Po drugiej stronie prawdy - Rozdział III

- Zostań ze mną – poprosiłam – razem się z nią spotkajmy.

Siostra spojrzała na mnie ze złością.

- Nie mam zamiaru zostawać tu ani minuty dłużej – wzięła głębszy wdech. – Odwieziesz mnie na dworzec, czy nie?

Z westchnięciem wstałam z łóżka.

- Pojedź moim samochodem – zaproponowałam.

- Obejdzie się – chwyciła za walizkę i trzaskając drzwiami.

Jakim cudem ona mogła być moją siostrą?

- Poczekaj na mnie! – w biegu chwyciłam kluczyki.

Drogę na dworzec pokonałyśmy w milczeniu, Magda była na mnie wyraźnie obrażona. To od zawsze była jej taktyka, zazwyczaj pełna wyrzutów ulegałam jej, ale nie tym razem.

Na stacji okazało się, że do odjazdu pociągu zostało jeszcze dwadzieścia pięć minut.

- Nie musisz ze mną czekać – stwierdziła oschle. –Jeśli spotkasz tę kobietę to powiedz jej, że nie chcę mieć z nią nic wspólnego.

- Magda – szepnęłam błagalnie – przestań, tak nie wolno, to nasza matka.

- Może twoja – prychnęła. –Idź już.

Przytuliłam ją do siebie mocno, nie chciałam rozstawać się w takiej atmosferze.

- Przykro mi, że mnie nie rozumiesz.

Nie odpowiedziała, wzrok miała utkwiony w pustce. Na peronie powoli zaczynało przybywać ludzi, wydawało mi się, że wszyscy na mnie patrzą..Wiedziałam, że to wszystko mi się wydaje, ale mimo to przyspieszyłam kroku. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w samochodzie i porozmawiać z matką. Miałam nadzieję, że wyjaśni mi dlaczego tak nagle zniknęła. Chciałam wierzyć, że miała ku temu ważny powód, a nie zwykły romans jak próbowała wmówić mi Magda.

- Miśka! – siostra chwyciła mnie za ramię – przepraszam.

Przyjrzałam się jej niczego nie rozumiejąc.

- Nie powinnam tak mówić – zawstydzona spuściła wzrok. –Masz prawo pragnąć rozmowy z matką, choć ja tego nie popieram.

Uśmiechnęłam się z wyraźną ulgą.

- Nie powiem ojcu, dlaczego zostałaś – obiecała – ale proszę, uważaj na siebie.

W odpowiedzi tylko skinęłam głową i pocałowałam ją w policzek.

Siostra roześmiała się perliście.

-Uciekaj już! – ponagliła mnie.

- Kocham cię, Madzia!

- Ja ciebie też!

***

Ze skrytki w samochodzie wyciągnęłam plan wioski, Wilcze Wzgórze było jakieś piętnaście kilometrów stąd. Przygryzłam wargę, nagle obleciał mnie strach, nie możesz się teraz cofnąć, powtarzałam sobie w myślach. Wzięłam głębszy wdech i przejrzałam się w lustrze. Byłam cała spocona, włosy przykleiły mi się do mokrego czoła, jak by tego było mało ubrana byłam w wytarty dres. Tak z pewnością nie mogłam się pokazać matce. Docisnęłam trochę mocniej niż zwykle gaz do dechy i pędem wbiegłam do hotelowego pokoju. Z walizki wyciągnęłam letnią sukienkę w kwiaty i wskoczyłam pod prysznic. To było to, czego potrzebowałam, znów mogłam jasno myśleć.

Pójdę tam i co? A jeśli otworzy mi tamten mężczyzna? Co mam mu powiedzieć? Dzień dobry, zastałam może mamę? Jak o tym myślałam to wszystko się we mnie przewracało. Skoro na górze nas nie zatrzymała, to może w ogóle nie chce nas znać i tak jak mówiła Magda byłyśmy dla niej ciężarem?

Opanuj się Miśka, jeśli nie zapytasz to nigdy się nie dowiesz. Nie stchórzę, to może być moja jedyna szansa, może już nigdy jej nie spotkam. Jeśli teraz nic nie zrobię, do końca życia będę tego żałować.

Wskoczyłam w letnią sukienkę a rude włosy upięłam w niskiego koka. Brązowe oczy podkreśliłam białą kredką a usta malinową szminką. Piegi na mojej twarzy nigdy mi nie przeszkadzały, uważałam, że dodają mi uroku. Z butami postanowiłam nie przesadzać i pozostałam przy zwykłych tenisówkach. Efekt, muszę przyznać, był zadowalający.

Tak przygotowana wsiadłam do samochodu i ruszyłam na poszukiwani mamy. Wilcze Wzgórze jak się okazało było w całości porośnięte drzewami. Nie było tutaj nawet asfaltowej drogi, silnik warczał dziko płosząc lokalne zwierzęta. Wybaczcie, pomyślałam ze skruchą.

Na drodze nie spotkałam ani jednej żywej duszy, co było trochę upiorne. Nie pewna, czy obrałam dobrą trasę zatrzymałam się na poboczu. I wtedy go zobaczyłam, stał ukryty wśród drzew, niknąc wśród brązów. Otoczony był starym, chylącym się płotem, za nim dostrzegłam pięknie zadbany i wypielęgnowany ogród. W oknach na parterze paliły się światła jakby domownicy kogoś oczekiwali. Zgasiłam silnik i przez chwilę siedziałam w absolutnej ciszy, czułam, że na mnie czekała. Wzięłam głębszy wdech i wysiadłam, kolana miałam jak z waty.

Furtka była uchylona, jakby zapraszała do wejścia, kiedy ją pchnęłam skrzypnęła cicho. Żwir chrzęścił pod moimi stopami, gdzieś w oddali zastukał dzięcioł. Przeszłam przez wypielęgnowany ogródek i cicho zapukałam do drzwi. Po chwili, która ciągnęła się w nieskończoność otworzył mi mężczyzna, którego widziałam na górze. Zamarłam z otwartymi ustami, nie spodziewałam się, że to jego ujrzę w progu.

- Wejdź – miał przyjemny głos – Róża jest w pokoju.

-Dziękuję – przynajmniej to zdołałam wykrztusić.

Korytarz, w którym się znalazłam był mały, ale bardzo jasny, biel aż raziła w oczy. Naprzeciwko wejścia znajdowały się schody u ich szczytu stała piękna blondynka, której twarz wykrzywiał grymas. Widocznie nie podobało jej się, że tu jestem. Udało mi się odwrócić od niej wzrok i wejść do niewielkiego pokoju. Była to mała, jak wszystko tutaj biblioteka, na jej środku stały dwa ogromne fotele. W jednym z nich siedziała moja mama, była piękna. Chłonęłam każdy jej szczegół. Rude włosy łagodnie opadały na ramiona, niebieskie oczy przypatrywały mi się uważnie. Miała zaróżowione policzki jakby dopiero co wyszła z wanny, niepewny uśmiech na ustach. Ubrana była w niebieską koszulę i białe spodnie, ręce miała splecione na kolanach a na stopach wielokolorowe tenisówki. Nie wierzyłam, że to naprawdę ona, na twarzy nie miała ani jednej zmarszczki. Z wrażenia aż opadłam na fotel, to nie mogła być ona.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • krajew34 pół roku temu
    Nawet ciekawe, choć nie w moich klimatach.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania