Po drugiej stronie prawdy - Rozdział XVI

Gorączkowo szukałam wyjścia z tej sytuacji, Rafał pochylił się nade mną.

- Nie przyszłaś ze mną porozmawiać.

Odchyliłam się jak przed ciosem.

- Więc, po co tu przyszłaś?

Z trudem przełknęłam ślinę, nieznany do tej pory Rafał mnie przerażał.

- Rafał! – Asia wpadła do pokoju. – Przyszedł!

- Kto? – z niechęcią oderwał ode mnie wzrok.

- Łowca jest tutaj i żąda polowania.

Odepchnęłam narzeczonego od siebie.

- Polowania? Na kogo?

Wystarczyło mi jedno spojrzenie bym wszystko zrozumiała.

- Chce zapolować – wykrztusiłam z trudem – na mnie?

- Nie pozwolimy mu na to – próbowała uspokoić mnie Asia.

Przyznam szczerze, że nie wyszło jej to zbyt przekonująco. W oczach Rafała dostrzegłam lęk, który zniknął kiedy zauważył, że się w niego wpatruję.

- Nie masz, czym się denerwować – powiedział wstając. – Nie ruszaj się stąd.

W osłupieniu pokiwałam głową.

- Co? – zreflektowałam się po chwili. – Przecież chodzi mu o mnie, muszę z nim porozmawiać.

- Miśka! – wywrócił oczami. – On ma ochotę cię zjeść a nie z tobą dyskutować.

Nie zważając na jego ostre słowa bezskutecznie próbowałam go wyminąć.

- Mam prawo…

Bezceremonialnie chwycił mnie w pół i rzucił na łóżko.

- Rafał! – pisnęłam słabo.

I tym razem mnie zignorował, Joasia bezradnie wzruszyła ramionami i wymknęła się na korytarz. Usłyszałam jak Rafał przekręca klucz w drzwiach. Podbiegłam do okna mając nadzieję, że cokolwiek usłyszę lub chociaż zobaczę. Nie myliłam się. Łowca szedł żwirowaną ścieżką ubrany cały w czarną skórę. Rude włosy związał w węzeł na karku a z ust nie schodził mu głupkowaty uśmiech. Po plecach przeszły mnie ciarki, gdy podniósł wzrok i popatrzył po oknach jakby mając nadzieję, że gdzieś mnie zobaczy. Przerażona przypadłam do ściany dysząc ciężko. Odważyłam się wyjrzeć dopiero, wtedy kiedy trzasnęły frontowe drzwi, Rafał, Kuba i Gabriel szli na spotkanie łowcy. Dzięki temu, że rozmawiali bardzo głośno przez otwarte okno słyszałam każde ich słowo.

- Smakowicie pachnie z waszej chatki – zagadnął wesoło łowca.

- Czego tu chcesz? – zapytał jak zawsze znudzonym tonem Kuba.

- Chcę się zabawić – odparł tamten – z dziewczyną.

- To nie ten adres - wyrwał się Gabriel.

Łowca uśmiechnął się drapieżnie.

- Chodzi mi o konkretną dziewczynę – wskazał na Rafała. – O twoją dziewczynę.

Słysząc jakim tonem to wypowiada gula stanęła mi w gardle. Mówił o mnie jak o zabawce, którą chce zdobyć.

- Jeszcze mi się nie znudziła – odpowiedział tamten nader spokojnie. – Jeśli zmienię zdanie, dam ci znać.

Łowca postąpił krok naprzód.

- Ale mnie zainteresowała – wycedził przez zaciśnięte zęby – a ja zawsze dostaję to czego chcę.

- Nie tym razem -Kuba zastąpił mu drogę.

Mężczyźni przez chwilę mierzyli się spojrzeniami, aż łowca się cofnął.

- Jeszcze zobaczymy.

Po raz ostatni spojrzał na dom, po czym odwrócił się i zniknął za drzewami. Czułam się tak jakby ktoś spuścił ze mnie powietrze, byłam emocjonalnym wrakiem. Nie minęły dwie minuty jak drzwi do pokoju otworzyły się i wszedł Rafał. Miał rozwiane włosy i zaciśnięte pięści.

- Pakuj się, wyjeżdżamy - rzucił.

Wciągnęłam gwałtownie powietrze jakby ktoś mnie uderzył.

- Dokąd? – spytałam słabo.

Spojrzał na mnie wyraźnie zirytowany.

- Jutro lecimy do Francji.

- Do Francji? –wyjąknęłam z trudem.

- Podaj mi telefon – polecił ignorując moją reakcję.

Siedziałam wpatrując się w swoje dłonie. Przez niego cały mój świat wywrócił się do góry nogami. Gdyby nie zgodził się do mnie zbliżyć nic by mi nie groziło, żyłabym spokojnie ucząc się gry na skrzypcach a później grając w filharmonii.

- Nie mogę lecieć.

Pierwszy raz odkąd wrócił skupił na mnie uwagę.

- Co ty wymyślasz?! – spytał opryskliwie. – Jak to nie możesz lecieć?!

Gwałtownie wstałam z łóżka.

- Co z moją rodziną? Studiami? – przeczesałam dłonią włosy. – Nie mogę ot tak wyjechać, zniknąć, ja mam tu życie.

- Martwa raczej nikomu się nie przydasz – zauważył ostro. – Nie marnuj czasu.

Coś we mnie pękło, jak on mógł tak do mnie mówić? Ja nie zrobiła nic złego, to on od samego początku mnie okłamywał.

- Nienawidzę cię.

Mój głos brzmiał jak szept mimo to usłyszał, widziałam jak zaciska szczęki.

- Rozumiem – sztywno skinął głową. – Czy teraz możesz się spakować?

- Nie! – wrzasnęłam. – Nic nie jest w porządku! Niczego nie rozumiesz! – aż się trzęsłam ze złości. – To wszystko twoja wina! Od samego początku mnie okłamywałeś, jesteś zwykłym oszustem! Gdybym ciebie nie spotkała, to dalej żyłabym spokojnie… - zaczęłam okładać go pięściami. – Przez ciebie muszę zostawić wszystkich, tych których kocham najbardziej.

Głos mi się załamał a do oczu napłynęły łzy, biłam na oślep, by przez chwilę poczuć ulgę. Należało mu się za to wszystko, co mi zrobił. Był oszustem, który nie zasługiwał na jakiekolwiek uczucie.

- Wystarczy, Misiu – łagodnie chwycił mnie za nadgarstki i przyciągnął - już dobrze.

Bezskutecznie próbowałam mu się wyrwać, nie chciałam by mnie dotykał, chciałam bić go jeszcze mocniej.

- Nie płacz – trzymał mnie jedną ręką a drugą gładził po plecach – wszystko będzie dobrze.

- Nic nie będzie dobrze – mruknęłam w jego koszulę. – Chcę do domu.

- Wrócisz– mówił kojąco – obiecuję i jeśli będziesz chciała to nigdy więcej mnie nie zobaczysz.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania