Po drugiej stronie prawdy - Rozdział VIII

Serce podeszło mi do gardła, a kolana trzęsły się jak galareta. Przede mną stał mężczyzna o rdzawo rudych włosach, ręce założył na piersi i przyglądał mi się z głupkowatym uśmiechem.

- Nie – przełknęłam narastającą gulę w gardle – skończyła mi się benzyna i musiałam wrócić po samochód.

Nie wiem, dlaczego mu się tłumaczyłam. Dlaczego miałoby go interesować to, co tu robię?

- Mógłbym ci pomóc – zbliżył się do mnie.

Instynktownie cofnęłam się o krok, gdy mężczyzna oblizał się po wargach. Przypominał drapieżnika będącego na polowaniu, a ja miałam być jego zdobyczą. Po jakiego grzyba lazłam tu sama? Jakbym nie mogła poczekać do rana i za dnia wrócić po samochód.

- Dziękuję – drżącą ręką włożyłam kluczyk do zamka – nie trzeba.

Jak na złość stary zamek odmówił współpracy, bez owocnie próbowałam przekręcić klucz.

Mężczyzna cały czas się do mnie zbliżał, stał tak blisko, że z łatwością mógłby mnie pochwycić.

- Słyszę jak ci serce łomocze – szepnął – boisz się?

Wypowiedział to takim tonem jakbym go tym raniła. Rozległo się trzaśnięcie, które w upiornej ciszy zabrzmiało jak wybuch armatni. Jak najszybciej wskoczyłam do samochodu i zablokowałam drzwi. Mężczyzna wydał z siebie coś w rodzaju warknięcia i uderzył w dach z taką siłą, że na pewno zostało tam wklęśnięcie. Krzyknęłam przerażona i z całej siły wcisnęłam pedał gazu. Samochód wyrwał do przodu, z trudem trzymałam kierownicę trzęsącymi się rękami. Nie odważyłam się spojrzeń w tylne lusterko ze strachu, że może mnie gonić. Jeszcze nigdy w życiu się tak nie bałam. Droga była bardzo ciemna a ja jechałam zdecydowanie za szybko, nic dziwnego, że go nie zauważyłam. Próbowałam hamować, ale na nic to się zdało, mężczyzna bardzo mocno uderzył w jezdnię, na pewno nie mógł tego przeżyć. Przez chwilę siedziałam spanikowana i z całej siły wciskałam hamulec, jakby to miało jeszcze coś pomóc. Zabiłam. Zabiłam człowieka. Nie wiedziałam, co robić, w teorii zawsze byłam dobra, a w praktyce? Powinnam wezwać pogotowie i spróbować jakoś go uratować. Tylko jak? Ze strachu wszystkiego pozapominałam. Na drżących nogach wysiadłam z samochodu biorąc ze sobą apteczkę. Rozejrzałam się w poszukiwaniu ciała, nie możliwe by poleciał aż tak daleko. Przecież, upadł dokładnie w tym miejscu, w którym teraz stałam. Wyciągnęłam latarkę i poświeciłam na pobocze, nigdzie nie leżał. Nie możliwe, bym to sobie wyobraziła, nie byłam aż tak stuknięta. Widziałam jak upada… Nic z tego nie rozumiałam, ludzie potrąceni przez samochód nie znikają od tak sobie.

- Pomocy… - przystanęłam raptownie. – Pomocy…

Dobiegało to z głębi lasu, poświeciłam tam latarką.

- Jest tam kto? – głos drżał mi ze strachu. – Halo!

Przez chwilę nikt się nie odzywał.

- Pomocy… - rozległo się znowu.

Nie było siły, która by mnie tam zaciągnęła.

- Zadzwonię po pogotowie – wybrałam połączenie.

Cisza jaka panowała była nie do zniesienia, serce łomotało mi jak szalone. Operator kazał mi czekać na pomoc, pytał w jakim stanie jest poszkodowany.

- Jest tam pan?! – zawołałam. – Może się pan ruszać?!

Zachowywałam się jak idiotka, ale na myśl o tym ciemnym lesie…

- Ratunku!!! – ten krzyk zmroził mi krew w żyłach.

Z duszą na ramieniu weszłam do mrocznego lasu w środku nocy na dodatek całkiem sama. Rafał mnie zabije, jeśli dożyję następnego dnia. Droga była wyjątkowo śliska, co rusz upadałam, po chwili ręce miałam zdarte do krwi. Jak ktoś ranny mógłby się tu dostać? Ale to stąd dochodziło rozpaczliwe wołanie o pomoc. Na przekór rozumowi brnęłam dalej w las.

- Pomocy…

Wołanie było coraz słabsze, jakby ten ktoś tracił już siły. Nie mogłam teraz zawrócić, bo to wszystko przeze mnie. Przeze mnie ten człowiek prawdopodobnie się wykrwawiał, przeze mnie leżał sam w lesie i nie mógł się ruszyć, przeze mnie może zginąć. Wszystko to moja wina. To zmotywowało mnie do powstania z kolejnego upadku, musiałam spróbować mu pomóc. Otarłam zabłąkaną łzę i powoli posuwałam się dalej, coraz dalej od słabego, ulicznego światła.

- Jest tu pan?

Odpowiedziało mi milczenie, wszystkie włosy zjeżyły mi się na ciele. Milczenie było jeszcze gorsze od błagania o ratunek. Jak bardzo chciałam, by to wszystko okazało się złym snem. Podskoczyłam słysząc łamaną gałązkę, to pewnie kolejna sarna, odwróciłam się dopiero wtedy, gdy usłyszałam mrożące krew w żyłach wycie. Za mną stał ogromny, szczerzący zębiska wilk, który wyglądał dokładnie tak jak, ten który wczoraj wyskoczył na drogę. Kiedy nasze życie jest zagrożone zrobimy wszystko, by przeżyć. Jedynym ratunkiem było wspięcie się na drzewo, których tutaj nie brakowało. Musiałam tylko do niego się zbliżyć, co stanowiło spory problem. Zaczęłam ostrożnie się wycofywać w stronę potężnego drzewa, zwierzę warknęło ostrzegawczo. Z moich ust wyrwał się cichy pisk, zahaczyłam o coś nogą i jak długa upadłam na ziemię. Wilk stanął tuż przy mojej głowie i leniwie ją obwąchał, nie odsłaniał już kłów.

Z każdą chwilą bałam się coraz bardziej, natomiast zwierzę nagle pobiegło w las jakby się mną znudziło. Odetchnęłam z ulgą i roześmiałam się histerycznie, nigdy więcej nie wyjdę sama z domu. Z trudem wstałam na nogi i otrzepałam spodnie, już i tak pewnie nic im nie pomoże. Myliłam się sądząc, że gorzej być nie może.

- Szukałem cię, Wiewiórko – rozległo się tuż przy moim uchu.

Mężczyzna zasłonił mi ręką usta, gdy zaczęłam krzyczeć.

- Rafał pewnie będzie przerażony, gdy wróci a ciebie nie będzie w domu, prawda? – potrząsnął mną brutalnie. – Odpowiedz!

Przerażona pokiwałam głową, nie miałam pojęcia skąd zna Rafała.

- Jesteś jego oczkiem w głowie, tak? – odwrócił mnie w swoją stronę. – Nie dziwię mu się, jesteś słodka – dotknął dłonią mojego policzka. – Masz w sobie coś z przestraszonego dziecka, ludzie chcą cię pocieszyć, przytulić – powąchał kosmyk moich włosów. – Mmm… pachniesz jak… - zamyślił się na chwilę – trudno określić jak… przypomina mi to… - spojrzał nagle na mnie ostro. – Nie, lepiej zapytamy Rafała, z czym kojarzy mu się twój zapach – pogłaskał mnie po twarzy. – Co ty na to, stęskniłaś się za swoim misiaczkiem?

Pokiwałam głową z trudem hamując cisnące się do oczu łzy. Nie miałam pojęcia kim jest ten człowiek i jaki związek z nim ma Rafał.

- O, zobacz – mężczyzna wskazał na ciemną kropkę, która w zabójczym tempie zbliżała się do nas – nawet nie musieliśmy długo na niego czekać.

Wiele bym oddała by dowiedzieć się, co tutaj się dzieje. Kiedy Rafał zatrzymał się tuż przed nami, nieznajomy wciąż obejmował mnie w pasie. W osłupieniu przyglądałam się narzeczonemu, on natomiast skutecznie unikał mojego wzroku.

- Puść ją – rozkazał Rafał.

- Już się robi – mężczyzna wyrzucił mnie wysoko w powietrze.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania