nawet wściekły, raczej zrezygnowany.

– Przepraszam, martwię się o Pirjo, ona chciała dobrze. Zrobiła to dla ciebie.

– Co dla mnie zrobiła? Mów, że kobieto!

– Kiedy zaszła w ciążę po raz drugi, modliła się o syna. Wiedziała, że bardzo go pragniesz. Nie chciała cię zawieść. Modliła się do Nieba… i – tu przerwała, zakrywając twarz dłońmi. Była roztrzęsiona.

– Bredzisz, nic z tego nie rozumiem.

– Nie bredzę. Modliła się i obiecała, że jeśli urodzi się syn, będzie należał do Niego. Pirjo nawet nie wiedziała, co oznacza taka obietnica…

– Przecież to bajki, stare legendy. Nie ma żadnego Władcy Nieba czy czegoś tam. Odejdź lepiej.

Eemeli wypędził akuszerkę, zaprzeczając wszystkiemu, ale w głębi serca wierzył jej. Nie miał innego wyjścia. Ukłucie znów rozszerzyło granice pustki, traktując stawiane przez lata zapory jak niedorzeczny żart. Początkowo chciał wejść z powrotem do domu. Wykrzyczeć złość, szarpnąć żonę za ramię, może nawet uderzyć. Krążył zamiast tego koło domu jak zraniony pies. To prawda, że pragnął syna, ale nie za taką cenę, gdyby tylko wiedział… Gdyby wiedział, nigdy by nawet o tym nie wspomniał.

Nie potrafiąc zebrać myśli, wyszedł poza osadę. Stojąc na środku łąki jak niegdyś jego żona, skierował wzrok ku czystemu niebu.

– Zabrałeś mojego syna! Wykradłeś go, podstępem wykorzystując nasze słabości! Możesz być pewny, że jeszcze tego pożałujesz! Cały świat przestanie w ciebie wierzyć! Będziesz władcą niczego! Bo jesteś niczym! Niczym! Słyszysz?!

 

Tej nocy w okolicy rozszalała się burza, jakiej mieszkańcy jeszcze nie byli świadkami. Grzmoty wstrząsały ziemią, która nie nadążała wchłaniać ogromnych ilości deszczu. Woda wlewała się do domów. Ludzie wyszli na dwór, tarasowali workami z piaskiem wejścia. Pracowali aż do świtu bez wytchnienia. Przemoczeni i przerażeni, wznosili ciche modły o litość, ale dopiero o wschodzie deszcz ustał, wiatr ucichł i kiedy wszyscy odetchnęli z ulgą, stało się nieoczekiwane. Podmyte ogrodzenie runęło. Kilka domów zniknęło pod jego ciężarem. Wszyscy zgromadzili się na rynku, z niedowierzaniem wpatrując się w pobojowisko i niekończącą się łąkę, którą teraz mogli ujrzeć w pełnej okazałości. Ale nie piękny widok przyciągał ich wzrok, tylko stojąca na środku polany Pia.

Następne częściMyrsky cz. 9 Myrsky cz.10 Myrsky cz. 11

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Dekaos Dondi miesiąc temu
    Justysko↔Coraz bardziej umacniam się w przekonaniu, że z tego mógłby być film:)
    Wszystko jest takie... realne, takie ludzkie w odczuwaniu wielu spraw... uwikłaniu, różnych gnębiących myśli.
    Nie wiem, jak to ująć.. a jednocześnie, spowite nadal pewną tajemnicą.
    No i zakończenie... każe czekać na następną część:)
    ''Gdyby wiedział, nigdy by nawet nie o tym nie wspomniał''→... o tym nie...
    Pozdrawiam:)↔%
  • Justyska miesiąc temu
    DD dziękuję:) ostatnio zwolniłam z różnych powodów brakuje, ale kolejna część się pisze :))
    Pozdrawiam!
  • pasja 3 tygodnie temu
    „Z dumnej ze swych okrągłości, pewnej siebie kobiety, pozostał nikły cień, przechadzający się po okolicy niczym duch”… kobiety, a zwłaszcza matki dostają już na samym początku przycisk opiekunki. Odrzucenie dziecka pod namową męża bywa niewytłumaczalne. Ale patriarchat mężczyzny bywa(ł) silniejszy od rozsądku.
    „Poczucie bezpieczeństwa rosło wraz z nim, ale nie wiedział, że podobne bariery zbudował też w samym sobie dokładnie, otaczając rozrastającą się pustkę”… w nim też narastał bunt przeciw sobie, ale wizerunek dla ludzi przewyższał. Czy Eemeli potrafi przeciwstawić się woli?
    "Chciała wrócić do dawnej osady, odnaleźć syna. Ale po kilku kilometrach rezygnowała, pokonana strachem"… strach był jeszcze pod jej wewnętrznym lękiem schowany. Wystarczyło go uwolnić… "W życiu człowieka wpisanych jest wiele cierpień. To jest nasze"… jak często ulegamy kłamstwu, które często powtarzane staje się prawdą.
    „pobojowisko i niekończącą się łąkę, którą teraz mogli ujrzeć w pełnej okazałości”… a jednak natura domaga się prawdy o sobie, domaga się wolności, to człowiek zalewa ją betonem. Czy chłopiec zaczyna swoją walkę z jej wrogami?
    „Ale nie piękny widok przyciągał ich wzrok, tylko stojąca na środku polany Pia”… dziewczynka nie widzi pobojowiska, widzi piękno przyrody.
    Ciekawie łączysz fantasty z dzisiejszym środowiskiem, które powoli ginie. Dlatego te wszystkie narastające kataklizmy są odwetem na niszczenie klimatu.

    Serdecznie pozdrawiam
  • Justyska 3 tygodnie temu
    Pasjo, Twoje komentarze dodają skrzydeł:) dzięki za odkrycie przemyconych wątków.
    Pozdrawiam!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania