Wróg Republiki cz.6 - Star Wars

Senatorowie zamruczeli groźnie, kiedy Feth Terram wypłynął na środek sali. Trzy dni temu zadecydowali o blokadzie Tyrantu, a wczoraj wieczorem doszły ich wieści o kapitulacji całej floty, zajęciu całej floty i wzięciu w niewolę wszystkich żołnierzy, przez królestwo Terian.

Była to dla nich nietypowa sytuacja. Neutralne państwo nie tylko stawiło opór, ale zrobiło też to skuteczniej, niż mogliby się spodziewać.

Ambasador podziękował za oddanie głosu kanclerzowi i odwrócił się do tłumu senatorów. Na twarzy ambasadora dało się zauważyć, jakże usatysfakcjonowany uśmiech.

- Szanowni senatorowie ze wszystkich stron galaktyki. Jak już wiecie, wasza flota, którą bezprawnie wysłaliście w celu nałożenia blokady system Tyrant, została pokonana i przejęta przez naszą flotę. Z dużą dumą informuję, że mój brat, Admirał Adam Terram, zdołał pokonać waszą flotę i zmusić ją do kapitulacji, nie zabijając nawet jednej osoby – pomruk zaskoczenia dało się słyszeć ze wszystkich stron. – Jego królewska mość postanowił dać szansę Republice, zapłacić za swoje przewinienia. Jeśli republika zgodzi się na nasze żądania, królestwo Terian zignoruje akt próby założenia blokady i nie wypowie Republice otwartej wojny.

Feth pozwoliłby, jego słowa uderzyły w senatorów i krążyły w ciszy przez krótką chwilę.

- Nasze żądania są następujące. Wasza flota liczyła 9 okrętów. 2 Venatory, 3 Acclamatory i cztery lekkie krążowniki Aquitens wraz z pełnym uzbrojeniem i tonażem bojowym. Królestwo Terian oficjalnie wejdzie w posiadanie wspomnianych dwóch Venatorów, jednego Acclamatora, czterech Aquitens i całego uzbrojenia dla sił lądowych, wliczając myśliwce, bombowce, kanonierki, czołgi, blastery i pancerze. Królestwo natomiast odeśle do Republiki dwa Acclamatory, wraz ze wszystkimi jeńcami-

- SPRZECIW! – któryś z senatorów wysunął się naprzód. – Strata tak znacznej części floty jest zbyt kosztowna! Co jeszcze będzie w waszych żądaniach?!

- Narzucenie dodatkowego podatku i cła na wszystkie materiały wysyłane do Republiki – odpowiedział Terram. – Ceny mają wzrosnąć o dokładnie 20% na okres trzech lat.

- SPRZECIW! TO KRADZIEŻ W BIAŁY DZIEŃ! – Senator z sąsiadującego z królestwem systemu odezwał się donośnym głosem. – Takie ceny zrujnują naszą gospodarkę!

- Z całym szacunkiem, ambasadorze Galgar, ale Republika popełniła błąd i teraz za ten błąd będzie płacić – odpowiedział Terram.

- Czy jest możliwość złagodzenia żądań – zapytał się Bail Organa. – Tak by republikańskie systemy nie musiały cierpieć przez błędnie podjętą decyzję?

Terram zamyślił się na chwilę.

- Jest jedna opcja – odpowiedział. – Republika zapłaci dwa razy tyle, ile kosztuje zajęta przez nas flota. Jeśli kwota zostanie zapłacona, cała zajęta flota zostanie zwrócona Republice wraz z całym sprzętem, a cła zostaną podniesione jedynie o 3% na rok.

Układ ten był znacznie lepszy. Nie tylko pobliskie systemy nie ucierpiałyby znacząco ekonomicznie, ale i Republika miałaby z powrotem całą flotę, bez potrzeby czekania na stworzenie nowej.

Niestety byli i tacy, którzy nie chcieli zaakceptować i takiej oferty.

- A jaką gwarancję mamy, że po zaakceptowaniu którejkolwiek z opcji, królestwo nas nie zdradzi i nie dołączy do konfederacji? – senator Kalar wysunął się naprzód.

- Królestwo da gwarancję neutralności w konflikcie, jeśli Republika zgodzi się na nasze żądania.

- A kiedy to ostatnio słowa MANDALORIAN miały jakąkolwiek wartość? – senat zahuczał groźnie, kiedy Kalar odwrócił się do wszystkich i zawołał głośniej. – Taka gwarancja jest nic niewarta! Jedyną gwarancję, jaką senat powinien zaakceptować, byłoby oficjalne dołączenie Terian do Republiki.

Feth skamieniał, słysząc słowa senatora.

„Oszalał!” – pomyślał. – „Oszalał albo jest głupcem! Przecież Republika chciała założyć blokadę, właśnie po to, by wymusić na królestwie dołączenie do Republiki! Jaką wartość będą miały zebrane przez nas pieniądze, czy nawet flota, jeśli republikańska administracja nam je zaraz odbierze?”

Senatorzy jednak kiwali głowami z aprobatą i krzyczeli coraz głośniej, domagając się odpowiedzi. Terram uderzył pięścią w stal.

- NIE! To się nie stanie! Królestwo Terian chciało pozostać neutralne, a Republika próbowała wymusić na nas posłuszeństwo! – Zagrzmiał niczym sztorm. – Nasze żądania są niezmienne. Oddajecie znaczną część floty i podnoszone są cła albo płacicie dwuktorność, jej wartości. W obu przypadkach dostaniecie gwarancję nieagresji.

- NIC NIE ZNACZĄCĄ GWARANCJĘ! – Krzyknął ktoś z senatorów.

Senat znowu zagrzmiał niczym rój os. Terram spoglądał na nich wściekły. Ich ignorancja i głupota sięgała granic. Kanclerz Palpatine uniósł dłonie.

- Proszę o spokój! Spokój w senacie! – senatorowie powoli umilkli. – Czy ma pan coś do dodania, ambasadorze Terram?

- Tak – Feth spojrzał po wszystkich. – Jeśli Republika nie zgodzi się na nasze żądania, cały zajęty sprzęt zostanie włączony do floty i armii królestwa, oficerowie i jedi będą więzieni, a żołnierze będą odpracowywali pięć lat kary w kopalniach i fabrykach, a samo królestwo oficjalnie wypowie Republice wojnę, jako odpowiedź na jej agresję i rozpocznie poszukiwania GODNYCH sojuszników – jego słowa uderzyły senat niczym grom i wywołały groźny pomruk. – Proszę głosować rozważnie senatorowie, albowiem jeśli nie będzie pokoju, będzie WOJNA.

- Proszę o wszystkich o wzięcie głosu – zarządził Palpatine.

Terram czekał na wynik, zaciskając mocno pięści. Od tego głosowania zależał los jego ojczyzny.

Wynik został wyświetlony.

Palpatine odezwał się smutnym głosem.

- Wynik głosowania: 671 głosów Za i 1234 Przeciw. Republika odrzuca żądania królestwa Terian.

Terram pokręcił głową zrezygnowany.

- Oznacza więc to wojnę – powiedział cicho. – Podjęliście decyzje, senatorowie. Obyście jej nie żałowali, kiedy ta wojna się skończy.

Terram ruszył do wyjścia. Zgodnie z zasadami, musiał on teraz opuścić Coruscant, co rozpocznie działania wojenne. Jednakże ambasador Kalar zastąpił mu drogę.

- Nie możemy pozwolić by SEPARATYSTA, który doprowadził do wojny między Terian a Republiką, opuścił Coruscant nieukarany! Wzywam do aresztowania Fetha Terrama.

- CO?! – Terram spojrzał na niego zaskoczony. – Odważycie się, unieść rękę na AMBASADORA z IMMUNITETEM?

- W momencie, kiedy wasze statki zaatakowały naszą flotę, pokój nie był opcją, a Terian stał się wrogiem Republiki, a pan, jako bezczelny Separatysta, zostaniesz aresztowany i osądzony, za zbrodnie przeciw Republice!

Ku jego własnemu przerażeniu, większość senatorów się zgadzała i znacząca ich część wzywała do jego aresztowania. Szybkie głosowanie pokazało, że mimo mniejszej przewagi i tak zostanie aresztowany. Kanclerz Palpatine i część senatorów próbowała protestować, ale senat ogarnęło szaleństwo. Senator Kalar, z bezczelnym uśmiechem wskazał na niego zbliżającej się platformie z klonami.

- Aresztować go!

Terram zazgrzytał zębami i szybko uniósł komunikator do ust.

- Kod Czarny.

Nie miał zamiaru dać się aresztować i zamknąć w Republikańskim więzieniu, za zbrodnie jakich nie popełnił. Klony zbliżyły się i wymierzyły w niego naelektryzowanymi włóczniami.

- Proszę nie stawiać oporu – odezwał się klon z i podszedł, trzymając kajdanki w dłoni.

Terram jednak nie miał zamiaru się tak po prostu poddać. Nie może dać się pochwycić tym zdradzieckim republikanom. Jego honor i lojalność wobec korony na to nie pozwalały. Obrócił się i z wielką siłą uderzył swą mechaniczną ręką zbliżającego się klona. Nie zdążył nawet zareagować. Pancerne ramie z łatwością roztrzaskało hełm i wyrzuciło klona z platformy, prosto na ziemię, gdzie bezpośrednie uderzenie połamało mu kręgi. Zanim jednak niefortunny klon zdążył stracić życie, Terram rzucił się na pozostałych i wykorzystując moment szoku, znokautował obu.

Senatorzy krzyknęli przerażeni, widząc na własne oczy pokaz brutalności. Kalar stał sparaliżowany, widząc zimną furię w oczach ambasadora. Feth bezceremonialnie podniósł jedną z włóczni i rzucił nią jak oszczepem w zdradzieckiego senatora.

Mimo że było to dość prymitywne rozwiązanie, włócznia wprawiona w ruch przez mechaniczne ramię przeszyła senatora na wskroś w samym środku klatki piersiowej, zabijając go na miejscu.

Wywołało to chaos i panikę, to co Terram potrzebował by uciec z tej zdradzieckiej planety.

Wziął mały rozpęd i skoczył, mechaniczne systemy w nogach odpowiedziały i poniosły go daleko pozwalając mu bezpiecznie wylądować tuż przy swoich gwardzistach.

Dwóch gwardzistów, ubranych w specjalistyczne mandaloriańskie czarne pancerze, zawsze towarzyszyli mu jako eskorta i zawsze czekali przy jego wejściu na salę senatu. Teraz stali z bronią w ręku, obok trzech znokautowanych gwardzistów Coruscant w ich typowych niebieskich pancerzach.

- Wiadomość dotarła do wszystkich. Statek za chwilę powinien dotrzeć na lądowisko – oznajmił jeden z nich.

- Ruszajmy więc!

Pędzili z całą prędkością do wyjścia, przebijając się przez oszalały tłum. Teraz musiał ich tylko odebrać statek i mogliby uciec. Pozostałby jeszcze problem ucieczki aż do Terian, ale o to mogą martwić się później. Jest pełno przemytników w galaktyce, za odpowiednią ceną przemycą i ich. Udało im się przemknąć w tłumie, unikając większości strażników, lecz nie trwało to długo.

Niedaleko wyjścia na ich drodze, stanęły dwie sylwetki w brązowych szatach.

Jedi.

Rodian i człowiek oboje z zielonymi mieczami świetlnymi.

- Poddaj się ambasadorze Terram!

- Nie dam się zatrzymać przez przypadkowego Jedi! – Terram ruszył biegiem do przodu.

Jedi skoczył w odpowiedzi do przodu, zamachując się mieczem. Znając moc ostrza miecza świetlnego, Terram zatrzymał się i, jakby w rozpaczy, spróbował zasłonić się swoją prawą, mechaniczną ręką. Miecz jedi uderzył w ramię… i się niespodziewanie wyłączył.

- Co? – Jedi spojrzał na swą broń zdezorientowany.

Terram uśmiechnął się krwiożerczo i złapał jedi swą protezą prosto za twarz. Nie wiedział jak dziękować wszystkim, że zorganizowali mu protezę z Cortosis, jednego z nielicznych metali, który mógł zatrzymać miecz świetlny. W końcu, po tylu latach, kiedy jedi pozbawił go ręki, nadszedł moment zemsty.

Pancerna dłoń zacisnęła się nagle, niczym gigantyczne szczypce i zmiażdżyła głowę rodianina, niczym dojrzałego arbuza.

- MISTRZU!

Wypełniony rozpaczą głos padawana, uderzył jego umysł. Młodzik skoczył na niego wściekle, mierząc w głowę.

Nie miał szansy, by uciec przed tym ciosem.

Na szczęście nie był sam.

Dwa strumienie ognia, wypuszczone przez jego gwardzistów, uderzyły w jedi i podpaliły go na miejscu. Mandalorianie mieli doświadczenie w zabijaniu jedi i wiedzieli, że jedynie najlepsi z najlepszych są w stanie zatrzymać strugę płomieni swoimi umiejętnościami. Na szczęście nie mierzyli się z mistrzem, a z padawanem.

Chłopak spadł na ziemię, otoczony płomieniami, wrzeszcząc z bólu.

Terram i gwardziści nie mieli jednak czasu, by go dobić. Ruszyli biegiem do wyjścia. Wszędzie nadal panował chaos, ale im było go więcej, tym lepiej. Dawał im szansę ucieczki.

Dobiegli do portu kosmicznego i rozejrzeli się.

JEST!

Ich statek, niewielki lądownik zbliżał się w zawrotnym tempie, by ich stąd zabrać. Powinno im się udać. Lądownik zatrzymał się w powietrzu i otworzył drzwi – nikt nie miał zamiaru ryzykować lądowania, gwardziści mieli swoje plecaki odrzutowe i mogli pomóc ambasadorowi wskoczyć do środka.

Niestety nie mieli szansy nawet spróbować.

Pojedyncza rakieta uderzyła w bok lądownika, a reakcja łańcuchowa rozsadziła jego prawy silnik. Rycząc, statek zakręcił się i spadł na ziemię tuż obok.

Terram patrzył wściekły, na płonący wrak, wiedząc, że jego gwardziści spalają się w środku żywcem.

Zazgrzytał zębami i rozejrzał się uważnie. Może jest jakiś statek, który mogą ukraść i na nim uciec? Wszystko, wszystko by tylko się ewakuować z terytoriów Republiki.

- Poddaj się ambasadorze Terram – doszedł go znajomy przytłumiony głos.

Feth odwrócił się powoli.

Był otoczony.

Ponad trzydzieści klonów i ósemka jedi, a na ich czele nie kto inny, a mistrz Plo Koon. Feth uśmiechnął się, rozbawiony ironią losu.

- Proszę, proszę… Mistrz Plo Koon. HA! Musisz teraz żałować, że zabrałeś mi tylko rękę, w czasie naszego ostatniego spotkania!

- Niczego nie żałuję – odpowiedział Plo. – Poddaj się i nie stawiaj oporu, a czeka cię uczciwy sąd.

- Ze strony Republiki, która była gotowa aresztować ambasadora! HA! Nie wydaje mi się – Terram postąpił krok naprzód. – Nie zostanę kartą przetargową w dyskusjach z moim królem. Jestem jego sługą i nigdy nie zostanę dla niego ciężarem. Nie wykorzystacie mnie ani mojej wiedzy przeciw mojej ojczyźnie – spojrzał po swoich gwardzistach. – Gotowi?

- Gotowi ambasadorze.

- Opanuj się ambasadorze – Plo Koon zagrzmiał donośniej. – Nie zmuszaj nas do użycia siły.

- Czyż to nie Wy, mnie do tego nie zmusiliście? TERAZ!

Gwardziści momentalnie pochylili się i wystrzelili swoje rakiety z plecaków. Te, mordercze pociski uderzyły w otaczający ich kordon, odrzucając przeciwników na boki w kulach ognia. Terram natomiast wyciągnął rękę, z której wysunęła się niewielka lufa. Był to słaby blaster, ale powinien wystarczyć. Razem z gwardzistami otworzył ogień.

Klony padały dość szybko, ale jedi, dość skutecznie unikali lub odbijali ich pocisków. Umiejętności mandalorian i jedi starły się jakby powtórka z prastarego konfliktu.

Niestety republikanie mieli zbyt wielką przewagę liczebną.

Pierwszy gwardzista padł po tym, jak celny strzał z karabinu wroga trafił go prosto w szyję, jeden z nielicznych słabych punktów maldariońskiego pancerza. Drugi natomiast odstraszał miotaczem jednego z jedi, kiedy drugi zaszedł go od tyłu i przeszył na wskroś.

Terram nadal się trzymał.

Został trafiony kilka razy, nawet jedi, próbowali się do niego dorwać, ale Cortosis raz jeszcze wywołało u nich szok i dało mu szansę położenia kilku bardzo celnych ciosów, niestety niewystarczających, by któregokolwiek jedi zabić, ale wystarczająco by dwóch znokautować.

Na rozkaz mistrza Plo Koona klony przestały strzelać.

Terram ledwo co się trzymał na nogach. Krew spływała z kilku ran, ale nadal się nie poddawał. Ambasador zachichotał, patrząc mistrzowi jedi prosto w oczy.

- I co teraz, jedi? – uniósł swoją protezę. – Tym razem miecz ci nie pomoże.

Mistrz Plo uniósł dłoń.

- Poddaj się Fethcie Terramie. To twoja ostatnia szansa.

Terram rozejrzał się. Adrenalina zaczynała słabnąć, a ból był coraz silniejszy. Jego oddech stał się cięższy i po chwili upadł na jedno kolano. Jedi i klony zbliżyli się o krok, nie mając zamiaru ryzykować. Rysy na twarzy Fetha złagodniały.

Zachichotał rozbawiony.

- Ach… widać, że raz jeszcze przegrałem… i to znowu z tobą. Co za parszywa ironia losu – oznajmił spokojnym głosem. – Ze wszystkich osób w galaktyce… byłeś jedną z nielicznych, którą naprawdę chciałem zabić osobiście… ale widzę, że mi się nie uda… trudno…

Terram uniósł swoją prawą rękę. Otworzył niewielką klapkę i wcisnął pojedynczy guzik.

Plo Koon postąpił krok naprzód, ale wiedział już, że było na to za późno.

Feth Terram spojrzał na niego w ostatnim momencie swojego życia. Na jego twarzy widniał przyjacielski uśmiech, człowieka, który wie jak, potoczy się przyszłość.

- Chwała Jego Królewskiej Mości – odezwał się cichym głosem. – I śmierć Republice!

 

Zielony błysk oświecił wszystkich, a fala uderzeniowa odrzuciła zgromadzonych. Kiedy Plo Koon wstał i spojrzał na miejsce, gdzie stał przed chwilą Feth Terram, zobaczył jedynie topniejący i czarny metal.

Nic nie pozostało po ambasadorze, który rzucił wyzwanie Republice.

 

Właśnie od tego samobójstwa, zrodzonego z lojalności wobec ojczyzny, zaczyna się nasza opowieść...

Opowieść Wroga Republiki: Czarnego Barona.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Pontàrú 3 miesiące temu
    Wow. To było mocne… Już chyba mam nawet pomysł jakby tu połączyć opowiadania. Czy mogę to samo wydarzenie opisać od strony siedzącej na balkonie w Senacie Thirs Anusmi? Tym wydarzeniem zaczynałaby się kolejna części "starego przyjaciela"
    Wracając do tekstu, naprawdę super opisany. Ucieczka senatora bardzo realistyczna. Szkoda tylko, że popełnia samobójstwo. Już nie mogę doczekać się kolejnej części!

    Ps. Umówmy się, że błędy edycyjne będę oznaczać teraz w sposób #BE bo znów i w tym tekście się pojawiają. To tylko kwestia ponownego przeczytania i poprawienia ;)
  • Kapelusznik 3 miesiące temu
    Przejrzę
    Jasne - możesz użyć - jest to tak znaczące wydarzenie, że na pewno ktoś by to zobaczył, a szok byłby znaczący
    Zastanawiam się nawet czy Asaro by nie spotkała się z Czarnym Baronem, ale to jeszcze nie teraz - na razie siedzi na tej planecie otoczona ze wszystkich stron przez droidy.
    Próbuję wykombinować jak się z tobą skontaktować w taki sposób, by moje dane nie dostały się do wszystkich ciekawskich.
    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • Pontàrú 3 miesiące temu
    Jak coś to ja mam fakekonto na fb to można to jakoś użyć. Na razie zrodził mi się taki plan, że jak będę pisać kolejną część to najpierw pojawi się po prostu Thirs w senacie i nagle zacznie się ta cała akcja. Wybuchnie panika i ona będzie się starać opuścić budynek i np na koniec jak już będzie odlatywać śmigaczem to zobaczy całą akcję na londowisku z bezpiecznego dystansu
  • Kapelusznik 3 miesiące temu
    Pontàrú
    Brzmi fajnie
  • Pontàrú 3 miesiące temu
    Jeśli interesuje Cię ten Facebook to masz w opisie mojego profilu
  • Kapelusznik 3 miesiące temu
    Pontàrú oki
  • krajew34 2 miesiące temu
    Na samym początku masz "demu". No chyba, że to jakieś nowe słowo, wtedy nie było tematu.
    Tak to nawet, nawet. Jedyny zgrzyt jaki widzę, to próba aresztowania dyplomaty. Trochę mi to nie pasi, szczególnie, że posłowie z Federacji chyba na Coruscant nigdy nie zostali aresztowali. (Jeśli się mylę, nie bijcie),, co dałoby aresztowania posła? Nawet w gorączce emocji, większość zaprotestowałaby, inaczej kiedyś ich także by to spotkało. Bądź co bądź jeszcze nie było oficjalnego wypowiedzenia wojny, potyczki zawsze się zdarzają, a nie koniecznie musi to oznaczać wojnę. Dodatkowo te irracjonalne żądania... No nic to ty tworzysz powieść, więc chyba wiesz, co robić. Nie mam kompetencji, by pouczać.
  • Kapelusznik 2 miesiące temu
    Posłowie z Federacji nie byli na Coruscant kiedy zaczęła się wojna - uciekli
    Przedstawiciele klanów bankowych byli zbyt silni by ich aresztować - i zwyczajnie mówili że to "inna frakcja" w ich banku dołączyła do Separatystów
    Terian to małe królestwo i miało pecha - frustracja z lat wojny została wypuszczona na nich
    Terian jest znane z przedsiębiorczości - od pokoleń walczą z piratami i huttami - w tradycji mają zabieranie sprzętu wroga i rozdawanie go swoim jednostkom - głównie Milicji - dzięki temu, Terian może pochwalić się bardzo licznymi jednostkami nieregularnymi z różnorakim wyposażeniem i równocześnie, nie mają braków w sprzęcie i ich fabryki mogą skupić się na produkcji pojazdów wyższej jakości dla Gwardii.
    (Terian na lądzie ma: Milicję - nieregularne oddziały, Gwardię - normalna armia, Marines - elity, Astres - elity elit)
    Więc żądania nie są irracjonalne, są ostre, ale Republika jest agresorem i jeśli chce pokoju, musi za niego zapłacić.
    Dodatkowo Terian wiedzą że prędzej czy później zostaną zaatakowani - więc to bardziej formalność
  • krajew34 2 miesiące temu
    Kapelusznik tak jak mówiłem nie mam aż takie wiedzy. Jedynie przebłyski, stąd taki komentarz. :) Z drugiej strony zgoda na te warunki, ośmieszyłaby Republikę. Taki mały kraik żąda wobec dużego i jeszcze ten drugi miałby się zgodzić. To już wiadomo, co dalej będzie... Dzięki za nie zruganie mojej niewiedzy, wszakże fani dosyć mocno traktują półfana.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania