Zmierzch Ostrza – Rozdział 3

Za część złota zakupili wóz i konia, było to najwygodniejsze rozwiązanie zarówno dla Thomasa, jak i Edmunda. W ciszy mijali spalone chaty i liczne zwłoki na drodze. Wojna nie przyniosła nic dobrego prócz głodu i zniszczenia.

— Jak myślisz bracie, wróg nie doszedł do Cardberry? — spytał blondyn, siedząc z tyłu.

— Nie mam pojęcia. Obie strony wykrwawiły się w wielu potyczkach, zwycięstwo było po naszej stronie, póki nie wprowadzili nowej broni. Sądzę, że dzięki temu impasowi nasza posiadłość nadal stoi, a matce nic nie jest. — Na wspomnienie rodzicielki posmutniał. Wracali powoli do domu, ale w jakim stanie? Przecież jak zobaczy Edmunda, to zapłacze się na śmierć.

Stukanie wozu i kopyt przerywały, co jakiś czas ciszę. Nikomu nie chciało się gadać, mieli zdobyć chwalebne odznaczenia, sławę i dużo złota. Przynajmniej to ostatnie mają, żadna pociecha. Popędził konia i skupił swe myśli na drodze.

Dwa dni później dotarli na miejsce. Widok na Carberry zapierał dech w piersiach. Wielkie pola przepełniały okolice, tworząc morze z obfitej pszenicy, lasy zieleniły się dookoła, a pagórki z lśniącą trawą zachęcały do wypoczynku. Między nimi biegła długa droga, prowadząca do domu, pracujący wieśniacy z daleka poznali paniczów, lecz nikt ich nie powitał, nawet słowem. Wysłano chłopca do Pani, by poinformować o wzniosłym wydarzeniu.

Posiadłość przedstawiała się niezwykle okazale, zbudowana i zaprojektowana przez najlepszego budowniczego, cieszyła zarówno oko, jak i duszę. Trzypiętrowa z ogromnymi białymi drzwiami i masywnymi, drewnianymi okiennicami, kamień mimo lat wciąż pozostawał nietknięty przez czas. Przed wejściem zdążyła ustawić się służba, ich stroje lśniły czystością i porządkiem.

— Moi synowie! — krzyknęła kobieta o rdzawych włosach, gdzieniegdzie można było dostrzec siwy kosmyk. Pani domu mimo lat, nadal przedstawiał wzór piękna i dostojności. — Tak się cieszę, że żyjecie. Schodźcie z wozu, posiłek już czeka.

— Mamo... — Zaczął Thomas, zupełnie nie wiedział, co powiedzieć. Wstyd i hańba zasłaniały mu wszelkie słowa. Lady spojrzała na swych potomków, uśmiech zgasł na jej twarzy.

— Nic nie mów Tommy. Nic nie mów. Przenieście Edmunda do jego pokoju. — Zwróciła się do lokajów. — A ty chłopcze chodź za mną.

Starszy zsiadł z wozu i podążył za kobietą. Serce ściskał smutek i żal. Teraz zaczną się pretensję do niego, wszelkie krzywdy zostaną przypisane tylko jemu. Ze zwieszoną głową, przekroczył próg domu, wchodząc do jadalni, przygotował sobie mowę obronną, choć zapewne sąd zdążył wydać już wyrok.

— Matko ja...

Lady objęła go mocno, mocno ściskając jego głowę.

— Nie musisz nic mówić, synku.

Jeszcze nigdy nie słyszał tak delikatnego tonu. Chwyciła go niezwykła słabość, przez co upadł na kolana.

— Myślałem, że mnie znienawidzisz, Edmund przeze mnie już nie wstanie.

— Ciiii. Może w przeszłości byłam surowa, lecz nadal jesteście moimi dziećmi. Jak mogę obwiniać cię za taką tragedię? Ważne, że żyjecie, to jest dla mnie najważniejsze.

Oczy Thomasa napełniły się łzami, płacz jest niemęski, jak zwykle powtarzał. Niestety emocje są nieprzewidywalne i wyciskają z nas wszystko, włącznie z płaczem.

— Idź teraz odpocząć, rano przyniesie ukojenie. — Delikatnie ucałowała go w czoło. Ogromne wyrzuty sumienia ściskały jej serce, jaką była matką, skoro bał się jej własny syn?

Starszy z braci Wright opuścił jadalnie i pomaszerował do swego pokoju, pokonując schody. Pokój w ogóle nie uległ zmianie, kolekcja broni na ścianie, podręcznik walki na regałach i obraz bezimiennej wielkiej bitwy, wiszący nad łóżkiem. Legł na łóżku, nawet nie rozbierając się, wyczerpanie szybko przyniosło mu sen.

Obudził go hałas z dołu, zdecydował udać się za jego źródłem i tak już nie zaśnie. Przechodząc na niższe piętro, zauważył krzątających się ludzi i nadzorujących ich matkę.

— Mamo, co tu się dzieje? — Zapach ciętego drewna drażnił nos.

— Ach witaj Thomasie. Na Boga, jak ty cuchniesz, wanna już na ciebie czeka, właśnie miałam cię budzić. Najpierw to, a później ci wyjaśnię. Czyste ubrania również tam masz, te nadają się tylko do śmieci.

Wiedział, że z Lady kłótnia jest daremna. Poczłapał do pomieszczenia na końcu domu. Po zamknięciu drzwi uderzyła go fala gorąca i wilgoci. Powoli zdjął odzież, krzywiąc się z bólu, rana nadal dawała o sobie znać. Po kamienistej podłodze dotarł do drewnianej wanny, napełnionej po brzegi parującą cieczą. Wielką tajemnicą było to, jak ogrzewano to pomieszczenie. Ojciec do końca nie chciał mu tego zdradzić. Zanurzył się po pas, cudowne uczucie. Ile to już minęło, od czasu, gdy zaznał prawdziwej kąpieli? Aby pozbyć się brud, musiał naoliwić ciało i zeskrobać go tępym nożem. Pozostało tylko golenie ostrą i niebezpieczną brzytwą. Rezultat był wart ceny, zamiast żołdaka, stał wysoki, wysportowany młodzieniec, za którym panny spoglądały pożądliwym wzrokiem. Założył białą koszulę z długim rękawem i skórzane spodnie, ubrania typowego szlachcica.

— No i teraz wyglądasz przyzwoicie. — Skwitowała Pani domu.

— Możesz mi wyjaśnić matko, dlaczego pokój dzienny jest demolowany? Wracając tutaj, spojrzałem w tamtą stronę.

— To dla Edmunda, zawsze będzie, mógł, do nas dołączyć w czasie posiłku, na podwórze będzie miał niedaleko. Nie może ciągle siedzieć sam na górze. Siadaj przy stole, zaraz przyniosą śniadanie. — To powiedziawszy, zniknęła szybciej, niż grom na niebie. Skąd ta kobieta miała tyle energii? Kolejna z licznych zagadek.

— Mamy wystarczająco robotników do żniw? — rzucił w próżnie.

— Zadbałam o to. Czytałeś gazetę na stole? — odpowiedziała z głębi domu.

Chwycił papier i zaczął czytać: „Podpisanie traktatu pokojowego między Dragonią, a Utarią. Czy to początek ery braterstwa i dobrobytu? Postęp technologiczny w Dragonii, Warsztat Crossleya opuszcza pierwszy automobil, przyszłość na drogach”. Wreszcie jakieś dobre wieści, nie mając nieprzyjaciela na głowie, mógł zająć się sprawami majątku. Pozostają tylko bandyci, których głód i inne cholerstwo zmuszą do ataku. Centralna część kraju i Wschodnia nie zaznały okropieństw konfliktu, idealny cel dla rabusiów. Odrzucił gazetę i zajął się jedzeniem.

— A właśnie byłbym zapomniała. — Lady wparowała szybko do jadalni. — Trzymaj. — Położyła przed nim wielki, mosiężny klucz.

— Co to jest?

— Otworzysz tym gabinet ojca.

Myślał, że się przesłyszał. Po jego śmierci pomieszczenie to zostało zamknięte, nikt nie miał do tego dostępu. Matka zawsze ucinała rozmowy na ten temat.

— Jesteś tego pewna? — spytał, zabierając przedmiot.

— Powinnam już dawno ci go przekazać. Jako dziedzic powinieneś poznać, czym parał się twój ojciec i dlaczego nazywano go na przemian geniuszem i szarlatanem. Jednak ostrzegam cię, synku. To, co tam zobaczysz, zmieni twoje postrzeganie świata. Nigdy nie chciałam, byście kontynuowali jego prace. Tak niebezpieczne zajęcia... Jednak — westchnęła ciężko. — Jest to również pamiątka po zmarłym. Idź i zobacz. Później ci odpowiem, dlaczego głowa rodzina Wright zginął i jak.

Pozostawiła go z samymi wątpliwościami, poczuł szybsze bicie swego serca, wreszcie wiele tajemnic zostanie rozwianych. Ruszył w kierunku najwyższego pietra.

Średnia ocena: 4.6  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • ANQ 2 miesiące temu
    Podoba mi się ta tajemnica, jestem ciekawa, co odkryje Thomas w gabinecie.
  • krajew34 2 miesiące temu
    Cieszę się, że się podoba, w porównaniu do wcześniejszych moich tekstów, Zmierzch Ostrza to wolniejsza seria, jeśli chodzi o akcje.
  • Kapelusznik 2 miesiące temu
    Liczne błędy, znowu wydaje mi się, że za szybkie przyspieszenie akcji.
    4
    Pozdrawiam
  • krajew34 2 miesiące temu
    Dzięki za wpadnięcie.
  • Tomasz Bordo 2 miesiące temu
    (usunięte)
  • Something 2 miesiące temu
    Zgłaszam Cię.
  • krajew34 2 miesiące temu
    Something weź mnie tak nie strasz na przyszłość. :)
  • Tomasz Bordo 2 miesiące temu
    Something za co niby? Zresztą już od dawna powinienem ignorować twoje komentarze
  • Tomasz Bordo 2 miesiące temu
    krajew34 jak to czym cię straszy? Nie rozumiem.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania