Między rytmem a ciszą - Porwanie - Sophia (1)
Sophia
Pulsujący bas kubańskich rytmów wibrował mi w klatce piersiowej, mieszając się ze szklanką wypitego rumu i wprawiając ciało w płynny, wręcz hipnotyczny ruch. Wokół nas gęsty klimat Kubanosfery pachniał cytrusowym mezcalem, drogimi perfumami i rozgrzaną skórą.
Rzuciłam okiem na Miję. Moja siostra właśnie bezczelnie ocierała się o jakiegoś obłędnie przystojnego Latynosa. Chwilę później puściła do mnie oczko i z drapieżnym uśmiechem zarzuciła mu dłonie na szyję. Mija nigdy nie miała oporów, gdy czegoś chciała, brała to bez pytania, nawet jeśli oznaczało to zaciągnięcie przypadkowego faceta do pierwszej lepszej, ciasnej toalety. Ja byłam ostrożniejsza, choć daleko mi było do cnotki.
Gdy więc tuż obok mnie wyrósł wysoki mężczyzna o orzechowych oczach i zarysowanej szczęce, posłałam mu najbardziej czarujący uśmiech, na jaki potrafiłam się zdobyć. Zaczęliśmy się kołysać do kolejnej, nastrojowej bachaty.
Kubanosfera od dawna była moim azylem. Ogromny parkiet, głośna latynoska muzyka i mrok pozwalały mi zrzucić z siebie cały ciężar minionego tygodnia. Rzadko miałyśmy wychodne, ale gdy już udało nam się wyrwać z domu, Miami stawało się nasze, a my szalałyśmy do pierwszych promieni słońca.
Szczerze mówiąc, taniec nie był moją mocną stroną. Mój repertuar opierał się głównie na najprostszym kroku odstawno-dostawnym, ale w tym półmroku i przy odpowiednim rytmie chyba nie wyglądało to najgorzej. O wiele pewniej czułam się w śpiewie. Mój głos był wyćwiczony i plastyczny, w przeciwieństwie do moich sztywnych bioder, które średnio radziły sobie z kubańskimi sekwencjami.
– Cześć, piękna! – Do moich uszu przebił się niski, męski głos. Mężczyzna nachylił się, a jego gorący oddech musnął mój policzek. – Mogę postawić ci drinka?
Kątem oka dostrzegłam Miję, która właśnie prowadziła swojego oszołomionego towarzysza w stronę zaplecza. Pokręciłam głową z rozbawieniem i odkrzyknęłam:
– Piję tylko czystą!
Mężczyzna uśmiechnął się z uznaniem. Ciasno oplótł palce na moim nadgarstku i poprowadził mnie przez napierający tłum w stronę masywnego, drewnianego baru.
Usiedliśmy na wysokich hokerach. Wokół panował szum rozmów i brzęk szkła, a my czekaliśmy, aż barman napełni kieliszki. Mężczyzna nie był wylewny. Zamiast rozmawiać, taksował mnie wzrokiem, jakby czekał, aż procenty wykonają za niego całą pracę. Przełknęłam pierwszą porcję piekącego alkoholu.
– Jak masz na imię? – wypaliłam, bo panująca między nami martwa cisza stawała się nieznośna.
– A po co ci to wiedzieć? – zapytał, nawet nie mrugnąwszy.
– To chyba dość normalne pytanie? – Poczułam, jak włosy jeżyły mi się na karku.
– Powiedzmy, że w swoim czasie wszystkiego się dowiesz – odparł z protekcjonalnym, drapieżnym uśmieszkiem.
Okej… To było dziwne. W jego spojrzeniu było coś niepokojącego. Przez plecy przebiegł mi zimny dreszcz. Położył mi rękę na udzie, a moja intuicja zawyła na alarm.
– Dzięki za alko, ale będę się zwijać. – Dopiłam drugi kieliszek jednym tchem, zeskoczyłam z krzesła i ruszyłam w stronę wyjścia, nie oglądając się za siebie.
Z ulgą powitałam rześkie, nocne powietrze Miami, które gwałtownie zmyło ze mnie klubową duchotę i zapach dymu. Pustoszejące ulice wciąż tętniły resztkami miejskiego życia. Z oddali słyszałam śmiechy imprezowiczów i pisk opon.
Skręciłam w słabo oświetloną, boczną uliczkę, żeby skrócić sobie drogę do apartamentowca. Wyciągnęłam telefon i stuknęłam krótką wiadomość do Miji:
„Wracam do domu, nie czekaj.”
Odbiornik wibracją zasygnalizował odpowiedź niemal natychmiast:
„Ja też się zbieram. Ten facet okazał się totalną fajtłapą, pogadamy w domu!”
Uśmiechnęłam się do ekranu. Do naszego wieżowca zostało zaledwie kilka minut drogi. Zaraz położę się w satynowej pościeli i prześpię cały dzień. Od poniedziałku miałam zacząć pracę na pełen etat w firmie mojego taty, więc musiałam wypocząć i przygotować się mentalnie na nowy rozdział w moim życiu.
Już miałam założyć słuchawki, ale usłyszałam twardy, miarowy odgłos gumowych podeszew na twardym asfalcie. Ktoś szedł za mną.
Obejrzałam się przez ramię. Kilkanaście metrów dalej, w cieniu latarni, majaczyła sylwetka mężczyzny z głową ukrytą pod ciemnym kapturem. Przyspieszyłam. On zrobił to samo.
Serce podeszło mi do gardła. Zerwałam się do biegu, ale wysokie szpilki i wąska spódnica natychmiast pozbawiły mnie szans.
Nagle brutalne szarpnięcie za rękę cisnęło mną w bok. Chwilę później potężny, tępy ból z tyłu głowy rozerwał moją czaszkę, a ciało odmówiło posłuszeństwa. Świat wokół mnie zawirował i w mgnieniu oka pochłonęła mnie ciemność.
Komentarze (1)
Zmieniły się priorytety; dawniej wystarczyłby rabunek i gwałt a teraz? są większe potrzeby zaspokojenia...🐸
Nie będę czytać dalej, bo jest późna godzina a niezdrowe podniecenie wymusi na mnie wyjście z domu – z łomikiem w ręku.
Wiadomo jak jest 🐎🦍🤘
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania