Gołodupce (DRABBLE) - Amável Pinto de Calças Curtas
Amável Pinto de Calças Curtas w wigilijny wieczór siedział zamyślony. Dumał nad własnym losem. Do Pasterki było wciąż sporo czasu. Ojciec João José da Silva Curtas wypił stanowczo zbyt dużo polskiego bimbru i poszedł spać. Matka Maria Nona Cara de Calças zmywała naczynia po wigilijnej kolacji.
Kolację zakończyła kłótnia. Jego młodszy brat Pinto Molhadinho de Calças Curtas nie mógł się pogodzić z przeprowadzką ze słonecznej Brazylii gdzieś do zimnej Polski. I to nie do stolicy, tylko gdzieś na wschodzie, gdzie nawet komórek nie znali. Gołodupce.
Strach pomyśleć, jaki los wymyśli dla nas autor, wyszukujący dla nas takie złośliwe imiona, pomyślał.
Komentarze (11)
Inspiracją była dla mnie strona www: http://odkrywaniebrazylii.blogspot.com/2015/05/najgupsze-imiona-w-brazylii.html
Tam zainteresowany czytelnik znajdzie tłumaczenie imion bohaterów.
Drabble, w którym dominują imiona i nazwiska bohaterów? - sympatyczny koncept i nawet udany, a na wspomniane przez ciebie tłumaczenia być może zerknę
Dziękuję.
Próbuję przemóc niemoc twórczą. Tyle na razie wyszło z pisania kolejnej części "Gołodupiec".
Z tą niemocą twórczą to przerąbane ?
A Gołodupce, niechaj się piszą, bo wierni fani czekają ?
Ps. Twój poprzedni avatar bardziej mnie się podobał. Od samego patrzenia na tego chłopca trzeszczy mi w krzyżu ?
Co jakiś czas będę zmieniał. Niektórych to irytuje.
Domenico Perché o wow, I like it ?
To on musiał gdzieś w okolice zacnego pisarza - zacny - nie wiem czy zacny - dobrze pisze, poza tym to diabli jako dla połowy opowijczyków, już etat dla niego mają, Floriana Konrada, bo w moich stronach komórki już są, choć chodników nie ma i żadne lampy, to też nie świecą - i dobrze, bo nie rażą, jak w nocy iść, ale u niego, to i komórek może jeszcze nie być, ludzie na komarach jeżdżą. Ciekawe, tylko nazwiska trudne, ale to tym ciekawsze - się poszerzającym jest horyzont, się poczyta, jak się ludzie tam - no nazywają. Tylko na drożdżach gorzelniczych robić, a z owoców na dedykowanych, lub dzikich - to jak samo sfermentuje - voltów mniej, ale jakie w naturę bite... Nie sypać piekarskich - śmierdzi.
Tu w tej okolicy nawet na Komarach nie jeżdżą, ino pieszo ganiają. Bus tylko do wsi pod kościół dojeżdża, raz dziennie, w sobotę dwa razy. W niedzielę w ogóle.
No, czasem miejscowi jeżdżą na ośle, czy jakimś koniku, a dzieciaki od wiedźmy potrafią na koźle pojechać.
A bimber tylko na dzikich drożdżach. Próbował niejeden na piekarskich, po miastowemu, ale pić się tego nie dało. A już zanieść takiego bimbru wiedźmie w prezencie, bój się Boga! Toż to człowiek może wrócić jako ropucha!
Domenico Perché, Ech, drzewiej to i u mnie tak było, się dzieciństwo aż przypomina. Postęp, kurde, jednak rzucili i teraz trochę jest po nowemu, wciąż fajne zacofanie, ale już dawno nie to... Jest taka zaśmierdziała sadzawka koło mnie, ropucha tam siedzi rojnie - wiem teraz skąd lezie i po czemu ropucha.
Ja zgrzeszyłem piekarskimi, ale pokarało mnie smakiem siłowałem się a smród mi towarzyszem był jedynym. Diabli by też tego nie tkli, a diabli w takich miejscach jeszcze w mocy, zaczyna pić trzech a w nocy się okazuje, że jeszcze czart się dosiadł.
Początkowo dziwiły mnie te iberyjskie imiona, ale z czasem wszystko wyjaśniło się. Ciekawy pomysł. Pozdrawiam 5
Dziękuję. Kiedyś ich wplotę w akcję w Gołodupcach. Na razie zwyczajny fragment idzie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania