Wróg Republiki cz.8 - Star Wars

Holokron odbił się z brzękiem od ściany i spadł na ziemię, widocznie nie poruszony.

Terram dyszał, spoglądając na sześcian nienawistnie. Jego czarny mundur był podarty i brudny, na twarzy widniała niezadbana broda. Admirał wypuścił powietrze z płuc i usiadł.

Siedem dni.

Cały tydzień i nic.

Przeklęte holokrony nawet nie drgnęły, ani pod siłą mięśni, ani jego wolą.

Czuł, że coś w nich jest i chciał dowiedzieć się co jest w środku, mając nadzieję że odkryje rozwiązanie na żal porażający go od środka. Holokrony jednak milczały, zimna i obojętne na jego starania.

Był bezsilny.

Całkowicie bezsilny.

Rozpacz rozrywała go każdego dnia.

Nie był w stanie ocalić brata, nie jest w stanie otworzyć holokronów i jeśli tak dalej pójdzie, zawiedzie też swego króla. Jedna porażka za drugą, powoli sprawiały, że zaczął tracić połączenie z rzeczywistością.

Odetchnął głęboko.

Podniósł holokron, schował go w torbie i ruszył z powrotem do swojej bazy.

Miejscowa fauna dorwała się do jego zapasów już pierwszego dnia, wiec zamiast próby otworzenia holokronów, był zmuszony polować i szukać pożywienia. Na szczęście w podziemiach świątyń, znalazł kilka strumyków czystej wody, a pobliskie tereny były pełne fauny i flory. Część zwierząt była niebezpieczna, nie mógł zaprzeczyć, ale prowizoryczny łuk i włócznia, wystarczały by je odstraszyć. Wracał właśnie z polowania, niosąc satysfakcjonującą zdobycz. Nie było tego bardzo dużo, ale wystarczająco by nie musiał polować następnego dnia.

Miał szczerze dość tego księżyca. Jedyne o co prosił to usłyszeć odgłos silników i zobaczyć statek swego króla.

Wszedł do świątyni jedi i ruszył schodami do góry, na wyższe piętra. Już pierwszego dnia, odkrył, że część zwierząt zrozumiała już, że świątynia jest teraz idealny miejscem by spędzić noc. Na szczęście nie wiedzą jak otwierać drzwi. Adam wybrał więc salę znajdującą się na samym szczycie wieży, gdzie żadne zwierze nie mogłoby się dostać. Miał stąd genialny widok na okolicę i mógł wszystko obserwować, a możliwość otwierania okien, pozwalała rozpalić mu ognisko i coś upiec, nie obawiając się że zakrztusi się dymem.

Właśnie kroił mięso i przygotowywał ognisko, kiedy usłyszał dźwięk silników.

Pełny nadziei, podbiegł do okna i rozejrzał się w poszukiwaniu oczekiwanego statku. Po chwili, kanciasty kształt przeleciał nad świątynią i zaczął podchodzić do lądowania. Adam przyjrzał się statkowi zaniepokojony. Królestwo Terian od zawsze walczyło z piratami, a w tej walce zawsze brakowało im surowców. Tradycją stało się więc przejmowanie okrętów i uzbrojenia wroga i dołączanie ich do siły militarnej królestwa. Oczywiście, przypadków gdzie statek piratów mógł dołączyć do floty było niewiele, ale miejscowe planetarne garnizony, zawsze znajdowały dla nich zajęcie – do transportu dóbr, przeprowadzania ćwiczeń, celu na strzelnicy, na części zamienne, a w ostateczności, przemieniano je w fortyfikacje. Nawet teraz, zdobyczna flota i uzbrojenie Republiki było rozsyłane i modyfikowane tak by mogły służyć królestwu. Pojawienie się więc statku o tak nietypowym kształcie, nie oznaczało jeszcze że są to piraci… ale czy Jego Wysokość, naprawdę wysłałby po niego taki statek?

Adam postanowił, że nie może stracić czujności. Przerwał przygotowania, wziął swoją broń i ruszył biegiem, chcąc sprawdzić któż to odwiedził ten cichy księżyc.

***

- Haaa… - Reaker odetchnął głęboko. – NO! To się nazywa świeże powietrze!

- Zamknij mordę – syknął trandosański kapitan Vassk. – Obchodzi nas tylko świątynia. Przeszukamy miejsce, weźmiemy wszystko co ma jakąkolwiek wartość… a może nawet założymy tu swą bazę.

- Tutaj? – zapytała Jeana.

- Najciemniej pod latarnią – odsyknął kapitan. – Zostań na statku, Reaker i RV-E3 idą ze mną by przeszukać świątynię.

- Jasne szefie – odpowiedzieli chórem.

Reaker odetchnął słodkim powietrzem księżyca. Bycie piratem jest cholernie ciężkie, więc bardzo doceniał te nieliczne, ciche momenty, kiedy nic mu nie groziło.

***

Piraci.

Piraci bez dwóch zdań, a najgorsze że jeden z nich to trandosańska jaszczurka. Cholernicy mają genialny węch… choć z drugiej strony, Terram był tu od dłuższego czasu i jeszcze dziś się nie kąpał. Krew zdobyczy powinna ukryć jego zapach. Poprawił chwyt na łuku.

„Co teraz?” – zastanowił się obserwując dwóch piratów i astrodroida zmierzających do świątyni. – „Jest jeszcze ich statek… pewnie nie zostawili go bez straży. Pytanie tylko, ilu ich jest? Czy jest ich trzech czy dziesięciu?”

Po krótkim zastanowieniu się, Adam postanowił zająć się grupą idącą do świątyni. Zagrożenie że wpadnie na całą bandę piratów uzbrojony zaledwie w łuk, włócznię i nóż, było zbyt wielkie. Potrzebował więc planu. Czegoś co dałoby mu przewagę w walce…

***

Reaker zagwizdał rozglądając się po świątyni jedi.

- Duża.

- I opuszczona, tak jak zakładaliśmy – dodał Vassk. – Idę przeszukać górne piętra, ty sprawdź parter. RV-E3 – droid zapiszczał pytająco. – Poczekaj tutaj. Ostrzeż nas jeśli pojawią się jakieś zwierzęta… - pociągnął nosem. – Czuć krew, pewnie jakiś drapieżnik ma tu swoje leże.

- Drapieżnik? – Reaker spojrzał na niego zaniepokojony.

- Nic co by wytrzymało strzał z blastera. Drapieżniki na tym księżycu są też dość słabe, odstraszysz je jeśli głośno krzykniesz.

- O… o to mnie uspokoiłeś – żachnął się Reaker poprawiając chwyt na blasterze.

Vassk syknął poirytowany i ruszył na wyższe piętra, Reaker natomiast wszedł w któryś z korytarzy i zaczął sprawdzać puste pokoje. Otwierał drzwi, rozglądał się, ale jedyne co widział to gołe ściany i łóżko, za każdym razem. Irytacja rosła z każdym otwartym pokojem, w końcu nawet nie wchodził do środka, tylko otwierał drzwi i przechodził dalej. Tępo przeszukania się zwiększyło, ale niewiele ponad to.

- Żeby to szlag – mruknął. – Jedi mają kasę by kupować myśliwce i gonić za piratami, ale nie mają nic cennego w swoich świątyniach?

Otworzył kolejne drzwi i zatrzymał się nagle.

Coś było w środku.

Niewielki sześciościenny obiekt. Wyglądał na dobrze wykonany. Nic nadzwyczajnego, ale powinno być coś warte. Zbliżył się do przedmiotu i przyjrzał mu się, zaintrygowany. Czuł od niego… coś.

Wyciągnął dłoń, ale nie zdążył pochwycić obiektu. Zimne ostrze noża przeszyło jego gardło. Pirat Reaker padł martwy na podłogę z dość zaskoczonym wyrazem twarzy. Adam odetchnął i zabrał jego blaster. Mocna broń, powinna pozwolić mu zabić tą przerośniętą jaszczurkę. Jeńców już nie potrzebował. Astrodroid dał się podejść i Adam zdołał go wyłączyć, teraz jeśli będzie chciał, może przepytać droida, ryzyko i tak istniało, ale z drugiej strony, trandosańczyka nie zaszedłby z nożem, a w walce wręcz potwór by go rozszarpał. Wypadło na pechowego człowieka.

Uniósł wzrok na milczący holokron. Prychnął rozbawiony i wziął go ze sobą. Pomyśleć że ten przedmiot znajdzie jednak dla niego jakiś użytek.

Teraz trzeba tylko dorwać jaszczurkę.

***

Vassk wracał na dół ze zdobyczą w dłoni. Dziwną piramidą, jaką znalazł na wyższych piętrach. W środku wyczuwał delikatny ludzki zapach, ale zakładał że to pozostałości po jedi. Teraz z niewielką zdobyczą miał to po co przybył, dowód że nadal jest tu coś cennego. Choć oczywiście nie miał zamiaru sam przeszukiwać opuszczonej świątyni, po to miał resztę załogi by robiła to za niego.

Zasyczał zadowolony idąc w stronę stojącego przy wejściu Astrodroida.

- RV-E3, połącz mnie z Jeaną – zażądał, ale droid milczał. – Co jest, głupia maszyno? Nie słyszysz co-

Nie zdążył zareagować, kiedy coś trafiło go w plecy. Wypuścił z dłoni zdobycz i obrócił się zdezorientowany, tylko by przywitać kolejny błyszczący czerwienią pocisk, który wypalił mu dziurę na samym środku czoła.

***

- Hym… - Adam stał nad nieruchomym ciałem Vasska. – Czyżby legendy o ich rasie były aż tak przesadzone? Żeby dać się tak łatwo podejść… cóż, widocznie nie wszyscy przedstawiciele tej rasy dorastają do jej reputacji.

Zabrał z ciała pirata, przydatną broń i zabrał zakrwawiony holokron sithów. Przeciągnął się i spojrzał na astrodroida.

- Dobra… czas na zadawanie pytań.

***

Jean grała w jakąś grę, nie przejmując się swoimi obowiązkami. Tak długo jak szefa nie ma w pobliżu. Ma czas wolny i piekło ją pochłonie, jeśli bez pomocy RV-E3 miałaby się brać za jakiekolwiek prace porządkowe.

I tak miała już dość tej drużyny.

Reaker był miękki. Był dobrym kanciarzem i oszustem, ale żaden z niego pirat. Jedyna zaleta Vassa byłą taka, że kiedy się z nią „kochał”, robił to mocno, tak jak lubiła. Oprócz tego, był to idiota, niedorastający do ideału swojej rasy. Jedynym przydatnym członkiem załogi którego lubiła, był cholerny astrodroid… nawet ten umiał dać jej czasem więcej przyjemności, niż ta głupia jaszczurka.

Usłyszała kroki na rampie.

- Ej! Już wróciliście?

Cisza. Jean podniosła się lekko poirytowana.

- Ej! Jak tam? Udało się znaleźć coś cennego?

Naraz zobaczyła wymierzoną w nią lufę blastera i wysokiego mężczyznę w poszarpanym mundurze. Patrzyła na niego sparaliżowana.

- Tak – oznajmił zimno. – Cały statek. Ręce do góry.

Dziewczyna uniosła ręce posłusznie.

- Nie radzę mnie atakować – oznajmiła. – Moja drużyn-

- Są martwi – odpowiedział – Zarówno człowiek jak i jaszczurka. Nie byli żadnym wyzwaniem – zimne słowa wytrąciły ją z równowagi. – Piraci?

Kiwnęła głową. Adam westchnął.

- Czego tu szukaliście?

- Vassk myślał że będą tu jakieś łupy, ewentualnie że założymy tu bazę.

- Vassk?

- Jaszczurka.

- A… - Adam kiwnął głową i rozejrzał się po statku. – Przylecieliście sami? Inni nie czekają na orbicie?

- Tak, sami!

- Dobrze. Astrodroida pozostawiłem aktywnego, a że nie mam zamiaru przebijać się przez wasze zabezpieczenia, będziesz tymczasowo moim pilotem – oznajmił.

Jean przełknęła ślinę. Chciała żyć. Za wszelką cenę chciała żyć. Pokiwała więc głową.

- Oczywiście szefie, gdzie chcesz polecieć?

- Terian 3 – oznajmił.

Jean rozszerzyła oczy w szoku.

- Ale to stolica królestwa! Złapią nas!

- Nie złapią – uspokoił. – Mam tam przyjaciół. Wprowadzą nas na planetę. A teraz, do roboty – popędził ją. – Odpalaj statek i ruszajmy, chyba że chcesz dołączyć do reszty swoich przyjaciół i pozwolić mi, się pomęczyć z tym statkiem.

Jean pisnęła i ruszyła powoli do kokpitu, gdzie cichy mężczyzna usiadł tuż za nią, celując jej w plecy, cicho przypominając, o swojej obecności.

W kilkanaście minut byli już na orbicie, a następnie skoczyli w nadprzestrzeń. Jean odetchnęła. Kimkolwiek był ten tajemniczy mężczyzna. Był bardzo spokojny i chyba nie chciał jej zabić.

- Wstań – zarządził naraz.

Posłusznie wstała. Adam przyglądał się jej przez chwilę.

- Ile będzie trwał lot?

- To stary hipernapęd, więc jakieś dwadzieścia minut – oznajmiła.

- Dobrze – Adam przytaknął i schował blaster. – Rozbieraj się…

Jeana uśmiechnęła się delikatnie i powoli zdjęła z siebie koszulkę…

***

Karl XII uśmiechnął się na widok admirała Adama Terrama wychodzącego z zardzewiałego statku piratów. Nie umknęła jego wzrokowi również lekko spocona kosmitka i czarny astrodroid. Otaczające ich szklane miasto zapierało dech w piersiach, a widok samego pałacu królewskiego, tylko podwajał wrażenie. Gwardziści stali w milczeniu na baczność, kiedy admirał zbliżył się i uklęknął.

- Wasza wysokość, powróciłem.

- Tak. Powróciłeś – przyznał Karol zadowolony.

- Eh!? – Jeana cofnęła się o krok. – „Wysokość”? TO JEST KRÓL TERIAN?

Karl uśmiechnął się delikatnie.

- Tak, to Ja – przyznał. – A ty najpewniej jesteś piratką, czyż nie?

Jean padła na kolana.

- Łaski, Panie! Łaski! Nie chcę trafić do kopalń!

Karl spojrzał delikatnie na Adama. Ten nie powiedział nic. Nie miał do niej przywiązania. Co więcej, był spokojny. Znalazł swoją równowagę. Karolowi się to bardzo spodobało. Nonszalancko machnął ręką w stronę piratki.

- Idź.

- …panie? – Jean spojrzała na niego zaskoczona.

- Twój los się zmienił. Idź, weź swój statek i astrodroida… i leć.

Jeana patrzyła na niego w szoku.

- Nie… - zaczęła. – Nie zostanę aresztowana?

- Chyba że sobie tego życzysz?

- NIE! Nie, mój Panie! – Jean ukłoniła się i zaczęła się cofać. – Już mnie tu nie ma.

Jean ruszyła biegiem do statku wraz z RV-E3 i kiedy tylko drzwi się zamknęły, silniki statku zapłonęły i zardzewiały pojazd wzniósł się w powietrze by po chwili zniknąć w chmurach. Karl opuścił wzrok na Adama, który nadal nie powiedział słowa.

Jego ubiór, wygląd… i zapach, miały wiele do życzenia, ale jego duch, był w harmonii i tylko to się liczyło. Spojrzał po swoich służących.

- Zapewnijcie admirałowi kąpiel, fryzjera i nowe umundurowanie – odwrócił się do Adama. – Kiedy będziesz gotowy, poproś służących by zaprowadzili cię do mego gabinetu. Mamy sporo do omówienia.

- Jak rozkażesz, mój królu.

***

Terram zapukał do drzwi. Wyglądał teraz znacznie lepiej niż w momencie przybycia do stolicy. Nowy, czarny mundur przeszywany złotymi nićmi, był nawet zbyt elegancki, jak na jego gust, ale nie mógł odmówić hojności swego króla.

- Proszę wejść Admirale.

Terram otworzył drzwi i wszedł do gabinetu króla. Rozejrzał się po nim zafascynowany. W stylistyce pokój przypominał holokron. Szkło i elegancka stal, oraz proste kształty. Dało się wyczuć w nim pewną moc i siłę, połączoną bezpośrednio z osobą jego króla.

Bez słowa, zbliżył się i położył pudełko z holokronami na biurku swego Pana. Ten uniósł brew i zajrzał do środka, sprawdzając czy holokrony są całe. Po chwili, zadowolony, wyciągnął oba i położył na blacie. Uniósł wzrok na Adama i uśmiechając się tajemniczo, zapytał.

- Czy udało ci się je otworzyć?

- Nie mój Panie. Holokrony nie odpowiedziały na me starania. Widocznie nie mam potencjału, by odkryć ich tajemnice… jestem niegodnym sługą. Zwracam je i proszę byś ukarał mnie za mą porażkę i zawiedzenie twoich oczekiwań.

Król milczał przez dłuższy moment. Następnie wyciągnął dłoń, a holokron jedi uniósł się w powietrze. Adam patrzył zafascynowany, na wznoszący się obiekt. Po chwili, kostka poruszyła się lekko, jej końce oderwały się od reszty konstrukcji, a sam holokron zabłyszczał, ciepłym niebieskim światłem.

- Nie doceniasz siebie, Adamie Terram – oznajmił król. – Od samego początku nie zakładałem, że uda ci się otworzyć holokrony.

- Więc, czemu mi je dałeś, królu? – Adam spojrzał na króla pytająco.

- Hym – holokron zakręcił się delikatnie w powietrzu. – Powiedz mi, czy holokron ma dla ciebie jakąś wartość, sam w sobie, nie licząc faktu że ci go dałem?

- Nie – przyznał Adam. – Holokrony nie mają dla mnie wartości. Mogą być użyteczne, ale nie widzę powodu czemu miałbym je posiadać.

- Mimo że to biblioteki wiedzy?

- Jednak takich których nie mogę otworzyć. Więc i wiedza w nich zawarta, jest poza moim zasięgiem.

Król uśmiechnął się i pokiwał głową. Holokron powrócił do swej wcześniejszej formy i przestał się świecić. Król odłożył go na swoje miejsce i spojrzał Adamowi w oczy.

- Dobra odpowiedź, admirale, zdałeś mój test.

- Ale, przecież zawiodłem! Holokrony nie otworzyły się pod mą wolą.

- Jak już mówiłem, nie miały – odpowiedział król. – Miały cię jednak czegoś nauczyć…

- Bezsilności – Adam zrozumiał.

- Tak – przytaknął król. – Bezsilności. Będą chwilę, kiedy będziesz bezsilny. Kiedy nie będziesz mógł nic zrobić. Tak było w przypadku holokronów i śmierci twego brata. Nie mogłeś nic zrobić. Nie oznacza to jednak, że nie możesz zrobić innych rzeczy. Przez ten czas polowałeś i przetrwałeś sam na opustoszałym księżycu, a następnie sam pokonałeś grupkę piratów i powróciłeś ich statkiem, do domu – król wstał i podszedł do Adama. – Masz wielki potencjał Admirale. Musisz jednak wiedzieć, gdzie twoje umiejętności są twoją siłą, a gdzie słabością. Co możesz, a czego nie możesz zrobić. Właśnie to zrozumienie oraz wiedza, że każdy będzie w którymś momencie bezsilny, jest najistotniejsza. Tylko głupcy widzą jedno, czy dwa rozwiązania. Kazałem ci znaleźć równowagę i dałem ci narzędzia byś ją osiągnął, ale nie byłeś w stanie ich użyć. Znalazłeś jednak inną drogę ku równowadze i zrozumieniu – król położył mu dłoń na ramieniu. – SWOJĄ DROGĘ.

Adam uśmiechnął się lekko i ukląkł, wypełniony radością i dumą, że może służyć tak wspaniałemu władcy. Który wyciągnął do niego dłoń w momencie kiedy był najsłabszy i dał mu siłę. Król uśmiechnął się lekko.

- Oficjalnie nadaję ci tytuł Barona i daję Uxelt, jako twe pierwsze terytorium.

- Jestem zaszczycony mój Panie. Czy jesteś jednak pewny, że chcesz dać mi księżyc z tymi świątyniami?

- Mają one niewielką wartość, kiedy są puste, a ja mam całe państwo pod pieczą – oznajmił uspokajająco. – Dodatkowo. To miejsce w którym, w pewnym sensie, narodziłeś się na nowo. Uznaj to za prezent i akt zaufania. Wiem, że mnie nie zawiedziesz.

- Dziękuję mój Panie.

Król uśmiechnął się i ruszył do wyjścia.

- Chodź baronie Terram. Obiad już gotowy, a Ty musisz dowiedzieć się o wszystkim co wydarzyło się w czasie twojej nieobecności.

 

- Jak rozkażesz mój Panie…

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Pontàrú 4 miesiące temu
    Pobiegła biegiem - pleonazm

    Pytanie o to, czy statek lata, trochę nie na miejscu. Przecież Adam widział jak piraci przylecieli.

    Dziwi mnie trochę przyjaźń króla i Adama. Skąd nagle takie spoufalenie? To nie jest tak, że Adam jest tylko jednym z dziesiątek żołnierzy? Oczywiście nie szeregowym, ale ile to kapitanów statków znajduje się w królestwie Terian? Jakbyś mógł wyjaśnić tę przyjaźń byłoby dobrze.

    Poza tymi uwagami wszystko ładnie. Cieszy mnie fakt, że Adamowi nie udało się otworzyć holokronów a znajomość mocy króla jest nawet akceptowalna
    (人◕ω◕)
  • Kapelusznik 4 miesiące temu
    Król przyjaźnił się z jego bratem co wspominał
    Z tego ten poziom nadziei
    I Adam jest admirałem - nie byle oficerem
  • Kapelusznik 4 miesiące temu
    Czemu admirał?
    Polowania na piratów i zagrożenie wojną
  • Pontàrú 4 miesiące temu
    Btw, dzisiaj powinna być kolejna część Asaro. Mam nadzieję, że pierwsze akapity… zaintrygują ;)
  • Kapelusznik 4 miesiące temu
    Pontàrú
    będę czekać
  • Kapelusznik 4 miesiące temu
    Pontàrú
    coś na facebooku ci dopisałem istotnego

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania