Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Michalski cz. XXIII
CZĘŚĆ XXIII
W czasie, gdy na Plebani policyjny informatyk przeglądał dane z laptop proboszcza i zgrywał je jako jeden z głównych dowodów w sprawie, druga ekipa otaczała już kościół czekają na znak do wejścia. Michalski ze swoim szefem stanęli na wprost siebie przy drzwiach frontowych z uniesioną bronią i zaczęli na zmianę przekazywać sobie znaki mimiką. Komisarz wysunął swoją drugą dłoń, aby złapać za klamkę i po cichu przysunął się do drzwi. Michalski odsunął się, stanął w rozkroku i złapał swoją spluwę oburącz, wyciągając przed siebie. Kiedy Zygmunt chciał mu otworzyć drzwi, nagle usłyszeli krzyk:
– Szefie! Szefie! Boczne wejście jest otwarte! – zawołał jeden z policjantów.
Michalski z nadinspektorem zdenerwowani spojrzeli na niego i zaczęli pokazywać mu „gdzie powinien się puknąć”.
– Głupcze cała akcja spaprana – odparł idący w kierunku bocznego wejścia Zygmunt. – Pilnuj teraz tych drzwi, żeby nikt nie uciekł. Pokręcił głową załamany Komisarz, a pod nosem dodał: – Kogo oni mi przysyłają na akcję? Michalski szedł zaraz za nim i zakrywając usta nie chciał ukazać swego rozbawienia. Zdawał sobie sprawę, że kiedyś i on zaczynał od takich głupich błędów. Zaś za grubymi murami, we wnętrzu budynku toczyła się już walka. Na ringu stał: „nieugięty”, wiecznie dysponowany, stalowy pręt kontra zmęczony i bezmyślnie działający Buchała. Kto wygra to starcie? Niestety dla Iwony ta walka była bezsensowna i nudna, musiała ją przerwać.
– Może byś tak raczył rozejrzeć się za tym CZYŚ.
– Jakim CZYŚ?
– No tym – zaczęła Przewodniczka kiwać głową. Buchała rozejrzał się na boki, potem za siebie. Zmrużył lekko oczy i spojrzał prosto w twarz Iwonie.
– Co Ty znowu wymyślasz? Duchów się boisz? Iwona pokręciła głową, sięgnęła po torebkę i załamana zaczęła odchodzić z miejsca, gdy nagle usłyszała.
– Haa, haa haaa.
Stanęła jak wbity kołek w ziemie i odparła:
– I co Buchała? Tego też nie słyszysz. Walka na ringu dobiegła końca. Aspirant wyjął brechę z podłogi i odłożył na podłogę. Zamiast niej, w ręku znalazło się inne metalowe „cacuszko”.
– To, z której strony dobiegał ten głos? – zapytał Buchała Iwonę, upewniając, że bezpieczna.
– Chyba z tamtej – stwierdziła niepewnie, wskazując palcem. Biskup przerażony tym całym zajściem, tu szeptał coś do siebie, tu zaś wykonywał przemyślany wcześniej plan B. – Głupota, głupota i jeszcze raz głupota? Ale jak się miałem powstrzymać? – przezywał swoją wpadkę. – Zaraz, jak to się szło? Wejściem od ołtarza, do zakrystii, a potem pierwsze drzwi… Kiedy tak idąc wąskimi korytarzami i rozglądając się, czy aby labirynt doprowadzi nas do celu, Biskup zauważa w oknie jakąś dziwną postać w czarnej masce.
– O Matko Przenajświętsza! Muszę szybciej, stąd uciekać – pomyślał i przyśpieszył kroku w kierunku wyjścia z kościoła przez zaplecze. Przed ołtarzem zaś stali – Buchała z Przewodniczką i rozglądali się po starych nawach.
– No to gdzie niby słyszałaś te odgłosy?!
– A Ty to może nie słyszałeś – zdziwiła się Iwona, patrząc prosto w twarz Buchały.
– Nie wiem. Wiem, że nic tu nie widać, poza starym próchnem. Po chwili coś zatrzeszczało i w jednej chwili wbiegły dwie osoby, krzycząc: – Stać policja! Ręce do góry!
Buchała obrócił się z Przewodniczką z uniesionymi rękoma i miną nic zkwaszały pomidor. Podobnego zaskoczenia nie ukrywał Michalski, który wiedział, że w tym miejscu spotka się z nimi, ale liczył na kogoś jeszcze. A jeśliby nawet nie to na odkrycie jakiejś zagadki. Może wygranej walki z prętem.
– Buchała co Ty tu robisz?! – krzyknął wnerwiony nadinspektor, opuszczając broń.
– Bo my właśnie – próbował sklecić zdanie aspirant.
– My właśnie coś słyszeliśmy – wyprzedziła go Iwona.
– A Pani, kim jest? – zdziwił się nadinspektor.
– Ja jeszcze z Panią nie miałem do czynienia. Zaraz wybiegł przed Zygmunta Michalski i zaczął wysuwać rękę, jakby chciał wskazać mu drogę.
– Szefie pozwól, że Ci przedstawię – Iwona Gębińska. Historyk Sztuki, przewodniczka w naszym Ratuszu Poznańskim.
– No i co z tego? – zdziwił się nadinspektor. – Po co ona wam do śledztwa? Zdziwiona a zarazem zawstydzona Iwona nie chciała słuchać dalej tej dyskusji. Spojrzała przez moment na Michalskiego i szybkim krokiem udała się w kierunku drzwi bocznych.
– Chwila, moment! – krzyknął nadinspektor. – Ale jak już Pani jest! Przewodniczka nie śmiała nawet się wracać, po tych okropnych słowach dalej pędziła co sił w stronę wyjścia. Jednak co stanowisko, to stanowisko. Zygmunt szybko złapał za swoją krótkofalówkę, przyczepioną do ubrania i naciskając na przycisk wydał rozkaz:
– Chłopcy, zatrzymać mi tę dziewczynę. Odbiór.
– Tak jest szefie! Mamy tu jednego podejrzanego.
– Też przyprowadzić.
– Rozumiem. Odbiór.
Michalski z Buchała, domyślając się, na kogo teraz spadnie wina za te całą sytuację zaczęli spuszczać głowę i się wycofywać.
– Zaraz! A wy gdzie?! – wykrzyknął doniośle nadinspektor.
– Może poszukać Proboszcza? – odparł z uśmiechem Michalski.
– Może pierw odsuniemy wejście do podziemi – stwierdził Buchała.
– To, co ty robiłeś do tej pory? – zaczął sprzeczkę podinspektor.
– Mądrala! Ja to chociaż znalazłem pierwszy element płyty a Ty! – przechwalał się aspirant.
– Ile osób przesłuchałeś, no ile? – podszedł do niego Michalski z głową uniesioną, jakby chciał zaraz rozpocząć walkę kogutów.
– Chwila, moment! – wykrzyknął nadinspektor.
– Pozbierajmy wszystko do jednego worka. – Co Ty wiesz? – spojrzał prosto w twarz Buchały.
– Wiem, że jednym z podejrzanych jest ksiądz proboszcz, który dział w spółce z kilkorgiem osobami.
– Tyle to i ja wiem – odparł Michalski.
– To, jeśli tak, to dokończ za mnie – zdenerwował się Buchała, że ktoś mu przerywa w połowie zdania.
– Spokojnie! Po kolei – uspokajał atmosferę Zygmunt. – Wiemy wszyscy, że mamy więcej osób aresztowanych niż jedna, ale teraz musimy dojść do tego, ile jest związanych z tą sprawą, a ile ma coś innego na sumieniu.
– W tą na pewno jest wplątany Proboszcz i Kościelny – z dumą odparł Buchała.
– Kościelny?! Przecież on powinien odpowiadać za molestowanie i znęcanie się nad dziećmi! – wybuchł Michalski.
– Jeszcze raz mówię: – Spokojnie! Może i powinien za to odpowiadać, ale masz dowody? – spojrzał prosto w twarz Komisarz koledze. Po chwili poczuł wibrowanie telefonu w kieszeni i rozległ się dźwięk dzwonka. – Tak, co tam znalazłeś? Szefie na monitoringu widać, że w kradzieży bierze udział czworo osób.
– Czwórka powiadasz, a możesz podać jakieś szczegóły – stał zamyślony nadinspektor. W tym samym czasie Michalski zastanawiał się, dlaczego jeszcze nie przyprowadzono Iwony. Przecież tak daleko nie mogła zbiec, a kościół wokoło jest obstawiony. Zaczął się rozglądać po nawach.
– Szefie! Jeden to był na pewno ksiądz i nie uwierzy mi Szef – słychać było w słuchawce zdumienie.
– No mów! – ponaglał go nadinspektor.
– Widzę mundur policyjny – odparł informatyk.
– Co takiego? – zdumiał się Buchała.
– Dobra, dzięki. Bądźmy dalej w kontakcie – kiwnął głową nadinspektor i się rozłączył.
– A tego, gdzie poniosło? – spojrzał na Michalskiego, który prawie na palcach kierował się w stronę przedsionka kościoła.
– Hej, Jasiek! Co robisz! – krzyknął z całych sił Buchała, a echo poniosło po wszystkich filarach, aż po samo sklepienie i cały budynek. Michalski z tego wszystkiego stanął w miejscu i złapał się za głowę, ale po chwili usłyszał jakieś dudnienie w ławach.
– Choć z powrotem – odparł nadinspektor. – Musimy coś przeanalizować. Lecz Michalskiemu wcale się to nie widziało. Podbiegł szybko do ław, zaczął rozglądać się między klęcznikami i po chwili, zaglądając do kolejnego rzędu usłyszał:
– Chyba Ty mnie nie zdradzisz?
– To czemu uciekałaś?
– A jakby Ciebie obrażono!
Zniecierpliwiony nadinspektor postanowił z Buchała podejść do ław. Ciekawiło go, z kim tak rozmawia Michalski i kogo szukał. Lecz nagle policjant wyprostował się i odparł:
– Spokojnie koledzy już idę – spojrzał w ich kierunku i dał parę kroków.
– A Ty sieć cicho i nie uciekaj – dodał. Szybkim krokiem pomaszerował w stronę kolegów. – A co ty tam chowasz? – zapytał Zygmunt. – Może my też zobaczymy. I uparcie chciał pójść w stronę ław.
– Chwila, chwileczkę! Tam nic nie ma – denerwował się Michalski. – Tam tylko schowało się jakieś dziecko.
– Dziecko! – uśmiechnął się Buchała. – Może tego Hryniewicza i będzie wiedział, gdzie jest tata – zatarł ręce ze szczęścia. Nadinspektor nie wiedział, o co chodzi, ale też pragnął rozwiązać i tą małą zagadkę. Obaj pędzili co tchu, a Michalski za nimi. W pewnym momencie z ław wyskoczyła Iwona i zawołała:
– Niespodzianka!
A oni zdumieni stanęli w miejscu, jedynie Michalski spuścił głowę w dół, jakby miał coś sobie do zarzucenia.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania