Koszmar w dniu Wszystkich Świętych. Rozdział VI.

Wieś pod Elblągiem 2001 r.

 

Następnego dnia gdy Tatiana wracała z pracy tym razem inną drogą, było już dość późniejsze popołudnie i zaczęło się lekko ściemniać. Kobieta pędziła do domu bo miała jeszcze w nim wiele do zrobienia, i wtedy gdy mijała pustostan odniosła wrażenie jakby widziała w nim tlące się światełko, co było to dla niej bardzo dziwne, bo stale było w nim ciemno. Więc by się upewnić podeszła do niego bliżej spojrzała w górę i nie pomyliła się, w jednym oknie palił się płomyk światełka. Bardzo ją to zaciekawiło i była gotowa by tam wejść i zobaczyć kto tam jest, ale coś ją powstrzymało że jednak brakło jej odwagi. I gdy miała już odchodzić usłyszała szuranie traperów po betonie i mocny szelest liści, wtenczas odwróciła się widząc stojącą małą dziewczynkę w drzwiach które były już w rozkładzie. Poczuła wtedy jak przeszył ją dreszcz, ponieważ wyglądała inaczej i zachowywała się inaczej, nie była takim zwyczajnym dzieckiem odróżniała się a Tatiana trochę przerażona była, powiedziała sobie co to za dziecko? Skąd ona się tu wzięła? I co ona tu robi? Ten budynek z którego mała wyszła to już rozpadająca się istna ruina. Wtedy kobieta długo nie myśląc zawołała., -

- Dziecko czy Ty tu jesteś sama czy z kimś?- spytała Tatiana.

- Dziewczynka spojrzała na nią z pod czoła nie spuszczając z niej oczu lekko zachichotała...Był brak odpowiedzi.

Ta mała dziewczynka miała podkrążone oczy, bladą twarz jak ściana, ubrana była w czarny rozpięty płaszcz, na nogach miała buty trapery o grubych podeszwach czarne, a na szyi miała czarną opaskę, włosy koloru jasny blond upięte w dwa kucyki na których były zawiązane czarne kokardki. A w ręku trzymała białą świeczkę a drugą ręką kiwała do niej by Tatiana podeszła bliżej, lekko się uśmiechając. Kobieta była trochę spanikowana, ale i też nabierała odwagi sama nie wiedziała skąd? Po prostu chciała dowiedzieć się o co dziecku chodzi? Więc nim do niej podeszła spytała ją powtórnie.,

- Jesteś tu sama? Czy jest ktoś z Tobą?

- Dziecko mruknęło cichutko - Tak sama... Ja jestem córeczką tatusia z........i zamilkła.

- Tatiana zapytała ją jeszcze po raz ostatni , czyją jesteś córeczką? I jakiego tatusia? I z.......dokończ powiedziała.

- Dziewczynka już milczała tylko na nią cały czas kiwała.

Tatiana postanowiła podejść bliżej do niej i gdy wyciągnęła do małej dłoń dziecko straciło jej się moment z oczu. Było to dla młodej kobiety wszystko trochę już zagadkowe to co widziała, podrapała się po głowie poczuła wtedy jak pieką ją policzki z wrażenia i uciekła stamtąd jak najszybciej w stronę domu. To co zobaczyła był to dla niej szok, bo nie mogła zdać sobie z tego sprawy, jak mógł być jakiś okrutny ojciec że zostawił ją samą w samopas tak małą dziewczynkę w takim miejscu jak się nie bał. Są tak ciężkie i trudne czasy złych ludzi wszędzie przecież, mógłby jej ktoś zrobić krzywdę a ona jest sama bez opieki. Taki ojciec nie odpowiedzialny powinien być ukarany powiedziała. Ale co mnie to obchodzi nie moje dziecko mam swoje życie. A gdy już podchodziła do swojego domu ku furtki wpadła w panikę twierdząc że tym razem to już za dużo mówiąc no stale coś, to co zobaczyła to zrobiło jej się normalnie nie dobrze myślała że zwymiotuje. Był to czarny kot który wisiał już na jej furtce martwy, miał wydłubane oczy , rozerwane gardło a z niego spływała świeża krew. O Boże! - Co za brutalność! Jak tak można wyżywać się na biednej niewinnej zwierzynie co za dranie. Tatiana ściągnęła kotka wsadziła go do reklamówki którą miała w torebce i zamknęła za sobą furtkę. Wtedy dostrzegła że za furtką tu gdzie wisiał kot była odbita duża wyraźna bosa stopa na ziemi. Wtem Tatiana powiada., Kto tu był? I co tu robił? I co znaczy ten kot i stopa nie wiem? Dlaczego ktoś robi mi takie psikusy ohydne to, przecież nikomu w niczym nie zawiniłam by tak mi dokuczać, ktoś zwyczajnie musi mnie nie lubić taka jest prawda. No ale nic na to nie poradzę ja nie czuję się w niczym winna, a to musi być jakiś człowiek bez serca i litości. Weszła do domu wzięła łopatkę wykopała dołek i zakopała kotka w pobliżu swojego domu, a stopę roztarła butem . Wieczorem gdy Tatiana patrzyła na telewizję i popijała kawę zapukał ktoś do jej drzwi, kobieta podbiegła by je otworzyć, a za otwartymi drzwiami stał sąsiad Honoraty, ten starszy pan z laseczką. Przyszedł do Tatiany dlatego że dobrze wiedział gdzie ona mieszka, nie był u niej długo tylko chwilę by jej przekazać wiadomość, że pogrzeb Honoraty odbył się już i pochowana jest na naszym wiejskim cmentarzu. Kobieta o niczym by nic nie wiedziała gdyby nie dowiedziała się od ekspedientki w sklepie, a teraz od tego mężczyzny. Ale choć znała już wiadomość Tatiana mimo to bardzo podziękowała starszemu panu że pofatygował się specjalnie do niej przyjść by o tym jej powiedzieć. Zdziwiona tylko była czemu nigdzie nie było nekrologów o pogrzebie koleżanki, i o to właśnie spytała tego pana. Mężczyzna odpowiedział jej to., Oj tego to ja już nie wiem. A skąd Pan o tym wszystkim wie zapytała, bo tu w wiosce nikt o niczym nic nie wie ja też nie wiedziałam wcześniej. Na to facet rzekł., Wiem to od takiego plugawego starca on mi to powiedział, a Tatiana Aha powiedziała, to już wiem który to jest poznałam go przypadkiem nie dawno. Młoda kobieta chciała starszego pana poprosić dalej na herbatkę, ale on odmówił jej przepraszając ją i zaraz poszedł bo mu się trochę spieszyło . Tatianie wszystko wydawało się to takie nieprawdopodobne, tajemnicze, i zawikłane mówiąc sobie w mieście to są klepsydry o każdym kto odejdzie, a tu nie ma nic to zastanawiające ... No chyba że tak jest na wioskach odpowiedziała sobie, i przestała już o tym myśleć. Wstała i poszła przyłożyć węgla do pieca, a gdy przesunęła fajerki pogrzebaczem na miejsce wtem mocno zatrząsł się jej czajnik na piecu. Kobieta przelękła się i trzymała ręką czajnik, a on trząsł się tak przez parę minut, a gdy przez dziurkę fajerki wyleciała iskra czajnik ustał. Wtedy Tatiana stwierdziła., Chryste Panie czyżby trzęsienie ziemi w lekkim stopniu ? I czajnik to odczuł a ja nie? Tatiana odeszła od pieca nie myślała już o tym i wzięła się za swoją robotę domową, i tak minął jej dzień i nastał kolejny. Był to dzień dla niej wolny od pracy, więc poszła do sklepu by kupić kwiaty i znicze, bo miała przecież najbliższych w swoich rodzinnych stronach, ale i też swą koleżankę tu którą straciła. A gdy zakup zrobiła udany i wróciła z tym wszystkim do domu, to zostawiła kwiaty wstawiając je do wody i znicze postawiła obok nich na ganku i poszła z ciekawości zajrzeć do kotka grobu który mu zrobiła, i co zobaczyła? Sam pusty dołek a kota w nim nie było, a przy dołku była znów ta duża bosa stopa. Tatiana widząc to znieruchomiała brak jej było słów, o co tu chodzi w końcu do cholery powiedziała? Był kot kota nie ma, była stopa i znów jest stopa. Wzięła znów stopę butem rozdeptała a dołek zakopała i rozpłakała się, jak można być takim tyranem i bawić się ciałem nieżyjącego kotka nawet po śmierci ktoś nie daje mu spokoju i jeszcze mnie dokucza i drażni takimi drastycznymi działaniami za co!!! Nie rozumiała już tej chorej sytuacji i pragnęła by ten dzień się już jak najszybciej skończył i iść spać. Rano gdy wstała, pomyślała sobie jutro Wszystkich Świętych 1 listopada. Na reszcie odwiedzę wszystkich bliskich i Honoratę. Tylko cały dylemat miała w tym kto po nią przyjedzie by zabrać ją do Wrocławia, by mogła obskoczyć groby i wrócić chociaż pod wieczór na wioskę by móc jeszcze zdążyć iść na grób koleżanki. I choć nie za bardzo jej się uśmiechało iść na cmentarz do niej już po ciemku ale była zmuszona bo się inaczej by nie wyrobiła ,iż tam jest dalsza droga więc najbliższych musi załatwić najpierw, a do Honoraty spokojnie zdąży bo jest na miejscu tak blisko. Więc musiała szybko myśleć jak załatwić sobie kogoś, by móc z wioski wyjechać tej nocy . Pomyślała najpierw o mamie przecież ona może po mnie przyjechać ma samochód że ja wcześniej nie wpadałam na to mówiła Tatiana, lecz parę razy telefonowała do mamy w tej sprawie i nie mogła za nic się z nią połączyć, pomyślała że chyba nie ma zasięgu przez to że to głusza. Spróbowała jeszcze raz i nic. Więc postanowiła wpadając na świetny pomysł skontaktować się z mamą w inny sposób i udało jej się to, umówiła się z nią i miała po nią przyjechać. Więc kobieta pomału szykowała się do drogi, wszystko sobie zabrała, i o umówionej godzinie Tatiana była już gotowa i czekała na nią, samochód mamy podjechał pod jej dom, Tatiana wyszła , wszystko pozamykała, pies sporą ilość jedzenia i picia dostał i wsiadła do auta i odjechały. Cdn.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • betti 4 dni temu
    Pięknie, Sisi. Akcja normalnie zaczyna tak się rozwijać, że głowa za mała.... Czy Ty się boisz jak to piszesz?
  • TrzeciaRano 4 dni temu
    Za duże tempo. Zwolnij nieco :(

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania