Wróg Republiki cz.3 - Star Wars

Feth odetchnął głęboko siadając na kanapie w swoim apartamencie. Coruscant było głośne, za głośne jak na jego gust, ale był wdzięczny królowi że wyznaczył go osobiście na ambasadora do Republiki.

Szkoda tylko że w takich czasach.

Pokręcił głową, był bardzo zestresowany. Obawiał się jaką decyzje podejmą senatorowie. Republika ostatnimi czasy miała w zwyczaju… „ignorować” neutralność wielu systemów. Między innymi dlatego doszło do rozłamu na Mandalore, a według raportów sytuacja pogarsza się z dnia na dzień. Królestwo Terian jest nie tylko, pomiędzy dwoma regionami kontrolowanych przez Konfederację, ale w bardzo bliskiej odległości od Mandaloru. Zarówno Republika jak i Separatyści wyciągają swe macki by zabezpieczyć ten bardzo cenny region. Terian najpewniej zostanie wciągnięte do wojny. Pytanie jest teraz tylko po której stronie.

- Wyglądasz na zmęczonego, dowódco – odezwał się mechaniczny głos.

Feth uniósł wzrok na towarzyszącego mu droida. Był to przerobiony model wojskowy używany przez Armię lądową Terian. Wysoki humanoidalny model, o grubym pancerzu, licznych czujnikach i bardzo wysokiej inteligencji. Pamiętał kiedy został do niego podpięty na samym początku jego kariery i towarzyszył mu nawet teraz, kiedy nie jest już częścią armii. Cieszył się, że dowódcy jednostki zgodzili się na jego odsprzedanie bez zbyt głębokiego oczyszczania systemu.

- Dziwisz się TBD-3? – Zapytał rozbawiony zdejmując z siebie mundur i podając mu go. – Właśnie przekazałem całej Republice informację że Terian jest gotowe wypowiedzieć im wojnę, jeśli odważą się nas zaatakować. Wiem, że jego królewska mość musi używać drastycznych środków, ale byłbym wdzięczny gdyby pozwoliłby mi przekazać tę informację w inny sposób. Bardziej… dyplomatyczny.

- Według naszych obliczeń, nasza armia i flota jest w stanie zadać obu stronom konfliktu znaczące straty. Straty które obie strony nie chcą ponieść. Prawdopodobieństwo wystraszenia senatorów wizją strat wynosi 68,4% - oznajmił mechanicznym głosem TBD-3. – Separatyści natomiast to inna historia. Senat separatystów nie ma wpływu na wojnę, jedynie ich Rada Wojenna, prowadzona przez wielkie korporacje. Jedynie nasze kontakty z Klanem Bankowym są podporą naszej neutralności. Szansa na atak Konfederacji wynosi, 58% według informacji jakie otrzymałem.

Feth uniósł dłoń.

- Oszczędź mi statystyk TBD dotyczących kto może nas zaatakować. Wojna na taką skalę będzie niszczycielska, nie ważne po czyjej stronie staniemy. Powiedz mi może jakie jest prawdopodobieństwo, że obie strony zostawią nas w spokoju?

Droid powiesił jego mundur i pokręcił głową.

- Zbyt małe by brać je pod uwagę.

- Dokładnie – Feth westchnął zrezygnowany. – Wojna jest nieunikniona, tylko cud może nas ocalić – prychnął rozbawiony. – Republika, Konfederacja, prawdziwie nie wiem która ze stron jest gorsza. Jedna używa niewolników, a druga bezmyślnych morderczych maszyn. Obie doprowadzają do cierpienia i znaczących strat wśród populacji. Parszywce po jednej i drugiej stronie – spojrzał na droida raz jeszcze. – Co wiemy o tym senatorze z Mon Cala? Kalarze?

Droid stał przez chwilę przeglądając w ciszy pliki i dane. Odezwało się piknięcie i odezwał się ponownie.

- Jest wierny swojemu królowi i naciska na akcję ze strony Republiki związaną z wojną domową na Mon Cala. Nasze terytoria to jedna z dróg do jego ojczyzny, nic więc dziwnego że domaga się szybkiej reakcji – Droid stanął naraz i obrócił się do swego Pana. – Adam Teriam prosi o kontakt.

- A! Czyli młodszy braciszek sobie o mnie przypomniał – Feth uśmiechnął się szeroko i wstał. – Daj go na główny hologram.

Odezwało się kilka mechanicznych odgłosów, a następnie na środku salonu pojawił się obraz pojedynczego mężczyzny w eleganckim mundurze floty wojenne królestwa Terian. Adam uśmiechnął się szeroko.

- Wszystkiego najlepszego bracie. Co tam słychać w wielkim świecie?

- Dziękuję za życzenia. Miło że się skontaktowałeś – odpowiedział Feth spoglądając na brata. – Coruscant jest cholernie głośne.

- A senat Republiki?

- Przynajmniej dwa razy głośniejszy – Feth zachichotał siadając naprzeciwko hologramu. – Jak w domu?

- Twoje słowa rozlegały się na wszystkich programach. Ludzie są zadowoleni, ale i zaniepokojeni. Flota i armia jest w pełnej gotowości. Nie mogę ci zdradzić szczegółów, ale o tym chyba nie muszę ci mówić – Adam rozejrzał się. – Twój apartament wygląda naprawdę ładnie.

- Fakt, jest tu całkiem miło. Wynająłem go specjalnie na mój przyjazd. Kilku senatorów, głównie z frakcji neutralnej chciało się ze mną spotkać i dotrzymać towarzystwa w czasie urodzin.

- Miło z ich strony, choć pewnie będą mieli jakieś interesy – stwierdził Adam.

- Tego jestem pewien bracie, ale pilnowałem kogo wpuszczam. Padme Amidala i Bail Organa są na szczycie listy, jako przedstawiciele frakcji neutralnej, a obok nich zaprosiłem również Tarkina, jednego z frakcji militarystów.

Adam skrzywił się lekko, dobrze znał te nazwiska.

- Mogą pojawić się dyskusje.

- Na tym mi zależy. Chcę by frakcja neutralna wspierała decyzję naszego króla, a militarna zrozumiała jaką posiadamy siłę i tym samym zrozumiała, że cierpliwość i pozwolenie separatystom na atak, okaże się bardziej korzystne niż przedwczesna decyzja o ataku, czy blokadzie.

- Grasz w niebezpieczną grę bracie – stwierdził Adam.

- HA! – Feth prychnął rozbawiony. – Z zasady lubiłem brać ryzyka, właśnie dlatego mam te protezy.

Adam roześmiał się i kiwnął w stronę TBD, ten odpowiedział kiwnięciem i z nikąd wyciągnął sporą paczkę z jednej szaf. Feth spojrzał na Adama pytająco.

- Co to?

- Prezent. Jesteś teraz ambasadorem, powinieneś jakoś wyglądać, a te militarne protezy bojowe nie wyglądają dobrze na polityku.

Feth zachichotał rozbawiony. Jego brat trochę mu dokuczał przypominając że nie służy już w armii, ale z drugiej strony służba cywilna na rzecz królestwa, wydawała mu się miłą odmianą. Otworzył paczkę i wstrzymał oddech.

W środku leżały piękne, czarno złote protezy najwyższej jakości. Prawdziwe arcydzieła sztuki. Hologram zadrgał i nagle oprócz samego brata pojawiło się obok jakieś dwadzieścia osób. Jego koledzy, znajomi z armii, rodzina, a nawet narzeczona. Wszyscy uśmiechnięci po uszy.

- WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!

- A żeby was szlag trafił! – Feth wstał i spojrzał po wszystkich, a następnie na swojego mechanicznego towarzysza. – Wiedziałeś o tym?

- Brałem aktywny udział – odpowiedział TBD uprzejmie.

- To protezy najwyższej jakości, zrobione na zamówienie. Są dwa razy lżejsze od twoich aktualnych, znacznie wytrzymalsze, wygodniejsze i mają lepsze połączenia nerwowe. Kosztowały małą fortunę, ale się zebraliśmy i jakoś wystarczyło – Adam chichotał patrząc na oszołomioną twarz brata.

- Wszystkiego najlepszego kochanie – odezwała się Izees, jego przepiękna narzeczona. – Pomyślałam że będą one lepiej wyglądały na moim przyszłym mężu.

Hologram wybuchnął śmiechem, kiedy jego przyjaciele rechotali widząc jego minę. Feth również zaśmiał się i pokręcił głową niedowierzając.

- Jesteście niesamowici. Nie spodziewałem się takiego prezentu… ale nadal. Musiało to kosztować fortunę, jak wam na to wystarczyło? Nie zaciągnęliście żadnego kredytu mam nadzieję.

- Nie musieli – odezwał się nagle basowy głos.

Potężna sylwetka wyszła przed szereg. Był to potężnie zbudowany oficer z bojową protezą zamiast lewej ręki, z cygarem w ustach. Uśmiechnął się rozbawiony widząc jego minę.

- Mnie to żeś się nie spodziewał, co?

- Przyznam – Feth przytaknął. – Nie.

Mężczyzna był znany jako Krwiożerczy Generał, Max Yavoc. Jeden z najbardziej renomowanych oficerów armii lądowej Terian i osoba z którą rywalizował przez całą karierę.

- Dobra, Terram, zbieraj szczękę z podłogi, bo ośmieszasz nas obu! – zagrzmiał.

- Czemu tu jesteś? Dołożyłeś się do protez? Czemu? Nie ma w nich bomby jako ostatecznego aktu zemsty, czy czegoś podobnego?

- AH! Zamknij się Terram! – Yavoc machnął ręką. – Może nie byliśmy przyjaciółmi, ale mi cię tu cholera brakuję. Bez ciebie, nie ma w armii żadnego innego sukinsyna który mógłby być moim rywalem – generał zamilkł na chwilę. – Trochę się cicho i pusto zrobiło bez ciebie w sztabie.

Terram uniósł brwi, prawdziwie i… mile? Tak, mile zaskoczony.

- Zaskakujesz mnie Yavoc. Żeby takie słowa z twoich ust…

- ZAMKNIJ SIĘ! Mówiłem do, jasnej cholery! – Yavoc kolejny raz machnął ręką zirytowany. – Uznaj to za mój prezent pożegnalny. Sprawiłeś że te dwadzieścia lat służby były cholernie satysfakcjonujące. Jak tylko wrócisz z tej swojej babskiej roboty w centrum galaktyki, wyzywam cię na symulowaną bitwę – Yavoc nie mógł sobie pozwolić by trochę mu dokuczyć. – Nie mogę dopuścić by mojego rywala, Republikanie rozpuścili na tych swoich balach i koncertach.

Feth uśmiechnął się zaniósł się śmiechem. Yavoc prychnął i uderzył się pięścią w pierś. Feth stanął na baczność i odpowiedział tym samym gestem. Był to gest, wyższy od salutu w armii Terian. Symbolizujący nie tylko szacunek do rangi, ale i człowieka… był to też pierwszy raz kiedy Yavoc wykonał ten gest wobec niego. Wszyscy wiedzieli co to oznacza. Wieloletnia rywalizacja właśnie się zakończyła i narodziła się znacznie bardziej pozytywna relacja między tymi dwoma.

- To był zaszczyt użerać się z takim dupkiem jak Ty, przez te wszystkie lata – Yavoc uśmiechnął się serdecznie.

- Z wzajemnością Yavoc, z wzajemnością.

Jego brat zaklaskał zwracając na siebie uwagę.

- Dobra, dobra, koniec tych wszystkich wysokich gestów, bo jak tak dalej pójdzie to skradniesz Izees jej ukochanego! – Wszyscy raz jeszcze wybuchli śmiechem, nawet Yavoc, nie mógł się powstrzymać. – Przymierz je.

- Teraz? – Feth spojrzał na brata pytająco.

- Tak, teraz, To twoje urodziny. Nie jesteś już żołnierzem, a za niedługo, będziesz również mężem i ojcem – oznajmił. – Wypadałoby… he… „wejść w nowe buty”?

Feth spojrzał na TBD-3 i kiwnął głową, droid natychmiastowo zabrał się do odłączania starych protez.

- Masz nadal żałosne poczucie humoru – stwierdził.

Adam zarechotał.

- Czyli jednak jesteśmy do siebie podobni.

Dokuczali sobie nawzajem, ale zamilkli, kiedy operacja zmiany protez była na ukończeniu. Po chwili wszystko było gotowe. Stare protezy żołnierza leżały na stole, a nowe, ambasadora stały się częścią jego ciała. Feth odetchnął i wstał. Protezy działały genialnie. Czuł się jak nowonarodzony. Adam uniósł kieliszek i uniósł go w górę.

- Wnoszę toast, za Ambasadora Fetha Terrama! Niech szczęście go nie opuszcza!

TBD podał swemu panu kieliszek, a on z uśmiechem wzniósł go do nieba. Wszystkie znane mu, uśmiechnięte twarze unosiły kieliszki wysoko. Pojedyncza łza zakręciła się w oku.

- Niech nie opuszcza nas wszystkich!

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Pontàrú 3 miesiące temu
    "Odezwało się piknięcie i odezwał się " powtórzenia.
    Tak to nie widzę innych uwag poza tym, że "nie" z przymiotnikami w stopniu równym pisze się łącznie. Stąd nie "nie ważne" a "nieważne". Zwracam na to uwagę bo dość często przewija się w Twoich tekstach ten błąd. Jest naprawdę mało sytuacji gdy pisze się te wyrazy osobno a głównie robi się tak w zaznaczeniach/naciskach na słowo.
    Bardzo... wesoły można powiedzieć odcinek, pokazujący, że główny bohater pomimo metalicznych części nadal jest człowiekiem :)
    No z niecierpliwością czekam na więcej. (Cały czas się też zastanawiam jak by tu poprowadzić współpracę [oczywiście o ile chcesz])
    Pozdrawiam!
  • Pontàrú 3 miesiące temu
    "Odezwało się piknięcie i odezwał się " powtórzenia.
    Tak to nie widzę innych uwag poza tym, że "nie" z przymiotnikami w stopniu równym pisze się łącznie. Stąd nie "nie ważne" a "nieważne". Zwracam na to uwagę bo dość często przewija się w Twoich tekstach ten błąd. Jest naprawdę mało sytuacji gdy pisze się te wyrazy osobno a głównie robi się tak w zaznaczeniach/naciskach na słowo.
    Bardzo... wesoły można powiedzieć odcinek, pokazujący, że główny bohater pomimo metalicznych części nadal jest człowiekiem :)
    No z niecierpliwością czekam na więcej. (Cały czas się też zastanawiam jak by tu poprowadzić współpracę [oczywiście o ile chcesz])
    Pozdrawiam!
  • Pontàrú 3 miesiące temu
    Kurde! Mam tu zdecydowanie za wolny internet!
  • Kapelusznik 3 miesiące temu
    Pontàrú
    Luzik
    Będziemy kombinować
    Na razie daj mi dotrzec do głównego punktu akcji
  • Pontàrú 3 miesiące temu
    Kapeluszniku, dobrze, dobrze. Przecież nie popędzam XD. Naprawdę wyczekuję co się będzie tu działo :)
  • krajew34 2 miesiące temu
    Gorąc, brak weny, więc z nudów przypełzłem. Czytając twój tekst, rzucają się liczne powtórzenia blisko siebie, głównie na początku. Całość odbiera się dobrze, choć nie mam tyle wiedzy z zakresu tego uniwersum, by móc sobie wszystko wyobrazić, ale dotyczy to tylko paru rzeczy. Bardzo fajnie się czyta, fabuła nawet wciąga, nie ma tu aż tyle ciemności, co w innych twoich tekstach, co mnie cieszy. Prócz powtórzeń nie widzę błędów, ale do specjalistów nie należe.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania