Ostatni Imperator Rozdział 5 - Wyrocznie?

Dernier śnił o byciu kimś kogo nie znał. Siedział w jednym z rynsztoków otaczających rynek próbując w jakikolwiek sposób rozgrzać przemarznięte stopy. Jego spodnie kończyły się gdzieś w połowie łydki. Koszula była tak brudna, że właściwie utraciła swój fabryczny kolor. Długie, ciemne włosy opadały strąkami przysłaniając mężczyźnie pole widzenia. Dernier czuł smród bijący od samego siebie. Obrzydlistwo... pot, inne zapachy wydzielin ludzkiego ciała i kilka gorszych rzeczy. W tym momencie postać ze snu poczuła na swej prawej dłoni coś ciepłego. Momentalnie uniosła rękę na której znajdował się ślad krwi. Skóra powoli pękała z wyziębienia tworząc ohydne, trudne do zagojenia rany. Mężczyzna uniósł wzrok spoglądając błagalnie na przechodzących w pobliżu ludzi. Szlachtę, kupców czy zwykłych rzemieślników. Większość mijała go z wyrazem obrzydzenia na twarzy jednakże niektórzy nie potrafili powstrzymać zwierzęcych instynktów. Klęli na kulącą się postać, pluli, kilku posunęło się do kopnięcia żebraka, którym we śnie był Dernier. Mężczyzna westchnął cicho podnosząc się z ziemii gdy nagle pojawiła się przed nim postać w czarnym płaszczu. Każdy wiedział kim jest osoba w takim ubraniu. Długi, biały warkocz wypadający spod kaptura, brunatna blizna przecinająca twarz i sadystyczny uśmiech gdy Pradawny napotkał spojrzenie swojej przyszłej ofiary. Żebrak zaśmiał się cicho. Tak, zaśmiał się... prosto w twarz Pradawnego.

- Wszystkich was podporządkuje -Wymamrotał obdartus - Zobaczysz...

Dernier otworzył gwałtownie oczy wbijając wzrok w ścianę obok łóżka. Kolejny sen, kolejny, który wydaje się aż zbyt realny... Co to do cholery jest...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Mężczyzna jadł śniadanie w towarzystwie Satiraha. Jajka, boczek, świeży chleb. Coś co w Zalesiu wydawałoby się bogactwem tutaj było skromnym śniadaniem. Dernier podzielił się swoim snem z kupcem. Opowiedział mu wszystko bardzo dokładnie zachowując niezwykłą szczegółowość. Starzec po wysłuchaniu histori podrapał się po siwej brodzie wbijając wzrok w okno. Rozmyślał... można to było wywnioskować po zmarszczonych brwiach i zaciśniętych w wąską linię ustach. Pół berserker w ciszy jadł kolejne i kolejne części śniadania. Wciąż czuł niepohamowany głód. Tłumaczył to sobie wydarzeniami poprzednich dni. Roztrojone nerwy, utrata Arthala, przebudzenie genu. To wszystko musiało wywrzeć wpływ na jego organiźmie. Dernier podrapał się po szyi. Czuł jakby uwieranie pod skórą, jak gdyby coś dostało się w otwartą ranę, która zasklepiła się nie wypychając z wnętrza ciała czegoś co się tam dostało. Ugh... obrzydliwe uczucie...

-Miałeś wśród przodków jakieś Wyrocznie? - Zapytał niespodziewanie Satirah.

Mężczyzna w pośpiechu przełknął kęs chleba kręcąc głową.

- Nic o tym nie wiem - Stwierdził -tylko Wiedzący i Berserkerzy.

Kupiec mruknął cicho spoglądając na szyję Derniera.

- Twoja nocna przygoda wygląda trochę jak Złote Sny, sposób w jaki niektóre Wyrocznie widzą przyszłość-Stwierdził starzec - Co ty się tak ciągle drapiesz?

Pół berserker chrząknął kładąc dłoń na stół. Satirah wstał podchodząc do krzesła na którym siedział mężczyzna.

- Pokaż -Rozkazał odchylając głowę Derniera w bok -Hm...

- Co tam jest?

- Nic takiego, podrażniona skóra-Stwierdził kupiec -Nie drap tego.

Dernier mruknął cicho odpychając od siebie talerz. Najadł się, wreszcie...

- Posprzątaj po śniadaniu -Powiedział starzec -I zaparz kawy, musimy porozmawiać...

~~~~~~~~~~~~~~~

Pół berserker posłusznie posprzątał po posiłku i zabrał się za parzenie kawy. Wiedział jak to zrobić, Mos, właściciel karczmy w Zalesiu pokazał mu kiedyś jak to zrobić. Dernier do teraz nie wiedział skąd oberżysta brał ziarna. Każdy kupiec ma swoje sekrety. Mężczyzna zaśmiał się pod nosem biorąc w dłonie dzbanek z napojem oraz dwie filiżanki z białego szkła ozdobione ręcznymi malunkami przedstawiającymi fioletowe kwiaty. Postawił wszystko na stole siadając naprzeciw Satiraha, który znów w zamyśleniu spoglądał w okno. Po jakimś czasie zmarszczył brwi jak gdyby przypomniał sobie o obecności Derniera. Pół berserker dopijał właśnie drugą filiżankę kawy, gdy kupiec chrząknął cicho wbijając spojrzenie w mężczyzne.

- Zastanawiałeś się kiedyś czym dla człowieka jest sumienie? - Zapytał enigmatycznie Satirah - Jak to jest, że nawet największy łotr czuje wewnętrzną potrzebę spłaty długu?

Dernier zmarszczył brwi opierając się na krześle.

- Czy to wyuczona poza, nabyta jako bardzo silny odruch bezwarunkowy czy tak poprostu musi być, tak jak na przykład z biciem serca -Kontynuował starzec - Tak musi być i koniec...

Pół berserker zmarszczył brwi.

- Nie myślałem nad tym - Powiedział cicho.

Kupiec parsknął śmiechem.

- Daleko Ci do filozofa, przyjacielu -Stwierdził-Poprosiłeś mnie bym pozwolił Ci uczyć się walczyć.

Dernier skinął głową wbijając zaciekawione spojrzenie w oczy kupca które nie wyrażały kompletnie nic.

- Nie potrafię walczyć - Powiedział Satirah - Nie mogę Cię niczego nauczyć.

Dernier niemal bezgłośnie westchnął.

- Mam znajomego - Stwierdził po chwili ciszy kupiec - Człowieka, który jeszcze nigdy nie został pokonany, ale... byś mógł się u niego uczyć nie wystarczą znajomości ze mną...

Pół berserker wyprostował się na krześle.

- Będę trenował najciężej jak umiem, obie...

- Będziesz, na pewno będziesz, już On Ci to zagwarantuje - Przerwał kupiec -Zanim Cię do niego wyśle musisz wiedzieć pare rzeczy.

Dernier skinął głową wpatrując się płonącymi oczyma w Satiraha.

- Nie będę owijał w bawełne -Stwierdził starzec - W nie jest kimś kto będzie się z Tobą pierdolił w tańcu, nie przejdziesz przemiałki nie masz czego szukać...

- W? - Zapytał ze zdziwieniem Dernier

- W, tak ma na imię, nie przerywaj -Powiedział z irytacją kupiec - W jest berserkiem, najprawdopodobniej najsilniejszą osobą z jaką będziesz miał kontakt.

- Świetnie, tępawy osiłek ma uczyć mnie walki - Pomyślał Dernier przewracając oczyma - Uga buga napierdalaj tutaj, kolejna lekcja... ehh

Satirah uśmiechnął się pod nosem.

- Pamiętaj, że każdy człowiek ma drugie dno, a książek nie ocenia się po okładce - Powiedział starzec - Wstawaj, pójdziemy na targ, zrobimy zakupy, a potem przejdziesz się do W, myślę, że Ci się spodoba...

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • A. Hope.S miesiąc temu
    Ahrrrr… No niech cię furta z lasu ściśnie!!!! ZA KRÓTKIE!
    Pare miejsc była zabawna ( roześmiałam się na całą gębę), albo to ja inaczej odbieram, ponieważ moje myślenie jest inne od pozostałych. Połkniętych babolów czy jak to się w tych czasach nazywa- nie widział jednie co tak trochę w oko mi weszło to:
    Kupiec mruknął cicho spoglądając na szyje Derniera.- szyję - ale nie jestem pewna.
    Nie zwlekaj z 6r.!!!!!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania