Po drugiej stronie prawdy - Rozdział IV

- Usiądziesz? – głos miała jeszcze słodszy niż zapamiętałam.

Przez tyle lat starałam się nie zapomnieć jego brzmienia, co noc przywoływałam w pamięci to jak z nami rozmawiała. Teraz stała przede mną naprawdę i jak widać cieszyła się dobrym zdrowiem.

- Wyjaśnisz mi to wszystko? – głos zadrżał mi lekko. – Jak to możliwe? – wskazałam na jej twarz. –Dobry chirurg, czy czary?

Uśmiechnęła się delikatnie i spuściła wzrok.

- Ani to, ani to - spoważniała po chwili. – Nie mogę ci tego zdradzić, to dla ciebie niebezpieczne.

Prychnęłam lekceważąco.

- Dobra wymówka, nie uwierzę w żaden przejaw twojej troskliwości. Nie po tym wszystkim – dodałam z żalem.

Kobieta skinęła głową i zamyśliła się nad czymś.

- Po co tutaj przyszłaś? – to zabrzmiało prawie jak oskarżenie. – Twojej siostry tu nie ma.

Oczy zaszły mi łzami, właśnie, po co tutaj przychodziłam?

- Byłam ciebie ciekawa – wzruszyłam ramionami – chciałam się przekonać, czy… - przełknęłam narastającą w gardle gulę. – Czy cały czas jesteś… - zerwałam się gwałtownie. – Masz rację, po co tutaj przychodziłam, jesteśmy obcymi sobie ludźmi.

Zatrzymała mnie, gdy byłam już w progu, oczy czerwone miała od łez.

- Zaczekaj – poprosiła – zacznijmy naszą rozmowę od początku.

Nie zaprotestowałam, gdy chwyciła mnie za rękę i pociągnęła na fotel.

- Jesteś głodna? – parsknęłam śmiechem i pokręciłam głową. – To może napijesz się herbaty? – zapytała z entuzjazmem. – Zrobię twoją ulubioną z miodem i cytryną – posmutniała nagle. – Nie wiem, czy nadal ją lubisz.

- Bardzo lubię – przygryzłam wargę.

Tę herbatę robiła mi zawsze przed szkołą, albo kiedy byłam chora. Kojarzyła mi się z ”moją mamusią”, jak niegdyś ją nazywałam. Odkąd nas porzuciła, nigdy więcej jej tak nie nazwałam. Kobieta wróciła pięć minut później z parującym kubkiem w ręce.

-Skoro nie chcesz powiedzieć mi, dlaczego wyglądasz tak młodo to powiedz, dlaczego nas porzuciłaś.

Mama cofnęła się jakbym ją uderzyła i przez chwilę wpatrywała się w pustkę.

- To też dla mnie niebezpieczne? – podsunęłam jej usłużnie.

- Córeńko – chwyciła mnie za rękę - kiedyś ci to wszystko wytłumaczę, ale nie dzisiaj.

Wysunęłam dłoń z jej dłoni, jeszcze chwila a padnę jej w objęcia. Manipulowała mną a na to nie pozwolę.

- Łatwo jest tak mówić, prawda? – znowu wstałam. – To dla ciebie niebezpieczne, kiedyś ci to wszystko wytłumaczę, strata czasu.

Odwróciłam się na pięcie i wyszłam, kobieta szła za mną. Nie pozwoliłam się jej dotknąć, wsiadłam do samochodu trzaskając drzwiami. Mama upadła na ziemię tuż obok.

- Daj mi szansę – poprosiła przez łzy.

Nie mogłam na nią patrzeć, bo jeszcze chwila a bym jej uległa. Magda miała rację, porzuciła nas, bo nas nie kochała, byłyśmy dla niej za słabe, za normalne. Teraz miała lepszego męża i lepszą córkę. Tłumiąc łzy wycofałam samochód i zawróciłam, silnik warczał dziko. Zaczął padać deszcz, przez co jechało się coraz gorzej. Musiałam uważać, by nie wpaść w poślizg i nie wylądować w rowie. W oddali wciąż widziałam sylwetkę mamy, mokła w deszczu, obok niej był tamten mężczyzna. Nie mogłam na niego patrzeć, zajął miejsce taty, gdyby nie on… Mocniej zacisnęłam ręce na kierownicy, aż zbielały mi kłykcie. Ze złości zacisnęłam zęby, jak byłam mała babcia straszyła , że jak będę to robić to mi powypadają. Podziałało, od razu rozluźniłam szczęki.

Czułam w głębi, że nie dam rady stąd odjechać. Cudem udało mi się zawrócić, deszcz przechodził w ulewę. Prawie nie widziałam, dokąd jadę. Mama była w tym samym miejscu, gdzie ją zostawiłam, przemokła do suchej nitki. Jej towarzysz próbował podnieść ją z ziemi, ale odpychała od siebie jego ręce. Opuściłam szybę od strony pasażera i wychyliłam się.

- Znam ciekawsze formy pokuty – mama z nadzieją podniosła głowę. – Daję ci pierwszą i ostatnią szansę.

W niezwykłym tempie wskoczyła do samochodu i przytuliła mnie do siebie. Ścisnęła tam mocno, aż brakowało mi tchu. Opamiętała się szybko i odskoczyła ode mnie.

- Wybacz.

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania