Kama -cena życia Rozdział XX
Rozdział XX
Minął rok pełen rozterek i przemyśleń. Kama i Marcin spotykali się bardzo często – zazwyczaj towarzyszył im Adaś. Chłopiec znów był wesoły, pełen dziecięcej werwy, ale stał się też wnikliwym obserwatorem. Widział, że jego tata i Kama bardzo się do siebie zbliżyli. Pokochał ją tak, jak kiedyś kochał swoją mamę.Siedzieli teraz we troje na podłodze w pokoju Adasia. Trzymali się za ręce i udawali, że znaleźli się w magicznym, kamiennym kręgu. Zaśmiewali się do łez, kiedy chłopiec połaskotał wewnętrzną stronę dłoni Kamy, a ona próbowała się wyrwać, bo miała straszne łaskotki. W pewnej chwili Adaś spoważniał.– Coś wam powiem – odezwał się nagle.
Oboje spojrzeli na siebie, a potem na niego. Co takiego chciał im przekazać? Był bardzo mądrym, a w tej chwili niezwykle poważnym dzieckiem.– Co takiego, synku? – zapytał ojciec.Adaś, wciąż mocno ściskając ich dłonie, popatrzył im głęboko w oczy.– Dzisiaj miałem sen. Śniła mi się mama . Powiedziała, żebym nie był już smutny, bo przecież mam mamę, a ona tylko patrzy na nas z góry. A kiedy chciałem się do niej przytulić, wyjaśniła, że moja druga mama jest moją prawdziwą mamą. I zniknęła. Tato, czy ja naprawdę mam mamę, której nie znam? – zwrócił się bezpośrednio do ojca.
– Masz synku mamę. I dobrze ją znasz – odpowiedział łagodnie Marcin.– A gdzie ona teraz jest?Kama mocniej ścisnęła jego małą rączkę.– Tutaj jestem – odpowiedziała ze wzruszeniem.Adaś patrzył raz na nią, raz na ojca, wyraźnie zdezorientowany.– Ale ty jesteś Kama. Jesteś naszą przyjaciółką.– Adasiu... – Kobieta przytuliła go mocno do serca. – Jestem twoją prawdziwą mamą. Byłeś bardzo malutki, kiedy musiałam cię oddać.
Kiedyś, jak będziesz starszy, wszystko ci wytłumaczę. To ja ciebie urodziłam.– To jak się znalazłem u mojej mamy Ani i taty?– Adasiu... – Teraz tulili go już oboje. – Twoja mama Ania, ta, która odeszła do nieba, i twój tata... oni cię adoptowali. Wiesz, co to znaczy? Pokochali cię całym sercem, od pierwszego wejrzenia. Dla mamy Ani byłeś najjaśniejszym promykiem słońca. Ale to nie ona nosiła cię pod sercem.– A ty byłeś moim tatą zawsze? – chłopiec spojrzał na Marcina.
– Nie, Adasiu – do rozmowy znów włączyła się Kamila. – Twój biologiczny tata umarł dawno temu. Marcin został twoim tatą, bo pokochał cię nad życie.– Acha. – Adaś pokiwał głową ze zrozumieniem, układając to sobie w małej główce. – To już wszystko wiem. Mam nową mamę i mam starego tatę!Rzucił się Kamie na szyję, mocno ją uściskał i pocałował w policzek.– Mam mamę! – cieszył się, a na jego buzię wrócił szeroki uśmiech. – Tata i mama. Mama Ania, mama Kama i tata Marcin... Wstawajcie z tej podłogi, trzeba to uczcić! – zarządził z powagą.
– A jak chcesz to uczcić? – zapytał rozbawiony Marcin.– Idziemy na lody! – zaśmiał się Adaś. – Mama Kama, mama Kama! – powtarzał radosny, skacząc wokół nich.Wyszli z domu roześmiani. Adaś szedł w środku, trzymając ich za ręce, a buzia nie zamykała mu się ani na chwilę. W lodziarni usiedli przy stoliku, zajadając desery z dużych pucharków. Chłopiec przyglądał się dorosłym z uwagą, aż w końcu oświadczył:– Skoro mam znów mamę i tatę, to musimy mieszkać wszyscy razem.– To bardzo dobra decyzja – roześmiał się Marcin. – No cóż, moja droga, nasze dziecko zdecydowało za nas. To kiedy nasza rodzina zacznie być już na zawsze razem?
Kama uśmiechnęła się nieśmiało. Bardzo tego pragnęła, ale nagła deklaracja trochę ją onieśmieliła.– Mam się do was przeprowadzić? – zapytała cicho.– Tak, mamo. Chcę, żebyś była z nami. Tata też bardzo chce – wyszeptał konspiracyjnie Adaś, mrugając do ojca.Po kilku dniach Kama pojechała do swojego dotychczasowego mieszkania, by zabrać najpotrzebniejsze dokumenty. Szukając ich w szufladzie komody, natknęła się na cienką, srebrną bransoletkę – prezent od Bruna.– Rozdział z Brunem zamykamy na zawsze – szepnęła do siebie. Odłożyła biżuterię na samo dno szuflady i zamknęła ją zdecydowanym ruchem.
Letnie miesiące były czasem czystej, niezmąconej radości. Kama i Marcin wzięli cichy ślub cywilny. Od tamtego dnia nazywała się Kamila Marecka-Wolańska. Tworzyli piękną rodzinę, byli szczęśliwi i czuli, że nic ani nikt nie jest w stanie zakłócić ich spokoju.Pod koniec wakacji pojechali we troje do Sopotu – miasta, które dla Kamy było pełne wspomnień, a teraz miało zyskać nowe, jeszcze piękniejsze barwy. Kąpali się w morzu, płynęli wielkim statkiem stylizowanym na piracki kuter i biegali po piaszczystej plaży. Kama, patrząc na biegnącego przed nią synka i śmiejącego się męża, w końcu poczuła głęboki spokój. Wiedziała, że wygrała walkę z losem, który wcześniej tak mocno dał jej w kość. Znalazła swoje schronienie.
Wieczorny spacer po sopockiej plaży był idealnym zwieńczeniem ich nowej drogi. Adaś biegał przed nimi, zbierając muszelki, a Marcin mocno splatał swoje palce z palcami Kamy. Kobieta spojrzała na chwilę w rozgwieżdżone, letnie niebo. Pomyślała o Ani i posłała jej cichy uśmiech pełen wdzięczności. Życie dało jej w kość, ale dzisiaj, słysząc dobiegające z oddali wołanie syna: „Mamo, tato, zobaczcie, co znalazłem!”, Kama wiedziała, że wygrała swoje największe szczęście.
KONIEC
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania