Po drugiej stronie prawdy - Rozdział XVIII

- I mam ochotę się zabawić – owinął sobie wokół palca kosmyk moich włosów.

Krew odpłynęła mi z twarzy a oczy prawie wyszły z orbit.

- Możemy zawrzeć umowę – zaproponował od niechcenia. – Co ty na to?

- Jaka to umowa? – wykrztusiłam z trudem.

Uśmiechnął się z satysfakcją.

- Jeśli uda ci się wykonać zadanie, to cię nie zabiję.

Gdyby istniała nadzieja, że ktokolwiek przyjdzie mi z pomocą krzyczałabym w niebo głosy. Wiedziałam, że na tym pustkowiu jesteśmy zupełnie sami, nie było nikogo kto mógłby mi pomóc. Jedyne, co by go tu spotkało to śmierć.

- Na czym ono polega?

Kiedy się uśmiechał przez moment widać było jego ogromne, ostre zęby. Unosił wtedy głowę do góry jakby węszył.

- Od razu przechodzisz do konkretów, to lubię.

Przysunął się jeszcze bardziej, był teraz tak blisko, że mogłam policzyć czarne plamki w jego żółtych oczach.

- Może zadzwonimy do Rafała? – zaproponował. – Nie stęskniłaś się za nim? On za tobą na pewno.

Z kieszeni spodni wyciągnął komórkę i wybrał numer. Nawet na sekundę nie spuszczał ze mnie wzroku, patrzył na mnie jak dziecko na miskę pełną słodyczy.

- Jak minęła ci noc? – zagadnął Rafała łowca. – Nam było wyjątkowo przytulnie, prawda Misiu?

Przyłożył mi telefon do ucha, chwyciłam go drżącymi rękami.

- Misia – mężczyzna był zdenerwowany – zrobił ci coś, kochanie?

- Nie, ale – zawahałam się –śmierdzi w tej hali.

Łowca wyrwał mi telefon z ręki. Wiedziałam, że jest wściekły, bo zdradziłam, gdzie mnie przetrzymuje. Miałam nadzieję, że w okolicy domu Rafała nie ma zbyt wielu hal.

- Jeżeli chcesz odzyskać swoją laleczkę – wycedził do telefonu – to lepiej się pospiesz, bo jest bardzo niegrzeczna.

Słyszałam jak Rafał wykrzykuje coś do telefonu, ale łowca już się rozłączał. Po chwili poczułam palący ból w policzku, aż opadłam na poduszki. Mężczyzna chwycił mnie za włosy i podciągnął do pozycji siedzącej.

- Nie próbuj mnie przechytrzyć – wysapał wściekły - bo zle to się dla ciebie skończy.

Odsunęłam się od niego najdalej jak to możliwe i podciągnęłam kolana pod brodę.

- Zasady są proste – zaczął przechadzać się przed łóżkiem – jeśli uda ci się wyjść z lasu, przeżyjesz i będziesz wolna.

- Jeśli nie? – nie wiem, czy chciałam znać odpowiedz na to pytanie.

Po groźnym błysku w jego oczach stwierdziłam, że jednak nie.

- Idziemy – szarpnięciem postawił mnie na nogi.

Halę ze wszystkich stron otaczał las, nie było tutaj żadnej dróżki. Ulewny deszcz w mig przemoczył moją piżamę a włosy przykleiły się do twarzy. Łowca wciągnął w nozdrza powietrze i zawył jak wilk , od czego wszystkie włoski na ciele stanęły mi dęba. Obrócił mnie w swoją stronę.

- Masz pięć minut przewagi!

Nie czekając na słowa zachęty rzuciłam się biegiem przed siebie. Nie miałam pojęcia dokąd biegnę, gałęzie smagały mnie po twarzy, a bose stopy ślizgały się po błocie. Adrenalina dodawała mi siły, nie oglądając się za siebie biegłam coraz szybciej i szybciej. Na karku czułam oddech łowcy i byłam gotowa zrobić wszystko, by nie dać się złapać. Jeśli uda mi się wrócić do domu to nigdy więcej nie zrobię niczego szalonego. I zacznę biegać, by poprawić swoją kondycję, bo powoli zaczynała łapać mnie zadyszka. O zawał serca przyprawiał mnie najcichszy dźwięk łamanej gałązki. Wszystko tutaj wydawało mi się zdradzieckie i nieprzyjazne. W pewnym momencie usłyszałam wycie wilka, a w oddali odpowiedziały mu kolejne nawoływania. Zasłoniłam usta ręką, by nie krzyknąć. Gdybym miała pewność, że będę tam bezpieczna to wdrapałabym się na drzewo i nie zeszła do końca życia. Jednak wystarczyłoby łowca przemienił się w człowieka i złapałby mnie bez problemu. Nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęłam brodzić w wodzie, która była lodowata, co przyniosło ulgę moim poranionym stopom. Moim celem stało się dostanie na drugi brzeg, byłam przekonana, że tam będę bezpieczna. Nie widziałam tam, ani drogi, ani kogokolwiek kogo mogłabym prosić o pomoc. Tak jakby uaktywnił się mój uśpiony od zawsze instynkt przetrwania. Jezioro było głębsze niż mi się wydawało, woda przykryła mnie całą. Wlała mi się do nosa i ust tak, że nie byłam w stanie oddychać, rozpaczliwie machałam rękami i nogami, by się wydostać. Nagle pochwyciły mnie czyjeś silne ręce i zaczęły ciągnąć ku górze. Łapczywie chwyciłam powietrze i dzięki pomocy nieznajomego dostałam się na brzeg. Już miałam mu podziękować, gdy zobaczyłam mokre, rude włosy. Cofnęłam się od niego najdalej jak to możliwe.

- Aaaa – chwycił mnie za kostkę – gdzie się wybierasz? Umowa to umowa.

- Proszę… - jęknęłam słabo – nie zabijaj mnie.

Łowca odgarnął mi mokre włosy z twarzy.

- Coraz bardziej zaczynam cię lubić – westchnął smutno.

Nadzieja zaczęła rodzić się w moim sercu, jednak szybko została zgaszona.

- To nic nie zmienia – przyciągnął mnie do siebie. – Umowa to umowa.

Ile razy jeszcze to powtórzy? Za pierwszym razem było wystarczająco dobitnie.

- Dlaczego chcesz mnie zabić? – nie zamierzałam ginąć nie wiedząc nawet z jakiego powodu.

- Bo taki jestem – pochylił się w moją stronę – jestem potworem, który będzie zabijał do śmierci.

- Możesz to zmienić - podciągnął mnie na nogi - nie musisz być zły do końca.

- Nie? – parsknął śmiechem. – Dlaczego nie? Ja lubię być zły.

Szedł tak szybko, że ledwo za nim nadążałam a każdy krok bolał tak jakby wbijało mi się tysiąc igiełek w podeszwy stóp.

- Ja lubię być miła i dobra, ale nie zawsze mi wychodzi, ty mógłbyś spróbować. Zawsze zdążysz być złym.

Zatrzymał się tak gwałtownie, że na niego wpadłam.

- Nieźle kombinujesz – ruszył dalej. – Może i coś ugrasz.

- Widzisz – uśmiechnęłam się słabo – umiesz być miły.

W duchu odtańczyłam taniec zwycięstwa, mogłam gadać byle co, by przeżyć. Choć akurat w swój wywód wierzyłam.

Łowca po raz kolejny się uśmiechnął i mruknął pod nosem naśladując mój głos.

- Umiesz być miły.

Wiedziałam, że na poważnie zastanawia się nad moimi słowami. Gdyby był do szpiku kości zły to nie wyciągnąłby mnie z tej wody.

- Dlaczego mnie uratowałeś? – odważyłam się zapytać. – Gdybyś mnie nie wyciągnął miałbyś problem z głowy.

- A gdzie tu zabawa? – rzucił przez ramię.

- No tak – mruknęłam – zapomniałam, że się bawimy.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania