Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
ZABIERACZ: KSIĘGA DRUGA. ROZDZIAŁ II
ZABIERACZ: KSIĘGA DRUGA
ROZDZIAŁ II
Zmęczenie, zabrało go w całkowitą otchłań nieświadomości. Pozostając na kanapie, tulony tańczącym kolorowym blaskiem ekranu kineskopowego telewizora, nie zdążył nawet ściągnąć marynarki. Nie śnił o czymkolwiek, wsparty bezwładnie na skórzanym wezgłowiu. Chyba tylko dlatego otworzył oczy, słysząc stanowczy łomot w drzwi jego mieszkania, zdający się kpić zakłócaniem ciszy nocnego odpoczynku, na równi z nią samą. Zauważając, iż wbrew sobie, zupełnie go nie wyśnił, Tomek w konsternacji sięgnął do kabury, mocowanej szelkami na jego klatce piersiowej, z wyczuciem dobywając służbowy rewolwer, którego dźwignię iglicy odciągnął kciukiem w tak skupionej konsternacji, iż wydała ku temu jedynie ciche, sekwencyjnie metaliczne kliknięcie. Wstając z wygodnego siedziska, wiedziony nikłym, migotliwym światłem, skierował się ku oknu, trzymając oburącz broń na wysokości twarzy, co nie przeszkodziło mu wyjrzeć przez szczelinę między firanką, a futryną okiennicy, na spowitą mrokiem nocy ulicę. Dokonał tego w tak metodyczny sposób, iż nie zdziwił go widok odzianej w garnitur postaci, sprawiającej nieprzeparte wrażenie pilnowania wzrokiem jedynie okien jego mieszkania, a jak na potwierdzenie, gdy tylko jego cień zamajaczył w nim, skryty nie tylko za szybą, postać owa dotknęła moknących w ulewnym deszczu połów swojej czarnej marynarki, zbliżając ku nim twarz. Zanim zdążył opuścić broń, usłyszał zza własnych drzwi wejściowych rozmowę, zaanonsowaną stukliwym syknięciem radiowej fali, dochodzącej z już mu znanego źródła. Dlatego był pewny, co obecnie nastąpi. Hałaśliwe łomotanie w drzwi powtórzyło się ponownie. Cicho stawiając kroki na klepkach podłogi, skierował się ku nim, nie musząc powiedzieć ani słowa.
- Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Proszę natychmiast otworzyć drzwi. - stanowczy ton dobiegł jego uszu, chociaż tłumiony materią ich samych, pozostający, mimo to, nieustępliwym, co spowodowało nieregularnie wybrzmiewające odgłosy zwalniania sztab zamków, z przeciwległej do niego strony.
Rozbudzony już dostatecznie, aby być oślepionym nawet nikłym blaskiem korytarzowej żarówki, Tomek wyłonił się zza malowanego niegdyś białą, obecnie odpadającą płatami emalią, wahadłowego, drewnianego tworu, celując lufę rewolweru w dwóch, odzianych jakby w odbite z tego na ulicy garnituru, ich własne, schludnie spasowane, mężczyzn. Podejmując próbę podania swojej tożsamości, uznał ją za daremną, słysząc lakoniczne:
- Pójdzie Pan z Nami. - podkreślone pozbawionym emocji wskazaniem mu przez jednego z nich dłonią kierunku.
Wioząc go czarnym, terenowym BMW, nie mówili czegokolwiek. Nawet wówczas, gdy po dotknięciu legitymacją czytnika, zamocowanego na ceglanej ścianie mrocznie antycznego gmachu, dostojnie przejechało ono przez tylną bramę wjazdową Komendy Miejskiej, gdzie zatrzymawszy się na brukowanym granitową kostką parkingu, otworzono przed nim drzwi, wskazawszy pedantycznie zawodowym gestem dłoni kierunek, stanowiący potwierdzenie, iż jakikolwiek sprzeciw, spowoduje bolesne dla niego skutki. Gdy zsunął się niepewnie z tylnej kanapy, uderzył go przenikliwy chłód, smagając jego twarz lodowatymi, ciężkimi kroplami, stawiając przed szeregiem kolejnych procedur, pośród labiryntu korytarzy, pozwalających mu, jakby będąc oczekiwanym, zasiąść przed przykręconym do podłogi biurkiem, gdzie oczekiwało go kolejnych dwóch, nie mniej tajemniczych Funkcjonariuszy. Bardziej tęgi z nich, łysy, z rozpiętą marynarką, wskazał mu znajomym gestem puste miejsce, na dzielącym ich blacie.
- Jak Pan wie... - rozpoczął ozięble - Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego. AŻ! - zaakcentował podnosząc głos - Komisarzu. Jak wszyscy wiemy:. dlatego się Panu nie przedstawię. - co oznajmiwszy, zasiadł naprzeciw skonsternowanego Tomasza, racząc go nieprzerwanym spojrzeniem, wyrażającym bezsłownie, że w każdej chwili, może rozerwać go na strzępy, uznając to zarówno za przejaw ryzyka zawodowego, jak i zwyczajny wypadek.
- Do... dobrze... - odparł mu niepewnym głosem Policjant - tylko... w jakiej właściwie sprawie? - spytał, rozsądnie uważając na dobierane słowa.
- Wczorajszej. - skwitował rozmawiający z nim, tęgi Agent, z przeciągłym jękiem mechanizmu, otwierając szufladę biurka po jego stronie.
Odnalezienie obiektu zawodowego metodyzmu, zajęło mu aż niespełna pół minuty, po upływie czego, kolejnymi tyknięciami naściennego zegara, przed Tomaszem, na wskazanym przez Agenta miejscu, wylądowała, jakby powodowana ku temu objawieniem magii, kolorowa fotografia, przedstawiająca zarówno portret, jak i profil boczny, wizerunku twarzy młodej, brązowookiej, z włosami upiętymi w miły kucyk, czarnymi jak bezmiar przestrzeni kosmosu, kobiety. Tomasz skupił zarówno wzrok, jak i myśli w układzie barw na papierze, zupełnie nie mogąc go odnaleźć w swojej świadomości.
- Znasz ją Pan.? - bardziej oznajmił, niż spytał go Agent.
- No. Nie... - rozpoczął Tomasz, nie odrywając wzroku od fotografii - Zupełnie... nie. - oznajmił, podnosząc wzrok na pulchną, usianą kroplami twarz, kurczowo utrzymaną masywnym karkiem przed nim.
- Panie... - westchnął Agent, zwieszając z rezygnacją głowę, po czym podniósł ją, z impetem, jednocześnie, kładąc ogromną dłoń na fotografii, co spowodowało, że Tomasz mimowolnie wzdrygnął się w krześle, niczym rażony służbowym paralizatorem - skończ Pan, Komisarzu:.. mi baśnie pierdolić. - co zaakcentował stanowczym wskazaniem palcem w kierunku jego nosa - wczoraj zaczęła pracę. I wie Pan, kto ją wpuścił, żeby była jebaną posterunkową na waszym zatęchłym komisariacie?! - rozpoczął z gniewnym wyrazem twarzy - Pan, kurwa. Stała pod drzwiami kwadrans, nie będąc w stanie ich otworzyć, bo na waszą dziurę, szkoda funduszy działu technicznego... japierdolę... - twarz Agenta, w oczach Tomasza, zdradzała już tylko szczerą nienawiść, co jednak nie powodowało zaniku jego ordynarności, wraz z wypowiedzią, co jakby na zawołanie, podsumował w mgnieniu oka dobytym z niezamkniętej szuflady, użyciem pilota, który skierował na podwieszony na ścianie za plecami Tomasza, telewizor. - Paczpan. - nakazał, z głuchym łupnięciem rzucając go na dzielącą ich powierzchnię.
Ta scena, mimo zaniku w jego umyśle, utkwiła mu w pamięci. Doskonale pamiętał, jak zza otwartych przez niego wrót, niespodziewanie czmychnęła ku niemu przygarbiona, drobna postać, pospiesznie kierując się ku Ambonie Wejściowej, co obecnie: odtwarzał we własnej pamięci, jako dobrej jakości obraz kamery monitoringu wewnętrznego, uwieczniającej ponad nim, jego ówcześnie doczesny żywot. Jako zaledwie kilka klatek, zamarł, jakby w tęsknocie za jego opuszczającą Komisariat osobą. Spodziewając się zakucia w kajdanki, skierował z powrotem oderwany od ekranu telewizora wzrok, w twarz Agenta, usiłując wyjaśnić:
- A... tak. To pamiętam... - rozpoczął, usiłując brzmieć wiarygodnie. - jednak, Pan rozumie, Agencie... - Tomasz utkwił w nim najbardziej spokojne, na jakie był w stanie się zdobyć spojrzenie - too... zupełnie normalne... dlategoo... nie zwróciłem uwagi...
- Panie. No japierdolę!.. - ponownie zganił go Agent, z frustracją zrywając się z krzesła, jednocześnie chwytając pilot w masywną dłoń - a czy to, jest, kurwa: dla pana normalne?! - krzyknął oskarżycielsko, gorączkowo naciskając grubymi palcami przyciski na plastikowym urządzeniu, wymierzonym w telewizor.
Tomasz doskonale wiedział, że będąc Policjantem, jest zobowiązany stawiać na szali własne życie, w obronie innych. Jak na ironię, kierując niepewny wzrok w stronę ekranu za swoimi plecami, zasadniczo się o nie obawiał, mimo wszystko, udając na tyle pewnego siebie, iż nawet w obecnych okolicznościach, jest w stanie myśleć. Zwłaszcza wówczas, gdy zdał sobie sprawę, iż wyświetlony obraz, zdaje się głoszoną nim kpiną, podważać jego zdrowie psychiczne, dobitnie podkreślając to płynącą z nim ścieżką dźwiękową, stanowiącą zwyczajne nagranie rozmowy Policjantki, podczas dokonywania rutynowej, Służbowej, proceduralnej Czynności. Doskonale znał jej przebieg, rozpoznając wszelkie detale, zwłaszcza " komucha ", który, jak głoszono szeptem: " jest starszy od Komendanta, dlatego boi się kazać go wyjebać z Komisariatu, jakby zdygany, że... za nim pójdzie... ", co zawsze powodowało sarkastyczne parsknięcia ukrywanego w dłoniach śmiechu. Owszem, procedura była rodzimie codzienną, z tą różnicą, że owa Policjantka, jak uwierzył własnym oczom tkwiącym w nagraniu:.. dokonywała jej, jedynie we własnym towarzystwie, ponieważ oprócz dziwnie nienaturalnego cienia, zbliżonego do ludzkiego wzrostu, oprócz niej samej... kamera nie uwieczniła kogokolwiek więcej. Zszokowany tym zajściem Tomasz, odwrócił się przez ramię w stronę Agenta, wskazując na telewizor:
- Agencie... po pierwsze: z kim ona rozmawia?.. właściwie: z jakiego powodu?! A ponadto... pozwoli Pan, że spytam... z wyrazami najwyższego Szacunku:... bo owszem, to... poprostu dziwne, jednak:.. czemu tak bardzo, że prowadzi to ABW?.. przy czym, po drugie... - dodał mozolnie - czyy... ma to znaczyć, żee... wie Pan: Ona... była chora?.. a teraz chcecie wiedzieć, czyy... tylko Ona?..
Napawając go zdumieniem nie mniej od nagrania, Agent jedynie zaprzeczył skinieniem głową, a pomimo profesjonalnie zawodowego, nieprzenikliwie kamiennego wyrazu jego twarzy, sprawiał wrażenie wewnętrznej potrzeby wyzbycia się go, po raz kolejny maniplując przyciskami odtwarzaniem obrazu, którego ujrzenie, nakazał z premedytacją pozbawionym emocji spojrzeniem, co Tomasz uznał niemym potwierdzeniem, po raz kolejny skupiając wzrok na obrazie za jego plecami. Przedstawiał on tą samą Policjantkę, zarejestrowaną z perspektywy innej kamery, zdającej się być przekonaną, iż... nie jest tam sama, chociaż... zupełnie tak nie było. Zwłaszcza do momentu, gdy niespodziewanie, jakby rzucona nieznaną jej siłą, runęła na gres posadzki holu Komisariatu. Co więcej, owa siła postanowiła na tym nie poprzestać, tłukąc nią o podłogę, aż zaczęła sprawiać wrażenie bezwładnej, gdy jej ciało, wleczone po niej niewiadomą przyczyną, sporadycznie rzucane na obie, przeciwległe ściany korytarza, zostawiało znaczące krwawymi śladami, znamię pochodu czegoś, zdającego kierować się ku archiwum, pełniącego zarazem funkcję magazynu zabezpieczonego materiału dowodowego, stanowiąc jedyne pomieszczenie się tam znajdujące. Za pancernymi drzwiami ze stalowej płyty, często spowite zapomnieniem kolejnych dekad obecności, spoczywały najczęściej insygnia miejsc zbrodni. Na malowanym szarą farbą metalu, metodycznie, kolejnymi bezwładnymi uderzeniami, ciało w Służbowym Mundurze, zaczęło zamieniać się w usianą odłamkami przebijających je, złamanych kości, w coraz bardziej makabryczny, groteskowo workowaty twór. Gdy kamera zarejestrowała, że jej wnętrzności chlusnęły na zdobny zabytkową pamięcią gres, a to, co zostało z jej ciała, plusnęło bezwładnie, ciśnięte na przeciwległy koniec holu, wzbijając w powietrze rozbryzg krwi, same pancerne drzwi, nie mniej nią zalane, z głośnym, metalicznym odgłosem zwalniania blokującego je mechanizmu, zaczęły się samowolnie otwierać, by po krótkiej chwili, ponownie zatrzasnąć się z łomotem, odbitym echem zabytkowego wnętrza Komisariatu.
Tomasza, przeraziło to w takim stopniu, iż czuł, że wypełnia jego kości, jak i każdy zakątek jego umysłu. Jakby nie mając tego na uwadze, kamera bezlitośnie uwieczniła obraz, który spowodował, iż mimowolnie zacisnął dłoń na własnej piersi, chcąc utrzymać rytm skołatanego serca, gdy ścieżka dźwiękowa nagrania, nie rejestrując kogokolwiek więcej, oprócz zmasakrowanych zwłok, uwieczniła oddalające się holem kroki, które stąpając po zakrwawionej posadzce, zostawiały na nich odciski, jakby kobiecego obuwia, na cienkim, wysokim obcasie, znikając w trzasku wejściowych wrót. Cokolwiek więcej, nie raczyło wiązać ich z człowieczeństwem.
Agent, przestał napawać się widokiem przerażonej, bladej twarzy Tomasza, już kilka minut temu, uznając potliwość jego skóry, za potwierdzenie autentyczności zapisu, na jego szczęście, stanowiącego już tylko czymkolwiek niewzruszony, jednostajny obraz. Uznając to za wystarczające, jedynie skwitował, lakonicznym stwierdzeniem:
- Dlatego, Panie. - po czym gestem dłoni nakazał drugiemu z obecnych Agentów, dźwignąć usiane mimowolnym bezwładem przerażenia ciało Tomasza z krzesła, celem zatrzymania go w areszcie, na czas wyjaśnienia jego udziału w sprawie, wobec całokształtu zajścia, czemu jego rozdarta psychika, postanowiła nie zwać powodem, do wyrażenia protestu sprzeciwem.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania