Utopia cz. 7 Bliskie spotkanie c.d.

- Uwaga, uwaga, otwieram rozmowę. Zapraszam do pokoju spotkań za trzy godziny - rozległ się na pokładzie dźwięk automatycznej sekretarki.

- Ciekawe kto to, masz dzisiaj jakąś rocznicę?- zapytał Sergiej Olgę, pocąc się na czole, ponieważ pamiętał o wszystkich ważniejszych.

- Nie, to pewnie Johnny, albo jego księżniczka.

- Zapytam. - odparł Sergiej wstając od stołu z którym spożywał "kurczaka" z ryżem. Na stacji mieli duży kurnik i czasem w niedzielę lub w piątek android Thomas zabijał jednego koguta i oskubywał go po polaniu wrzątkiem.

Po połowie minuty Rosjanin wrócił zdenerwowany.

 

- Ten przygłup nie chciał ze mną gadać. Muszę sprawdzić, kto się do nas dobija.

Usiadł przed konsolą "teleportacyjną". Nie była to stricte teleportacja, ze względu na ograniczenia kwantowe, brak możliwości pomiaru spinu bez niszczenia innych wartości cząstki elementarnej, a to wynikało z podstawowej zasady nieoznaczoności Heisenberga. Pozostała więc zwykła transmisja danych w postaci dźwięku. Kształt rozmówcy był przesyłany do drukarki trzy D, po czym rzeźbiona w kolorowym silikonie była powłoka, w którą ubierał się jeden z pięciu robotów. Robot nie miał świadomości, ponieważ był zwyczajnym algorytmem do przenoszenia ruchów prawdziwego rozmówcy na Ziemi. Ponieważ przesyłanie pliku rozmowy trwało tygodniami, była ona raczej jednostronna i na raty. Ale jeszcze przed misją założono odkrycia, które umożliwią rozmowę w czasie rzeczywistym. Do momentu dostarczenia odbiornika cząstek Casimira w fali stojącej nie było o tym mowy.

- Co to, ktoś przebrał się za żabę? - uśmiechnął się Sergiej.

- No. Ale przecież to nie Halloween, poczekaj kiedy jest Purim? - zapytała Olga

- Był pół roku temu.

- Jak nie porozmawiamy to się nie dowiemy. - odpowiedziała Olga zagryzając wargi z niecierpliwości.

Po około dwóch godzinach przyszedł Johnny ze spuchniętymi powiekami.

- Co w końcu się wyspałeś?

- Tak.

- To twój znajomy? - zapytał Sergiej wskazując na wielką żabę.

- A czy ja wyglądam na Francuza?

- Idziesz pierwszy, weź kartkę i długopis.

- Dlaczego ja?

- Ponieważ się spóźniłeś. - wtrąciła się Olga

- Dobra, idę. Ale nie odchodźcie, bo się trochę boję.

- Cha cha cha cha - Sergiej nie mógł powstrzymać się od śmiechu.

Stonehedge wszedł do pokoju z lustrami weneckimi. Usiadł niepewnie przed wielką żabą.

- Dzień dobry, przybyszu, do kogo przychodzisz? - zapytał od niechcenia, bo wiedział, że i tak nie dostanie odpowiedzi na pytanie. Sygnał do Ziemi leciałby cztery tygodnie.

- Dzień dobry Ziemianinie. Przychodzę do was jako posłaniec cywilizacji Hektorian.

John usłyszawszy odpowiedź stał w popłochu, przewrócił krzesło, w panice otworzył drzwi i zamknął je z drugiej strony, zaryglował dokładnie.

- Wyłącz transmisję, wyłącz transmisję - krzyczał w niebogłosy.

Wszyscy popatrzyli się na niego dziwnie.

- Co jest? Boisz się tego przebierańca? - zapytała męża Amanda.

- To nie przebieraniec! - nadal krzyczał biegnąc do konsoli zarządzającej programami teleportacyjnymi. Podejrzewał, że załoga zrobiła mu kawał, więc chciał odnaleźć plik rozmowy, albo algorytm który był przesyłany do androida żaby.

Doszli do niego spokojnie.

- I co tam szukasz? - zapytała Olga

On nie odpowiedział. Po piętnastu minutach odkrył bezpośrednie źródło transmisji. Przed nimi, w odległości kilometra znajdował się nadajnik. Przeszedł niepostrzeżenie przez dziesięć zabezpieczeń statku. Zarówno detektory temperaturowe, jak i różnych promieniowań - magnetyczne i elektryczne. Wdarł się do systemu zabezpieczeń statku i wyłączył systemy na krótko przed włączeniem alarmu o bliskim obiekcie.

Po siłowym odłączeniu systemu od zawirusowanego komputera, udało się ręcznie za pomocą dźwigni i przycisków włączyć stare analogowe czujniki podłączone do prehistorycznego komputera rodem z pierwszych misji kosmicznych na Księżyc. Te zabytki z muzeum przewidziane były jako ostatnia deska ratunku, kiedy Rindulianie włamaliby się do komputerów genetyczno-plazmowych.

- No tak. Odbiornik zbiera sygnały z tysiąca małych nadajników wokół nas. Znajdują się ona około trzech milionów kilometrów. Nie wiemy gdzie ci Hektorianie są i leserami ich nie zniszczymy.

- No to musisz wrócić do żaby i z nią porozmawiać - odparł lekko zaniepokojony Sergiej.

- O ty cwaniaczku. Ja już byłem, pora na ciebie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania