Wróg Republiki cz.4 - Star Wars

- Ah! Ambasador Amidala, ambasador Organa i inni przedstawiciele frakcji neutralnej! Jestem wdzięczny za wasze przybycie.

Feth uśmiechnął się do przybyłych ambasadorów. Jego oczy i umysł były szybkie i udało mu się dojrzeć Tarkina wraz z dwoma towarzyszami w mundurach.

- Generale Tarkin, Pana również bardzo miło widzieć. Proszę do środka, zapraszam.

Goście zaczęli wchodzić do przygotowanego do spotkania apartamentu. Feth dostał pozwolenie na jego przeprowadzenie, by przeciągnąć jak największą ilość ambasadorów na swoją stronę. Musiał przyznać, że mimo doświadczenia w negocjacjach, czuł niepokój. Ci ludzie reprezentowali nacje które od jakiegoś czasu płacą podatkami za napędzanie republikańskiej maszyny wojennej. Choć nie wszyscy mieli do tego pozytywne podejście. Droidy usługiwały gościom napojami i lekkim jedzeniem, kiedy on przyjmował uprzejme słowa, a nawet niewielkie prezenty.

- Eleganckie przyjęcie – odezwała się Padme Amidala stając obok.

Feth przez chwilę spoglądał na wyjątkową piękność, pamiętając jakże dobrą jest mówczynią i po chwili przytaknął.

- Choć bardziej minimalistyczne od tych na których miałem okazję już przebywać – odpowiedział.

- Jest Pan znany ze swojego minimalizmu, ambasadorze Feth. Podobnie jest pan znany z bardzo dobrego gustu i umiejętności czytania tłumu – dodała ambasador.

Ambasador uśmiechnął się lekko.

- Jestem wdzięczny za miłe słowa… - odetchnął. – Jak Pani zdaniem pójdzie głosowanie?

- Trudno powiedzieć – Padme Amidala odezwała się poważniejszym głosem. – Pańskie słowa wstrząsnęły znaczną częścią senatu. Minęło sporo czasu kiedy ktoś rzucił Republice wyzwanie za pomocą samych słów.

- Do tego tak ostrych – generał Tarkin włączył się do rozmowy.

Feth dostrzegł niewielki cień jaki przebiegł po twarzy Padme Amidali, ale ten szybko zniknął zastąpiony krótką wymianą uprzejmości między republikanami. Kiedy ta się zakończyła, Tarkin raz jeszcze spojrzał na ambasadora.

- Wielu w Sztabie uznaje to za groźbę.

- Logiczne ostrzeżenie, generale – Feth wskazał drogę na balkon. – Porozmawiajmy z boku, bez tarczy zbędnych formalności.

Zarówno Padme Amidala, jak i Tarkin kiwnęli potwierdzająco głowami i dołączyli do niego na balkonie. Feth wypuścił z siebie powoli powietrze. Spojrzał na Tarkina zimnym wzrokiem żołnierza.

- Proszę pamiętać, że takie samo ostrzeżenie dostała Konfederacja, a słowa te nie są rzucane na wiatr. Jak Pan, najpewniej, bardzo dobrze wie, królestwo Terian zrodziło się z resztek kolonii Mandalorian. Trudne warunki, walki z piratami i Huttami zamieniło naszą populację w wojowników. Terian ma może tylko dwanaście systemów… ale proszę pamiętać że mamy około miliona żołnierzy na każdy system i sporej wielkości flotę. Terian ma więcej, niż możliwość, rzucenia wyzwania każdemu kto nas zaatakuje.

- Raz jeszcze brzmi to jak groźba – stwierdził Tarkin.

- Albo informacja o silne potencjalnego sojusznika.

- Sojusznika? – Ambasador Amidala spojrzała na Fetha pytająco. – Terian chce pozostać przecież neutralny.

- Ale mu się nie uda – stwierdził zimno Feth. – Według wszystkich statystyk szansa, że królestwo uniknie wojny spadła w ciągu ostatnich tygodni do zera. Teraz czekamy jedynie na tą stronę konfliktu która zaatakuje pierwsza.

- …i zmusi was do dołączenia się do drugiej – dokończył Tarkin.

- Dlatego zorganizował Pan ten bal, ambasadorze – stwierdziła Amidala. – By nas o tym poinformować.

- Dokładnie – przytaknął Feth. – Nie mam zamiaru prosić o niemożliwe. Pragnę jedynie wsparcia frakcji neutralnej, by powstrzymała głosowanie za wzięciem akcji – tu przeniósł wzrok z Amidali, na Tarkina. – A frakcję militarystyczną o cierpliwość. Konfederacja od dłuższego czasu prowadzi ofensywę na rubieżach, a Terian jest pomiędzy dwoma kontrolowanymi przez nich regionami. Nie odrzucą szansy połączenia tych dwóch regionów.

Tarkin pokiwał głową ze zrozumieniem i spojrzał na Fetha unosząc jedną z brwi.

- Jest Pan bardzo… bezpośredni.

- Czy ukrywanie się w cieniu, szczególnie kiedy chodzi tu o bezpieczeństwo mojej ojczyzny, da mi jakąś przewagę? Osobiście mało mnie obchodzi która strona zmusi nas do wojny. Jako że personalnie jestem wrogiem obu.

Tarkin i Amidala patrzyli na niego w szoku.

- Raz jeszcze, jest Pan brutalnie bezpośredni – stwierdziła Padme Amidala. – Czy to cecha wspólna, wszystkich Terrianów?

Feth zachichotał cicho.

- Nie. Tylko tych którzy coś stracili – tu uniósł swą mechaniczną dłoń. – Rękę zabrał mi Jedi, kiedy Terian utrzymywał blokadę nad wrogim systemem. Byłem wtedy młodym oficerem, prowadziłem natarcie na bazę wroga. Jedi spadł jak grom z jasnego nieba, zabił połowę mojej drużyny i odciął mi rękę – oznajmił zimno.

Piękno Amidali, pociemniało, kiedy ambasador zobrazowała sobie scenę przed oczami. Tarkin natomiast pokiwał głową ze zrozumieniem.

- A Jedi?

- Przeżył. Jest teraz częścią Rady Jedi… Mistrz Plo Koon, jeśli dobrze pamiętam.

Republikanie spojrzeli po sobie ze zrozumieniem. Znali tego Jedi, nie miał wątpliwości.

Feth odkrząknął.

- Nogi straciłem w walce z Unią Technologiczną. Wspierali Huttów, a ja miałem nieszczęście lecieć w transportowcu który udało im się zestrzelić – westchnął. – Między innymi Jego Królewska mość wybrał mnie na pozycję ambasadora.

Tarkin spojrzał na niego ze zrozumieniem.

- Zarówno ktoś z Republiki, jak i ktoś z Konfederacji, Pana zranił… okaleczył nawet. Mając osobiste problemy z oboma stronami, staje się pan bezstronny w konflikcie Republika Konfederacja – stwierdził.

- Pozostaje Pańska lojalność do korony – dokończyła Amidala. – Pański król musi być kimś naprawdę wyjątkowym.

Feth przytaknął.

- Jego wysokość może jest młody, ale mądrość i opanowanie odziedziczył po ojcu, a jego miłość do poddanych nie zna chyba granic – głos ambasadora stał się delikatniejszy. – Jestem dumny, że mogę mu służyć, nawet teraz, kiedy front jest poza moim zasięgiem.

Ambasador Amidala spojrzała na Tarkina. Oboje kiwnęli głowami porozumiewawczo.

- Przekażę pańskie słowa reszcie frakcji neutralnej – powiedziała delikatnie.

- Porozmawiam z przyjaciółmi w sztabie – dodał Tarkin. – Nie powinno być żadnych problemów.

Feth uśmiechnął się i schylił głowę w podzięce.

- Jestem wdzięczny, ambasador Amidala, generale Tarkin – uniósł lekko kieliszek. – Nie mogę prosić o pokój, bo go nie utrzymamy. Nie mogę prosić o zwycięstwo, bo jeszcze nie walczę… wznoszę więc toast za przyjaźń i udaną kooperację między Republiką i Królestwem Terrian.

- Zdrowie.

 

Bal trwał jeszcze długo, a rozmowy i dyskusje toczyły się prawie bez końca. Feth rozesłał informacje. Teraz musiał tylko czekać…

Na dzień głosowania w sprawie neutralności królestwa Terian.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Pontàrú 3 miesiące temu
    Jestem pod wrażeniem jak logiczna jest argumentacja. Wszystko ładnie na swoim miejscu a dialogi są naturalne. Mam jednak pytanie. Czy podczas opisanego w pierwsze części ataku nie zginął Jedi a flota Republiki nie została rozwalona? Czy takie zachowanie nie powinno być jednoznaczne z wypowiedzeniem wojny a nawet jeśli nie, to przecież nie spowoduje przyjaznych zachowań w senacie. Sama Amidala przecież bardzo szanuje Jedi ( zresztą z wiadomych powodów) i raczej śmierć jednego z nich nie uszłaby jej uwadze. Stąd zastanawia mnie jej otwarta relacja z kimś, kto za tę śmierć jest odpowiedzialny???
    Tak to dalej czekam na rozwój akcji (a jak się domyślam scen batalistycznych nie zabraknie)
    Ode mnie 5 :)

    PS. Mam przypuszczenia, że republika jednak wypowie wojnę. W końcu to opowiadanie nosi tytuł Wróg Republiki
  • Kapelusznik 3 miesiące temu
    Prolog był w przyszłości
    Te wydarzenia dopiero nadejdą :)
  • Pontàrú 3 miesiące temu
    Ach, no też mi się tak trochę wdawało, no ale to dzięki za sprostowanie :)
  • krajew34 2 miesiące temu
    Fajnie rozpisałeś tę rozmowę miedzy dyplomatami, można rzec, że nawet mogę sobie to wyobrazić. Ponownie powtórzenia, głównie imion i mniej niż w poprzednim rozdziale. Nadal czyta się przyjemnie, nie gubię się przy lekturze.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania