Ostatnia - wpis nr 8

Te kilka dni w Krakowie było istnym szaleństwem. Szybko udało mi się załatwić małe dwupokojowe mieszkanie, w którym mieliśmy się zatrzymać. Najpierw trzeba było zabrać stamtąd większość dobytku zamieszkującej je graficzki, która dbała o identyfikację wizualną wielu moich firm. Załatwiłam to przez portal, żeby niepotrzebnie nie zwracać uwagi sąsiadów nagłą przeprowadzką. Kobieta - Ewa, tak miała na imię - tymczasowo miała zamieszkać w moim domu. Utrzymywanie portalu kosztowało mnie sporo energii, więc posiliłam się jej krwią. Uderzyło mnie to, jak bardzo Ewa się z tego ucieszyła. Niestety ostatnio nie miałam czasu, by zająć się swoimi ludźmi.

 

Niecałe trzy godziny później wróciłam do gryfów. Wiosenna Pogoda była już poddenerwowana, prawie na mnie nakrzyczała. Mogłaby mnie zdekonspirować, gdyby zaczęła poszukiwania za pomocą magii. Przepraszałam i udawałam kruchą przerażoną ludzką istotkę, chociaż w środku trochę się gotowałam. To ja dbam o nocleg i wyżywienie, a ona tu kłapie dziobem? Ech, to jeszcze nie była pora na konfrontację, zwłaszcza, że wokół nas policja i inne służby utworzyły szczelny kordon. W końcu wpakowaliśmy się do samochodu. Policjanci niechętnie nas przepuścili, a potem - oczywiście - zaczęli śledzić.

 

Gryfy wchodzące po schodach na wąskiej klatce schodowej to naprawdę śmieszny widok. Pazury przednich łap im się ślizgają, próbują złapać równowagę, ale skrzydła obijają się o ściany i barierki. Pozwoliłam sobie na drobne chichoty pod nosem i żałowałam, że nie mam tego nagranego, miliony wyświetleń na You Tubie miałabym jak w banku.

- Następnym razem wlatujemy oknem - warknął Długie Pióro, kiedy wreszcie doczłapaliśmy na trzecie piętro.

Poprawiłam im trochę humory otwierając lodówkę, którą wcześniej razem z moimi ludźmi wypełniliśmy mięsem. Chyba nie chciało im się już lecieć na polowanie, zwłaszcza, że byliśmy pilnie obserwowani, a jedyną zwierzyną w okolicy byli ludzie. Oni mieli łatwo, mięso mogłam im kupić w każdym sklepie. Ewentualnie zawsze mogli kogoś pożreć, w końcu to gryfy, można się tego po nich spodziewać. Ja wciąż chciałam zachować anonimowość, więc teleportowałam się szybko do moich ludzi w trakcie wieczornych kąpieli.

 

Ogólnie jednak starałam się trzymać na uboczu. Woziłam gryfy do kurii, spędzaliśmy tam cały dzień w większości czekając na korytarzach pod różnymi drzwiami. Kościołowi się nie spieszyło, nam owszem. Cierpliwie tłumaczyłam wszystko piąty raz kolejnym oficjelom. Kiwali głową ze zrozumieniem i zasłaniali się przełożonymi. Trzeciego dnia wkurzona Wiosenna Pogoda zaczęła używać magii.

 

Ludzka magia była jak elektryczność, szybka i niebezpieczna. Moja wyglądała podobnie, w końcu kiedyś też byłam człowiekiem. Ale gryfia... Gryfia była jak woda, miękka, oplatająca i zmieniająca rzeczywistość. Wiosenna Pogoda posługiwała się nią subtelnie. Ledwo ją wyczuwałam, chociaż byłam tuż obok. Zachowanie kościelnych urzędników momentalnie się zmieniło. Stali się milsi, bardziej uprzejmi. Nagle gdzieś w biurze niedaleko rozdzwonił się telefon i był to sam arcybiskup. Więc na niego też wpłynęła, mimo iż był w Rzymie? Imponujące osiągnięcie. Ja nigdy nie byłabym w stanie wejść do umysłu nieznanego mi człowieka znajdującego się tak daleko. Okazało się, że tak, wszystko da się załatwić, i to praktycznie od razu. Po kilkudziesięciu minutach intensywnych rozmów telefonicznych znalazł się ksiądz, który zechciał objąć gryfią parafię. Następnego dnia wpakowaliśmy go wraz z jego manatkami do samochodu i wróciliśmy do Czorsztyna.

 

Po tej akcji dostałam oficjalną pochwałę od władcy i mnóstwo nowych obowiązków. Świetnie, stare porzekadło o tym, że nagrodą za dobrze wykonaną pracę jest więcej pracy, sprawdziło się doskonale. Przy królikach miała mi pomagać nowo przybyła nastolatka o imieniu Oliwia, która zamieszkała ze mną i Dominikiem. Ja natomiast miałam nadzorować księdza i pilnować czy nie podburza ludzi do buntu, co oznaczało więcej spotkań z gryfami i samym Szarą Skałą. Nijak nie ułatwiało mi to mojej własnej misji, ale na szczęście na razie nie wzbudzałam żadnych podejrzeń i spokojnie mogłam dalej udawać zwykłą śmiertelniczkę.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania