Kaleka księżniczka z końca świata: Psychologia z Temu
10 września 2026, czwartek, 8:30, sala warsztatowa w ośrodku w Wielkopolsce
Spałam może trzy godziny. Pewnie widać to po mnie. Oczywiście mam to gdzieś.
Sala jest mała, z krzesłami ustawionymi w okrąg tak, żeby nikt nie mógł się schować w kącie - dokładnie to o czym marzę, ale tu nikt nie pyta o moje marzenia.
Warsztaty Świadomości Emocjonalnej - tak się to nazywa. Na marcowym turnusie nie było takich zajęć, a teraz są stałą częścią mojego grafiku.
Warsztaty prowadzi pani Ania. Kobieta w średnim wieku, ale zachowuje się tak jakby dopiero co skończyła studia, co bo mówi tak jakby recytowała formułki z podręcznika do psychologii, ale kompletnie bez zrozumienia wyuczonej wiedzy
- Jakie emocje czujesz teraz, w tej chwili,Lilianno? - pyta, kiedy przychodzi moja kolej.
Nawet przez myśl nie przychodzi mi powiedzenie prawdy. Nikt nigdy mi nie wierzy, że po prostu nie mam pojęcia co czuję. Każdy kopie głębiej, szukając maski której nie ma. Postanawiam wybrać coś neutralnego,ale wciąż w moim stylu
- Zmęczenie. Może lekkie zniecierpliwienie.
- A z czego to wynika?
Nie mówię jej i tym to, co zauważył Aleks po dwóch latach, co Magda mówi mi wprost od jakichś pięciu. Nie mówię, bo nie mam diagnozy, więc formalnie nie mam prawa nawet o tym wspominać, a poza tym wiem, jak to zwykle brzmi, kiedy ktoś bez papierka wyskakuje z autodiagnozą w rozmowie z profesjonalistą. Już widzę ten ironiczno-protekcjonalny uśmieszek - „no cóż, każdy dzisiaj coś sobie diagnozuje w tym internecie" Więc chcę ugryźć temat bez etykietek,bo może jestem naiwna,ale chcę coś wynieść z tych zajęć. A może połączy kropki?
- Trudno mi spamiętać o tych wszystkich niepisanych zasadach. Patrzeniu w oczy, zdawaniu pytań zwrotnych zwrotnych, odczytywać mimikę twarzy rozmówcy. Takie rzeczy nie przychodzą mi naturalnie.
Pani Ania kiwa głową, notuje coś w starym zeszycie.
- Chyba się tym za bardzo przejmujesz.
Okej, czyli nici z łączenia kropek.
- Może po prostu nie spotkałaś jeszcze odpowiednich ludzi - mówi dalej. - Takich, przy których nie trzeba by było tyle kalkulować.
Nie odpowiadam od razu. Strasznie naiwna ta psyholożka. Nikt ich na studiach nie uczy by wystrzegać się czarno-białego myślenia? Ta kobieta chce mnie na siłę wcisnąć w rolę zakompleksionej dziewuszki tak łaknącej akceptacji że analizuje każdy swój krok. Wątpię by nawet takie mimozy czuły że rozmawianie nie jest automatycznie, niezależnie czy chodzi o koleżanki z turnusu, babcię, listonosza czy psa sąsiada twojego kuzyna. Często czuję że wszyscy dostali instrukcję jak rozmawiać oraz odbierać sygnały społeczne. Wszyscy tylko nie ja.Ale nie potrafię tego sensownie ubrać w słowa, więc tylko wzruszam ramionami
- Większość ludzi i tak jest zadziwiająco nieinteresująca- mówię zamiast tego, bo to ta łatwiejsza prawda- Intelektualnie, mam na myśli.
Widzę, jak pani Ania unosi brwi. Ludzie często mają taki wyraz twarzy gdy słyszą coś czego się nie spodziewali. Nie, nie olśniło mnie. Nie jest to też coś,co by było dla mnie oczywiste. Po prostu to efekt wieloletnich obserwacji wielu twarzy. Logiczny wniosek. Nawet teraz nie przyszło mi to w pełni automatycznie. Mój mózg potrzebował parę dobrych sekund by rozpoznać wzorzec.
- A masz jakieś zainteresowania, które cię intelektualnie satysfakcjonują?
- Wolę czasem analizować postacie z książek niż ludzi - mówię, bo to też prawda, i dodaję, zanim zdąży zapytać dlaczego: - Fikcyjne postacie nie reagują emocjonalnie na to, że się je analizuje.
- Czy nie myślisz czasem, że uciekasz w literaturę, żeby unikać relacji z prawdziwymi ludźmi?
Jakież to trywialne. Teraz sięga po mechanizm eskapizmu, dalej wpychając mnie w rolę skrzywdzonej przez świat dziewczynki. Tak jakby było coś ciekawego w ludziach jako takich. Oczywiście że czasami mi zależy, na Danielu czy Józefinie chociażby. Aczkolwiek ja nie jestem z tych inteligentnych inaczej, którzy zadowolą się byle kim, byleby do kogoś gębę otworzyć a z tej gęby oferować emocjalny rzyg.
Nie odpowiadam. Zamiast tego mówię coś o Józefinie - że miałam kiedyś internetową znajomą, że kontakt się rozmył, że już nie żałuję.
- Uważasz się za osobę mało emocjonalną? - pyta w pewnym momencie, chyba już z czwarty raz. Chyba chce coś osiągnąć coś tą natarczywością, tyle że nie mam zielonego pojęcia o co jej chodzi
- To biologicznie niemożliwe, żeby nie czuć emocji - odpowiadam dokładnie tymi samymi słowami co poprzednie trzy razy, bo moja opinia w tym temacie nie zmieniła się tylko dlatego że ktoś usilnie wraca do tematu. - Każdy czuje, tylko na innym poziomie. Nie umiem obiektywnie ocenić jaki jest mój. Staram się po prostu postępować logicznie.
Kiedy pytam co mnie irytuje, to odpowiadam że wkurzają mnie błędy ortograficzne,niechlujne teksty. To akurat wiem na pewno.
O swoich zainteresowaniach nie chcę wspominać Nie mam pojęcia powiedzieć czemu - po prostu to jest tylko moje. Mam w końcu jakieś prawo do prywatności. Zresztą wątpię żeby w ogóle zrozumiała o czym mówię.
Na koniec pani Ania stwierdza, że uwielbia moją bezpośredniość. Że mogłaby się ode mnie wiele nauczyć.
Pewnie liczyła na jakąś reakcję z mojej strony,ale znów tylko wzruszyłam ramionami. Nie ze złośliwości. Po prostu naprawdę jest mi to obojętne i w sumie to jest chyba najbardziej przerażające.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania