60 minut do szczęścia cz.12

MARIUSZ

Zaczęło padać, weekend nieuchronnie zbliżał się do końca, a wraz z nim czas Mariusza w Gdańsku, choćby nie wiem jak bardzo zaklinał rzeczywistość musiał w końcu wrócić do „domu”. Tylko, że tak na prawdę nie chciał wracać, nie chciał wyjeżdżać do innego kraju. Teraz kiedy wszystko zaczęło mu się w końcu układać, znalazł kogoś przed kim mógł się otworzyć. Gdyby propozycja trafiła się choć parę tygodni przed poznaniem Anki, przyjąłby ją z dobrodziejstwem inwentarza, cieszyłby się na możliwość rozwoju, ale nie w tym momencie.

- O czym tak myślisz- wyrwał go z zamyślenia głos Anki - przez chwile wahał się czy powiedzieć jej prawdę czy skłamać tylko po to, żeby jej nie martwić. W końcu postanowił otwarcie przyznać co zaprząta jego głowę.

- Zastanawiam się, jak teraz będzie wyglądało nasze życie, bo nie wyobrażam sobie, że teraz wrócę do Wrocławia, bez ciebie, ale z drugiej strony wiem też, że nie jest możliwe, żebyś teraz pojechała ze mną.

-Też się nad tym zastanawiam. I trochę mnie to martwi, ale wierzę, że uda nam się to przetrwać. Obiecaj mi tylko jedną rzecz, że dasz z siebie wszystko na testach sprawnościowych i nie poddasz się specjalnie, żeby nie wyjeżdżać.

- Nie mogę Ci tego obiecać, teraz nie to jest dla mnie najważniejsze. Najważniejsze jest to, żebym był przy tobie, nie chcę, żebyś musiał się sama użerać z Krzysztofem i z jego chorymi pomysłami, chcę, żebyś zawsze miała we mnie pełne oparcie, że co by się nie działo będę przy tobie. A jak zdam te cholerne testy to nie będę mógł cię chronić… - nie dała mu dokończyć i zaraz go pocałowała.

- Co by głupiego nie wymyślił poradzę sobie z tym. A ty resetujesz umysł i jedziesz tam skopać kilka tyłków i zdobyć to o czym zawsze pragnąłeś.

Tylko jak zresetować ten mózg skoro jak natrętne powracają myśli, że ona tu zostanie i będzie musiała sobie sama radzić. Dlaczego ona chce, żebym był egoistą, a nie myślał o tym by ją chronić. Ale może w gruncie rzeczy ma rację, gdyby dostał pracę w dobrym niemieckim klubie, mógłby im zapewnić dużo lepsze życie. Jak to wszystko rozwikłać, miał tylko nadzieje, że czas w końcu przyniesie jakieś dobre rozwiązanie.

Chwila zdawała się trwać wiecznie, kiedy w końcu się do niej uśmiechnął i zdał sobie sprawę z jednej ważnej rzeczy, że Anka jest jedną z nielicznych osób, które na pierwszym miejscu nie stawiają siebie, ale drugiego człowieka, dla niej się postara.

———————————————————————————————————————————————

Anka

Dzień wyjazdu Mariusza, zdawał się być jakąś katorgą, gdyby nie Sandra, Anka by się totalnie rozleciała

-Weź się w końcu w garść, nie wyjechał przecież na koniec świata, tylko do Niemiec i obiecał się odezwać od razu po przylocie, czym ty się tak stresujesz jego testami czy tym, że w jakiś ultra szybki sposób znajdzie sobie kogoś innego. Powiem ci, że jedna opcja jest bardziej kuriozalna od drugiej.

- Daj spokój martwię się po prostu, że od godziny powinien być na miejscu, a się nie odzywa, może coś się stało, może go napadli.

-Napadli, … Serio??? Ty w ogóle pamiętasz jak on wygląda, jaki rabuś zaatakował, by dwumetrowego umięśnionego faceta, weź myśl racjonalnie. Chyba tylko skryty samobójca. Chyba czas się ogarnąć Sorry stara, ale ktoś ci musiał w końcu to powiedzieć.

Przez kolejne godziny nie mogła się na niczym skupić. Powinna zacząć w końcu się uczyć do matury, zostały jej niecałe dwa miesiące, a jedyne co kojarzy z rozszerzonej biologii to budowa pantofelka, trochę trudno z taką wiedzą zdać najważniejszy egzamin w życiu. Wszystko jej się miesza w głowie erytrocyty, trombocyty, co to w ogóle jest. I jeszcze ten cholerny telefon, który milczy jak zaklęty, gdzie on u diabła się podziewa.

Nagle w domu zaczęło się robić na tyle głośno, że Anka postanowiła zejść na dół. Do góry dobiegały tylko strzępki rozmowy mamy i Bogdana.

-… nie ma nawet mowy, że go zaprosisz. Nie zgadzam się na to, rozumiesz. Zapraszaj kogo chcesz, ale na pewno nie jego.

- Mogę wiedzieć o co chodzi? Który z gości budzi w Was, tyle skrajnych emocji?

- Tomasz.

- Tomasz, jaki Tomasz. Nie znam nikogo takiego.

- To jest ojciec Mariusza - powiedział cicho Bogdan.

- No chyba sobie żartujesz, dobrze wiesz, że Mariusz nie chce z nim rozmawiać, a Ty jak gdyby nigdy nic, chcesz go zaprosić na swoje wesele.

- Ale to jest mój najlepszy przyjaciele z niemieckich czasów..

- Przyjaciele, z którym nie masz kontaktu od co najmniej 15 lat, chyba, że o niczym nie wiem. To może skoro jesteśmy na etapie zapraszania nieudolnych rodziców to może zaprosicie jeszcze mojego biologicznego Sławomira.

Nagle w pokoju zapadła cisza.

-Nie, nie. Niby po co? - zapytała z niedowierzaniem dziewczyna.

-Jest częścią naszej nie co pogmatwanej rodziny - powiedziała Kaśka. - A poza tym stwierdziliśmy z tatą, że to będzie doskonała okazja żebyście się pojednali.

- Szlachetnie, tylko czemu nikt się nie zapytał mnie o zdanie. Dobrze jeśli chcecie zaproście Sławka, postaram się z nim porozmawiać mimo, że przeszło 15 lat się do mnie nie odzywał - powiedziała ponuro. Ale proszę Cię, jeśli choć trochę lubisz Mariusza, to nie zapraszaj tu jego ojca. On nie jest gotowy na spotkania z nim. - rzuciła Anka i wyszła do swojego pokoju. Miała już przesyt dzisiejszego dnia. Nagle, ktoś zapukał do drzwi.

- Mogę wejść ? - usłyszała głos Bogdana .

-Wejdź, tato.

- Pamiętam kiedy byłaś mała… - Bogdan zauważył, że Anka już chciała mu przerwać. - Daj mi proszę skończyć. Pokłóciłaś się w przedszkolu z jakąś koleżanką, bo ta powiedziała Ci, że nie masz prawdziwego taty. Ty nie zaczęłaś płakać, tylko powiedziałaś jej po prostu, że wolisz mieć jednego Bogdana niż stu ,, prawdziwych” tatów, takich jak ona. Po tej sytuacji twoja Pani, zwołała mnie na rozmowę. Z każdym jej słowem, byłem co raz bardziej dumny, ale nie dlatego, że kochałaś mnie jak własnego ojca, ale dlatego, że wychowaliśmy Cię na osobę, która nie boi się mówić co tak na prawdę myśli, że mimo tego, że wiesz, że możesz mieć kłopoty, zawsze walisz prawdę między oczy. Dzisiaj tak samo jak wtedy jestem z ciebie dumny. Bo otworzyłaś mi oczy na coś bardzo ważnego, mianowicie na to, że zależy Ci na Mariuszu. Zrozumiałem, że po raz pierwszy w życiu jakiś chłopak daje Ci szczęście, a jeśli tak jest to ja nie zrobie mu przykrości, zapraszając na moje wesele jego ojca, mimo, że jest moim najlepszym przyjacielem.

Anka nie wiedziała co ma odpowiedzieć, zrobiła to co robiła gdy była malutka, po prostu wtuliła się w swojego „ tatę” i powiedziała dziękuję. W tym samym momencie zadzwonił telefon.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • rejka 5 miesięcy temu
    Bardzo fajne opowiadanie! Ciekawe postacie i ich sposób zachowania, zaskakujące zwroty akcji. Czekam z niecierpliwością na kolejne odcinki!!!!!!!!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania