Koszmar w dniu Wszystkich Świętych. Rozdział IX.

Wieś pod Elblągiem 2001 r.

 

Ale... Niestety Tatianie nie udało się wrócić do domu, nawet biedna z cmentarza nie wyszła i choć chciała bardzo opuścić to miejsce nie było jej to pisane. Bez szwanku i na luzie udawało się wyjść normalnym ludziom tylko tym którzy byli nieustraszeni, i wygląd cmentarza rano czy wieczorem nie budził w nich żadnego lęku, byli zupełnie na to obojętni. A tacy którzy byli jak Tatiana nie mieli lekko, bo byli wyczuwalni już na odległość że stronią od takich miejsc szczególnie gdy jest ciemno. Młoda kobieta nawet już w tej chwili nie była świadoma, że miał ją już stale na muszce od samego początku, nawet gdy przekroczyła bramę cmentarza a nawet i już wcześniej. Gdy Tatiana uciekała była już prawie pod bramą, nagle stanął przed nią dozorca wystawiając rękę do przodu i zatrzymując ją na kobiety klatce piersiowej mówiąc.,

- A gdzie to się tak spieszysz czyżby Ci się tu już nie podobało? Ooo..moja droga za szybko chcesz nas opuścić, tu trzeba więcej czasu spędzić, więc wróć z powrotem do swojej koleżanki i nie rób jej przykrości, ucieszy się, a i mnie sprawisz przyjemność!

- Ależ proszę Pana ja już tu wystarczająco długo jestem i na prawdę muszę już iść do domu powiedziała.

- Nie nie, nie aż tak długo ile powinnaś być odpowiedział.

Kobieta nawróciła choć serce waliło jej tak mocno jak dzwon ze strachu, ale nie chciała mu się sprzeciwiać tylko dlatego że widziała w jego oczach rozdrażnienie i kaprys. Gdy mijała alejki pomiędzy grobami i dochodziła już z powrotem do Honoraty, to towarzyszyły jej cały czas nad jej głową nietoperze które wrzeszczały przeraźliwie i posiadały potem na jej koleżanki grobie z chwilą gdy do niej doszła Tatiana. Zaczęły ptaki bacznie ją obserwować, co niektóre siadały jej na ramionach, głowie, na dłoniach, a inne wydzióbywały coś z kości i czaszek. Kobieta odganiała je od siebie, a one natarczywie z wystawionymi i szczekającymi zębami wracały do niej. Tatiana wkurzyła się mówiąc do ptactwa., WYNOŚCIE SIĘ STĄD- PRECZ!''. Wtedy nietoperze odleciały tak jakby ją posłuchały i krążyły wraz z innym ptactwem nad całym cmentarzem. A ona siedziała przy tym grobie już z całkowitego przymusu i obmyślała plan ucieczki, który jak na razie nie przychodził jej żaden do głowy, ponieważ z cmentarza nie było łatwo uciec bo on posiadał tylko jedną bramę główną i cały w około otoczony był wysokim murem. Tatiana zachodziła w głowę mówić., Na Boga co ja mam robić? Honorato! - Pomóż mi proszę stąd się wydostać, i wtedy zatrzęsła się płyta grobowa a z pod niej wyszedł duży pająk podobny do tarantuli i szedł przez grób na tych grubych włochatych łapach wchodząc do czaszki tam się chowając. Kobieta widząc to myślała że zwariuje obejrzała się w kierunku bramy czy gdzieś nie ma w pobliżu niej dozorcy, by spróbować jeszcze raz uciec ale hmmm..... plan jej znów nie wypalił bo dozorca stał tuż za nią i kiwał jej palcem mówiąc., NIE PRÓBUJ BO POŻAŁUJESZ!''. Tatiana usiadła na ławce bo nogi jej podcięło cała dygotała wewnątrz ze strachu, wtedy o niczym nie myślała tylko by znaleźć się wreszcie w domu. Była już późna godzina ludzie opuszczali już cmentarz wychodząc z niego jak najlepiej bez problemowo, wychodzili Ci co mogli wyjść a tacy jak Tatiana niestety też byli uwięzieni w sensie takim jak ona. Biedna czuła się ugotowana i już bez wyjścia, wtedy szepnęła sobie., Ja tu już zginę, i zaczęła płakać. I wtedy ni stąd ni zowąd ukazała jej się z na przeciwka grobu mała osóbka, która stała nie ruszając się w czarnym długim płaszczu z nałożonym kapturem na głowie, i miała przystawioną twarz jedynie tylko było widać jej oczy które były pełne grozy i nienawiści. Osóbka ta często jej się od tej chwili już ukazywała ta sama raz bliżej raz dalej przy grobach rozpuszczając się. A kobieta myślała że umrze ze strachu panicznego, nawet nie słyszała chichotu coraz cichszego który nikł wraz z tą osóbką. Było już na prawdę późno Tatiana pragnęła już tak być w domu, tylko cały czas nie mogła na to znaleźć rozwiązania by móc stamtąd się wydostać, bo wiedziała już dobrze że jest na każdym kroku przez niego obserwowana, choć niby nigdzie go nie było widać. Kobieta wyciągnęła sweter który miała przy sobie w torebce i włożyła sobie, bo jej było tak zimno i z nerwów i ze strachu i z chłodu jaki już panował na cmentarzu. Bo o tej porze był już silny i zimny wiatr który kołysał gałęziami drzew i wysokim trawskiem, jedynie gdzieś w oddali było słychać jakieś jęki, stękania, i szloch. Na cmentarzu nie było już prawie nikogo jedynie tylko gdzieniegdzie widać było w oddali takich ludzi jak Tatiana była. Więc postanowiła odejść od grobu koleżanki i iść do nich by o coś zapytać, a ludzie odpowiedzieli jej że tak samo mają problem z wyjściem bo są powstrzymywani, i nie wiedzą co mają robić a brama wyjściowa jest już zamknięta. Kobiecie opadły wtedy ręce w głowie jej pulsowało i w tym całym przygnębieniu wróciła do Honoraty z powrotem, a na niebie rozciągały się czarne chmury zrobiło się strasznie wietrznie, zaczęło grzmieć i mocno padać, Tatiana nakrywając się torebką uciekała schować się pod rozłożystego kasztanowca. Lało niesamowicie i grzmiało aż huczało a kobieta przytuliła się do pnia drzewa i trzęsła się jak galareta, a wtedy coś zobaczyła, coś co ją powaliło tuż przed nią pękała ziemia i w małym stopniu się rozsuwała a z pod niej wyszła kostucha z kosą okryta czarną peleryną w kapturze i powolutku się do niej zbliżała szczebiotając zębami . Widok tej śmierci był masakryczny że nie szło na nią patrzeć, obraz jej sprawił że Tatiany wnętrzności dźwigały się do góry, i wtedy gdy miała już zamiar stracić się jej , śmierć zaczęła wymachiwać przed jej oczyma kosą, robiło się coraz groźniej wyraźnie było widać że chciała odciąć jej głowę, ale w ostatniej chwili Tatiana zrobiła unik tuż przed ostrzem kosy i pobiegła w stronę pozostałości ludzi. I wtedy będąc już w pobliżu ludzi dostrzegła w odległości że, na miejscu tam gdzie powinna stać figura kostuchy to jej tam nie było, a ta co była wtedy przy niej znikła. Kobieta wtedy nie zważając na ulewę jaka była, zbliżyła się jeszcze bliżej do ludzi by umówić się z nimi by razem spróbować zwiać w kierunku bramy, i w trakcie ich ucieczki zobaczyli z boku muru cmentarnego wielkie przejaśnienie jakby nastał ranek i mur w tym czasie z czarnego zmienił się w ciemno siwy i wyglądał jakby był gumowy, rozciągał się na wszystkie strony i wzdłuż i wszerz z którego przeciskały się uwypuklone wyraźne twarze różnego rodzaju, a przy tym murze kucała ta mała osóbka którą wcześniej Tatiana nie raz widziała pojawiając się przy grobach, i zajadała rozszarpanego człowieka tak łapczywie jakby nie wiadomo jaka głodna była . Wyglądała wtedy nie apetycznie u ust jej wisiały kawałki ludzkiego mięsa z których wychodziły żyłki i nerwy i małe kości i patrzyła w ich kierunku takim spojrzeniem jakby miała się zaraz na nich rzucić. Krew wypływała jej z ust a ona szczerzyła paskudne duże zęby. Ludzie widząc to z Tatianą jaki los spotkał tam jakąś niewinną osobę, zaczęli razem biegnąć jak mogli najszybciej w kierunku bramy. Wtedy plan znów im się nie powiódł, biedni ludzie którzy gnali wraz z nią zginęli, zostali rozszarpani na kawałki przez nietoperze które ich zaatakowały, a natomiast kobieta w tym czasie gdy biegła utchnęła o coś dużego i twardego przewracając się. Wtedy prosto w oczy oświeciło się jej światełko które biegło z latarki dozorcy, bo był już przy niej ale nie sam, ciągnął sobie swą upolowaną zdobycz czyli jakiegoś człowieka za nogi o którego Tatiana po ciemku utchnęła, a na ramieniu miał zarzuconego drugiego już martwego. Kobieta widząc ten koszmar na własne oczy straciła przytomność chwilowo i przewróciła się. Oprzytomniała dopiero leżąc pod jego kanciapą...Cdn.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • betti 5 miesięcy temu
    Ale się uśmiałam... dzięki, Sisi.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania