Poprzednie częściKama -cena życia

Kama -cena życia Rozdział XIX

Kama po spotkaniu Adasia w zoo była pełna nadziei. Wierzyła mocno w to, że chłopiec jest jej dzieckiem. „Jak ja mu wytłumaczę, że go urodziłam i nie mogłam wychować? Czy kiedyś mi wybaczy?” – rozmyślała. „A jak się okaże, że to nie jest mój Adaś? Ale ten malutki pieprzyk po prawej stronie policzka, który tak trudno zauważyć… Mam taki sam. Co robić? Jak mam poprowadzić rozmowę z jego tatą? Bo przecież najpierw z nim muszę przeprowadzić wywiad”.Swoimi obawami podzieliła się z Renią, która akurat wpadła do niej na kawę.– Reniu, mam ci tyle do powiedzenia – zaczęła.– Mów, co cię dręczy, zamieniam się w słuch.– Renia, jestem pewna, że odnalazłam Adasia. To znaczy nie odnalazłam, to był przypadek, ale serce mi mówi, że to on.– Gdzie i kiedy? Kama, to byłoby naprawdę wspaniale, gdyby okazał się twoim synem! Ale on chyba ma rodziców?– Jego mama nie żyje, chorowała na nowotwór. Zmarła przed kilkoma miesiącami. Ma tatę, rozmawialiśmy ze sobą. Ma przyjść z Adasiem do mnie, do przychodni. Będę dla Adasia psychoterapeutką, bo bardzo tęskni za mamą.– Kama, tylko proszę cię, nie działaj pochopnie, żebyś nie wystraszyła i chłopca, i ojca – ostrzegła ją przyjaciółka.– Nie, no coś ty, Renia. Mam w głowie już ułożony plan. Tylko muszę kupić kilka rzeczy: jakieś układanki, malowanki. Nie wiem, coś, co zajęłoby Adasia na czas rozmowy z jego tatą.– Przecież możesz poprosić którąś z koleżanek, która zajmuje się terapią dziecięcą. Może udostępniłaby ci gabinet? Po co masz kupować?– To jest myśl! – przyznała. – Agata na pewno udostępni mi swój. Ma tam wszystko, czym interesują się dzieci w wieku Adasia.Rozmawiały jeszcze dłuższy czas, po czym Renia się pożegnała. Przytuliła mocno Kamę i powiedziała, że trzyma za nią kciuki.Kilka dni później zadzwonił pan Marcin Wolański. Umówił wizytę razem z Adasiem. Podekscytowanie Kamy sięgnęło zenitu. Kiedy przyszli, wprowadziła ich do gabinetu koleżanki. Pokazała Adasiowi kącik, w którym mógł się pobawić, a sama w tym czasie prowadziła rozmowę z jego tatą.– Panie Marcinie, proszę mi podać dane synka: datę urodzenia, imiona rodziców i adres – poprosiła.– Widzi pani, to trochę skomplikowana sprawa – zaczął niepewnie.– A jak mam to rozumieć? Pan nie jest ojcem chłopca?– Jestem, oczywiście, że jestem. Tyle że nie biologicznym. Adaś jest dzieckiem adoptowanym, tylko o tym nie wie.– Ale zna pan datę urodzenia? – Serce podchodziło jej do gardła.– Adaś urodził się czternastego marca dwa tysiące szesnastego roku.Kama pobladła, zrobiło się jej bardzo gorąco. Już wiedziała, była pewna, że to jest jej Adaś.– Gdzie się urodził? – zapytała cicho.– W Siedlcach. Jego matka biologiczna zostawiła go… – Spojrzał na Kamę i nagle się przestraszył. – Proszę pani, czy dobrze się pani czuje? Jest pani bardzo blada. Czy mam kogoś poprosić?– Nie, zaraz mi przejdzie – uspokoiła go, choć drżała na całym ciele. – Proszę się nie niepokoić.Przyglądał się jej i czegoś nie mógł zrozumieć. Rozmawiali o Adasiu i nagle ona tak pobladła. Czyżby coś wiedziała o jego pochodzeniu?Jednak Kama, już nieco spokojniejsza, dalej prowadziła wywiad. Potem zaczęła rozmowę z Adasiem. Pytała o jego samopoczucie, o mamę, której już nie było, i o stosunki z tatą. Pan Marcin w tym czasie siedział na korytarzu. Kama została sama z synkiem, który jeszcze nie wiedział, że rozmawia ze swoją biologiczną matką.Gdy oboje wyszli z gabinetu, ojciec chłopca chciał wiedzieć, czy potrzebna jest mu psychoterapia i czy mogłaby się ona odbywać w domu. Kama potwierdziła. Wzięła adres i wstępnie umówili się za dwa dni. Żegnając się, chłopiec niespodziewanie przytulił się do niej i powiedział cicho, że ją lubi. Wzruszona Kama pocałowała go w czubek głowy.Spotkała się z Adasiem dwa razy w domu jego rodziców. Chłopiec pokazał jej swój pokój. Był ładnie urządzony, wszędzie leżały jakieś komiksy i sporo książek dla dzieci w jego wieku, a także zabawki, którymi na pewno już się nie bawił. Jego tata oprowadził ją po całym mieszkaniu – było duże i jasne. Kama zbierała się do poważnej rozmowy, ale zawsze paraliżował ją strach. Bała się, że jak powie prawdę, zostanie odsunięta od chłopca i że jego ojciec ją znienawidzi. Wyobrażała sobie różne czarne scenariusze i negatywne zachowania Adasia, do którego poczuła ogrom ciepła.Kolejna wizyta odbyła się bez udziału chłopca. Zaniepokojona zapytała, co się stało, że go nie ma.– Moja mama odebrała go ze szkoły, poprosiłem ją o to. Chciałem być z panią sam i szczerze porozmawiać. Mam nadzieję i myślę, że ta rozmowa przyda się nam obojgu – powiedział Marcin.Spojrzała na niego, a on zauważył, że jej oczy są załzawione, a usta drżą, jakby zaraz miała się rozpłakać. Zaproponował kawę, ale odmówiła i poprosiła o herbatę. Zaprosił ją nie do salonu, lecz do kuchni. Wyjaśnił dlaczego:– Moja żona zawsze lubiła rozmawiać w kuchni. Ale jeżeli…– Rozumiem – przerwała mu. – Tu będzie dobrze, przytulniej.Usiedli przy stole. Przez długą chwilę patrzyli na siebie. Zauważyła, że mężczyzna ma ładne rysy twarzy, trzydniowy zarost i zielone oczy skryte za okularami. Był na pewno bardzo interesującym człowiekiem, mniej więcej w wieku Bruna. Nie odzywała się, czekała, aż on zrobi pierwszy krok.– Pani Kamilo – zaczął. – Trochę mi niezręcznie o tym mówić, nie chciałbym pani urazić ani spłoszyć, ale zauważyłem, że okazuje pani Adasiowi bardzo dużo sympatii i uczucia. Lubi go pani, rozumiem to, ale pani zachowanie ma w sobie coś, co mnie niepokoi.– Co mianowicie? Czego się pan obawia z mojej strony?– Po prostu pani zachowanie wobec mojego syna jest bardzo... matczyne. Nie wiem, czy dobrze się wyraziłem.Po twarzy Kamy potoczyły się łzy. Przejrzał ją? Płacz przeszedł w szloch, cała się trzęsła. Marcin pogładził ją po plecach, tak jakoś niezręcznie, bo nie wiedział, jak się zachować, a było mu jej po prostu żal. Kiedy uspokoiła się na tyle, by móc mówić, postanowiła wyjawić całą prawdę.– Panie Marcinie, to ja jestem biologiczną matką Adasia. To ja zostawiła go w siedleckim oknie życia. Sumienie jednak nie dawało mi spokoju. W każdym chłopcu o imieniu Adam widziałam swojego syna. Wiem, że już go nie odzyskam. Prawnie nie jestem jego mamą, bo się go zrzekłam. Ale jestem szczęśliwa, że go poznałam, że mogłam go przytulić. To dla mnie znaczy bardzo wiele.– Rozumiem i nie potępiam pani. Musiała mieć pani ważny powód, oddając go. Ale dlaczego? Wiem, przeszłość jest bolesna. Możemy zakończyć tę rozmowę, ale możemy też wspólnie zastanowić się, co dalej. Ja syna nie oddam. Oboje z żoną bardzo go chcieliśmy, wymarzyliśmy sobie to dziecko. Ania nie mogła zajść w ciążę. Nie przez chorobę, bo wtedy była jeszcze zdrowa, po prostu nie mogła. A tak bardzo chcieliśmy być rodzicami. Byliśmy na tyle młodzi, że proces adopcyjny przeszedł bez żadnych przeszkód. Mieliśmy mieszkanie, unormowaną i stabilną sytuację finansową. Adaś był naszym słońcem. Dla mnie jest nim do tej pory. Ania cieszyła się nim krótko, bo tylko siedem lat…Kama podniosła się z krzesła. Chciała uciec, tak jak robiła to już kilka razy w życiu, ale ojciec Adasia na to nie pozwolił. Przytulił ją, a ona, zapłakana i bezbronna, wtuliła się w niego.– Nie odchodź – szepnął. – Nie porzucaj go teraz po raz drugi. On do ciebie lgnie, pyta o ciebie.Podniosła głowę. Był od niej sporo wyższy i w jego ramionach poczuła się bezpieczna.– Dlaczego? – zapytała. – Dlaczego chcesz, żebym została?– Bo jesteś potrzebna nam obu – odpowiedział.

Następne częściKama -cena życia Rozdział XX

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania