Po drugiej stronie prawdy - Rozdział IX

Z impetem uderzyłam w Rafała i razem upadliśmy na ziemię. Przez chwilę leżałam nie mogąc złapać oddechu i nie rozumiejąc, co się właściwie wydarzyło. Normalny człowiek nie rzuci drugim z taką siłą. Z jękiem wstałam z narzeczonego, a nieznajomy uśmiechał się kpiąco.

- Ta muszę przyznać jest najmilszą ze wszystkich twoich zabaweczek. Żadnych krzyków, płaczów, błagań – skłonił się lekko – należy ci się szacunek – zwrócił się do mnie.

Serce łomotało mi tak głośno, że z trudem słyszałam jego słowa. Jeszcze chwila a na pewno zacznę krzyczeć i błagać o pomoc.

Rafał ustawił się tak, by odgrodzić mnie od napastnika. Przerażona uczepiłam się jego ramienia, pewnie zostaną mu siniaki od mojego uścisku.

- Długo utrzymałeś ją przy życiu, muszę przyznać – ruszył w prawą stronę. – Cztery lata? – upewnił się. – Zgaduję, że poznaliście się, kiedy zaczęła studia, prawda?

Rafał przesunął się w lewą stronę, tak bym cały czas znajdowała się za jego plecami.

- Niczego jej nie powiedziałeś? – udał zdziwienie. – Dlatego wydaje się być taka zaskoczona.

Nie miałam pojęcia, o czym on mówił, musiał znać Rafała od dłuższego czasu.

Nie zachowywali się jednak jak dobrzy znajomi, jaki człowiek rzuca dziewczyną kolegi?

- Co teraz zrobisz? – zastanawiał się na głos. – Rzucisz się z nią do ucieczki?

Nie dacie rady - cmoknął z dezaprobatą. – Dopadnę was w minutę.

Jeszcze mocniej wczepiłam się w ramię Rafała, to szaleniec, który nie zamierzał dać nam odejść. Już raz udowodnił, co potrafi. Wszystkie mięśnie narzeczonego napięły się, ten którego znałam szukałby pokojowego wyjścia z sytuacji. Mężczyzna, za którego plecami się chroniłam przygotowywał się do walki.

- Wszystko to marność – nieznajomy uderzył w patetyczny ton – a czas ucieka, tik-tak, tik-tak…

Rafał odwrócił się błyskawicznie i ujął moją twarz w dłonie.

- Nie ważne, co się zdarzy, chcę być pamiętała, że cię kocham.

Nie zdołałam wykrztusić nawet słowa, wszystko w moim ciele trzęsło się ze strachu.

Lekko pokiwałam głową i ścisnęłam jego rękę. Narzeczony uśmiechnął się słabo i znów zasłonił mnie swoim ciałem.

- Uciekaj! – rzucił przez ramię.- Miśka, już!

Stałam niezdecydowana, co robić, nie mogłam go tu zostawić, ale pomóc też nie byłam mu w stanie. Spojrzałam ponad jego ramieniem, napastnik zniknął a w miejscu, gdzie stał pojawił się znajomy wilk. Niemożliwe, przyglądałam mu się w osłupieniu

- Miśka, uciekaj, ale już – Rafał cedził przez zaciśnięte zęby.

Wilk zawarczał ostrzegawczo, jakby dawał mi ostatnią szansę. Po chwili zaczęło żłobić łapą w ziemi jak koń przygotowujący się do wyścigu. Pisnęłam przestraszona, ale do głowy przyszedł mi pomysł jak uratować i siebie, i Rafała. Odwróciłam się na pięcie i na oślep pobiegłam przez las. Po raz ostatni obejrzałam się przez ramię i zobaczyłam dwa walczące wilki. Nigdzie natomiast nie widziałam narzeczonego, nie wiedziałam już nawet, co mam o tym myśleć. Biegnąc, co rusz potykałam się o korzenie i śliskie kamienie raniąc jeszcze bardziej ręce i kolana. Nie miało to dla mnie żadnego znaczenia, miałam wrażenie, że tamto zwierzę cały czas mnie ściga. Wszystko we mnie trzęsło się jak galareta, byłam pewna, że to nie może się dobrze skończyć. Przecież ludzie nie wygrywali walki z wilkami, które swoją drogą wyglądały bardzo inteligentnie. Miałam nadzieję, że to tylko sen i zaraz się obudzę z krzykiem.

Samochód stał na poboczu tam, gdzie go zostawiłam, drżącą ręką włożyłam klucz do zamka i nerwowo przekręciłam. Tym razem nic się nie zacięło i stary grat odpalił za pierwszym razem. Na pełnym gazie ruszyłam przez las, silnik warczał dziko a opony ślizgały się w po błocie i kamieniach. Wilki walczyły złączone w śmiertelnym uścisku, obydwa krwawiły obficie. Gdy jeden z nich otworzył paszczę, dostrzegłam, że niektóre z zębów są srebrne. Nie wiedziałam, gdzie ukrył się Rafał, nigdzie go nie widziałam, miałam nadzieję, że nic udało mu się uciec. Gdyby nie ten drugi wilk mogłoby się bardzo zle to skończyć. Jedno ze zwierząt podniosło głowę i spojrzało na mnie bystrymi, zielonymi oczami, znałam to spojrzenie.

- Rafał? – spytałam z niedowierzaniem.

Wilk jakby skinął głową i od razu zawył z bólu, drugie zwierzę zatopiło kły w jego karku.

- Rafał! – dodałam gazu i…

Ten, który prawdopodobnie nie był moim narzeczonym odskoczył, by uniknąć zderzenia. W ostatniej chwili wcisnęłam hamulec i otworzyłam drzwi od strony pasażera.

- Do środka! – rozkazałam prawdopodobnie Rafałowi.

Wilk posłuchał mnie i zajął miejsce, tak by go nie dotykać zatrzasnęłam drzwi. Jak tylko to zrobiłam wrzuciłam wsteczny, zwierzę, na zewnątrz zaczęło szczerzyć kły i biec za nami.

Nie zdołałam powstrzymać pisku, łzy płynęły mi po twarzy, niedługo zacznę się śmiać.

Żółte ślepia śledziły nas nawet, wtedy gdy na wyjechaliśmy na asfaltową drogę. Zwierzę, które było ze mną przeskoczyło na tylne siedzenie. Wzięłam kilka głębszych oddechów, by nad sobą zapanować.

- Proszę, bądź Rafałem.

Wiem jak absurdalnie to zabrzmiało, w normalnym świecie ludzie nie zmieniali się w zwierzęta. Pisnął kilka razy i położył się na kanapie.

- Co ja z tobą zrobię? – zastanawiałam się na głos. – Nie wpuszczą mnie do hotelu z wilkiem.

W miejscu, w którym siedział pozostała ciemna plama.

- Na dodatek jesteś ranny – mruknęłam – trzeba znaleźć ci jakiegoś weterynarza – skupiłam się na drodze. – Tylko wytrzymaj, mały, by było kogo ratować.

Przez chwilę panowała cisza jak makiem zasiał.

- Nie lubię weterynarzy.

Wydarłam się na całe gardło i o mały włos nie wjechałam w drzewo.

- Rafał? – spytałam z niedowierzaniem. – Jesteś ranny! Trzeba cię opatrzyć.

- Nie – stęknął cicho – on cały czas nas ściga.

Rozejrzałam się po poboczu, nie zdołałam nikogo dostrzec. Świadomość, że on gdzieś tam się czai powodowała u mnie gęsią skórkę.

- Skąd wiesz? – odważyłam się zapytać.

Patrzył na mnie chwilę w lusterku, nie musiał odpowiadać.

- Potrzebujesz lekarza – wykrztusiłam w końcu – krwawisz.

- Nie – przycisnął rękę do rany na piersi – nie możesz zawieść mnie do szpitala.

- Muszę – upierałam się – inaczej się wykrwawisz.

- Zamkną mnie w laboratorium – stęknął i oparł głowę o szybę.

- Kto? – co on sobie wyobrażał. – Mamy dwudziesty pierwszy wiek, ludzi nie zamyka się w laboratorium.

Mężczyzna uśmiechnął się drapieżnie w ciemności.

- Ja nie jestem człowiekiem.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania