60 minut do szczęścia cz.11

Kaśka

-Jadą już, jadą - usłyszała nagle krzyk swojego nastoletniego syna. No to się zacznie, pomyślała, niby odgrywała tą rozmowę w myślach, chyba z jakieś 500 razy, ale nadal bała się reakcji dzieci. Dzieci, jak to brzmi, żadne z nich nie jest już maluchem potrzebującym ciągłej troskliwej opieki mamy, to już prawie dorośli ludzie. Nie wiedziała, kiedy to wszystko tak zleciało, jak z bicza strzelił przeleciały jej przed oczami wszystkie chwile spędzone z dziećmi, wszystko co pierwsze w ich życiu zdarzyło się na jej oczach. Pamiętała jak bardzo bała się wtedy, gdy zaszła po raz pierwszy w ciąże, miała przecież niewiele więcej lat niż teraz ma jej średnia córka.

Strach przed tym jak wszystko powiedzieć matce, która nigdy nie zaakceptowała jej decyzji o tym by urodzić dziecko, jedyne oparcie zawsze odnajdywała w swoim tacie, który mimo, że nie mieszkał na stałe z nią i z matką dla córki był w stanie zrobić absolutnie wszystko. Tak było i w tym przypadku, matka w żadnym wypadku nie chciała słyszeć o żadnym dziecku, tym bardziej kiedy dowiedziała się czyje one będzie - W moim domu nie będzie żadnych bękartów! - Mimo upływających lat, te słowa nadal paliły ją żywym ogniem. A tata powiedział tylko, nie ważne jaką decyzję podejmiesz ja zawszę będę cię wspierał. Właśnie takie przesłanie, chciała przekazać swoim dzieciom, nie ważne jakie będą problemy zawsze pomoże im rozwiązać problemy.

- Przybyliśmy ! - usłyszała radosny głos Ani, to wróżyło bardzo dobrze.

-No dzień dobry, dzień dobry. Wchodźcie, obiad już jest prawie gotowy.Idźcie się odświeżyć i po drodze zawołajcie Asię.

Odwlekła jeszcze choć na moment chwilę, w której będzie musiała wyznać całej rodzinie prawdę na temat dzisiejszego spotkania.

W trakcie obiadu, gdy patrzyła w kierunku Bogdana i swoich dzieci, zdała sobie sprawę z tego, że wyjawi im tylko część prawdy, reszty nie da rady, nie chcę patrzeć jak cierpią przez nią. Nie zrobi im tej przykrości niema mowy. W końcu jednak zdołała coś powiedzieć:

-Moi drodzy, pewnie zastanawiacie się dlaczego Was tu ściągnęliśmy?

-Nawet bardzo - odpowiedziała raźno Anka. -tylko nie mów, że jesteś w ciąży, ale taka podniosła atmosfera kojarzy mi się tylko z taką nowiną.

- Nie jesteś nawet blisko, córeczko - wtrącił nagle Bogdan, zebraliśmy Was, tu żeby oficjalnie ogłosić, że bierzemy ślub, więc nie róbcie sobie planów na 20 maja.

Anka zakrztusiła się z wrażenia.

-Nie ma co potraficie robić wejście, ale i tak bardzo się cieszę. Aczkolwiek trochę się dziwie, że zdecydowaliście się dopiero teraz.

-Zawsze marzyłam o tym, żeby moje dzieci bawiły się na moim weselu - odpowiedziała Kaśka, nieco sarkastycznie. Ale za to wszyscy ją kochali. Nigdy nikogo nie udawała i prosto z mostu mówiła co leży jej na wątrobie.

Kiedy wszyscy już się rozeszli do pokojów Bogdan i Kasia zostali sami.

-Widziałem, że się boisz, dlatego powiedziałem tylko o ślubie, powiemy wszystkim, kiedy będziesz na to gotowa, Nic na siłę, kochanie.

Zawsze wiedział jak ją rozczulić, zastanawiała się jak on to robił. Może w głębi duszy cały czas jest tym samym 20 latkiem, który lata temu skradł jej serce.

———————————————————————————————————————————————

Coś mi bardzo nie gra - myślała Anka, bardzo, bardzo. Z jednej strony cieszyła się, że rodzice wezmą ślub, ale wiedziała też, że musi być jakaś przyczyna. Raczej bez powodu, nie wpadli, by na tak odrealniony pomysł po tylu latach. A może jestem zbyt przewrażliwiona i za mocno analizuje, każde słowo, każdy tembr wypowiedzi.Niemniej coś ją bardzo niepokoiło. Znała mamę, aż na wylot i doskonale wie, że to nie jest jej normalne zachowanie. Gdyby było jak zazwyczaj tryskała, by humorem, zagadywała i nie dawałaby nikomu dojść do słowa, a tu nagle znikąd nieznane do tej pory zachowanie „Mama- cicha”.

Nie myśląc dłużej chciała wykorzystać chwile, gdy Mariusz wdał się w pogawędkę z jej ojcem, na dłuższą rozmowę z siostrą.

-Mogę wejść? - zapukała jak zawsze 3 razy do drzwi.

-Wchodź.

-Jak się czujesz opowiadaj.

-Tak jak widać na załączonym obrazku. Jestem wrakiem człowieka. Przepraszam, że cię nie posłuchałam, kiedy mnie ostrzegałaś przed nim - i rozpłakała się prawie na dobre.

Kiedy Asi, już trochę przeszło, opowiedziała jaką gehenna przechodzi odkąd Krzysiek tylko dowiedział się o ich wspólny, dziecku. Z każdym słowem słyszała jak siostra ma zwyczajnie wszystkiego dosyć, a najbardziej braku wsparcia ze strony ojca dziecka. Po tym gamoniu, mogła spodziewać się każdego głupiego ruchu, ale nie tego, że będzie zmuszał swoją chyba jeszcze dziewczynę do usunięcia dziecka. Tego było dla niej za wiele, tak jak obiecała jej kilka dni wcześniej, gdy była jeszcze we Wrocławiu, załatwi te sprawę i na pewno nie będzie brała jeńców.

-Przepraszam, tato, ale muszę ci ukraść na chwile Mariusza - mamy coś do załatwienia.

- No dobrze to lećcie, tylko uważajcie na siebie.

-Narazie, tato.- rzuciła tylko na odchodne i wybiegła ile sił w nogach, a za nią Mariusz.

Gdy wsiadali do samochodu nie mówiła totalnie nic. Na jedyne pytanie dokąd jedziemy odpowiedziała tylko, morderczy instynkt mnie zaprowadzi, po ponad półgodzinie byli już pod Gdańskiem w jednym z małych uroczych blokowisk z wielkiej płyty. Niesiona złością pokonała schody prawie po nich nie stąpając za nią szedł Mariusz, który już nie wątpliwie miał dość takiego szybkiego tempa. Kiedy byli już na 7 piętrze, drzwi otworzyły się. Anka zaczęła walić w nie jak oszalała.

- Spokojnie, spokojnie, pali się. - usłyszała za drzwiami głos Maćka

- Gdzie on jest? - zapytała z tak nienawistnym spojrzeniem. - Chłopak nie zdążył nic powiedzieć bo Anka już wbiła do pokoju byłego chłopaka.

Jej oczom nagle ukazał się znajomy widok, który widziała już kiedyś w tym samym pokoju, tylko wtedy główną rolę w tym romansie grała jej siostra. Nie wahała się ani chwili.

- No ciebie to już do końca popiętroliło, chłopcze. Pani już dziękujemy, zwróciła się nagle do dziewczyny, która w pośpiechu zaczęła zgarniać z pokoju swoje rzeczy i nim się obejrzeli zostali sami. - Czy ty w tej głowie masz sieke zamiast mózgu? Czy po prostu masz zbyt aktywnego członka, bo w przeciągu kilku miesięcy zdążyłeś zdradzić już dwie kobiety. I nie wiem jak możesz się pukać tak beztrosko, kiedy kazałeś dziewczynie usunąć ciąże, bo co bo do kariery Ci nie pasuje, bo z dzieckiem słabiej laski można wyrywać. Nie będę mówić, że jesteś zerem bo już nie raz to powiedziałam. Ale teraz to nie chodzi o mnie, ale o Aśkę, która siedzi sama w domu i rozpacza nad tym, że jedyny sposób na to by odzyskać Ciebie to usunięcie dziecka. - Dziewczyna wpadła w taki słowotok, że nie dała mu wtrącić ani słowa, kiedy w końcu skończyła, on nagle dostał animuszu.

- Okay wiesz co wyjaśnijmy sobie coś, zanim wleci ten twój harcerz na zdezelowanym koniu. Po pierwsze ani Ty, ani twoja siostrzyczka, nigdy nie byłyście w moim typie, jedyny powód dla którego się z Wami zadawałem to to, że miałyście być moją trampoliną do kariery, po prostu chciałem, żeby zauważył mnie jakiś selekcjoner i myślałem, że jak zacznę się spotykać z którąś z Was to w końcu to sobie wywalczę, w końcu Wasz ojciec tyle czasu grał w Niemczech. Nie wyszło więc po co mam dalej kontynuować związek, który i tak nigdy nie istniał dla mnie był zwykłą fikcją. Sprawa numer dwa: Żaden dzieciak, nie mieści się w moich planach na najbliższe stulecie. Więc sorry, ale nie będę ojcem roku, więc lepiej i dla mnie i dla niej, żeby usunęła dzieciaka, zanim będzie za późno. Trzecia sprawa jesteś tak rozhisteryzowana, że nawet nie żałuję, że przestaliśmy się ze sobą spotykać, bo ty tak samo jak twoja siostra, tylko mnie blokowałyście.

Nie zdążył nic więcej powiedzieć nagle na jego twarzy wylądował siarczysty policzek Anka myślała, że to sprawka Mariusza, ale jednak wyręczył go Maciek.

- Wiesz co , powiem Ci tak, jest mi wstyd, że mam takiego brata. Nie tak rodzice nas wychowali. Myśle, że najlepiej będzie jak sobie coś wynajmiesz albo wrócisz do rodziców bo ja nie chcę już na Ciebie patrzeć. Anka nie martwcie, ja pogadam z rodzicami i oni na pewno jak mogą to pomogą, a jak nie to ja przejmę te rolę. Asi trzeba pomóc, przecież tak, jej nie zostawimy, a rodzice może nie będą przeszczęśliwi, że zostaną dziadkami za sprawą młodszego syna, ale wiesz mi nie zostawią jej w potrzebie.

Ulżyło jej choć trochę, ale czuła się spełniona tylko połowicznie. Ale czego ona się spodziewała, że po ich rozmowie on nagle przyjdzie skruszony i zacznie przepraszać, naiwniara-pomyślała. Miała serdecznie dosyć tego dnia. Mariusz jako jedyny chyba wiedział czego tak na prawdę potrzebuje i mocno przytulił ją do siebie.

Nie tak miały wyglądać ich wspólne dwa dni. Zanim wszystko wróci do „normy”. Mieli spędzić ze sobą jak najwięcej czasu, a tak na prawdę póki co załatwiają sprawy za innych ludzi. Zaraz znów zacznie się szkoła, a Mariusz wróci do Wrocławia. Miała nadzieje tylko, że przez tą rozłąkę nie staną się sobie bardziej obcy. Nie chciała nawet myśleć co będzie jak on dostanie prace w Niemczech, a ona zostanie tutaj. Miała jednak już plan awaryjny, po maturze złoży też podanie o studia w Niemczech, po coś przecież uczy się tego języka praktycznie od dziecka.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania