Po drugiej stronie prawdy - Rozdział XII

Śniło mi się, że jestem małą dziewczynką i poszłyśmy razem z mamą na plac zabaw. Śmiałam się tak głośno aż rozbolał mnie brzuch. W oczach mamy widziałam figlarne iskierki, cały czas się do mnie uśmiechała. Z pięknego snu wyrwały mnie odgłosy awantury, przez chwilę leżałam nasłuchując w ciemności nocy.

- Muszę się z nią zobaczyć! – rozpoznałam stanowczy głos Rafała. – Gdzie ona jest?!

- Śpi – starsza pani próbowała go uspokoić – zaraz ją obudzisz.

- Chcę ją zobaczyć! – coś upadło z hukiem.

- Poczekaj do jutra – włączył się ktoś trzeci.

Rafał bynajmniej nie zamierzał ustępować.

- Nie będę czekać, chcę ją zobaczyć.

Dochodziły do mnie odgłosy szamotaniny i wyjątkowo brzydkie przekleństwa.

- Zrobisz sobie krzywdę – znów odezwała się staruszka.

Zdenerwowana odrzuciłam kołdrę i postawiłam stopy na zimnej podłodze. Z moich ust wydobywała się para, w domu było zimno jak w psiarni, co było poniekąd prawdą. Widocznie wilki nigdy nie cierpiały z powodu chłodu. Na dodatek wszędzie panowały egipskie ciemności, odgłosy kłótni dochodziły z drzwi znajdujących się na końcu korytarza. Po cichu weszłam do pokoju i wszystkie oczy zwróciły się w moją stronę, nawet Rafał się uspokoił. Leżał podłączony do kroplówki, choć teraz z żyły, w której znajdował się wenflon obficie kapała krew. Odwróciłam wzrok od czerwonej plamy na białej pościeli i skupiłam wzrok na poobijanej twarzy narzeczonego.

- Misiu, chodź do mnie – poprosił.

Stałam jak wrośnięta w ziemię, nie byłam w stanie się ruszyć.

- Co ty robisz? – głos miałam wyprany z emocji. – Myślisz, że przestanę się gniewać jeśli się wykrwawisz? To ma być dowód twojej dozgonnej miłości?

Patrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami.

- Byłam pewna, że mogę ci ufać – otarłam zabłąkaną łzę – do wczoraj. Nie wiem, dlaczego nie powiedziałeś mi prawdy – otuliłam się ramionami. – Muszę to przemyśleć.

Cisza aż kuła w uszy, kiedy wychodziłam, a łzy spływały mi po policzkach. W łóżku po szyję otuliłam się kołdrą, chciałam jak nigdy wcześniej przestać istnieć. Marzyłam, by to wszystko okazało się snem, z którego zaraz się obudzę. Łzy uparcie nie chciały przestać płynąć, wściekła na samą siebie zagryzłam pięść. Jak po raz kolejny mogłam dać się tak łatwo podejść? Po raz kolejny dałam się wykorzystać. Byłam beznadziejna, Magda miała racje, powinnam jej słuchać. Jutro z samego rana wracam do domu i odwołałam cały ten ślub. Nie obchodzi mnie, co na to rodzina. Moje samobiczowanie przerwało ciche pukanie do drzwi i w progu ukazała się idealnie zaczesana blond czupryna.

- Mogę? – zapytała uśmiechając się lekko.

Nie miałam ochoty na niczyje towarzystwo, ale pociągając nosem skinęłam głową. Kobieta ubrana w piękną różową koszulę nocną przysiadła na brzegu łóżka.

- Nie dziwię się, że jesteś zła na Rafała – podciągnęła nogi pod brodę – zasłużył sobie na to.

- Przyszłaś mnie pocieszać? – nie zdołałam powstrzymać sarkazmu.

- Nie – westchnęła głębiej – przyszłam ci powiedzieć, że Rafał to fantastyczny mężczyzna, który jest w tobie na zabój zakochany.

Nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem, dziewczyna spojrzała na mnie urażona.

- Wybacz – spoważniałam – wybrałaś zły moment na wychwalanie Rafała pod niebiosa.

- Nie mam takiego zamiaru – utkwiła wzrok w oknie. – Chciałam ci trochę o sobie opowiedzieć, pozwolisz?

Zaskoczona pytaniem skinęłam głową i usadowiłam się wygodniej. Zawsze lubiłam słuchać cudzych historii, natomiast nie lubiłam mówić o sobie.

- Urodziłam się w 1906 roku…

- Masz sto trzynaście lat? - wykrztusiłam z trudem.

Uśmiechnęła się skromnie i założyła kosmyk za ucho.

- W małej litewskiej wiosce – kontynuowała różowiąc się lekko – byłam córką bogatego szlachcica i najbardziej rozpieszczoną dziewczyną w całej okolicy – uśmiechnęła się z zażenowaniem. –Wszystko na co tylko spojrzałam, tata od razu mi kupował. Uchodziłam za piękność i miałam wianuszek adoratorów, uwielbiałam z nimi flirtować, rozkochiwać i puszczać kantem, byłam bardzo zepsuta – przyznała z żalem. – Wtedy tego nie rozumiałam, gdybym mogła cofnąć czas wszystko zrobiłabym inaczej. Pewnego wieczoru poznałam miłość mojego życia, Linasa, był synem zamożnego kupca. Był przystojnym, postawnym brunetem o porywczym charakterze. Kochałam go na zabój, ale tata nie patrzył przychylnie na nasz związek, uważał go za niegodnego swojej pięknej córeczki. Z czasem musieliśmy się ukrywać , spotykając w starym borku za wioską – rozmarzyła się nad swoimi wspomnieniami. – Szłam do niego pewnego zimowego wieczoru, droga była ciemna i cała trzęsłam się ze strachu mimo, że wcześniej wielokrotnie pokonywałam tę trasę. Chyba podświadomie wyczuwałam, że coś się kryje w tych ciemnościach Nie usłyszałam ich, wilki chodzą bardzo cicho – uśmiechnęła się gorzko. – Nie muszę ci mówić, co było później, Kuba usłyszał moje krzyki i przybiegł na pomoc... – cicho pociągnęła nosem. – Był wtedy doświadczony w walce, zajmował się tymi chłopcami. Kiedy zobaczył, co mi zrobili wpadł w furię, a oni tłumaczyli się, że brakowało im rozrywki. Zabrał mnie do swojego domu i opiekował się a ja błagałam go, by mnie zabił…

- Dlaczego? – nie zdołałam poskromić ciekawości.

- Ból był nie do wytrzymania, myślałam, że Kuba chce mnie torturować, najmniejszy dotyk doprowadzał mnie do szaleństwa. Jednak po kilku dniach poczułam się odrobinę lepiej i okropnie głodna – roześmiała się cicho. – Byłam dla niego taka okropna… krzyczałam, żądałam by odprowadził mnie do domu… Nie zważał na moje protesty, nakarmił mnie wyjątkowo obrzydliwym mięsem, co jedynie pobudziło mój apetyt, moja wilcza strona domagała się pożywienia… Wbrew moim protestom codziennie od nowa tłumaczył mi, czym się stałam, nie chciałam przyjąć tego do wiadomości, wyzywałam go od szaleńców i porywaczy a on znosił to spokojnie...

- Joasiu, Michalina jest pewnie zmęczona.

Podskoczyłam słysząc jego cichy, znudzony głos, kobieta zerwała się jak oparzona.

- Rzeczywiście – uśmiechnęła się zakłopotana – tyle dzisiaj przeszłaś a ja cały czas gadam – mówiła jak nakręcona. – Wybacz, powinnaś mnie wyrzucić za drzwi i kazać iść…

- Do męża – Kuba pocałował ją w czubek głowy.

- Do męża – powtórzyła zamyślona i zaraz oprzytomniała – Dobrej nocy, Misiu.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Robert. M 3 miesiące temu
    Podziwiam takich ludzi jak Ty. Dla których przelewanie na papier
    ( tudzież ) poprzez klawiaturę swoich fantazji jest stylem życia.
    Nie czekasz na aplauz, ochy, achy, a bawisz się słowem.
    Nie zniechęcasz się brakiem zainteresowania bo to sprawa postronna,
    ważniejsze jest hiper wentylacja własnych myśli i ten czas , jakże baśniowy
    gdy istnieje własna, inna przestrzeń.
  • Katrina 3 miesiące temu
    Miło mi, do usług????
  • piliery 3 miesiące temu
    "Cisza aż kuła w uszy" - z jakim skutkiem?

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania