Po drugiej stronie prawdy - Rozdział V

Wylądowałyśmy w jakiejś kawiarni, której nazwy nie pamiętałam, było tam chyba coś o pasach. Wszystkie ściany wytapetowane były w różnokolorowe pasy, dawało to piorunujący efekt. Oczy mimowolnie skakały ze ściany na ścianę, skupiłam wzrok na filiżance kawy, która stała przede mną.. Między nami panowało pełne napięcia milczenie, nie wiedziałam, o co nawet miałabym pytać.

- Studiuję, uczę się grać na skrzypcach – powiedziałam od niechcenia – często chodzę z Magdą do filharmonii– uważnie obserwowałam jej reakcję. – Poznałam tam Rafała, gra na kontrabasie.

Przysłuchiwała się mi w milczeniu i wpatrywała w moją twarz badając każdy szczegół.

- We wrześniu się pobieramy.

Bezczynnie obserwowałam jak krztusi się kawą.

- Nie jesteś na to za młoda? –zapytała słabo.

Miałam te same wątpliwości, ale na co miałam czekać?

- Kocham Rafała – zaczęłam bawić się serwetką – nic innego się nie liczy.

- Masz dopiero dwadzieścia dwa lata – podkreśliła – nie znasz jeszcze życia.

Na policzki wypłynął mi rumieniec, jak ona mogła tak do mnie mówić.

- Dzięki tobie odrobinę je poznałam – zauważyłam słodko. – Nie sądzisz, mamo?

Widziałam, że ją to zabolało, a ja poczułam satysfakcję.

- Masz prawo być rozżalona – przyznała – a ja nie powinnam wtrącać się w twoje życie, przepraszam.

Odetchnęłam głębiej i policzyłam do dziesięciu.

- Nie rozumiem cię – wyznałam.- Dlaczego nas nie zatrzymałaś? Na tamtej górze? – westchnęłam ciężko. – Wtedy wszystko wyglądałoby inaczej, Magda by tutaj została, porozmawiałaby z tobą.

- Tak myślisz? – mama spojrzała na mnie z bólem. – Znowu wszystko zepsułam?

Przygryzłam wargę, dlaczego odczuwałam wyrzuty sumienia? Nie powinnam jej żałować, zasłużyła sobie na to, co ją spotkało. Jednak przy niej czułam się dobrze jak przy nikim innym. Mogłabym z nią rozmawiać całymi godzinami, tylko te sekrety, one wszystko niszczyły. Więzi nie można budować na kłamstwie, albo tajemnicach.

- Dlaczego nie chcesz mi tego wszystkiego wyjaśnić? – zapytałam po raz kolejny. –Jak mam ci zaufać, co mam powiedzieć Magdzie?

Mama popatrzyła na mnie smutno i westchnęła ciężko.

- Daj mi trochę czasu – poprosiła – a ja postaram się wszystko ci wytłumaczyć.

Jęknęłam zdegustowana.

- Czasu? Miałaś go aż nadto.

Uśmiechnęła się gorzko.

- Masz rację, córeczko, nie mam prawa o nic cię prosić. Jednak prawda jest dla ciebie niebezpieczna.

Stwardniałam.

- Najgorsza prawda jest lepsza od najsłodszego kłamstwa.

Do wieczora nie doszłyśmy do porozumienia, rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym. Prawie nic o sobie nie wiedziałyśmy, głównie to ona zadawała pytania. Wszystko ją interesowało, co dzieje się w domu, co robi Magda, zapytała nawet o tatę. Kiedy o nim mówiła na jej twarzy odmalował się ogromny smutek. Po raz kolejny zapytałam o powód jej odejścia i po raz kolejny nie otrzymałam odpowiedzi.

O dwudziestej drugiej zbierałyśmy się do wyjścia, mama chciała zadzwonić po taksówkę, ale zaoferowałam, że ją odwiozę. Początkowo się nie zgadzała, lecz w końcu uległa.

Jechałyśmy słabo oświetloną drogą rozmawiając o dziwo, o sukniach ślubnych. Która kobieta nie lubi tego tematu?! Sprzeczałyśmy się akurat o długość welonu, kiedy na drogę wyskoczył szary wilk. Samochód zahamował z piskiem opon kilka centymetrów przed zwierzęciem. Wilk obnażył zęby i zawarczał tak, że wszystkie włoski stanęły mi dęba. Mama instynktownie chwyciła mnie za rękę, a ja przełknęłam gulę narastającą w gardle. Zwierzę wzięło rozbieg i przebiegło po masce samochodu. Serce o mały włos nie wyskoczyło mi z piersi, przerażona spojrzałam na mamę.

- Co to było? – głos mi się załamał.

Przed oczami wciąż miałam obraz wilka, będzie mi się to śniło po nocach. Jeszcze teraz, gdy zostałam sama w pokoju.

- W górach dzieją się różne rzeczy – nie zabrzmiało to zbyt przekonująco.

Ostrożnie wcisnęłam gaz i samochód ruszył pod górę. Nie odważyłam się jechać szybciej niż pięćdziesiąt na godzinę, nie chciałam, by kolejny nieproszony gość wyskoczył mi na maskę. Po co kusić los? Dalej jechałyśmy w zupełnym milczeniu, cisza aż kuła w uszy.

Kiedy zatrzymałam się pod domem mamy, kobieta wahała się przez chwilę.

- Gdy o tobie myślałam – odważyła się – wyobrażałam sobie ciebie właśnie taką jaką jesteś.

- Upartą? – uśmiechnęłam się lekko.

- Odważną i dążącą do celu, no i grającą na skrzypcach.

Parsknęłam śmiechem.

- Co robisz jutro? – popatrzyła na mnie zdezorientowana. – Może poszłybyśmy na spacer w góry? – zaproponowałam zakłopotana.

- Bardzo chętnie – zgodziła się ostrożnie. – O której godzinie?

Zastanowiłam się przez chwilę.

- O dziewiątej jest za wcześnie?

- Idealnie, przyjedziesz po mnie? – upewniła się.

Drzwi otworzyły się gwałtownie, chłodne powietrze wpadło do wnętrza samochodu. Stała w nich blond piękność, którą widziałam na schodach.

- Gdzie byłaś? – zapytała z pretensją. – Martwiliśmy się o ciebie.

Mamie mina zrzedła i zakłopotana spojrzała na zegarek.

- Rzeczywiście – przyznała – powinnam was uprzedzić, że dłużej mnie nie będzie – lekko wyskoczyła z samochodu. – Do jutra? – upewniła się.

- Do dziewiątej – potwierdziłam.

Przez całą drogę powrotną wydawało mi się, że słyszę wycie wilków. Prześladowały mnie wyszczerzone zęby zwierzęcia, które wyskoczyło na drogę. Prawie biegiem pokonałam odległość z parkingu do hotelowego pokoju. Tej nocy spałam przy zapalonym świetle i cicho włączonej muzyce.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania