Koszmar w dniu Wszystkich Świętych. Rozdział VII.

Wieś pod Elblągiem - i chwilowo rodzinny Wrocław 2001 r.

 

Tatiana z mamą dojechały do Wrocławia bezpiecznie i bez żadnych przeszkód, jedynie tylko w drodze tuż przed wyjazdem z wioski złapały gumę i musiały wymienić koło, na szczęście kobiety mama była zawsze przygotowana i miała zapasowe koła. Tatiana w czasie tej awarii powiedziała., A to pech i to wtedy kiedy najbardziej nam się spieszy. Gdy już koło było wymienione kobiety wsiadły do samochodu i odjechały. A gdy już były na miejscu mama jej zaprosiła ją do siebie żeby trochę odpocząć po drodze i zjeść śniadanie, ona zgodziła się gdzieżby nie, swojej mamie nigdy nie odmówiła a tym bardziej jedynym miejscem na odpoczynek był mamy dom, bo swojego mieszkania młoda kobieta już nie miała we Wrocławiu bo miał go już kto inny. Przy śniadaniu córka zapytała mamę., Czy dostałaś ode mnie list? A ona odpowiedziała jej., Nie córeczko żadnego listu od Ciebie nie mam! A miał być jakiś? Tatiana odpowiedziała., Tak! Mama na to., To ja go nie mam. Przecież mamo napisałam do Ciebie i Ci go wysłałam, ale skoro go nie dostałaś to na pewno jeszcze przyjdzie, jak to przed świętami zawsze są prawie opóźnienia. Chwilę po śniadaniu zebrały kwiaty, znicze, i poszły na groby rodzinne, Tatiana z mamą obskoczyły swoich bliskich sprężając się w czasie, i wtedy spotkały się z rodziną przy grobach na których postawiły znicze, kwiaty, postały, podumały, pomodliły się za zmarłych, jak i również zostały na mszy która była odprawiona na cmentarzu w godzinach dopołudniowych. Po mszy każdy rozszedł się i rozjechał w swoje strony, a młoda kobieta ze swoją mamą wróciły do jej domu w którym czekał już przygotowany wcześniej dobry obiad dla Tatiany, i został przez jej mamę podany. Po obiedzie chwilę sobie jeszcze pogadały, pośmiały się, a potem Tatiana chciała się już zbierać do siebie na wieś do domu. Mama jej nie zatrzymywała bo wiedziała że córka nie chce być późno w domu, że ma iść jeszcze u siebie na wiosce na grób jej koleżanki, a po ciemku mama Tatiany wiedziała że ona nie lubi chodzić a szczególnie na cmentarze. Więc kobiety zebrały się wsiadły w auto i pojechały, droga powrotna odbyła się bez żadnych komplikacji do samej wsi, a gdy wjeżdżały już w wioskę to przez szosę przebiegł im przed samym samochodem czarny kot, wtedy Tatiana krzyknęła., Mamo uważaj! - Jedź ostrożniej bo czarny kot przebiegł nam a to przestroga.... Wtedy mama jej odpowiedziała., Dziecko co Ty wierzysz w zabobony, to nie te czasy na takie rzeczy przeleciał to przeleciał a my jedźmy dalej. A gdy podjeżdżały już pod pod dom Tatiany mama ją spytała., Córciu powiedz mi bo nic nie wspomniałaś, dobrze Ci się tu mieszka? Tatiana na to., Tak, bardzo dobrze, myślę że spełniłaś swoje marzenie w końcu zawsze chciałaś mieszkać na wsi, więc ją masz doczekałaś się jej powiedziała mama. Córka odpowiedziała jej jeszcze raz., Mamo bądź spokojna bo mieszka mi się tutaj na prawdę wspaniale. Kobiety pożegnały się i mama odjechała, Tatiana otwarła furtkę i weszła na swoje podwórze . Pierwsze co to podeszła do Czorta by się z nim przywitać bo się za nim bardzo stęskniła, ale pies nie okazał radości na jej widok że już jest, tylko kręcił się w koło niej niespokojny i był rozjuszony. Młoda kobieta była zdziwiona czemu on tak się zachowuje jak nigdy, zawsze ją witał jak skądś wracała a w tym dniu tak nie było, a wręcz w jego oczach była złość i niezadowolenie. Wtedy ona do niego powiedziała., Oj Ty psinko moja pewnie masz żal do mnie że Cię zostawiłam, nawet widzę nic nie jadłeś bo masz miseczki prawie pełne, picia też mało co wypiłeś, musiałeś bardzo tęsknić za panią. Pies popatrzył na nią i odszedł od niej i poszedł do budy położył się, wyglądał na bardzo przygnębionego i wystraszonego. Kobieta odchodząc od psa szepnęła sobie., Czorciku już Cię nigdy samego nie zostawię, i poszła w kierunku drzwi swojego domu. Przed wejściem do mieszkania na wycieraczce leżała czarna chryzantema, kobieta zrobiła wielkie oczy od kogo ona jest? I czemu chryzantema i to jeszcze czarna? Trochę się przeraziła ale podniosła ją a przy niej był bilecik z napisem., TO JUŻ DZIŚ.!!! Kobiecie zadrżały ręce nogi zrobiły jej się ciężkie i wtedy Tatiana w złości rzuciła kwiatka w najbliższe krzaki które były nieopodal jej domu, i wtedy otworzyła drzwi i migiem weszła do mieszkania zamykając się. A to są ludzie złośliwi na prawdę jak tak można sobie żartować z człowieka robiąc takie psikusy i to w dniu Wszystkich Świętych to już przechodzi ludzie pojęcie powiedziała Tatiana siedząc na fotelu w pokoju. I wtedy dopiero kobieta usłyszała jak bez ustanku i to mocno pukało jej w tych drzwiczkach, ale ona była tak tym kwiatem i napisem przejęta że z tych emocji nawet nie słyszała już tych odgłosów wchodząc do domu tylko dopiero wtedy usłyszała. A kłódka przy drzwiczkach była już prawie że otwarta, ale kobieta tego wcale nie widziała. Chwilę Tatiana posiedziała odetchnęła z ulgą mówiąc sobie., wreszcie jestem w domu. Zrobiła sobie gorącej herbaty, wypiła ją ,przebrała się, i zaczęła się zbierać do Honoraty na cmentarz, zabrała sobie znicze, wiązankę kwiatów i poszła. Na dworze zrobiła się już szarówka było zimno, mglisto, i wietrznie, na wsi panowała pustka i cisza jakby ludzi wymiotło, a przecież w takim dniu powinni mieszkańcy iść na cmentarz rzekła Tatiana, a tu jak widzę jedynie tylko tą ścieżką prowadzącą na cmentarz ja idę. Dodała jeszcze., Że być może ludzie już byli wcześniej albo pójdą później ale to już nie moja sprawa. Gdy doszła już do bramy cmentarnej zauważyła że on miał nazwę bo wisiała nad wejściem tabliczka tylko trudno było jej z niej coś odczytać bo była mocno zamazana, wtedy powiedziała sobie., Ciekawy cmentarz z tabliczką ? Jak tu jest dokładnie na tym cmentarzu bo tu jeszcze nigdy nie byłam, jedynie tylko przechodzę koło niego. Tak samo nie miałam nigdy okazji widzieć dozorcy i grabarza tego o którym wspominali mi sąsiedzi myśląc sobie jak on wygląda, może go dziś poznam. Wchodząc w bramę Tatianę przywitało dużo czarnych ptaków siedzących na wierzchołkach bramy które oddawały wrzeszczące odgłosy, ale kobieta nie patrząc na nie weszła na teren cmentarza. I stanęła w bezruchu mocno zaskoczona jak bardzo ten cmentarz różnił się od innych, był opustoszały bardzo było na nim mało ludzi, nie tak jak na innych cmentarzach w Wszystkich Świętych co są tłumy ludzi. A tam było ich na wyliczenie palców, a Ci ludzie którzy tam byli to albo stali lub siedzieli na ławeczkach przy grobach w miejscu nie ruszając się wcale, jakby byli w hipnozie i mieli spuszczone głowy w dół. Byli też i tacy ludzie którzy ubrani byli bardzo skromnie odziani jakby w łachy i letnio bardzo ubrani, a przecież na dworze było zimno i był to listopad. Jedynie minimalne wyjątki ludzi były ubrane tak jak Tatiana i zachowywali się normalnie tak jak ona. A nad cmentarzem latało stado kruków, kawek, wron, nietoperzy, i gawronów. A z pomiędzy latającego ptactwa wyłaniała się kłębiasta zawieja, która była tak silna że zmiatała wszystko z grobów zmarłych. Cmentarz wyglądał jakby nikt nim się nie zajmował, był zaniedbany, obrośnięty wysokimi trawami, mury cmentarne były czarne, oberwane, pomazane, i wysokie tak jak i brama. Ogólnie był jakiś taki ciemny, smutny, ponury, nie było tam żadnego oświetlenia, a na miejscu krzyża gdzie powinien on stać na cmentarzu , stała figura kostuchy trzymającej w ręku kosę. Groby były z ziemi porośnięte chaszczami, trawami, ale były też i z płyt betonowych tzw. pomniki, które nie były szczelnie zamknięte tylko lekko odsunięte posiadały szpary. Tatiana jak zobaczyła ten cmentarz jak on wygląda wraz z tą przerażającą kostuchą, poczuła wtedy w sobie wielki strach i dostała moment gęsiej skórki, na widok tego wszystkiego . Nie było to już wtedy dla niej normalne by mieć na to wszystko wytłumaczenie, tylko już wiedziała i czuła to że jest tam coś nie tak.... Odczuła wtenczas poruszenie, niepokój, obawę wydawało jej się tam jakby miało się coś zaraz wydarzyć, choć nie dopuszczała tej myśli najgorszej do swojej głowy. Była gotowa choćby już opuścić ten cmentarz i wrócić do domu bo na prawdę się już bała, ale nie potrafiła mimo wszystko tak wyjść stamtąd nie wiedząc nawet gdzie leży jej najlepsza koleżanka. Więc postanowiła mimo to iść do dozorcy i zapytać go o nią myśląc że on będzie wiedział najlepiej gdzie leży Honorata i mi wskaże drogę. Idąc tam jej słowa były takie skierowane same do siebie., Co to za cmentarzysko? Rety! Jakieś zupełne odludzie? Takie jakieś dziwne , niespotykane, i strachliwe miejsce. Tatiana gdy się już do dozorcy zbliżała poczuła na sobie jakby była ze wszystkich stron obserwowana, choć Ci dziwni dla niej ludzie kompletnie na nią nie zwracali uwagi tylko wszyscy prawie oczy mieli skierowane w jeden punkt - czyli w grób. Cdn.

Średnia ocena: 2.5  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania