Wróg Republiki cz.11 - Star Wars

Płaskowyż Helstable wznosił się najwyżej wśród bratnich i siostrzanych klifów, charakteryzował się swoją wielkością, wysokością oraz jak bardzo płaski był jego szczyt. Helsreach stało na jego południowo-wschodnim zboczu, rozciągając się zarówno w dolinie, na stromiźnie, jak i na samym płaskowyżu, choć tam większość zorganizowanego terenu zajmował potężny port kosmiczny. Położenie Helsreach, właśnie w pozycji „półwiszącej” odnosiło się do szybów kopalnianych, jako że płaskowyż zawierał wiele cennych minerałów, miasto bardziej rozrastało się na jego zboczach, bliżej szybów i w dole, gdzie znajdowały się stare stacje kolejowe, a tym samym oryginalny punkt wysyłki cennych surowców. Samo miasto było naprawdę duże, opierało się o trzy płaskowyże, ale to Helstable, był najważniejszy. Potężne fabryki, stały obok szybów kopalnianych i bloków mieszkalnych, tworząc kompaktową, ale dobrze zorganizowaną zabudowę. Granice miasta wyznaczał wysoki na dwadzieścia metrów mur, którego poprzednie wcielenia, nadal można było zauważyć w układzie ulic i budynków, kiedy miasto się rozrastało. Mur był ze stali i betonu i wypełniony licznymi pozycjami ogniowymi, sam jego szczyt był dobrze zagospodarowany, zapewniając obrońcom wiele możliwości osłony. Podobnie, na okres wojny, szczyty bloków mieszkalnych znalazły użytek dla działek przeciwlotniczych i dodatkowej aparatury radarowej. Wiedząc skąd nadejdzie atak, obrońcy przygotowali dodatkowo trzy linie okopów i dodatkowych umocnień na płaskowyżu, by mogły one przywitać nadciągające klony. Pozycje ciężkich blasterów, automatycznych działek i wyrzutni rakiet były ułożone w bezlitosną sieć ogniową mającą zapewnić maksymalne pole rażenia. Na domiar wszystkiego, punkty obronne nie znajdowały się tylko na tym płaskowyżu. Wszystkie pobliskie miały swoje niewielkie strażnice i umocnienia zarzucające ogniem lądujące siły Republiki.

Właśnie to Carven zobaczył na hologramie pola bitwy. Szok był absolutny, droidy nigdy nie używały aż tak wielu umocnień, ani tylu typów uzbrojenia. Wedle planu, Venator miał zapewnić osłonę ogniową, kiedy dwa Acclamatory wylądują bezpośrednio na płaskowyżu, a pozostałe trzy, będą bezkońca wysyłać swoje siły kanonierkami.

To mogło jednak nie wystarczyć. Ogień przeciwlotniczy był bardzo silny, podobnie lotnictwo wroga okazało się bardzo dokuczliwe. Na razie główne okręty były całe, ale wiedział, że nie potrwa do długo. Spojrzał na komandora Fantoma, przydzielonego mu klona z charakterystycznymi czarnymi symbolami 921 Legionu. Jedi zazgrzytał zębami.

- Wysłać drużyny bojowe na pozycje ogniowe wroga poza miastem. Zlikwidować je za wszelką cenę. Połączcie mnie też z mistrzynią Yie’ną!

- Na rozkaz generale, słyszeliście go chłopcy! Namierzyć pozycje ogniowe wroga i je rozwalić. Połączyć nas z Venatorem „Helios”!

Chwila w towarzystwie świstu pocisków i eksplozji minęła, zanim na hologramie pojawiła się mistrzyni.

- Jak idzie desant?

- Wróg nie używa droidów i jest bardzo dobrze okopany. Wrogie lotnictwo sprawia nam problemy, a ilość pozycji ogniowych poza miastem jest oszałamiająca. Nie pokrywają się z naszym wywiadem, jest ich stanowczo za dużo. Potrzebujemy wsparcia, wyślij tyle eskadr ile możesz i niewielkie wsparcie lądowe w kanonierkach na wskazane pozycje. Wygląda na to, że wróg trzyma tam co większe działa, które zagrażają naszym Acclamatorom.

- Nie lepiej wycofać się z atmosfery? – zapytała mistrzyni.

- Miasto jest mocno bronione, ale musimy jak najszybciej zapewnić sobie przyczółek, Acclamator, nawet stojący na ziemi, to forteca i zapewni nam dostęp nawet do najcięższego uzbrojenia. Pozostałe trzy wraz z kanonierkami powinny wystarczyć w tej operacji.

- Zrozumiałam, wysyłam dodatkowe eskadry jako wsparcie. Niech Moc będzie z Tobą.

- I z tobą mistrzyni! – Carven przekrzyczał ryk bitwy.

Hologram zadrgał i zniknął. Jedi schował go do kieszeni i wychylił się lekko ze swojej pozycji. Na jego oczach, celnie wystrzelona rakieta zestrzeliła kanonierkę, która z rykiem rozpaczających silników, spadła dokładnie na AT-TE. Spora eksplozja oślepiła go na chwilę. Odetchnął i wstał zza swojej osłony.

- Do ataku! Za wszelką cenę musimy przebić się przez ten mur!

Towarzyszący mu oddział wstał z kolan i pobiegł za nim, prosto w kierunku jednej z bram do miasta.

Niebieskie pociski klonów rozbijały się o umocnienia Helsreach, kiedy zielone i czerwone, obrońców, uderzały o ziemię płaskowyżu. Klony, mając znacznie lepsze doświadczenie z łatwością zabijali niedoświadczonych milicjantów, a nawet gwardzistów, ale przewaga ogniowa była widocznie po stronie obrońców. Nawet w miarę opancerzone, kanonierki, nie mogły pozwolić sobie na zignorowanie takiej nawałnicy mniejszego ognia. AT-TE, lądowały bardziej z tyłu, zapewniając wsparcie ogniowe poprzez swoje potężne armaty. Co chwilę, umiejętnie wystrzelony pocisk posyłał okopaną pozycję pod niebo w ogniu, albo skruszał pozycję obronną na szczycie murów.

Panował typowy bitewny chaos, wrzaski rannych, mieszały się z okrzykami zachęty, a te znikały pod śpiewem wystrzałów i wybuchów. Carven od dawna nie uczestniczył w tak zażartej bitwie. Był pewny, że wygrają, ale wątpił, czy zwycięstwo będzie warte strat, jakie poniosą.

***

Yavoc spoglądał na hologram pola bitwy. Wszystko szło zgodnie z planem. Dwa Acclamatory podchodziły do lądowania, kiedy linia obrony trzymała się mocno. W kilku miejscach wróg zdołał się przebić i zaczął bezpośrednio uderzać na mury, ale było to mało istotne. Jego zadaniem było zachęcenie przeciwnika do ataku, żeby wysłał jak najwięcej sił w to właśnie miejsce. Zwierzyna musiała się przecie zbliżyć, żeby wpaść w pułapkę, a Republikanie już w niej byli, a on musiał ją teraz jedynie zatrzasnąć.

- Czy to aby już nie czas, generale? – zapytał jeden z oficerów, lekko zaniepokojony. – Wykrywamy posiłki nadciągające z orbity, nasze pozycje ogniowe poza miastem nie utrzymają się już długo.

- Ich dwa Acclamatory już wylądowały i zaczynają wypuszczać z siebie główne siły wroga - dodał inny.

Byli bardzo zaniepokojeni. Sytuacja wyglądała nieciekawie, szczególnie jeśli przegapią odpowiedni moment na zamknięcie wroga w pułapce.

- Spokojnie – Yavoc widocznie się nie przejmował. – Nasze największe działa nadal milczą, podobnie prezenty od republiki, które wykorzystamy przeciwko nim – uśmiechnął się lekko. – Niech posiłki wejdą w pułapkę i wtedy ją zamkniemy. Pamiętacie co ma się stać zaraz po tym? Nasze zadanie to przybić statki republiki do ziemi, zdobyć albo zniszczyć w najgorszym przypadku. Pamiętajcie, że walczymy tuż koło metropolii, a okoliczne płaskowyże są poprzeszywane szybami. Nie życzę sobie bezsensownych zniszczeń w raportach.

- Tak, jest!

Yavoc uśmiechnął się i spojrzał na linię jednostek czekających tuż za murem.

- Jak przygotowania naszego kontrataku?

- Jednostki czekają tylko na rozkaz. Kiedy zamkniemy republikanów w pułapce, upewnimy się, żeby szok i zaskoczenie było absolutne.

- Dobrze. Jeśli wszystko będzie szło zgodnie z planem, chcę osobiście pojawić się na polu bitwy. Nie spierdolicie niczego, kiedy mnie nie będzie?

- Nie zawiedziemy cię generale! – oficerowie zapewnili chórem.

Minęła krótka chwila, zanim jeden z operatorów aparatury radarowej obrócił się i oznajmił.

- Wrogie posiłki weszły w zasięg pułapki.

- Wyśmienicie – Yavoc uśmiechnął się. – Zatrzasnąć ją.

- Na rozkaz! Komunikaty wysłane, wszystkie pozycje potwierdzają gotowość. Generatory w pełni gotowe. Rozpoczynamy sekwencję uruchomienia pola siłowego.

***

Kontrolki mrugały ostrzegawczo na większości konsol. Yie’na spojrzała po oficerach na mostku. Ich twarze wyrażały absolutny szok.

- Co się dzieje? – zapytała.

- Pani Generał! Wróg ma pole siłowe i to nie zwyczajne, to potężne pole siłowe osłaniające cały region. Jego centrum jest Helsreach! Wszystkie siły, jakie są aktualnie w atmosferze, są odcięte i nie mają drogi powrotu!*

- CO? – He’errta podbiegła do okna i spojrzała w dół, na planetę.

Faktycznie, lekko pomarańczowa kopuła pola siłowego, była widoczna nawet z orbity. Musiało być to pole najwyższej jakości i o potężnej mocy. Jedyne pole, które mogłoby mu się równać, byłoby pole planetarne. Jej mistrzyni zazgrzytała zębami.

- Skontaktować się z siłami na ziemi. Skoordynujemy atak, by przeciążyć generatory osłon wroga.

Kiedy oficerowie już mieli zabrać się do wykonywania polecenia, kolejny niepokojący okrzyk doszedł z sekcji skanerów.

- Pani generał! Wykrywamy grupę obiektów wychodzących z nadprzestrzeni! Są wśród nich sygnatury naszych okrętów. Nie wiemy kto to jest!

Mistrzyni jedi obróciła wzrok dokładnie w momencie, by zobaczyć flotę ponad pół-setki okrętów, wychodzących z nadprzestrzeni. Ku jej własnemu zaskoczeniu, zobaczyła wśród nich dwa przemalowane na czaro Venatory i trzy Acclamatory. Wszystkie ze złotym, dwugłowym orłem Królestwa Terian oraz symbolem Konfederacji.

W tym właśnie momencie zrozumiała jak wielką pułapkę przygotował na nich przeciwnik.

***

- To Pułapka! – Carven wrzasnął wściekły spoglądając na kopułę pola siłowego.

W jednej chwili siły inwazyjne zostały odcięte od wsparcia. Od razu połączył się z kapitanem Venatora.

- Zróbcie wszystko by zniszczyć tę osłonę!

- Tak, jest gene-AIEEEEEEEEEE!

Niebieski promień uderzył w prawy mostek Venatora niszcząc go, na oczach jedi. Z niedowierzaniem patrzył, jak na niebie nagle pojawiły się większe eksplozje, ewidentnie większych dział. Te bezlitośnie uderzały o spód jego okrętów, przebijając się przez osłony i wybijając w nich dziury. Trafiony Veator drżąc, wyrównał swój lot, widocznie drugi mostek przejął kontrolę nad statkiem.

Jedi spojrzał na komandora Fantoma.

- Wysłać komunikat do wszystkich jednostek. Priorytetem są działa wroga i generator osłon!

- Tak jes- GENERALE! – Komandor naraz wskazał na coś za jego plecami.

Zza murów wyleciała chmara czarnych dysków. Były to osławione Teriańskie „dronki” **. Niewielkie dyski z silnikiem antygrawitacyjnym, prostym oprogramowaniem i różnorakim uzbrojeniem. Nie były może mocno opancerzone, bo pojedynczy strzał z blastera z zasady wystarczał je zniszczyć, ale nie w tym była ich siła. Ich siła była w ilości i zwrotności. W kilka chwil dronki wpadły między nacierające klony, strzelając na wszystkie strony ze swojego uzbrojenia.

Carven próbował wydać rozkazy, by odpowiedzieć na nowe zagrożenie, kiedy nowe niebezpieczeństwo weszło na pole bitwy. Z rykiem silników odrzutowych, na płaskowyż spadły dwumetrowe, edzoszkielety królestwa***, używały swych jetpacków, by przeskoczyć mur i pokonując znaczącą odległość spaść między klony i zacząć do nich strzelać z przyłożenia. Carven i Fantom, zaatakowani przez trzy takie pancerze, zdołali się z nimi uporać, ale była to głównie zasługa Jedi, strzały z pistoletów Fantoma, zdarły z nich zaledwie lakier.

Na jego oczach, cztery takie pancerze, wylądowały na jednym z AT-TE i wykorzystując, że pojazd nie mógł do nich strzelać, po zlikwidowaniu strzelca za głównym działem, przeciwnicy podłożyli ładunki wybuchowe w słabych punktach, wznieść się w niebo i wysadzić pojazd.

Pole bitwy pochłonął absolutny chaos. Nie spodziewał się takiego kontrataku. Droidy zawsze atakowały przewidywalnymi falami, to… to było ponad jego siły i doświadczenie. Helsreach i jego obrońcy byli ponad jego siły. Widząc, rzeź i chaos wydał jedyny logiczny rozkaz.

- Do wszystkich jednostek atakujących Helreach, wycofać się do Acclamatorów! – zakrzyknął do komunikatora. – Wycofać się do Acclamatorów i tam się przegrupować! – wyłączył komunikator i spojrzał na Fantoma. – Ruszajmy!

Zaczął się cofać, osłaniając wycofujące się klony. Miał nadzieję, że mistrzyni lepiej idzie na orbicie.

***

Adam Terram uśmiechnął się krwiożerczo, widząc swą zdobycz. Miał pod sobą 61 okrętów w tym kilka nowych w jego II Flocie. Wśród nich, zdobyczne okręty Republiki. Zmodyfikowany Venator „Ambasador”, przechrzczony na cześć jego brata i drugi „Korupcja”, na cześć Republiki jako takiej. Obok nich pod nowym dowództwem leciały trzy Acclamatory, teraz przystosowane do przewożenia większej ilości myśliwców i bombowców. Na domiar wszystkiego, od I Floty, królewskiej, dostał potężny lotniskowiec XSD-3 „Pożeracz Dusz”. Był to największy okręt na wyposażeniu floty królestwa. Ponad o połowę dłuższy od Venatora i znacznie masywniejszy, przypominał swym kształtem lekko spłaszczony cylinder. Oparty na projekcie transportowca, miał on raczej słabe uzbrojenie, mocne opancerzenie i idiotycznie duży tonaż. Kiedy Venator mógł posłać na pole bitwy lekko ponad cztery setki mniejszych statków, XSD-3, mógł wysłać do walki cztery razy więcej. Wypuszczał je w podobny sposób jak Venator, otwierając część poszycia, punkt w tym, że będąc bardzo szerokim i wysokim okrętem, posiadał ich aż cztery: dwa na górze i dwa na spodzie. Był to jeden z najcenniejszych okrętów w służbie królestwa i Adam był wdzięczny królowi, że powierzył mu tak istotny pojazd. Odetchnął zadowolony.

Na orbicie zostały zaledwie trzy Venatory, pięć Acclamatorów i lekkie okręty.

Innymi słowy, dzięki poświęceniu sojuszniczej floty i pułapce, uciął liczebność wrogiej floty o połowę. Miał teraz miażdżącą przewagę liczebną i jedyne co musiał zrobić to upewnić się, że jego zdobycz nie zdoła mu się wymknąć.

-– Wypuścić myśliwce i bombowce – zarządził. – Formacja bojowa.

Pod jego słowem okręty otworzyły bramy hangarów i ustawiły się w bojowym szyku. Chmara czarnych jak noc myśliwców, z charakterystycznymi żółtymi oznaczeniami wyleciała niczym rój, zasłaniając gwiazdy.

Adam spojrzał na jednego z oficerów.

- Wysłać komunikat, do „Ambasadora” – uśmiechnął się krwiożerczo. – Niech przeprowadzą pierwszy test bojowy nowego uzbrojenia.

- Na rozkaz admirale. „Propozycja Pokoju” jest w pełni gotowa do użycia.

- Niech strzelają, gdy tylko będą gotowi.

***

Yie’na z przerażeniem patrzyła na rosnącą chmarę myśliwców wroga. Najbardziej przerażał ją masywny lotniskowiec, który trzymał się z tyłu i cały czas wypuszczał z siebie nowe eskadry. Podobnie oba zdobyczne Venatory otwierały swoje hangary.

- Wysłać wszystkie dostępne eskadry! – krzyknęła głośno.

- Nie mamy ich wiele, większość utknęła pod polem siłowym, nie mamy wystarczająco statków, by ich zatrzymać!

- Wysłać komunikat do Republiki, przekażcie, że natychmiastowo potrzebujemy wsparcia! Wszystkie okręty, formacja obronna, musimy utrzymać się, aż do momentu przybycia posiłków.

Chaos pochłaniał mostek i nie ważne, kiedy próbowała go opanować, jej wróg widocznie nie miał zamiaru dać jej momentu na opanowanie sytuacji.

- Wykrywamy nienaturalny wzrost energii we wrogim Venatorze!

- Z czym mamy do czynienia? – Yie’na podeszła do kontrolki.

- Nie wiemy, charakterystyka wskazuje na działo, ale Venatory nie mają takich na uzbrojeniu.

He’errta przypadła do okna i używając Mocy, wyostrzyła swój wzrok. To, co zobaczyła, wypełniło ją strachem.

Z rozszerzającego się na boki pancerza Venatora, miejsca skąd powinny wylatywać myśliwce, teraz wynurzało się potężne działo. Wszystko wskazywało na to, że Terianie, zagospodarowali hangary i długie lądowisko, zamieniając okręt w platformę dla wielkiej broni.

- To faktycznie działo! – krzyknęła i spojrzała na operatora. – W co celują?

Seria cyfr i grafów przeleciała przez ekran i zatrzymały się nagle.

- W uszkodzonego Venatora „Radny” – padła odpowiedź.

- Do „Radnego” wykonaj manewr wymijający! Natychmiastowo wykonaj manewr wymijający! – padawanka krzyczała w komunikator. – Szybko!

- Na ro-AAAAAAAAAAAAH! ZZHZHHZHZH!

Na jej oczach, potężny czerwony pocisk trafił dokładnie w podstawę mostka uszkodzonego Venatora, przebił się jakby nigdy nic przez osłabione osłony i rozsadził jego rufę. Niegdyś dumny okręt liniowy Republiki, teraz zamienił się w martwy wrak, składający się ze zniszczonego dziobu.

Nie potrzebowała Mocy, by wiedzieć.

Nikt nie przeżył tego trafienia.

***

- Wystrzał „Propozycji Pokoju” udany. Moc strzału 85%, cel Venator. Cel został zniszczony, działo jest przegrzane i będzie potrzebowało godziny na schłodzenie – głos Katriny drżał, kiedy czytała pojawiające się na ekranie dane. – Jakie rozkazy?

- Niech „Ambasador” wycofa się na tyły i pozostanie blisko "Pożeracza Dusz" – tu wypowiedział imię lotniskowca. – Wykonał swoje zadanie.

Adam Terram wstał i ruszył powolnym krokiem do okna. Oficerowie patrzyli na niego, dumni, że mogą pod nim służyć.

Wciągnął nosem zimne powietrze. Patrzył prosto na flotę wroga, starając się przebyć dzielącą ich odległość i spojrzeć wrogiemu dowódcy prosto w oczy.

- Do wszystkich jednostek… Rozpocząć atak.

 

Czarna jak noc flota Terian ruszyła z całą prędkością na wroga. Plan Adama się udał, wszystko było na swoim miejscu. Teraz, jedyne co musiał zrobić, to zadać ostateczny cios.

 

***

*Zarówno w Zemście Sithów, jak i Łotrze 1, macie przykład, że pole siłowe może zatrzymywać statki. W bitwie o Coruscant flota konfederacji nie zdołała uciec, właśnie, dlatego że została zamknięta POD planetarnym polem siłowym. Podobny manewr, ale na mniejszą skalę przeprowadza tu Adam Terram.

** Wzorowane na dronkach z Imperium Tau – Warhammer 40k. Z zasady to prosty dysk antygrawitacyjny z możliwością wymiany wyposażenia: lekkie karabinki, wyrzutnie granatów, niewielkie pole siłowe dla sojuszników, link komunikacyjny, czy dostarczenie skrzynki z zaopatrzeniem, czy amunicją – dronki są powszechnie używane, jako główny egzemplarz „droidów” w armii królestwa Terian.

https://warhammer40k.fandom.com/wiki/T%27au_Drone

*** Raz jeszcze wzorowane na egzoszkieletach z Imperium Tau – Warhammer 40k – XV8 Battlesuit

Jest to odpowiednik lekkich jednostek, zwiadowczo/szturmowych. Podobnie jak dronki, ich uzbrojenie jest wymienne: blastery, działka plazmowe, miniguny, rakiety, pola siłowe, radio itd. Są dwa główne podtypy – pilotowany przez żywego pilota albo superkomputer.

Pancerze te nie posiadają pola siłowego same w sobie, ale mogą być w nie wyposażone. Są wystarczająco silne, by wytrzymać kilka strzałów z blastera, ale większy kaliber, czy dłuższa seria z zasady wystarcza, by je momentalnie zniszczyć. Słabym punktem jest oczywiście jetpack.

https://warhammer40k.fandom.com/wiki/XV8_Crisis_Battlesuit

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Pontàrú 4 miesiące temu
    Widzę, że podobnie jak ja dzielisz tekst na małe części, raz by dodać dynamiki, a dwa by zaznaczyć, że wydarzenia biegną równolegle. Mi osobiście takie skoki nie przeszkadzają. Moja ocena to 5 choć myślę co by jednak nie dać 4. 4 ze względu na dużą liczbę powtórzeń i niedociągnięć edycyjnych. Tak poza tym jest w porządku.
  • Kapelusznik 4 miesiące temu
    Trochę się wzorowałem na twojej pracy :)
    Przyszły mi też pomysły na kilka flashbacków
    Na razie trochę źle się czuję, więc nie wiem kiedy co dodam
  • Kapelusznik 4 miesiące temu
    Jak ci się podoba Ambasador i Propozycja Pokoju?
  • Pontàrú 4 miesiące temu
    Czy dobrym określeniem będzie, że jest to bardzo… szydercza nazwa?
  • Kapelusznik 4 miesiące temu
    Pontàrú
    Szydercza nazwa
    I skuteczna broń
    Taki był cel - Terianie mają być znani głównie trzech rzeczy:
    Waleczmości, przedsiębiorczości i cynizmu
    Flashbacki to jeszcze zaznaczą
  • Pontàrú 4 miesiące temu
    Pamiętaj tylko, aby uważać na to, żeby nie stworzyć bohatera zbyt potężnego. Bardziej ludzki będzie jeśli czasem mu coś nie wyjdzie a obok cech dobrych pojawią się i te złe. Muszę powiedzieć, że niestety Dersylis był takim bohaterem (ale tam mogłeś sobie na to pozwolić) i nawet w momentach na pozór tragicznych czytelnik raczej wiedział, że nikt nie powstrzyma wszechpotężnego czarnoksiężnika. Tylko zaznaczam, że trzeba na to uważać ;)
  • Kapelusznik 4 miesiące temu
    Pontàrú
    Flasbacki właśnie mają pokazać jego słabości

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania