Między rytmem a ciszą - Dzień 2 - Sophia (15)
Sophia
Słyszałam, jak w sali tanecznej, wybuchł straszny chaos. Ktoś krzyczał, jakieś podniesione głosy, szuranie krzeseł. A potem uderzył we mnie dźwięk szybkich, ciężkich kroków na schodach.
W ułamku sekundy całe moje ciało znowu zesztywniało. Pomyślałam, że ten potwór wraca. Że o czymś zapomniał, że jednak postanowił pociąć tę szafę nożem lub rozłupać siekierą. Moje serce przestało bić. Zacisnęłam powieki tak mocno, że aż bolały mnie skronie, gotowa na najgorsze.
Nagle drzwi wejściowe uderzyły o ścianę. Ktoś wpadł do środka, potykając się o przewrócone rzeczy i rozbite szkło.
– Sophia! – Ten krzyk rozdarł ciszę zdemolowanego pokoju.
Mój oddech uwiązł w gardle. To nie był tamten bandyta. To był Tiago. Jego głos brzmiał zupełnie inaczej niż zwykle. Był chrapliwy, obcy, przesiąknięty tak rozdzierającą paniką, że aż ciarki przeszły mi po plecach.
Słyszałam, jak biega po ruinach swojego mieszkania. Jego buty szurały po deskach, potykając się o porozrzucane książki i połamane drewno ze stolika kawowego. Słyszałam jego urwany, ciężki oddech.
– Sophia, eu imploro, por favor, responda!30 – zawołał głośniej, a jego głos załamał się na moim imieniu.
Chciałam odpowiedzieć. Nawet otworzyłam usta, ale moje gardło było tak potwornie ściśnięte strachem, że wydałam z siebie jedynie cichy charkot, który natychmiast utonął w huku otwieranych z impetem drzwi do łazienki. Słyszałam, jak wpada tam, szukając mnie w każdym centymetrze tej małej przestrzeni.
Po kilku sekundach wybiegł z powrotem do głównego pokoju. Słyszałam, jak podchodzi do okna na tyłach, jak szarpie za ramę. Chyba patrzył na drabinę pożarową. Wyobraziłam sobie jego twarz, tę przystojną twarz tancerza, teraz pewnie umazaną krwią, pełną przerażenia, że zawiódł. Że mnie stracił. Że porywacze zabrali mnie ze sobą, kiedy on leżał bezwładnie na dole.
W pokoju zapadła na moment głucha cisza. Słyszałam tylko jego drżący oddech. Ta cisza była nie do zniesienia. Musiałam dać mu znać, gdzie jestem. Sama się stąd nie wydostanę.
Zebrałam w sobie wszystkie resztki sił. Poruszyłam delikatnie stopą, próbując uwolnić się z uścisku zakleszczonych drzwi. Moje ramię otarło się o wewnętrzną ściankę szafy, a jedna z metalowych sprzączek jego bluz uderzyła o drewno. Cichy stukot rozniósł się po pokoju.
Kroki Tiago natychmiast zamarły. Przestał nawet oddychać. W tej potwornej, napiętej sekundzie oboje wstrzymaliśmy oddech, a potem usłyszałam, jak rusza prosto w stronę przewróconej szafy.
– Sophia? – wychrypiał, a w jego głosie brzmiała tak błagalna nadzieja, że nie potrafiłam już tego utrzymać.
Wszystkie tamy we mnie pękły. Ostatnie minuty paraliżującego strachu, dźwięk rozrywanych rzeczy, lęk o jego i własne życie, to wszystko eksplodowało we mnie jednym, gwałtownym szlochem. Schowałam twarz w dłonie, a spod moich palców wyrwał się głośny, tłumiony przez tkaniny płacz.
– Meu Deus, Sofia! Você está aí!31 – Usłyszałam uderzenie dłoni o zewnętrzną ścianę mebla.
Zaraz potem szafa drgnęła. Poczułam, jak cała konstrukcja napręża się pod wpływem jego siły. Tiago stęknął głośno z bólu, deski zatrzeszczały, ale mebel uniósł się zaledwie o kilka centymetrów, po czym z głuchym łomotem opadł z powrotem na kanapę. Usłyszałam, jak Tiago osuwa się na podłogę, kaszląc i ciężko łapiąc powietrze. Ta szafa była zbyt ciężka, a jej krawędź niefortunnie zakleszczyła się w obiciu kanapy.
– Sophia... Espere. Não se mexa, já volto! Mateo! Mateo, venha aqui, rápido!32 – wrzasnął w stronę schodów, a jego sportowe buty natychmiast zadudniły na deskach, gdy zbiegał na dół.
Znowu zostałam sama w ciemności. Mój szloch odbijał się echem od ciasnych ścianek. Minęło może kilkanaście sekund, które dla mnie trwały całą wieczność, zanim na górze znowu rozległy się gwałtowne kroki. Tym razem było ich więcej.
– Jesus Cristo, Tiago, o que aconteceu aqui?! Quem era?! O que você tem nesse armário?!33– Głos obcego mężczyzny był zdezorientowany i zdyszany.
– Cala a boca e agarra a esquina! No três! Um... dois... três!34
Usłyszałam jednoczesny ryk obu chłopaków. Drewno szafy potwornie zajęczało, gdy zaczęli podnosić je do góry, walcząc z ciężarem i zakleszczonymi drzwiami. Nagle pod skosem wlała się smuga jaskrawego, dziennego światła. Szafa uniosła się gwałtownie, tracąc punkt oparcia o kanapę, a zablokowane dotąd skrzydło drzwi z trzaskiem otworzyło się na oścież.
Fizyka zrobiła swoje. Straciłam jakąkolwiek równowagę. Zanim zdążyłam się czegokolwiek chwycić, siła grawitacji pociągnęła mnie w dół. Wypadłam z wnętrza szafy zupełnie bezwładnie, jak pozbawiona kości laleczka, pociągając za sobą całą lawinę ubrań.
Uderzyłam bokiem o twarde deski podłogi, a ciężkie bluzy, dżinsowe kurtki i koszulki Tiago zasypały mnie, tworząc wokół mnie wielkie, chaotyczne gniazdo z materiału. Leżałam z twarzą przyciśniętą do zakurzonego drewna, cała się trzęsąc, z dłońmi wciąż kurczowo zaciśniętymi na jakiejś bluzie. Światło wokół mnie było zbyt jasne, a dym tytoniowy po gangsterze wciąż gryzł w gardło. Słyszałam tylko potworny huk szafy, którą chłopaki wreszcie postawili do pionu, i ich ciężkie, urwane oddechy.
Zanim zdążyłam zrzucić z twarzy ciężki materiał, poczułam obok siebie gwałtowny ruch. Ktoś opadł na kolana aż deski podłogi zatrzeszczały. Sekundę później silne ramiona odgarnęły stertę ubrań i przyciągnęły mnie do siebie.
Tiago.
Objął mnie tak mocny, jakby bał się, że jeśli puści mnie choćby na sekundę, znowu zniknę w tamtej ciemności. Wtuliłam twarz w zagłębienie jego szyi, cała się trzęsąc. Pachniał dymem tytoniowym, który zostawili tamci ludzie, ale pod nim wciąż czułam jego znajomy, bezpieczny zapach. Moje dłonie kurczowo zacisnęły się na jego mokrej od potu koszulce. Słyszałam szybkie, szalone bicie jego serca, które powoli zrównywało się z moim.
– Calma, gringa... Calma. Acbou. Você está segura agora. Eu tô tutaj...35 – szeptał gorączkowo prosto w moje włosy, a jego zachrypnięty głos drżał z emocji.
Nie rozumiałam słów. Ten miękki brazylijski portugalski był dla mnie tylko strumieniem ciepłych dźwięków, ale w jego tonie było wszystko, czego potrzebowałam. Słowo calma powtórzyło się kilka razy. Calma. Spokojnie. To jedno słowo już znałam.
– Myślałam… Myślałam, że cię zabrali – wykrztusiłam między łzami, chowając twarz w jego ramionach. Mój angielski brzmiał obco w tym zdemolowanym pokoju, szarpany bezradnym szlochem. – On… On zniszczył wszystko… Tak… Tak bardzo się bałam.
Tiago odsunął mnie delikatnie, tylko na tyle, by spojrzeć mi w twarz. Jego wielkie, ciemne oczy były pełne bólu, a na lewej szczęce rósł już siny, krwawy ślad po uderzeniu gangsterów. Miał mocno rozciętą wargę. Uniósł dłoń i bardzo ostrożnie, kciukiem, starł łzę z mojego policzka.
– Bezpieczna – powiedział nagle, łamiąc język na twardym, angielskim akcencie. Spojrzał mi głęboko w oczy, upewniając się, że dociera do mnie sens. – Sophia... Bezpieczna. Aqui36. – Dotknął palcem swojej klatki piersiowej, a potem mojej. – Bezpieczna.
Z boku usłyszałam głębokie, ciężkie westchnienie. Zupełnie zapomniałam, że w pokoju jest ktoś jeszcze. Mężczyzna stał metr dalej, opierając się o postawioną do pionu szafę. Patrzył na nas z mieszaniną absolutnego szoku, niedowierzania i narastającego niepokoju. Przeczesał dłonią włosy, patrząc na zdemolowane meble, a potem na mnie, zapłakaną dziewczynę z Miami, ukrytą w sercu faweli.
– Tiago... – zaczął cicho, a jego głos był nienaturalnie spokojny, jakby starał się nie wywołać kolejnego wybuchu paniki. – Estou indo embora. Os rapazes podem ficar lá fora. Volto hoje à noite... e conversaremos. Precisamos conversar.37
Tiago nie odwrócił ode mnie wzroku, wciąż trzymając moje dłonie w swoich. Usłyszałam tylko, jak bierze głęboki oddech i powoli, z rezygnacją kiwa głową. Wiedział, że jego kolega ma rację. Świat na dole wciąż istniał, gang kręcił się po okolicy, a jego przyjaciel właśnie stał się częścią śmiertelnie niebezpiecznej gry.
Mężczyzna rzucił mi jeszcze jedno, zaniepokojone spojrzenie, po czym odwrócił się na pięcie i cicho wyszedł z mieszkania. Słyszałam jego ostrożne kroki schodzące w dół.
Zostaliśmy sami w ruinach pokoju. Bariera językowa między nami była jak mur, ale gdy Tiago znowu przyciągnął mnie do siebie, chowając moją głowę pod swoim podbródkiem, zrozumiałam, że oboje rozumiemy najważniejsze: przeżyliśmy ten dzień, ale oboje baliśmy się tego, co przyniesie kolejny.
30 Eu imploro, por favor, responda! (z portugalskiego) – Błagam cię, odpowiedz, proszę!
31 Meu Deus, Sofia! Você está aí! (z portugalskiego) – Boże, Sofia! Jesteś tam!
32 Espere. Não se mexa, já volto! Mateo! Mateo, venha aqui, rápido! (z portugalskiego) – Czekaj. Nie ruszaj się, zaraz wracam! Mateo! Mateo, chodź tutaj, kurwa, szybko!
33 Jesus Cristo, Tiago, o que aconteceu aqui?! Quem era?! O que você tem nesse armário?! (z potrutalskiego) – Jezu Chryste, Tiago, co tu się stało?! Kto to był?! Co ty masz w tej szafie?!
34 Cala a boca e agarra a esquina! No três! Um... dois... três! (z portugalskiego) – Zamknij się i łap za róg! Na trzy! Raz... dwa... trzy!
35 Calma, gringa... Calma. Acbou. Você está segura agora. Eu tô tutaj (z portugalskiego) – Spokojnie, gringo... Spokojnie. Już po wszystkim. Jesteś już bezpieczna. Jestem tutaj.
36 Aqui.(z portugalskiego) – Tutaj.
37 Estou indo embora. Os rapazes podem ficar lá fora. Volto hoje à noite... e conversaremos. Precisamos conversar. (z portugalskiego) – Wychodzę. Chłopaki mogą stać na zewnątrz. Wrócę wieczorem i porozmawiamy. Musimy porozmawiać.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania