Utopia cz. 4 W pogoni za kometą

Ich statek kosmiczny był wielkości boiska do gry w piłkę nożną. Lecieli już ponad dwa lata i stale zwiększali prędkość. Prędkość lotu mieli zwiększać do około jednej trzeciej czasu podróży czyli około tysiąc siedemset lat. Przez kolejne tysiąc siedemset lat mieli lecieć ze stałą prędkością, by ostateczną trzecią część podróży hamować statek, aby w końcu wylądować na planecie Rindulian z ich prędkością orbitalną wokół gwiazdy.

Paliwo, którym żywili reaktor termonuklearny było bardzo efektywne, ale niestety wyczerpywało się. Tryt i deuter w zbiornikach wystarczał na rok lotu kosmicznego. Statek miał z przodu miał wielkie szczypce przypominające te od makaronu, tylko że dużo, dużo większe. W nich trzymał wielkie komety lodowe, a jeżeli w przestrzeni międzygwiezdnej nie było takowych, materiałem napędowym były drobne skalne planetoidy wielkości jednej trzeciej statku. Przemiana związków krzemu wchodzącymi w skład skalnych odłamków na izotopy wodoru była bardzo energochłonna i zawsze bardziej preferowanymi były te lodowe.

Przez dwa lata mieli za sobą wiele kłótni, święta Bożego Narodzenia, Chanuki - żydowskie święta świateł oraz narodziny dziecka, które odbierała androidzka akuszerka - Anna.

Religia w roku 2969 stale była wyznawana przez ludzkość. Śmierć i tajemnica ciągle odkrywanych nowych sił fizycznych oraz kolejnych wymiarów nie odpowiadały na pytanie czy jest Bóg i czy życie kończy się wraz ze śmiercią mózgu. Oczywiście ludzkość poradziła sobie z przedłużaniem życia w nieskończoność, ale nie potrafiła sobie poradzić ze zwykłymi zdawałoby się wypadkami drogowymi. Samochody na Ziemi były napędzane prądem. Unosiły się dziesięć centymetrów nad drogą siłą odpychania magnetycznego. Zarówno w drodze jak i w pojeździe były elektromagnesy. Szyna napędowa pośrodku drogi stanowił duży magnes przyciągający. Te dwie siły przyciągająca i odpychająca były w równowadze w pionie, przy czym pojazd lekko pochylał się ku przodowi. Należało wybrać punkt destynacji i sterowanie odbywało się automatycznie. To nie uchroniło samochody od przechodniów, którzy raz po raz wchodzili na drogę przejazdu, co kończyło się tragicznie lub od celowych samobójstw, pomimo umieszczenia specjalnych budek suicydalnych rodem z "Futuramy".

- Sergiej, wczoraj podczas dyżuru dostrzegłem na monitorze dużą kometę, spojrzysz? - zapytał zmęczony John

- Johnny, Johnny. Zaczynam zmianę. Mam wiele obowiązków, nie zatruwaj mi dupy takimi odkryciami. Mamy jeszcze paliwa na rok.- odpowiedział jeszcze śpiący Sergiej

- Taki z ciebie kolega? Ja wysyłam meldunek do Moskwy i Wielkiego Jabłka, czy ci się to podoba czy nie.

- I tak na odpowiedź poczekasz dwa tygodnie. Jesteśmy tydzień świetlny od Ziemi... a ja spojrzę na to twoje znalezisko, jak będę miał przerwę - odpowiedział z zauważalną irytacją kolega Rosjanin.

- Mam nadzieję, że w końcu uda się naszym naukowcom odkryć kolejny wymiar, który pozwoli na komunikację w czasie rzeczywistym.

- Cha cha cha cha..., dobre. Ty i twoje oddziaływanie... jak to było...? ponure oddziaływanie na odległość.

- Upiorne.- poprawił John akcentując każdą literę.- Stan splątany nie ma tu żadnego znaczenia. Mi chodzi o nowy wymiar, który spaja wszystkie cząstki we wszechświecie w jednym czasie.

- Tak, tak. Już tysiąc lat o tym marzymy, od opracowania teorii kwantowych w dwudziestym wieku, ale to tylko bajania. Idź spać! - zakończył Sergiej

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania