Zdrada - rozdział 11 + epilog

Kilka dni później

Od tamtej nocy każdy dzień był koszmarem, który zdawał się nie mieć końca. Czułam się wykończona, straciłam apetyt i najchętniej nie wychodziłabym z łóżka. Wciąż myślałam w kółko o tym samym. Zastanawiałam się nad jedną rzeczą, ale nie potrafiłam znaleźć właściwej odpowiedzi na męczące mnie pytanie. Nie umiałam określić, co mnie bolało bardziej – śmierć Nyks czy fakt, że zobaczyłam jej prawdziwe oblicze.

Nowe łzy napłynęły mi do oczu. Najgorszą z tych rzeczy było poczucie, że jestem skończoną idiotką. Nie chciałam uwierzyć Czarnemu. Żyłam w przekonaniu, że moja podopieczna była chodzącym aniołem, a tak naprawdę wyhodowałam na swojej piersi żmiję.

Płakałam, ale to wcale nie przynosiło mi ulgi. Stawałam się cieniem własnej siebie.

Nie chciałam nikogo widzieć. Ciocia i Czarny przyjęli moją decyzję z szacunkiem. Czasami nawet ich słyszałam, jak krążyli pod drzwiami pokoju, coś do siebie szepcząc. Raz nawet byłam na tyle skupiona, by podsłuchać, jak ciocia tłumaczy Czarnemu potrzebę przeżywania żałoby samotnie. Wiedziałam, że martwili się o mnie.

Koniec końców to on nie wytrzymał i pierwszy się przełamał. Nie kojarzyłam, jaki był dzień tygodnia, wiedziałam jedynie, że słońce chyliło się ku zachodowi. Usłyszałam ciche pukanie, a potem Czarny wślizgnął się do środka.

Dziwne. Jego widok nie niósł ze sobą żadnych niemiłych wspomnień. Poczułam się bezpiecznie, zalała mnie fala kojącej duszę ulgi. Właśnie tego było mi teraz trzeba.

– Jak się czujesz? – spytał cicho, klękając przy łóżku.

Wyciągnął ręce i objął nimi moje dłonie, chcąc zapewne dodać mi otuchy. Poczułam miłe ciepło. Starałam się uśmiechnąć pocieszająco. Zważywszy na to, że czułam się i wyglądałam jak kupka nieszczęścia, wyszedł mi zapewne jakiś koślawy grymas. Ja naprawdę nie chciałam dokładać mu zmartwień.

– Bywało lepiej – odpowiedziałam, nie patrząc na niego. – Szkoda, że pełnia tak krótko trwa, pohasała bym jeszcze – dodałam sztucznie wesołym tonem.

Fakt, że nie byłam wilkołakiem czystej krwi, sprawiał, że przybierałam zwierzęcą postać tylko podczas tych wyjątkowych nocy.

Moja uwaga miała zabrzmieć wesoło, ale ostatecznie rozpłakałam się. Obydwoje wiedzieliśmy doskonale, że ten mój tekst był kompletnie od czapy. Szlochałam mu w ramię dostatecznie długo, by pozbyć się uczucia porażki i smutku. Nadal bolało, ale teraz czułam się chociaż odrobinę lepiej.

– Dziękuję – wyszeptałam.

Delikatnie otarł kciukiem ostatnią łzę z mojego policzka. Nie wiedziałam, jak udało mu się zmieścić w takim małym geście tyle czułości.

– Opowiedz mi o tamtej nocy – poprosiłam.

Podniosłam się do pozycji siedzącej, a on zajął miejsce koło mnie i objął mnie ramieniem. Wtuliłam się w niego. Chciałam, by to nigdy się nie skończyło. Czułam się przy nim dobrze.

– Jesteś na to gotowa? - spytał.

Skinęłam głową. Oczywiście, że nie byłam, ale wolałam mieć to już za sobą. Słuchając, starałam się nie uronić ani jednego słowa.

Czarny opowiedział mi o zaplanowanej obławie na wilki. Ktoś z wioski wezwał odpowiednie służby, które miały wybawić miejscowych od problemu. Celem była oczywiście para alfa. Ich zabicie miało odstraszyć pozostałe wilki i zmusić do tego, by zaniechały dalszych polowań. Ciocia po mojej ucieczce ocuciła Czarnego i wyjaśniła mu, co się stało.

Zaczerwieniłam się jak piwonia, przypominając sobie, co zrobiłam mojemu towarzyszowi i wbrew sobie zachichotałam.

– Przepraszam. – spojrzałam na niego, robiąc maślane oczka.

Machnął ręką, ale ja doskonale pamiętałam, co mu zrobiłam. Otrzymał ode mnie naprawdę solidny cios. Zmieniłam temat.

– Zastanawia mnie, kim był samiec alfa dla Nyks – wypowiedziałam na głos swoje myśli.

Pamiętałam jej rozpacz nad jego ciałem i przełknęłam głośno ślinę.

– To był Marduk, jej starszy brat – odparł Czarny. – Omamił ją wizją stworzenia nowego wzoru watahy. Była na tyle naiwna i ślepa, by nie widzieć, kim naprawdę był. Mordercą. Nyks kochała go, a on to wykorzystał. Zamordował swoich rodziców tylko dlatego, że nie chcieli mu wyjawić, gdzie jest Nyks.

Musiało mieć to miejsce krótko po tym, jak ja się nią zajęłam. Wiedziałam o śmierci rodziców Nyks, ale nie miałam pojęcia kto za tym stał. Wzdrygnęłam się. To było okropne. Wilkołaki może i nie należały do najprzyjemniejszych stworzeń na tej planecie, ale nawet dla nas były jakieś granice przyzwoitości.

– Marduk szybko odnalazł Nyks i od nowa zaczął prać jej mózg. Zawsze czaił się niedaleko miejsca, w którym się skryłyście. W czasie, gdy ty byłaś na polowaniach, Nyks pędziła do swojego braciszka – Czarny niemal wysyczał ostatnie zdanie.

Pokręciłam głową z niedowierzaniem. Byłam tak zaślepiona jej doskonałością, że nawet nie dostrzegałam jakichkolwiek niepokojących sygnałów. Głupia.

– To był jej pomysł z tym udawanym porwaniem – warknął. – Nyks ubłagała Marduka, by cię nie zabijał. Widać miała do ciebie jakiś sentyment. – zerknął na mnie.

Teraz to nie miało jakiegokolwiek znaczenia. Czułam się jakby ktoś żywcem wyrwał mi serce, jednak chciałam wiedzieć już tylko jedno.

– Dlaczego ty zostałeś? – spytałam.

Spuścił głowę. Wiedziałam, że poczuł się zakłopotany tym bezpośrednim pytaniem, ale ja naprawdę musiałam znać odpowiedź na to pytanie.

– Widząc jak potworem staje się Nyks, zacząłem odczuwać wyrzuty sumienia. Nie chciałem już żyć jak Marduk i inni. Postanowiłem odkupić swoje winy i znalazłem na to sposób.

Uśmiechnęłam się szczerze, zadowolona z tego, co usłyszałam.

– To była najlepsza decyzja pod słońcem – odpowiedziałam, potem pocałowałam go.

Epilog

Dzisiaj po raz pierwszy spadł śnieg. Sypał gęsto i szybko okrył las miękką, puchową kołderką.

Biały szczeniak raz po raz próbował wyć. Był taki śmieszny, z tymi swoimi krótkimi łapkami, słodkim pyszczkiem i podkręconym ogonkiem. Ten gest godny prawdziwego wilka kompletnie mu nie wychodził, ale był do prawdy uroczy w swoim staraniach. Potrząsnęłam łbem, a potem zawyłam, głośno i donośnie, tak by usłyszała mnie każda istota w tym lesie. Maleństwo z wrażenia aż przysiadło na ziemi.

Zaraz po mnie powietrze rozdarł krzyk sójki. Zupełnie, jak wtedy.

„Słyszałaś, Nyks?”, powiedziałam, odrywając myśli od tamtych zdarzeń.

Potem razem pobiegłyśmy, by powitać czarnowłosego wilka, który właśnie wracał z polowania.

 

***

Z góry dziękuję Wszystkim, którzy śledzili do opowiadanie. Byliście dla mnie ogromną motywacją, bardzo cenię sobie wszystkie Wasze uwagi. Jeszcze raz dzięki :)

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Vespera rok temu
    Ale jak to to już koniec?? Trochę szkoda, że tak krótko, ale z drugiej strony całość ma dobrą konstrukcję, w sam raz na takie opowiadanie. Podobało mi się i będę cię obserwować.
  • wolfie rok temu
    Dziękuję bardzo :)
  • Onyx 10 miesięcy temu
    Kurde, już koniec???
    To bardzo dobre opowiadanie. Jest ciekawe, ma zwroty, bohaterowie zachowują się bardzo naturalnie i są świetnie opisani. Pomysł jest intrygująco i równie ciekawie napisany. Za wszystkie części zostawiłam piateczkę ;)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania