Moja mocno ubarwiona życiowa historia #2

-Przecież jesteś mądra, piękna i zgrabna. Niczego tobie nie brakuje, więc nie wiem, o co mu chodzi, jest albo totalnym kretynem, albo idiotą. Dziewczyna zaczynała się podnosić więc jej pomogłem, niestety zachwiałem się straciłem równowagę którą wciąż miałem niewyćwiczoną i oboje polecieliśmy na ziemię, otuloną zieloną trawą, która złagodziła upadek. Leżąc obok mnie zaczęła się śmiać

-Co ciebie, tak rozbawiło ? Pytam rozkojarzony.

-W sumie sumarum, nie jestem pewna. To że się wywróciłam na ciebie, że oboje zawiedliśmy się na tej samej osobie. Mówiąc przyłożyła dłoń nad nos i powiedziała:

-Mam ochotę coś zjeść idziesz ze mną ? Spytała dziewczyna wskazując restaurację po drugiej stronie ulicy. Wiedząc, że nie mam prawa głosu podążyłem za nią, i weszliśmy do knajpy o nazwie,,Taco Bell’’.

-Skoro już tu jesteśmy wypadałoby coś przegryźć.

-Wiem, że nie należy pytać o to, ale masz jakieś pieniądze, ja jestem spłukany. Wyciągnąłem środek kieszeni ze spodni z których wyleciały jakieś paprochy sugerujące mój stan majątkowy. Podeszliśmy do budynku, zaczęliśmy zaczęliśmy otwierać drzwi i niczym w ścianę uderzyliśmy w fetor smażonych na oleju frytek, pieczonych kurczaków, wołowiny i jak mniemam rozpoznając po słodkiej woni z cynamonem, skrywający się gdzieś jabłecznik.

-Kendra ! Zawołał stojący w kuchni facet ubrany w pasujący do wystroju fartuch w biało niebieskie pasy .

-Część wujku. Odpowiedziała i przytuliła ludzką wersję kung fu pandy.

-Kto to, twój chłopak? Pytaytał obrzucając mnie wzrokiem, tak iż chcę zapaść się pod ziemię

-Nie, to znajomy mojego byłego.

-Twojego byłego? Może mi opowiesz, bo nie jestem w temacie?

-Szkoda słów, ten którego widziałeś na urodzinach, kiedy ostatnio u nas byleś, całował się z Hermioną. Powiedziała przewracając oczami i oparta o kontuar.

-A to bydle, powiedz mi gdzie mieszka a mnie popamięta. Złapał za tasak i potrząsnął nim prezentując przedmiot który czekał by pójść w ruch.

-Wujku szkoda narzędzia, niech dopadnie go rzeżączka od dziewczyny z którą się spotyka. Odebrała ostrze człowiekowi rodziny i położyła je spokojnie na blacie. Dobrze, w takim razie, na co macie ochotę ? Zapytał podając karty dań, zaznaczając że wszystkie produkty są świeżo kupowane z pobiedziskiego marketu.

-Ja wezmę to co zazwyczaj. Wskazuje jedno z dań na karcie.

-A ty młody, co weźmiesz? Zapytał się kucharz oparty o stół. Nie zdążyłem nawet odpowiedzieć, ponieważ dziewczyna zdecydowała za mnie.

-Dla niego Cheeseburger z dużymi frytkami, a do picia poprosimy DrDeppera. Facet będący kucharzem i kelnerem przyniósł nam tacę z zamówionymi daniami, poprosiłem Kendrę aby streściła mi historię, jak jej wujek został dwu

etatowym pracownikiem, mówiła coś o potrzebie zarobku, pieniędzy na chorą ciocię i swojej pomocy przy gospodarowaniu tym dobytkiem. Kiedy skończyliśmy posiłek u brata mamy Kendry pożegnaliśmy się, wyszliśmy przez frontowe drzwi i chodnikiem szliśmy wzdłuż niedawno wyremontowanej ulicy, która została zniszczona przez odłamki asteroidy, która spadła około 0,5kolometra od miasta.

-Dawido słuchaj, mam pomysł może zobaczymy tą skałę, która spadła gdzieś w pobliżu? Zapytała dziewczyna wskazując palcem w dal.

-Ni wiem. Powiedziałem własnym slangiem wypowiedzi. Dziewczyna nie zważając na moją odpowiedź szła w danym kierunku, przedarłszy się przez gęste zarośla dotarliśmy do obiektu, który spadł na ziemię. Tym obiektem okazała się skała wielkości samochodu, mniej więcej modelu ,, Mini morisa'', kiedy przeszliśmy obiekt dookoła sprawdzając czy jest bezpiecznie podchodzę bliżej, za mną głos Kędry wołał.

-Uważaj, bądź ostrożny. Z pełnym obaw tonem.

-Spokojnie, wiem co robię. Przynajmniej tak mi się zdaje. Odpowiedziałem niepewnie, podchodząc coraz bliżej a kiedy byłem na tyle blisko wyciągam rękę. Dotknąłem skałę i zrobiło mi się czarno oczyma, kiedy się ocknąłem leżałem na ziemi, a obok mnie klęczała Kendra, przerażona i rozglądając się jak się, domyśliłem zamiarem wezwania pomocy, co nie miało sensu, jesteśmy na środku wysokiego pola, a dookoła tylko przypalone od komety zboża.

- Wszystko w porządku ? Spytała troskliwie.

-Chyba tak. Podnoszę się powoli

- Lepiej wracajmy do domów.

-Masz rację, wracajmy. Powiedziałem wciąż oszołomiony.

Każdy powrócił do swojego domu, ja do tego przy ulicy,, Świeckiej'', ona do do swojego miejsca zakwaterowania, mieszkania w bloku gdzieś przy centrum, zanim jednak się tam skierowała odprowadziła mnie. Zapukała do drzwi i czekaliśmy chwilę aż ktoś otworzy. Kiedy drzwi się otworzyły stał w nich mój tata, postawny facet o włosach przyciętych po bokach w ciemno brązowym kolorze.

-Witaj synu, zaraz czy ty piłeś? Zapytał oburzony rodzic widząc mój stan, większy od codziennych potknięć podczas spacerów.

-Nie proszę pana. Nic nie pił, po prost słabiej się poczuł i zemdlał. Tłumaczyła mnie z nadzieją, że uwierzy w te słowa. Co przyniosło zamierzony efekt, nie pouczał mnie o tym jak zaczyna się alkoholizm, nie wyprawiał rodzicielskich kazań. Odprowadził nas do mojego pokoju i wyszedł. Widząc jak mężczyzna znika za drzwiami zamknąłem je tak aby nikt nie podsłuchiwał.

-Byłeś dzisiaj bardzo nierozważny. Mówi siadając na łóżku w którym leżę.

-To moje przekleństwo, po za tym trzeba żyć pełną piersią.

-Tak, ale z rozsądkiem i rozwagą. Patrzy na mnie apatycznie.

-Dzięki spróbuję zapamiętać .Przyznaje znając swoją zdolność wspominania, wyszła z pokoju zamykając drzwi ja, zmęczony doznaniami zagłębiam się we śnie. Całą noc spędziłem w łóżku jednak nie śpię od dotknięcia skały czuję dziwne pulsowanie i dreszcze na całym ciele, zaciekawiony jak długo już leżę spoglądam na zegarek dochodzi godzina 3 rano a ja wciąż mam włączony umysł o 6 dopiero zaczynają mi się kleić powieki. W końcu zasnąłem, ale w momencie rozpoczęcia brzęczenia budzika dostrzegam zbyt mało by być w pełni

przytomny. Wstaje z łóżka ruszam w stronę łazienki by opróżnić pęcherz z całej nocy po czym wychodzę i potykam się o swój plecak wciąż nierozpakowany od momentu kiedy trafiłem na sor. Chwytam za suwak przesuwam go lecz się zacina, więc poprawiam ułożenie palców i szarpie tym razem otwiera się lecz nie w części zamka a na całej długości.

-Oh shit. Mówię szeptem zaskoczony. Kiedy moja mama wyszła z sypialni i stając przed moim pokojem dostrzegła rozwalony tornister zapytała:

-Co się stało?

-Nie wiem, zacząłem go otwierać, lecz się zaciął więc szarpnąłem trochę mocniej i proszę. Przyznaje się do swojej winy i przeszukuję szafę w celu znalezienia zamiennika. Odnajduję go lecz na moją niekorzyść jest to, różowo-biały plecak ze święcącymi elementami, który pewnie kuzynka zapomniała z, ostatniej wizyty. Zrobiłem skwaszoną minę w kierunku matki z celem pokazania swojej irytacji i pytam:

-Nie mamy niczego innego?

-Zawszę mogę dać ci torbę z Pierdonki.

-Chyba wolę tę torbę.

-Nie wybrzydzaj bierz i znikaj. Po jej słowach ubieram swoje gnojobiegi firmy,,Anta'', chińska podróba,,Adidasa'' oraz ,,Nike''. Wychodzę z domu, jak zwykle poruszam się, chwiejnym krokiem lecz docieram do furtki przechodzę przez nią i kierując się w stronę placówki edukacyjnej mijam kilka ulic. Widząc budynek przystaję by pomyśleć. znowu w tym cyrku, ciekawe czy hierarchia uległa zmianie. Wchodzę do środka na powitanie ogłuszył mnie panujący tu zamęt, skierowałem się schodami na 1 piętro, doszedłem do sali lekcyjnej od matematyku, jak się okazało staję tu jako jeden z pierwszych uczniów. Kładę torbę która irytuje mnie swoim wyglądem podchodzę do okna by usiąść na parapecie opieram się o szybę zerkam przez nie kto wchodzi. Pierwsza okazuje się Alicja która kładzie plecak obok mojego i gna w kierunku łazienki, zapewne w celu sprawdzenia czy nie rozmazał się jej tusz do rzęs, albo czy włosy nie zostały zniszczone przez wiatr, w ogóle mnie nie dostrzegając. Następni zaczęli zbierać się inni: Meggi Folchart, Percy Jackson, Belinda Bell, Kit Rock, Luna Loregood, Gin Lasly i inni, których nie jestem w stanie sobie przypomnieć. Mój kolega i jednocześnie najlepszy przyjaciel Percy podbiega do mnie rozradowany wołając:

-Dawid! Wróciłeś. Mówi naprawdę rozradowany na mój widok, wszyscy na mnie patrzą i podchodzą by się przywitać i zapytać: Jak się masz? Co słychać? Jak się czujesz?Myślę by wykrzyknąć, upomnieć i zwrócić uwagę mówiąc: A jak mam się kurwa czuć? Przez większość czasu zapomnieliście o moim istnieniu, a teraz witacie się jakbym był oczekiwany. Jednak grzecznie odpowiadam: Spoko. Po nie kąt lepiej i w miarę.

-Powiedz Dawid co słychać, ale rozwiń swoje słowa. Mówi Jakson obejmując mnie ramieniem i odciąga na bok.

-Spoko, ale lepiej po szkole. Mówię skinając głową na resztę klasy.

W trakcie przerwy kolega streścił mi zmiany, które nadeszły podczas mojej nieobecności. Dowiedziałem się że znalazł nową dziewczynę, że Megi i Gin okazały się być lesbijkami, że Belinda jest ździrą co wywnioskowałem, że miało z nim związek, oraz inne smaczki zwracając moją uwagę. Kiedy zadzwonił dzwonek wszyscy zebrali się powoli pod klasą i ustawili dwójkami pech sprawił, że ja wchodzę z Alicją której wzrok skierowała na wyświetlacz telefonu z aparatem w jej twarz, by móc oglądać swoje odbicie wchodząc lekko mnie szturchnęła.

-Dawid? Cześć, nie zauważyłam ciebie. Pomyślałem nie dziw się mając telefon zamiast oczu pewnie przeoczyła byś koniec świata.

-Cześć cześć jak tam w świecie Alicji? Mówię podnosząc brwi.

-A nieźle, nieźle. Mam już ponad 750 followerów na Kozineksie. Marszczę czoło nie wiedząc o co chodzi. Przyszła, nauczycielka wpuszcza wpuściła nas do klasy siadamy w ławkach a ona sprawdza obecność.

-Percy Jakson?

-Jestem. Odpowiada siedząc na dwóch krzesłach przede mną. Myślę, że najwyraźniej przesiadł się podczas mojej nieobecności. Więc siedzę z Meggi.

-Belinda Bell?

-Na miejscu.

-Kit Rock?

-Jest. Mówi chłopak chrapliwie. Przelatuje tak większą część klasy kiedy przychodzi czas na mój numerek przeskakuje go.

-Przepraszam! A Dawid? Zwraca uwagę jeden z uczniów.

-Proszę nie robić sobie z niego żartów panie Kit. Poucza go nie wiedząc o mojej obecności.

-Ale on tu jest. Rzecze chłopak 3 ławki przede mną i wskazuje mnie dłonią.

-Witaj Dawidzie, nie zauważyłam ciebie. Wytłumaczyła się kobieta w chwili kiedy podchodzi do mojej ławki oznajmia, że dzisiejsze lekcje są przełożone z powodu mojego powrotu. Na co większa część klasy wybucha radością, a mniejsza oburzeniem.

-Powiedz co u ciebie, jak się czujesz? Pyta pracownik oświaty.

-A, w miarę dobrze, mam tylko problem z równowagą i chwilowymi zawrotami głowy, chodem.

-A jak z koncentracją, czy poradzisz sobie na lekcjach? Pyta wilk w owczej skórze, ja zaś odpowiadam:

-Przekonamy się. Ponownie siadam na krześle, jak przy typowej odpytce złapałem się za głowę ponieważ znowu mi zawirowało.

-Dawid w porządku. Pyta siedząca obok koleżanka.

-Tak, ale od pewnego czasu ponownie kręci mi się w głowie i co jakiś czas czuję pulsowanie na całym ciele, a wszystko zaczęło się po powrocie z koleżanką z Taco Bell. Odpowiadam nie wspominając o komecie. Po szkole wraz z Percym idziemy na małą wycieczkę do naszej bazy, opuszczonego posiadłości niedaleko orlika. Mija trochę czasu od kiedy byłem tu ostatnio, więc widok zarośniętych ścian, trawy sięgającej do kolan i innych zaniedbanych posiadłościach wprawił mnie w osłupienie.

-Percy, powiedz mi co to jest?Pytam oburzony.

-Nom, jak ciebie nie było nie miałem tu z kim przychodzić.

-Rozumiem. Mówię potrząsając głową.

-Jeśli chcesz możemy tu ogarnąć.

-Spoko zrobimy to, ale kiedy indziej. Siadaj, muszę ci coś pokazać. Chłopak usiadł na pękającym murku, będący kiedyś podstawą płotu.

-To słucham. Mówi opierając się dłońmi za plecami.

-Jak wspomniałem wcześniej byłem z koleżanką w Taco-Bell. Opowiadam dalszy ciąg tej sytuacji.

-Tak. Z koleżanką? Zapytał ciekaw wyjaśnień.

-Kendrą. Pamiętasz byłą Kit Rocka?

-Jasne jest jednym z naszych kolegów, ale nie wiedziałem, że ma dziewczynę.

-Miał zerwała z nim kiedy przyłapała go z Hermioną.

-Tą od chellederek?

-Tak właśnie z nią. Opowiadam mu historię usłyszaną w knajpie.

-Ale mniejsza, wracaliśmy do miasta, ponieważ knajpa jest zza nią zboczyliśmy z niej w drodze powrotnej, by zobaczyć tą asteroidę, co spadła na ziemię podeszliśmy i dotknąłem ją. Chłopak zamierza mnie pouczyć, ale zamiast skomentować zamilkł a ja dokończam.

-Dotknąłem jej i zemdlałem, po ocknięciu udało się nam wrócić do domu poszedłem spać i zacząłem czuć pulsowanie na całym ciele. Wskazałem organizm od stóp do głowy kolega robił wielkie oczy milczy a kiedy się odzywa wypowiada

-Może to coś w stylu super-mena kosmiczna skała spada na ziemie ty dotykasz i boom super bohater. Mówi kolega pełen zafascynowania.- Może przez noc coś nabyłeś nową umiejętność czy co?

-Możliwe- Odpowiadam nie pewnie.

-Sprawdźmy- Oznajmia kolega.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania