Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
ZABIERACZ: KSIĘGA DRUGA. ROZDZIAŁ IV
ZABIERACZ: KSIĘGA DRUGA.
ROZDZIAŁ IV
Czym właściwie jest piekło? Nie musiała zechcieć mieć pewności. Znała je doskonale, od momentu, gdy powierzając swoją skazaną na wieczne potępienie dusze, słupowi ognia, pozwalającemu jej zaznać wiru doczesnych zdarzeń, przynajmniej, nie musiała już zjadać żywcem nowo przybyłych zesłańców, aby zaznając agonii, odrodzić się na łamach wieczności, jako jedna z nich. Jak zauważyła, piekło istniejąc docześnie, mogło zupełnie nie różnić się codziennością. Jak twierdzono, ona, jak i pozostali, zasadniczo je stanowią, jakby bez ich obecności, nie mogło istnieć wcale. Czym jest zatem bezmiar jego czeluści? Uznała za konieczne uzmysłowić każdemu śmiertelnikowi, który stanie na jej drodze. Nie mogła przestać napawać się tą myślą, a żeby zaistniała, potrzebowała zaledwie już bardzo niewiele. Spowita tańczącymi wokół niej jęzorami mroku zaświatów, przywołała w swoim umyśle obraz płomiennej kolumny, akumulującej potępionych na łamach doczesnych, aby słowami klech: " wrócili na świat, by sądzić żywych ". Szyderczy grymas podłego uśmiechu, rozgościł go uprzejmie na jędrnych ustach, które lubieżnie oblizała, jakby chcąc zatrzymać dla siebie ociekającą groteskową rzezią słodycz. Należała do niej, jak świadomość, że każdy z potępionych, po opuszczeniu słupa ognia, potrzebuje cielesnej powłoki, co naturą rzeczy, zwane jest powszechnie: zwyczajnym " opętaniem ", co śmieszyło ją najbardziej, ponieważ: gdyby którykolwiek z to twierdzących, spędziłby chociaż sekundę wieczności w piekle: nieśmiałby zwać demonem całego zła jego doczesnego świata, a co dopiero jedną z cierpiących dusz, usiłującą się w nim odnaleźć, zanim czeluść zła, zdąży się o nią upomnieć. Cóż. Panika, jest przecież rzeczą ludzką, a żeby zaznać jej kresu, nie trzeba nawet oczekiwać trafienia piorunem, by mając odrobinę szczęścia: zaznać ludzkiej słabości. To tylko knąbrna, ludzka natura: parająca się oczywistością. Przyczyna, działanie, skutek... czym piekło: wykpiewa ich wszystkich, oczekując wrzasku ich dusz, szamoczących się w oczekiwaniu zaznania wieczności nieśmiertelnych katuszy. Jak uznawano: nie można opuszczać go wiecznie, dlatego jedna cząstka wieczności, ubiegająca uwadze śmiertelnych, wystarczy, by pochłonął ich mrok. Nic ponadto. Dając piekłu doczesną wieczność, odpieczętowaną z metalu salomona poza Gehenną, chciała zbawić Dis: Stolicę Czarciego Żywota, będącą najbrutalniejszą z jego zasad. Wtulając w swój pokaźny biust szorstką, cylindryczną metrykę jej samej, jako części Alei Skór, przywołała w myślach Cmentarzysko Nadziei, gdzie upadły kler, czcił swego ojca, najbrutalniejszymi bluźnierczymi praktykami, jakie Wieża Babel, świątynia Najwyższego, była w stanie zaszczepić poczynaniami realizowanymi przez ich pobożne umysły. Doskonale pamiętała, że gwałt podczas pożerania żywcem przez zdziczałych, aż do postaci wilków, księży, w codzienności piekła: był dla niej zupełnie miłym doznaniem. Jak bardzo? Postanowiła pozwolić przekonać się każdemu, kto z wyłamanymi w stawach nogami, zacznie błagać o nagrodę, w postaci ogromnego, zwierzęcego fiuta, pieprzącego jego gardło z taką zawziętością, aż zacznie dźgać go w serce. Tyle kwestii pobłażliwości. Ponadto: czeka ich tylko agonia, skazująca ich dusze, na trwanie w nieskończoności. To i tak taryfa ulgowa, ponieważ sama wieczność, zbywa ją swoim własnym bezmiarem. Myśląc o tym, zaczęła odczuwać namiętność, której dała ulgę, zaciskając palce na powierzchni seledynowej śniedzi, pieszczącej zmysły, wyrywając z jej ust mimowolne jęki rozkoszy. Akcentując je, skręciła dłonie na cylindrycznym tworze, którego zgrzyt, poniósł się echem wrzasku agonii każdej z dusz, zesłanych do piekła, brzmiąc w jej umyśle, nieprzerwanym kanonem lamentu zawodzeń wszystkiego, czym szczycą się diabli. Wysypując zawartość cylindra na swoją klatkę piersiową, odrzuciła obie jego części w mrok, rozproszony jego obecnością, jakby żył w lęku przed nim. Zbyła to parsknięciem, kreśląc w czerni, dłońmi, okrąg. Kiedy zaczął jaśnieć gorejącym ogniem, czekała, aż pochłonie ją zupełnie. A kiedy to nastąpiło, z jego granic, zmarli zaczęli wracać.
Widmowe postacie, złowieszczym pędem empiryzowały się, wpadając na ściany pokoju Sylwi, aby odnaleźć się w umysłach wolnych, oczekujących ich śmiertelników, czemu słabe, lękliwe dusze je zamieszkujące, nie mogły być przeciwnymi. Dalej: przestał istnieć świt.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania