60 minut do szczęścia cz. 9

Mariusz

Kiedy tylko Mariusz dojechał do swojego mieszkania, chciał tylko odpocząć, nie myśleć o tym wszystkim co się wydarzyło w ciągu minionego tygodnia.

Z jednej strony była ona, cudowna dziewczyna o pięknym spojrzeniu, która tylko jednym uśmiechem potrafiła sprawić, że wszystko nagle staje się lepsze. A z drugiej była ta szansa jaka została mu dana. Nigdy wcześniej nie zdawał sobie sprawy z tego, że jest aż tak dobrym zawodnikiem, żeby ubiegał się o niego światowej klasy zespół. Chłopakowi wydawało się, że sprawa rozwiąże się sama. Przecież dla Ani mógł to być tylko zwykły flirt, mogła nie czuć tego co on. Nagle z rozmyślań wyrwał go dzwonek do drzwi.

- Już Ci mówiłem mamo nie mam ochoty na rozmowy z nikim, muszę pobyć trochę … - nie dokończył tego co miał powiedzieć bo w tym samym momencie zorientował się kto stoi za drzwiami.

- Nawet ze mną - powiedziała raźno dziewczyna.

-To już inna sprawa, wchodź proszę. Nawet nie wiesz jak się ciesze, że przyjechałaś.- starał się jej nie przestraszyć tym nagłym wybuchem radości. - Wejdź usiądź sobie, napijesz się kawy albo herbaty?

Dziewczyna usiadła na kanapie.

- Wiesz co, po dzisiejszym dniu mam ochotę na coś mocniejszego i mówiąc to wyciągnęła z torby butelkę wina.

- Ciężki dzień. - powiedział wyciągając w tym samym czasie kieliszki do wina.- Muszę Ci coś powiedzieć - to ostatnie zdanie powiedzieli niemal jednogłośnie

- Ty pierwszy odpowiedziała dziewczyna lekko się uśmiechając.

- Teraz, albo nigdy pomyślał chłopak, jeśli teraz się nie odważę to potem mogę nie dostać kolejnej szansy. Nie zdążył nic odpowiedzieć bo w tym samym momencie na jego ustach wylądował soczysty całus, chłopak odwzajemnił pocałunek. Ta namiętna chwila trwała jeszcze przez przez jakiś czas.

- To widzę, że chyba chcieliśmy sobie powiedzieć dokładnie to samo - zaśmiała się dziewczyna.

- Nawet nie wiesz jak bardzo, ale muszę ci powiedzieć jeszcze drugą rzecz - Mariusz zaczął opowiadać Ance o selekcjonerze, który przyjechał z Niemiec i zainteresował się nim. Im dalej opowiadał, tym bardziej chciał by coś odpowiedziała, ale cały czas milczała.

- Myślę, że to dla Ciebie ogromna szansa i powinieneś z jej skorzystać - powiedziała, a z jej wyrazu twarzy ciężko było cokolwiek odczytać. - A ja będę Cię w tym wspierać.

- Ale wiesz, że to będzie wymagało ode mnie ciągłych wyjazdów i nie będziemy mieli okazji do częstych wizyt.

- Wiem, ale ufam Ci i wierzę, że uda nam się zbudować fajny związek, będziemy musieli się nauczyć jak wykorzystać każdą spędzoną chwilę do maksimum.

Słowa, które wypowiedziała dziewczyna pokrzepiły go, nie wiedzieć kiedy znów zaczęli się całować. W głębi duszy jednak Mariuszem zaczeły targać różne obawy, przecież znajomi tak wiele mu opowiadali o związkach, które nie przetrwały próby czasu. A co jeśli z nimi będzie tak samo, nagle Anka stwierdzi, że potrzebuje faceta, który będzie z nią na stałe i przeżywał z nią każdy dzień. Na razie chyba jednak nie czas o tym myśleć

- Choć pokaże Ci coś. - powiedział nagle.

Przez resztę wieczoru chłopak oprowadzał dziewczynę po jego mieście. Pokazał jej wszystko począwszy od Rynku, a kończąc na wspaniałym Ogrodzie Japońskim, ten szczególnie przypadł jej do gustu.

———————————————————————————————————————————————

KASIA

Kaśka siedział cicho na kanapie, przez 2 godziny, nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Wiadomość, którą nie dawno usłyszała od jednej z córek wprawiła ją w niemałe osłupienie. Tak bardzo bała się, że w pewnym momencie jej córki zaczną powtarzać jej błędy i ten koszmar w końcu zaczynał się ziszczać. Jej młodsza córka, jak gdyby nigdy nic informuje ją nagle, że jest w ciąży i to jeszcze z kim… byłym chłopakiem starszej. To jest nie do pomyślenia takie rzeczy nie dzieją się na prawdę. Była w stanie zrozumieć wszystko nastoletnie zauroczenie nawet nastoletnią ciąże, ale cały czas nie mogła zrozumieć jak siostra mogła odbić siostrze chłopaka.

Wszystko się zgadzało nie przepadała za Krzyśkiem, dla niej był po prostu niedojrzałym chłopakiem, który pojawił się w życiu Anki. Tolerowała go, bo przysięgła sobie, że nigdy nie będzie taka jak jej matka, która miała zawsze w zwyczaju podważanie decyzji dotyczących jej partnerów. Kaśka wielokrotnie słyszała jak źle postępuje wiążąc się z Bogdanem „ przecież z takim grajkiem to zawsze biedę będziesz klepać” to były słowa, która jak mantra zawsze powtarzała jej mama, a jej sprawiały tak wielką przykrość. Właśnie tego uczucia zawsze chciała oszczędzić swoim córkom.

Myśli Kaśki zaprzątała jeszcze jedna rzecz jak to powiedzieć Bogdanowi. Wiedziała, że się wścieknie, chciała go jakoś na to przygotować, ale nie miała pomysłu jak. Asia musiała załatwić tę sprawę sama, ona będzie obok niej pomoże jej i w razie potrzeby stanie w jej obronie. Pogrążona w rozmyślaniach nie zwróciła uwagi na to, że ktoś właśnie wszedł do mieszkania.

- Kochanie, stało się coś? - powiedział Bogdan wyraźnie przejęty.

- Siadaj musisz o czymś się dowiedzieć - nie czekając na odpowiedź poszła po córkę. Widziała w jej oczach strach i rosnącą niepewność, ale musiała o tym powiedzieć.

- Dziewczyny, macie takie miny jakby ktoś umarł.

- Wprost przeciwnie - odpowiedziała nagle Asia, po czym na prędce dodała - Tato, bo ja jestem w ciąży. Wiem, że źle zrobiłam i na pewno mnie teraz znienawidzisz, ale nie myślałam wtedy o żadnych konsekwencjach.

W tym samym momencie Bogdan wstał podszedł do córki i nie pytając już o nic po prostu ją przytulił. Wszystko będzie dobrze zdążył wyszeptać jej do ucha, a ona po usłyszeniu tych słów rozpłakała się jeszcze bardziej.

Kiedy rozszlochana dziewczyna w końcu usnęła, przenieśli się do salonu, żeby móc spokojnie porozmawiać.

- Chyba muszę się napić, na trzeźwo chyba tego nie przetrawię. Napijesz się też?- Kaśka skinęła twierdząco głową. On nie mówiąc nic postawił na stole dwa kieliszki whisky - Wiesz kto jest ojcem.

- Tak się składa, że wiem, ale myśle że nie chcesz wiedzieć.

- Nawet nie wiesz jak bardzo chcę.

- Dobrze, powiem Ci, ale błagam nie rób nic głupiego. To Krzysiek jest ojcem.

Bogdan o mało co nie zakrztusił się palącym płynem. Słysząc tą informację podszedł do baru i dolał sobie jeszcze trochę rdzawego płynu.

- Przecież to jest wręcz niemożliwe. Ja byłem przekonany, że odkąd zerwali z Anką on w końcu zniknie z naszego życia. A tu nagle wraca jak bumerang, ze zdwojoną siłą. Już nie tylko jako kolejny absztyfikant, ale również jako ojciec naszego wnuka. - Nie no to jest przecież jakaś totalna abstrakcja. To się po prostu nie dzieje na prawdę - Zdawał się prowadzić ze sobą monolog. Kaśka znała go już na tyle, że doskonale wiedziała, że nie ma żadnego sensu mu przerywać on musi sam wszystko przetrawić. Tak samo jak wiedziała, że czeka ich obydwoje nie przespana noc. Muszą wymyślić co dalej zrobić, ale już nie w trójkę, ale we czwórkę. Wiedziała jedno, że jeśli Krzysiek nie będzie z nimi współpracował, to oni zaangażują się jeszcze bardziej w wychowywanie wnuka, tak aby Asia mogła spokojnie skończyć szkole.

 

Kasia wierzyła też, że mimo wszystko mogą liczyć na starszą z córek. Ania, mimo, że potrzebowała teraz chwili by odpocząć od tej całej dziwnej sytuacji, zawsze pomoże młodszej i odwiedzie ją od robienia głupot. Tak było zawsze. Anka była zawsze najbardziej impulsywna z dzieci, ale gdy emocje schodziły już na dalszy plan to zawsze jako pierwsza wyciągała rękę do pomocy.

Przez te wszystkie wydarzenia mijającego dnia, Kaśka zapomniała o tym, .że starsza z córek znajduje się teraz z daleka od domu. Cieszyła się jednak z tego, że Ania w końcu zainteresowała się porządnym chłopakiem, który nie wywinie jej takiego numeru jak zrobił to Krzysiek. Była dumna z córki, że ta postanowiła zaryzykować i pojechać za chłopakiem tylko po to, żeby pobyć z nim choć trochę dłużej. Kiedy podczas turnieju obserwowała Mariusza i starszą z córek, widziała w ich oczach to niewyobrażalna przyciąganie, jakie czuła gdy pierwszy raz spotkała Bogdana. Jakaś siła, która kazała jej dalej iść w ten związek i zaryzykować.

Po latach nie żałowała tego, mimo, że ich życie nie było usłane różami. Bogdan wielokrotnie wyjeżdżał do Niemiec do pracy by zarobić na dom i na rodzine, a ona zostawała sama z dziećmi. Nie raz płakała i miała dosyć, ale doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że gdyby nie jego praca nie mieli by tak naprawdę nic. Był nie tylko świetnym partnerem, ale i cudownym ojcem dla trójki ich dzieci. Dziewczyny widziały w nim swojego bohatera, zawsze gdy coś się działo źle w pierwszej kolejności przybiegały do Bogdana, według nich tylko on miał patent na całe zło tego świata i tylko on mógł sobie ze wszystkim poradzić. Dla najmłodszego Damiana był wzorem do naśladowania. Odkąd pamiętała naśladował ojca we wszystkim, nie tylko w kwestiach zachowania, ale również wyglądu.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania