60 minut do szczęścia cz. 7

MARIUSZ

Cholera jasna - jak na złość nie mógł spać dzisiejszej nocy. Zbyt dużo myśli kotłowało się w jego głowie. A w zasadzie jedna główna myśli od której nie mógł się oderwać i na domiar złego nie były to Mistrzostwa. Skup się powtarzał sobie w myślach to jest twoja chwila, twój czas. Zrób to dla siebie, ale jak mógł skupić się na grze. Kiedy w jego głowie świtała tylko jedna myśl ANKA.

Około godziny 13 cały zespół zebrał się na odprawę. Czas mknął nieubłaganie, jego stres przekraczał wszystkie dopuszczalne limity. Nagle w trakcie rozgrzewki, zobaczył, że na halę wchodzą jego mama i babcia.

- Co Wy tu robicie? - odpowiedział ucieszony

- Nie mogłabym przegapić tak ważnego dnia w życiu mojego dziecka. Ale myśle, że powinieneś podziękować jednej osobie, bo gdyby nie ona nie udało by nam się dojechać. - Mariusz nie pytał już o nic. Wiedział wszystko z automatu podbiegł do dziewczyny, która tak jak obiecała wcześniej siedziała w pierwszym rzędzie.

-Nie wiem, jak to zrobiłaś, ale dziękuje.

-Zupełnie nie wiem o czym do mnie mówisz. - Uśmiechnęła się zalotnie dziewczyna i puściła mu oczko. A teraz idź i skop im tyłki.

Mariusz narysował Ance w powietrzu ogromny znak serca i poleciał dokończyć rozgrzewkę. Nagle poczuł się spokojny, wiedział po co tu przyjechał i zrozumiał w końcu, że dwie rzeczy można ze sobą połączyć.

Jednak podczas meczu nie wszystko szło jak powinno. Polacy do przerwy przegrywali trzema bramkami. Atmosfera w drużynie robiła się coraz bardziej napięta. Gdy zabrzmiał gong wzywający do rozpoczęcia drugiej połowy. Mariusz rzucił spojrzeniem na miejsce w którym siedziały trzy kobiety, które pokładają w nim wielkie nadzieje i wiedział, że choćby nie wiem co, nie może ich zawieźć. W ciągu zaledwie kilku minut buzująca w żyłach adrenalina, tak popchnęła go do walki, że w przeciągu niecałych 2 minut Mariusz zdołał strzelić trzy bramki i wyrównać wyniki meczu. Od tamtego momentu walka była zacięta, drużyny wyrywały sobie każdy punkt. Na ostatnią minutę przed końcem drugiej połowy na tablicy wyników znów widniał remis. Trener zwołał ostatnie spotkanie i wytyczył strategie. To jest ta chwila. Polacy mają piłkę, Mariusz był w najlepszej sytuacji do oddania rzutu. Jednak to Krzysiek znalazł się przy piłce. Mariusz zdawał sobie sprawę, że Krzysiek prawdopodobnie sam będzie starał się wykończyć akcję. Jednak w ostatnim momencie nastąpiło podanie, Mariusz złapała podaną piłkę i wcelował ją prosto do siatki. Koniec meczu - Wygraliśmy udało nam się. Nie myśląc długo podbiegł do Anki i podał jej trofeum dla najlepszego strzelca.

- Ta nagroda należy do Ciebie, gdyby nie ty nigdy bym jej nie zdobył - powiedział to nie dając jej dojść do słowa, po czym od razu ją przytulił- Dziękuje. - Nie zwracał uwagi totalnie na nic, ani na Krzyśka , którego skręcała złość ani na kibiców, którzy zaczęli głośno skandować pokrzepiające hasła. Liczyło się tylko to, że był tu z nią. Totalnie nie wiem, jak to zrobiłaś, ale dziękuje - powiedział wskazując na mamę i babcie siedzące tuż nad nimi.

W głębi serca chłopak nie mógł się doczekać kiedy wyjaśnią mu całą prawdę.

———————————————————————————————————————————————

Anka

Totalnie się rozleciała, słowa Mariusza tak piękne, sprawiły, że zaczerwieniła się. W najśmielszych snach nie przypuszczała, że jej obecność, może wpłynąć na niego w taki sposób, że wespnie się na wyżyny swoich zdolności i będzie grał jak natchniony. Przecież nie to zawsze słyszała od Krzyśka, przed każdym treningiem szukał wymówek , by się z nią spotkać.

- Ania, Ania - usłyszała znajomy już głos. - Miło było Cię po raz kolejny zobaczyć. - - -

-Dziękujemy, że nas tu zaprosiłaś, ale chyba musimy znaleźć jakiś pociąg powrotny do Wrocławia. - powiedziała pani Ala.

W żadnym wypadku - Anka nie zdążyła zabrać głosu a za jej plecami wyłoniła się jej mama. - Zostajecie dziś u nas. Tak dawno się nie widziałyśmy, że chyba trzeba by było nadrobić stracony czas.

- Nie chcemy być dla was ciężarem, ale w sumie masz rację Kasiu musimy porozmawiać o tych wszystkich latach, przez, które nie mieliśmy kontaktu.

Nagle z szatni wyszedł Mariusz, Anka nie mogła przestać się uśmiechać, kiedy zobaczyła radość w jego dawniej przepełnionych smutkiem oczach.

- Przepraszam Was bardzo, ale czy mogę porwać na chwile Anie. - i nie mówiąc nic więcej wziął dziewczynę za rękę i razem opuścili halę. - No dobra, a teraz, czarodziejko opowiadaj mi jak to zrobiłaś, że sprowadziłaś tu moją mamę i babcie.

- Wiesz jak to się mówi, czarodziejki nie zdradzają swoich zaklęć - mówiąc to uśmiechnęła się zalotnie. - Ale może jak odpowiednio się postarasz to kiedyś Ci opowiem jak to zrobiłam. Jak Ci się podobała niespodzianka? Nie ukrywam, że trochę mi to wszystko zajęło.

- Żartujesz sobie, bardzo mi się podobała, w najśmielszych snach się nie spodziewałem, że ktoś może zrobić dla mnie coś tak miłego.

-Widać, to było w twojej grze, że stawałeś na głowie, żeby doprowadzić drużynę do wygranej. -

- Powiem Ci nawet więcej, dla mnie byłeś nie tylko świetny w tym meczu, ale w całym turnieju.

Chłopak uśmiechnął się delikatnie, Anka do końca nie potrafiła odczytać jego uczuć. - Zmieniając temat, cieszysz się, że wracasz już jutro do domu?

- Wiesz jak się mówi, wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej..

……………………………………………………………………………………………………………………………

Mariusz

Ale mówią też, że dom twój jest tam gdzie twoje serce, a jego serce choć bał się to otwarcie przyznać pozostanie w Gdańsku przy niej. Bardzo chciał się odważyć i powiedzieć jej co czuje. Ale jakaś wewnętrzna siła go blokowała. Nie mógł sobie tego wybaczyć. Jak mógł odprowadzić ją do domu i nie powiedzieć chociaż głupiego podobasz mi się. Jak możesz być tak głupi. Rozmyślał o tym całą drogę powrotną do domu. Jutro wracam do Wrocławia, co dalej będzie pomiędzy nim, a Anką.

Noc okazała się bezsenna, myśli nie dawały mu spokoju. Kiedy w końcu udało mu się choć na chwile poskromić myśli i zasnąć, rozległo się pukanie do drzwi jego pokoju. Chłopak wstał z łóżka i nałożył na siebie pierwsze co znalazł w szafie. Gdy otworzył drzwi, jego oczom ukazało się dwoje mężczyzn jednego z nich znał bardzo dobrze, był to trener reprezentacji juniorów, natomiast za żadne skarby nie mógł sobie przypomnieć kim jest ta druga osoba.

- Dzień Dobry, Panie Mariuszu.

- Dzień dobry - odpowiedział nie pewnie chłopak.

-Nazywam się Matthias Muller - powiedział mężczyzna z wyraźnie niemiecki akcentem. Reprezentuje klub z Hamburga. Jestem pod wrażeniem Pana występów i tym samym chciałbym zaproponować udział w testach sprawnościowych w naszym klubie. Jeśli zaprezentujesz się na nich dobrze, to będziesz miał zagwarantowane miejsce w naszej drużynie.

- Bardzo dziękuję za propozycje, jestem bardzo zaskoczony i nie wiem co mam powiedzieć.

Mariusz jeśli faktycznie, myślisz poważnie o karierze to powinieneś skorzystać z tej szansy - odezwał się nagle trener.

- Tak, jak najbardziej - odpowiedział w końcu - a kiedy miałby się odbyć ?

- Pierwsze testy będą dopiero za 3 miesiące czyli 21 marca, ale wszystkie dodatkowe informację prześlę ci na maila.

- Jasne dziękuję bardzo jeszcze raz za zainteresowanie.

- Nie dziękuj mi, podziękuj sobie. Muszę już iść, ale widzimy się za 3 miesiące. Do zobaczenia.

- Do zobaczenia - odpowiedział chłopak i przez chwile odprowadzał wzrokiem mężczyzn. Mariusz nie mógł powstrzymać się od wybuchów radości. Udało mu się to czego tak bardzo zawsze chciał.

Mariusz zaczął się pakować do wyjazdu do domu. Radość z tak intratnej propozycji nie trwała długo, zaraz przypomniał sobie o Ance. Całe życie marzył o tym, by występować w najwyższej klasie rozgrywkowej jaką niewątpliwie była Bundesliga, ale z drugiej strony była ona. Dziewczyna przy której czuł się w odpowiednim miejscu, czuł że nic więcej nie jest mu potrzebne do szczęścia. Zdawał sobie sprawę, że to będzie najcięższy wybór w jego życiu.

Gdy Mariusz zbierał się już do wyjścia zobaczył Ankę i Sandrę, które zmierzały w jego stronę.

- No hello, myślałeś, że uciekniesz nam bez pożegnania bardzo nieładnie - rzuciła Sandra.

Gdzieżbym śmiał, drogie Panie. Ania wszystko w porządku? - zapytał nagle.

Tak wszystko jest w porządku, czemu pytasz?

- Wydajesz się smutna.

- Wydaje ci się tylko. Wszystko jest okay, chyba musimy się powoli zbierać bo twoja mama już na nas czeka. Rodzice odwieźli ją, a my przyjechałyśmy po Ciebie.

- No dobra to już możemy wychodzić - Mariusz nie mógł oderwać wzroku od Anki, widział smutek w jej oczach i to sprawiało mu ogromną przykrość. Zastanawiał się co zrobić, żeby choć trochę ją rozweselić. Przez całą drogę opowiadał jakieś głupie kawały, które w końcu przyniosły efekt.

Kiedy stanęli na przystanku Mariusz nie odrywał od Anki wzroku nawet na minutę. Gdy podjechał autobus Anka mocno się w niego wtuliła.

- Nie zapomnij o mnie - powiedziała prawie niesłyszalnym szeptem.

- Hej spójrz na mnie- powiedział nieco poważniej niż zawsze. - Nie zapomnę o Tobie, masz mój numer w każdej chwili dzwoń do mnie.- W tym momencie chciał powiedzieć jej jak bardzo ją kocha, i że najchętniej zabrałby ją ze sobą. Ale jego usta nie były w stanie tego wypowiedzieć. Więc po prostu ją mocno przytulił.

Pożegnał się z dziewczynami i wszedł do autokaru, pomachał dziewczynom na dowidzenia i opadł ciężko na fotel. Jesteś idiotą - pomyślał.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania