Klejnot Serca - rozdział 1 (fantasy, romans)

Rozdział 1

 

Droga do domu była długa, jednak Sol to nie przeszkadzało. Lubiła te chwile, kiedy wracając z zajęć, mogła całkowicie oddać się rozmyślaniom. Nawet zimny, porywisty listopadowy wiatr jej w tym nie przeszkadzał. Wykładowcy często mówili jej, że chodzi z głową w chmurach, zawsze jakby z boku, nieobecna. Twierdzili, że kiedyś w końcu wpakuje się przez to w jakieś tarapaty. Ona jednak się tym nie przejmowała. Niewiele rzeczy z otoczenia mogło przyciągnąć jej uwagę. Mimo że rodzice nie byli zbyt dobrze sytuowani, wysłali ją na studia, gdyż chcieli żeby miała takie możliwości, jakich oni nie mieli w jej wieku. Cieszyła się, że może studiować ukochany kierunek – weterynarię i robiła wszystko żeby nie zawieść oczekiwań. Uczyła się dobrze, zdobyła nawet stypendium naukowe. Nigdy nie narzekała i nie skarżyła się, pomagała w domu, żeby odciążyć choć trochę rodziców, którzy nie byli już tak młodzi i sprawni jak kiedyś. Jednak pomimo sukcesów w nauce i kochającej rodziny była tak naprawdę bardzo samotna.

Na uczelni nikt nie chciał zadawać się z tą "biedną". Wszyscy nosili markowe ciuchy, przyjeżdżali pod szkołę drogimi samochodami i zawsze było ich stać na lunch, a nie - przynosili go z domu tak, jak ona. Codziennie szła na piechotę do szkoły prawie osiem kilometrów. Jej ciuchy, kupowane w sklepach z tanią odzieżą, przy markowych ubraniach innych uczniów, wyglądały dość żałośnie. Jakby nie było jej wystarczająco trudno, to do tego wszystkiego dochodziły włosy. Boże, jak ona ich nienawidziła. Dlaczego nie mogły mieć normalnego koloru? Jakiś blond, czy brąz tylko to – spojrzała z odrazą na swoje kosmyki. Ruda szopa kręconych włosów, sięgająca pasa, za nic nie chciała dać się ułożyć w jakąś normalną fryzurę. O krótszym cięciu nawet nie było mowy, bo wyglądała wtedy jak miedziany baran. Kiedy szła ulicą wszyscy się za nią oglądali, a na uniwerku wiecznie słychać było z tego powodu docinki. Ludzie niby starsi, mądrzejsi, a wciąż zachowywali się jak dzieci.

Rodzice bardzo się starali, ale nigdy nie byłoby ich stać na utrzymanie takiego poziomu, jaki reprezentowali sobą inni uczniowie. Jej zresztą, wcale to nie przeszkadzało. Nie robiła niczego na pokaz i nie interesowało jej, co ci zadufani w sobie głupcy o niej myśleli. Czasami tylko chciałaby móc wrócić do dawnej szkoły i przyjaciół. Jednak nie było to możliwe, a w nowej, pomimo, że na początku się starała, nie mogła odnaleźć ani siebie, ani przyjaciół. Wciąż utrzymywała kontakt ze starymi znajomymi, ale to nie było już to samo. Nie mogli już razem narzekać na trudny test z historii albo ponabijać się z nauczyciela wychowania fizycznego, który pomimo swoich stu kilogramów wagi, musiał prezentować osobiście, jak skakać przez kozła. Dziewczyna zachichotała przypominając sobie stare żarty, jednak zaraz melancholia powróciła. Te czasy już minęły, inne rozkłady zajęć, ścieżki, którymi podążyli sprawiły, że zaczęli się od siebie mimowolnie oddalać. Teraz widywali się raz w tygodniu w weekend, albo i nie, bo Sol miała tyle zajęć, że zdarzało się, że musiała odwołać tak wyczekiwane spotkanie. Nikt, ani jej przyjaciele, ani rodzice nie podejrzewali nawet jak było jej trudno. Rudowłosa doskonale potrafiła ukrywać uczucia - zawsze uśmiechnięta, pełna entuzjazmu i energii, to ona podnosiła innych na duchu, słuchała wynurzeń i dawała rady jeśli ktoś o nie poprosił. Jednak wieczorami, kiedy wszyscy w domu już spali, siadała na parapecie i patrzyła na księżyc, a w jej oczach widać było tęsknotę.

Z rozmyślań wyrwał ją dźwięk zbliżającego się silnika. Obok niej przejechał z dużą prędkością jakiś samochód. Całe szczęście, że było sucho, inaczej na pewno zostałaby właśnie ochlapana błotem od stóp do głów. Na moment, w świetle reflektorów, kawałek od siebie zauważyła w trawie coś błyszczącego.

- Pewnie to tylko szkło - pomyślała, ale zainteresowało ją, czy nie mogłoby to być coś innego. Nie zastanawiając się wiele, ruszyła przez trawę w kierunku, w którym powinno się to znajdować. Zaczęła przyświecać sobie komórką, żeby lepiej widzieć Dłuższą chwilę dreptała, nie mogąc znaleźć źródła odblasku. Miała już zrezygnować, kiedy parę metrów od siebie zobaczyła błysk. Podeszła i schyliła się, żeby móc to podnieść, gdy nagle nad jej głową, z dużą prędkością coś przeleciało. Zdążyła tylko pomyśleć "niemożliwe", gdy przy swoim uchu usłyszała szept – Wiej!

 

***

 

Chyba nigdy w całym swoim życiu nie biegła tak szybko. Pędziła jakby goniło ją stado diabłów. Nie wiedziała dokładnie co ją do tego skłoniło, w końcu głos, który rozległ się przy jej uchu, mógł jej się tylko przesłyszeć, ale instynkt podpowiadał żeby uciekać jak najdalej od tego miejsca. Nagle, tuż obok niej znów coś przeleciało i chociaż wydawało się to wręcz niemożliwe, przyspieszyła jeszcze bardziej. Poczuła szarpnięcie, kiedy ktoś złapał ją za ubranie. Rozdarło się z trzaskiem pod wpływem użytej siły, ona jednak nie zważając na nic dalej parła na przód. Usłyszała za sobą, jak coś ciężkiego z hukiem opada na ziemię, a potem stek przekleństw i odgłosy walki. Nie oglądając się, dotarła wreszcie do lasu. Tutaj przynajmniej będzie mniej widoczna, niż na otwartej przestrzeni. Nie zwracając uwagi na gałęzie, które uderzały ją po twarzy, ani na palący ból w boku, biegła dalej, nawet nie zwalniając. W końcu jednak płuca odmówiły posłuszeństwa i padła z wyczerpania. Leżała na miękkim poszyciu, ze świstem wciągając mroźne powietrze, starając się jednocześnie dosłyszeć jakieś dźwięki, które świadczyłyby o pogoni. Jednak odgłosy gwałtownie nabieranego tlenu, oraz mocno walącego serca, skutecznie jej to uniemożliwiały. Próbowała uspokoić oddech i swoje myśli, zastanawiając się, co właściwie przed chwilą się wydarzyło. Przecież znajdowali się na odległym pustkowiu. Od najbliższych domostw dzieliło ich kilka kilometrów. Nigdzie nie było widać samochodu, a szczerze wątpiła w to, że ktoś o tej porze wybrał się na tak daleką przechadzkę.

Powoli zaczynała dochodzić do siebie, oddech się uspokajał, a serce wracało do normalnego rytmu. Była w stanie usiąść i spokojnie się nad wszystkim zastanowić. Kto to był? Dlaczego ją gonił i atakował? Czyżby jakaś akcja policji? Może łapali jakiegoś przestępcę? Nie, pokiwała sama do siebie głową, niemożliwe. Nie było słychać odgłosów wystrzałów, poza tym, przed samym atakiem nikogo nie dostrzegła. To otwarta przestrzeń, gdyby ktoś się tam znajdował, zauważyłaby przecież. W takim razie jak się tam znaleźli w tak krótkim czasie? To niewykonalne, żeby człowiek poruszał się z taką prędkością i do tego tak niezauważalnie! To zdecydowanie przekraczało jej możliwości rozumowania.

- Może tylko mi się wydawało? Wpadłam w panikę kiedy obok mnie przeleciał ptak, a resztę też można jakoś racjonalnie wytłumaczyć. Pod wpływem emocji i adrenaliny mogłam sobie to wszystko wyobrazić. Nikt mnie nie gonił, ani nie złapał za ubranie, tylko o coś zaczepiłam, a że mam wybujałą wyobraźnię, jak głupia wpadłam w histerię – uspakajała sama siebie. - W końcu przecież takie rzeczy nie mogą się zdarzyć, istoty o nadludzkich zdolnościach nie istnieją!

Zaśmiała się cicho z własnej głupoty. Racjonalne myślenie było jej znakiem rozpoznawczym. To ona uspokajała koleżanki, które wpadały w panikę z byle powodu. Zawsze potrafiła znaleźć rozwiązanie w sytuacji, która z pozoru wydawała się bez wyjścia. Dlatego teraz nie mogła uwierzyć w to, że tak łatwo dała się ponieść emocjom. To w ogóle do niej nie pasowało! Zachodziła w głowę jak to się mogło stać.

No trudno, teraz już nic nie mogła na to poradzić, trzeba się ogarnąć i ruszać do domu. Nie wiedziała ile czasu minęło, ale rodzice na pewno zaczęli się już niepokoić. Przez ten incydent dość mocno zboczyła z trasy, teraz będzie musiała nadrobić stracony czas i to jak najszybciej. Spojrzała na zegarek i aż wytrzeszczyła oczy ze zdumienia. Było już wpół do dwudziestej drugiej! Zwykle była w domu tuż po ósmej! Na szczęście przypomniała sobie, że rodzice mieli dzisiaj iść na urodziny do ciotki, więc pewnie wrócą późno. Całe szczęście, jak się pospieszy, to zdąży przed nimi i nie będzie musiała się tłumaczyć. Już dla niej samej było trudne do zrozumienia, co się stało, a wytłumaczyć to komuś innemu?

Opierając się o mech, poczuła pod palcami coś twardego. No tak! W całym tym zamieszaniu kompletnie zapomniała o tym, co tak naprawdę skłoniło ją do zejścia z drogi. Wzięła do ręki przedmiot, po czym wyjęła komórkę żeby sobie przyświecić i móc dokładnie mu się przyjrzeć. Kiedy ujrzała co trzyma, jej oczy rozszerzyły się jak spodki. Nigdy jeszcze nie widziała nic piękniejszego! To był jakiś klejnot. Wielkości mniej więcej kurzego jajka. Piękny w swej okazałości, połyskujący ciepłym blaskiem, miał kształt łzy, a jego zawartość, która wyglądem przypominała masę perłową, przelewała się w środku. Sol pierwszy raz w życiu widziała coś takiego. Nigdy ani o czymś takim nie czytała, ani nie słyszała. W zachwycie wpatrywała się w trzymany przedmiot, nie mogąc oderwać od niego wzroku. Czuła jak kamień promieniuje ciepłem, serdecznością i dobrocią. Jednak to nie wszystko - pomyślała. Wyczuwała też coś innego, coś czego nie umiała nazwać. To było przytłaczające, ale też dające poczucie bezpieczeństwa. Po chwili zorientowała się co to jest, moc. Dziwne, że akurat o tym słowie pomyślała. Przecież rzecz nie może wysyłać sygnałów, ani niczym promieniować. Co za głupoty przychodzą jej do głowy! Postanowiła zastanowić się nad tym później. Czas najwyższy ruszać do domu, inaczej naprawdę będzie miała kłopoty.

Dopiero kiedy zaczęła podnosić się na nogi, odczuła tak naprawdę skutki swego nieprzemyślanego zachowania. Ciało tak ją bolało, że ledwo zdołała się unieść, a co dopiero iść jeszcze taki kawał. Pojękując ruszyła w drogę powrotną. Szła szybko, starając się nie zwracać uwagę na bolące mięśnie i piekącą skórę. Całe szczęście, że był piątek, więc będzie miała czas, żeby przez weekend odpocząć i nabrać sił. Nie wiedziała czy dzięki dzisiejszym wydarzeniom, czy comiesięcznej przypadłości, ale pierwszy raz w życiu miała ochotę rzucić wszystko, niczym się nie przejmować i robić to na co ma ochotę, a nie to, co powinna. Obiecała sobie w duchu, że kiedy w końcu dojdzie do domu, weźmie prysznic i położy się do łóżka, będzie spała do południa, a sobotę i niedzielę przeznaczy tylko i wyłącznie dla siebie. Już się uśmiechała na myśl, o czekających ją przyjemnościach.

Po czasie krótszym niż myślała, stanęła wreszcie przed domem. Z uśmiechem otworzyła drzwi, ale widok który tam ujrzała szybko sprawił, że zamarł jej na ustach. W przedpokoju stał nie kto inny jak rodzice, na dodatek mierząc ją wściekłym spojrzeniem, które nie wróżyło niczego dobrego.

- Gdzieś ty była i czemu nie można się do ciebie dodzwonić?!

O rany, wpadła jak śliwka w kompot. Gorączkowo starała się wymyślić jakąś sensowną odpowiedź, kiedy rodzice zauważyli jej wygląd. Dopiero teraz rozpętało się piekło.

- Rany boskie dziecko, co ci się stało? Potrącił cię samochód? - Jej matka była przerażona.

- Nie mamo, tylko...

- Dlaczego masz rozdarte ubranie? Ktoś cię napadł?

- Mówiłem ci, że to był zły pomysł wysyłać ją do szkoły tak bardzo oddalonej od domu, nie dość, że musi wracać po ciemku to teraz jeszcze to!

- Nie tato nic mi się nie stało naprawdę...

- To nie moja wina, sam mówiłeś, że powinna mieć możliwości oraz szansę na osiągnięcie czegoś w życiu!

- Tak, ale nie kosztem własnego życia i zdrowia!

- Posłuchajcie mnie w końcu! - Krzyknęła zniecierpliwiona, że nie dają jej dojść do głosu. Rodzice wreszcie na nią spojrzeli. W ich oczach wyczytać można było troskę i poczucie winy. - To nie jest niczyja wina, naprawdę. Po prostu zagapiłam się i potknęłam, chyba o kamień. Kiedy upadałam musiałam uderzyć głową o ziemię, bo kiedy się ocknęłam było już późno, a ja leżałam w rowie przy drodze. Pewnie gdybym tam nie wpadła ktoś by mnie zauważył i pomógł, a tak leżałam, aż sama się obudziłam. Przepraszam, że przeze mnie tak się martwiliście, ale już nie musicie. Wszystko jest w porządku, naprawdę.

Brawo Sol, teraz jeszcze okłamujesz własnych rodziców. Co jeszcze wydarzy się tego dnia?

- Skarbie to nie twoja wina – powiedział ojciec przytulając córkę. - Zresztą niczyja. - Popatrzył przepraszająco na żonę. - Najważniejsze, że dotarłaś do domu cała i zdrowa.

- Na pewno nic ci nie jest? Możesz mieć wstrząśnienie mózgu, może powinniśmy poprosić kogoś żeby zawiózł cię do szpitala?

Rodzicielka zaczęła dotykać delikatnie jej głowy, w poszukiwaniu guzów.

- Nie mamo. – Delikatnie się odchyliła, nie chcąc jednocześnie urazić jej uczuć. - Naprawdę nic mi się nie stało, poza paroma siniakami i rozdartym ubraniem, ale to przecież nie jest śmiertelne – rzekła z uśmiechem. – Swoją drogą, dlaczego nie jesteście u cioci?

Zmieniła temat, mając nadzieję, że odwróci to uwagę rodziców od jej osoby.

- Tatę rozbolał brzuch i zostaliśmy w domu. Skoro jesteś pewna, że wszystko w porządku idź na górę się przebrać i wziąć prysznic. - Matka z czułym uśmiechem zdjęła coś z jej głowy. - Masz liście we włosach.

 

Kiedy znalazła się w końcu na piętrze, odetchnęła z ulgą. Dzięki bogu kupili jej bajeczkę, inaczej nie wiedziała jak miałaby to wszystko wytłumaczyć. Była w łazience i właśnie zaczęła się rozbierać, kiedy w pewnym momencie popatrzyła w lustro. Spojrzała na siebie z niedowierzaniem. Nic dziwnego, że rodzice tak byli zmartwieni, wyglądała koszmarnie! Cała twarz podrapana i brudna, we włosach liście i trawa, do tego podarte i umazane w błocie ubranie. Aż dziw że uwierzyli w to co im powiedziała. Na szczęście nie mieli podstaw do podejrzeń, gdyż dziewczyna, przynajmniej do tej pory, była wzorową córką i nigdy ich nie okłamywała. Poczuła wyrzuty sumienia. Jednak skoro sama nie potrafiła do końca zrozumieć co jej się przydarzyło, to jak miała opowiedzieć to innym? Uznaliby ją za histeryczkę, albo że musiała naprawdę mocno uderzyć się w głowę i zaczęliby jej przytakiwać z politowaniem, co byłoby chyba jeszcze gorsze. Szybko wrzuciła pranie do kosza i wzięła prysznic. Dość miała wrażeń jak na jeden dzień. Przed położeniem się do łóżka włożyła jeszcze tylko kamień do szuflady szafki nocnej. Nie chciała przecież, żeby ktoś go znalazł albo wyprał razem z jej rzeczami. Szybko wskoczyła w pościel i niemal natychmiast zasnęła.

 

***

 

Następnego dnia samopoczucie wcale jej się nie poprawiło. Mięśnie bolały ją bardziej niż wczoraj, a do tego doszedł jeszcze ból głowy. Zwlokła się z łóżka dopiero po trzynastej i ruszyła na dół, chcąc coś zjeść. Rodzice przyglądali się jej z zatroskaniem, szukając oznak, które świadczyłyby o tym, że coś jest nie tak. Jednak starała się robić dobrą minę do złej gry, udając świeżą i wypoczętą, więc po jakimś czasie przestali się tak przejmować i dali jej spokój. Postanowiła, że dzisiaj spotka się ze swoją najlepszą przyjaciółką. Pierwszy raz nie przejmowała się wykładami ani pracą, którą miała do wykonania w domu, więc w końcu będą miały czas dla siebie. Poplotkują i wymienią się nowinkami, bez jej ciągłej nieobecności i zastanawiania się, co jeszcze ma do zrobienia. Postanowiła iść z nią w ich ulubione miejsce, jak za starych czasów. Jezioro, nad które tak uwielbiały chodzić, leżało wprawdzie dość daleko od ich miejscowości, na dodatek trzeba było iść spory kawałek przez las, ale to było jedyne miejsce, gdzie nikt im nie przeszkadzał i mogły być naprawdę swobodne. Nie raz kąpały się tam nago i skakały z gałęzi drzew do wody. Urządzały tam ogniska i biwaki, oraz łowiły ryby. Uśmiechając się do wspomnień zadzwoniła do Suzanne. Niedługo potem spotkały się pod jej domem.

- Nie uwierzysz w to, co ci powiem! - Już na wstępie zakomunikowała podniecona przyjaciółka

- Tak? Mów - zaciekawiła się.

- Wczoraj, niedaleko od naszej miejscowości, działy się dziwne rzeczy! - oznajmiła konspiracyjnym tonem, patrząc na nią z błyskiem w oczach.

- Naprawdę? Jakie? Przecież tu nigdy nie dzieje się nic ciekawego - stwierdziła coraz bardziej zainteresowana nowinami, które miała jej do przekazania.

- Wyobraź sobie, że kiedy Pit wracał wczoraj od kumpli z Å *, widział jak w oddali na polu śmigały dwie postacie. Poruszały się tak szybko, że nie był nawet w stanie dostrzec dokładnie ich ruchów, ani tego kim, albo czym byli! To wyglądało jak walka, błyskały światła, które przypominały pioruny, tylko że pojawiały się one tuż przy ziemi, a swoje źródło miały w tych osobach! Na końcu "piorun" trafił w jednego z nich i nagle wszystko zniknęło, tak jakby nigdy nic się nie wydarzyło! - wykrzyknęła podniecona.

Jej serce podskoczyło, po czym zaczęło dziwne harce w klatce piersiowej. Czyżby to miało związek z tym, co jej się wczoraj przydarzyło? Przecież wracając z Å przechodziło się przez te same rozwidlenie dróg, przy którym ona znalazła kamień! Włożyła rękę do kieszeni, żeby się upewnić, że wciąż jest tam, gdzie go umieściła. Chociaż z drugiej strony...

- Suz, przecież Pit to miejscowy pijaczek, mógł mieć jakieś przywidzenia spowodowane zbyt dużą ilością wypitego alkoholu - spróbowała ostudzić zapał przyjaciółki.

- Może i tak, ale przysięgał, że to co widział, działo się naprawdę i miał przy tym bardzo poważną minę - dodała mniej już pewnym tonem.

- Nie wiem czy jest sens brać pod uwagę to, co opowiada. Dopóki ktoś inny tego nie potwierdzi, nie bierzmy zbyt poważnie tego co mówi.

- Może i masz rację, jednak co poniektórzy serio się tym zainteresowali, a nawet poszli w tamto miejsce szukać jakichś śladów.

- Naprawdę? I co, znaleźli coś? - spytała zaintrygowana.

- Nic poza kupką popiołu, ktoś mógł palić ognisko i tyle. - Wzruszyła ramionami.

- Pewnie tak - powiedziała zamyślona Sol.

- To co ścigamy się do jeziora? Kto ostatni ten frajer - koleżanka rzuciła ze śmiechem i pobiegła do przodu.

- Jeszcze zobaczysz kto tu będzie frajerem - krzyknęła i pomknęła za nią.

Przez resztę popołudnia rozmawiały i śmiały się jak głupie, ciesząc ze spotkania. Sol dawno nie spędziła tak miłego popołudnia, nie czuła się taka wolna i szczęśliwa. Obiecała sobie w duchu, że od dzisiaj wszystko się zmieni i żeby nie wiem co, zawsze będzie miała czas dla przyjaciół. Uczelnia i obowiązki może i są ważne, ale przyjaciele również. Wracając do domu, pierwszy raz od dłuższego czasu czuła, że pomimo tych wszystkich zmian wszystko się ułoży. Pełna pozytywnych myśli i planów na przyszłość, weszła do domu. Dopiero teraz uderzyło ją, że budynek pogrążony był w ciemnościach, a wszędzie panowała głęboka cisza.

- Mamo? Tato? Jesteście? - krzyknęła, chcąc się upewnić, że nikogo nie ma. - Pewnie gdzieś razem wyszli – powiedziała sama do siebie.

Zajrzała do kuchni, ale była pusta, więc ruszyła na piętro. Wchodząc na górę poczuła, że coś jest nie tak. Niby wszystko normalnie, ale w powietrzu czuło się dziwne napięcie. Przekraczając próg swojej sypialni, w świetle promieni księżyca, wpadających przez okno, ujrzała postać mężczyzny. Nim zdążyła cokolwiek pomyśleć znalazł się tuż przy niej i zaciskając rękę na jej ustach, żeby nie krzyczała, zapytał:

- Gdzie on jest?!

 

*Å – norweska wieś rybacka w gminie Moskenes.

Średnia ocena: 4.5  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (6)

  • Cicho_sza 2 tygodnie temu
    Fajnie się zapowiada. Czyta się też całkiem dobrze. Czekam na więcej 😉
  • Tooyaa 2 tygodnie temu
    Dziękuję :) niedługo będą kolejne rozdziały :)
  • Clariosis 5 dni temu
    Tak dawno nie komentowałam niczego obszernie, że postanowiłam przyjść tutaj w nadziei, że znajdę materiał na rozruch. I co mogę rzec? Znalazłam. 😊

    Jak zawsze to w zwyczaju, tag "fantasy" mnie tutaj przywiał. A że ostatnio też miałam ochotę, nawet choć trochę, wrócić na Opowijski grunt, to zajrzałam. I połknęłam skrawek zaprezentowanej tutaj opowieści szybko i muszę przyznać, że nawet ze względną przyjemnością. Ale o tym poniżej. Rozgrzałam się już pisząc wstęp, wiec mogę przejść do konkretów. 😊

    Mogłabym zacząć marudzić na "typowość". Oj jakbym mogła. Ale co ciekawe, nie zakuła mnie jakoś szczególnie mocno, aby zniszczyć mi odbiór tekstu. Ot bohaterka ma kochających rodziców, jest zdolna (w końcu weterynaria), nie ma za dużo przyjaciół prócz tych z poprzedniej szkoły, a na uczelni nie odnajduje się wśród bogaczy. Brzmi szablonowo, nawet mocno, ale nawet z szablonów można skorzystać odpowiednio dobrze, by poprowadzić ciekawą historię. Mam tylko nadzieję, że bohaterka nie okaże się żadną wybraną, tylko z powodu ciekawości i znaleziska zostanie uwikłana w rzeczy wykraczające ponad jej oczekiwania i czy tego chce czy nie, będzie musiała sobie jakoś z tym poradzić. 😊 Taki tor historii brzmi o wiele ciekawiej niż gadka o przeznaczeniu.

    Ogółem technicznie opowiadanie przedstawia się bardzo schludnie, cierpi na nadmiar zaimków i powtórzeń, ale są to rzeczy które z czasem będzie Ci na pewno coraz łatwiej korygować. Najlepiej gdy po zakończeniu pisania przeczytasz tekst jeszcze raz i wyeliminujesz powtórki i pomyłki, a także jeżeli poprosisz kogoś do pomocy z tym - na pewno będzie lepiej. Teraz nie jest źle, mi osobiście nie zakłóca to odbioru, gdyż biorę całość jako wersję "beta", skupiam się na treści. 😊
    Jedyne co kuło mnie mocno w oczy to określenie "szkoła" na uczelnie. Niby poprawnie, a jakoś odbiera mi to prestiż i podkreślenie jak trudny, bo przecież medyczny, kierunek studiuje główna bohaterka. 😊 Brzmi to jakby się po prostu przeniosła z jednego liceum do drugiego, z czego w tym drugim sami zadufani w sobie bogacze są. ;)

    Ogółem zainteresowało mnie na tyle, że chętnie będę kontynuować czytanie. Nie spodziewam się urwania tyłka, ale mam nadzieję na przyjemne i odpowiednio interesujące opowiadanie z postaciami, które da się polubić. A kto wie, może niesamowicie mnie zaskoczysz, skoro się nie spodziewam wspaniałości? ;) Niby tak gadam, że się nie nastawiam, a jednocześnie otwieram tym furtkę pisarzowi do wciśnięcia mnie w fotel. Mam dużo wiary w początkujących pisarzy, którzy piszą z serca, a nie dla marketingu. ;) To świetna odmiana od książek papierowych w których ostatnio tkwię. Jednak czytanie opowiadań i powieści tutaj, na Opowi ma ten urok, że mogę bezpośrednio rozmawiać z autorem, co jest niesamowitym uczuciem i osobiście dużo dla mnie znaczy. W końcu nic tak nie budzi weny i siły do dalszego szlifowania umiejętności, jak przyjemna konwersacja i wymiana uwag, które prowadzą do podnoszenia jakości pisanych tworów. Przynajmniej dla mnie. 😉

    Na zachętę zostawię 5 i popłynę do kolejnej części. Obym też wróciła z takim komentarzem. ;)
  • Tooyaa 4 dni temu
    Chyba Cię jednak trochę rozczaruję... Chociaż może nie do końca, bo muszę dodać, że nie wszystko jest takie jak na pierwszy rzut oka się wydaje, jeśli zostaniesz na tyle długo żeby się o tym przekonać :) Cieszę się niezmiernie mogąc Cię u mnie gościć, takie komentarze obszerne i wnoszące coś do mojej twórczości zawsze niezmiernie mnie cieszą :) Życzę miłego czytania i obym nie zawiodła pokładanych we mnie nadziei
  • Clariosis 4 dni temu
    Tooyaa Nie ma sie czym przejmowac. ;) Kazdy potrzebuje od czegos zaczac.

    Jakbys byla chetna na wieksza wymiane opinii to naturalnie zapraszam tez do siebie. 😊
  • Tooyaa 4 dni temu
    Clariosis Chętnie :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania