Wróg Republiki cz.9 - Star Wars

Viceadmirał Katrina Ultech stała przed szeregiem oficerów, oczekując powrotu swojego dowódcy. Nie było go cały tydzień na Behemocie i w tym czasie to ona dowodziła II flotą. Pod jego nieobecność przeprowadziła kilka rajdów na terytoria Republiki. Jednakże zbierająca się w systemie Guneth flota republiki, powstrzymała jej plany. Nie mieli wystarczającej siły przebicia, a flota wroga rosła każdego dnia i widocznie przygotowywała się do kolejnego ataku na Tyrant. Była pewna, że Republika zaatakuje i to z pełną siłą jaką zbierze.

Wiedziała jednak że Adam sobie poradzi. Znała go jeszcze z akademii i służyła już dziesięć lat, zawsze jeden krok za nim, zawsze w cieniu.

Widziała jak z każdą bitwą rósł w siłę. Pamiętała kiedy pod jego rozkazem całe flotylle piratów, zjednoczonych, by rzucić wyzwanie królestwu, były pochłaniane prze próżnię. Za każdym razem spełniał oczekiwania, albo je przewyższał, głównie z tego powodu został admirałem w tak młodym wieku.

Przełknęła ślinę widząc lądujący statek. Drzwi syknęły i z pojazdu wyszedł wolnym krokiem Adam Terram. Wydawało się, że otacza go zimna aura spokoju. Czarny mundur i płaszcz, zlewały się ze sobą, sprawiając wrażenie, że Terram to jakieś tajemnicze stworzenie z otchłani kosmosu. Katrina odetchnęła i zakomenderowała.

- BACZNOŚĆ! ADMIRAŁ NA POKŁADZIE!

Oficerowie strzelili obcasami i zasalutowali. Adam kiwnął głową i przeszedł obok nich kierując się na mostek. Jego oczy były skupione na czymś, czego nikt nie widział. Wydawać by się mogło, że widzi na wskroś pancernych płyt okrętu i lata świetle dzielące go od przeciwnika.

- Raport Katrino.

Wszyscy spojrzeli po sobie. Zwykle nie był tak bezpośredni, ani tak na czymś skupiony. Katrina miała wiele pytań, ale wiedziała, że najpewniej nie dostanie odpowiedzi. Możliwe że Adam zwyczajnie się zmienił po tragicznej śmierci swego brata. Nie miała okazji mu jeszcze złożyć kondolencji, nie wiedziała jednak czy Adam je przyjmie, będąc w takim stanie.

- W czasie pańskiej nieobecności wykonaliśmy pięć rajdów na tereny Republiki.

- Z jakim skutkiem?

Odgłos kroków wybijał przyjemny rytm, który uspokoił jej nerwy. Znajome ściany Behemota, dodały jej siły.

- Zniszczyliśmy trzy konwoje i mocno uszkodziliśmy dwa Acclamatory, ale raz sami zostaliśmy odepchnięci i to naprawdę mocno.

- Jakie straty?

- Osiem korwet: sześć lekkich, dwie ciężkie, dwie fregaty typu XLD-20 i niszczyciel XBD-12D „Miecz Akra” – odpowiedziała Katrina. – Do tego liczne, ale lekkie uszkodzenia, wszystkie już w końcowej fazie napraw.

- Straciłaś aż jedenaście okrętów w czasie mojej nieobecności?

Głos Adama nie był groźny. Nie wydawał się nawet zirytowany, co ją mocno zaskoczyło. Przytaknęła.

- Potwierdzam dowódco. Flota Republiki okazała się znacznie większa niż zakładaliśmy i według naszych informacji, cały czas rośnie. Z naszych obserwacji wychodzi na to, że szykują się do ataku.

- Z czym możemy się mierzyć?

Katrina spojrzała na holopad z najnowszymi analizami. Przełknęła ślinę.

- To najpewniej prawdziwa grupa bojowa z zadaniem zajęcia przynajmniej trzech systemów. Przewidujemy flotę w sile: siedmiu Venatorów, dziesięciu Acclamatorów, około dwudziestu lekkich krążowników typu Arquitens i Consular, na domiar wszystkiego kilka fregat typu Pelta, zarówno medycznych jak i bojowych i dwadzieścia korwet typu CR90. Razem mówimy tu o flocie co najmniej sześćdziesięciu okrętów. W najgorszych założeniach będzie ich lekko ponad setka. Zakładamy, że ich celem może być: Mon Cala, Mandalore albo Felucja.

- Rozumiem – admirał kiwnął głową niewzruszony. – Jak wygląda wsparcie naszych sojuszników z konfederacji?

- Na pomoc wysłano nam flotę komodora Zeka Quera. W jej skład wchodzi: dziesięć ciężkich fregat Munificent, trzy lekkie niszczyciele klasy Recusant i jeden lotniskowiec DB, służący jako okręt flagowy, razem czternaście okrętów. Podobno jeszcze jedna, znacznie większa, ma zostać wysłana w przeciągu tygodnia.

- Czyli najpewniej nie dotrze na czas. Flota Quera wydaje się bardzo mała – stwierdził admirał wchodząc na mostek Behemota i zasiadając w swoim fotelu. – Wraz ze wsparciem jakie zbieram, mamy jednak pewną szansę. Skontaktować się z dowódcą floty konfederacji i dowódcą sił naziemnych Tyrantu, Maxem Yavociem. Musimy się spotkać i omówić strategię na zbliżające się starcie. Razem będziemy w stanie pokonać Republikę.

Katrina przełknęła ślinę i odpowiedziała drżącym głosem.

- Obawiam się że to nie będzie możliwe.

Terram spojrzał na nią pytająco.

- A to dlaczego?

- Komodor Quer oznajmił, że sam odepchnie flotę Republiki. Ma to przekonać Terian do przekazania kontroli nad naszymi siłami zbrojnymi Wysokiej Radzie Wojskowej, Separatystów. Wygląda na to, że wraz z dołączeniem do sojuszu, oczekują przekazania całkowitej kontroli militarnej nad naszymi siłami – odpowiedziała Katrina mówiąc na głos, to czego obawiali się inni oficerowie.

Terram drgnął lekko, a powietrze wokół niego się jakby ochłodziło, jednak po chwili jego twarz rozświetlił lekki uśmiech. Po rozmowie z królem wiedział już, że nawet głupotę można wykorzystać. Tylko głupcy widzą jedno rozwiązanie, a on już ma obraz drugiego.

- Niech i tak będzie, nawet taką sytuację będziemy mogli wykorzystać.

- Admirale? – Katrina spojrzała na niego zaniepokojona.

- Wezwij wszystkich wyższych oficerów floty i armii w systemie. W ciągu dwóch godzin chcę ich widzieć na Behemocie. Nie informuj o tym komodora Quera.

- Nie mam? – Katrina była bardzo zaskoczona.

- Przekazać mu jedynie, że jestem na miejscu i czekam z niecierpliwością na pokaz siły floty Separatystów. Nic więcej mu nie mów. Jeśli będzie chciał się spotkać, poinformuj go że, możemy spotkać się za osiem godzin, ponieważ, muszę zająć się raportami, po mojej nieobecności.

Katrina zmrużyła oczy, lekko zdezorientowana, ale zasalutowała.

- Tak jest, admirale.

Ruszyła by wykonać swoje obowiązki, ale zatrzymała się w pół kroku.

- Admirale?

- Tak? – Adam nawet się do niej nie odwrócił.

- Czy nie zawiodłam twoich oczekiwań? Czy czeka mnie kara za to jakie straty poniosłam?

W jej głosie dało się słyszeć niepokój. Mimo wszystko niekompetencję często ostro karano, a w tak militarystycznym społeczeństwie jak Teriańskie, było to naturalne. Adam milczał przez moment, a następnie wstał i spojrzał po wszystkich zgromadzonych. Czujnie obserwujących scenę. Mimo wszystko, od tego zależała również ich kariera.

- Żałujesz, że ponieśliśmy straty? – zapytał.

- Byli pod moją komendą w czasie twojej nieobecności, a Ja wysłałam ich na śmierć.

Głos Katriny był wypełniony szczerym bólem. Znała kapitanów tych statków. Kilku znała nawet dłużej niż Terrama. Teraz jednak, wszyscy nie żyli, a wraki ich statków unosiły się gdzieś w republikańskiej przestrzeni.

- Czasy kiedy polowaliśmy na piratów się skończyły, viceadmirale… - oznajmił stanowczo. – Teraz, to wojna na pełną skalę. Nie będzie już łatwych zwycięstw, wszystkie będą opłacone setami, a nawet tysiącami istnień. Twoim zadaniem nie jest rozpaczać nad poniesionymi stratami, a upewnić się, że miały wartość – zamilkł i spojrzał jej w oczy. – Czy według ciebie, straty te przyniosły królestwu jakąś przewagę?

Katrina patrzyła na Adama zaskoczona. Zmienił się i to bardzo. Przełknęła ślinę i kiwnęła głową potwierdzająco.

- Tak. Przynajmniej dwa Acclamatory nie dołączą do ataku w najbliższej bitwie.

- A Acclamatory mają siłę równą naszym krążownikom, a ty nie straciłaś nic o zbliżonym tonażu i to powinno ci wystarczyć – usiadł z powrotem na swoim fotelu. – Poinformuj mnie kiedy wszyscy się zbiorą. Upewnij się że wszyscy będą obecni.

- Tak, jest – Katrina zasalutowała i ruszyła do wykonania swoich zajęć.

Adam sprawdził raporty, a następnie przeszedł do sali operacyjnej (tutaj – sala gdzie planuje się operacje wojskowe). Kliknął kilka przycisków, na klawiaturze, a w odpowiedzi środek stołu zalśnił i wyświetlił duży hologram. Spoglądał na szaro-zielony glob Tyrantu 4, głównej planety w systemie. Pierwsza linia obrony w wojnie z Republiką i szczerze dziękował niebiosom, że to właśnie ta planeta jest pierwszą na drodze Republiki.

Tyrant był systemem produkcyjno-militarnym, a Tyrant 4, był faktycznym sercem, nie tylko systemu, ale i idei. Cała planeta była poprzeszywana kanionami, płaskowyżami i głębokimi morzami, a wszystko wypełnione groźną fauną, florą i anomaliami. Bestie, rośliny i środowisko samo w sobie, tylko czekało by się wgryźć w miękkie mięso pechowego wędrowca. Z drugiej jednak strony, planeta była pełna surowców, a ciężkie środowisko rodziło twardych ludzi, najlepszych rekrutów w królestwie. Kilka planet mogło pochwalić się równie dobrymi kandydatami do armii czy floty i tak rozbudowanym przemysłem. Fabryki Tyrantu zapewniały wiele dóbr, a co ważniejsze – broni i materiałów do budowy okrętów. Jeśli ten system padnie, będzie to cios wystarczająco silny, by zmusić królestwo do kapitulacji.

Właśnie dlatego wiedział, że Republika przybędzie w pełnej sile i będzie chciała wziąć ten system szturmem. Wywołali tę wojnę, ale nie mają zamiaru jej przeciągać. Ten cios, ma być pierwszym i ostatnim w tej wojnie.

Wiedział jednak gdzie leży słabość Republiki w tym konflikcie.

Tym razem Republika, Jedi i armia klonów napotka inny typ przeciwnika. Nie jest to planeta okupowana przez Separatystów, zniewolona, czy uciskana. Nie jest to też planeta polegająca tylko i wyłącznie na armii droidów. Tyrant, to zupełnie inne zwierzę niż Konfederacja.

To planeta z wrogą im populacją gotową stawiać aktywny opór.

To świat mocno zmilitaryzowany, który zapewnia jednych z najlepszych rekrutów całemu królestwu. To ponad pół-miliona milicjantów, najlepiej wyposażonych w królestwie i połowa tego, profesjonalnych gwardzistów, trochę Marinsów, a nawet dwie centurie Astres. Fakt faktem, że jedynie Marinsi i Astres mogliby mierzyć się, a nawet przewyższyć typowego klona w umiejętnościach, ale było ich mniej niż 3% wszystkich sił na planecie. Właśnie dlatego musiał w pełni wykorzystać ich potencjał w zbliżającej się bitwie.

Pewną nadzieję dawała mu jeszcze świadomość posiłków w postaci zdobycznego uzbrojenia Republiki. Był ciekawy, jak Yavoc oceni skuteczność pojazdów Republiki, przeciw Republice.

Analizował mapy, wykresy i dane, tworząc obraz planu, który dopracuje razem z resztą oficerów.

Po godzinie wszyscy oficerowie, w tym Yavoc znaleźli się w sali obrad, Adam odetchnął i rozpoczął opisywanie swojego planu…

***

- To powinno zapewnić nam całkowite zwycięstwo – zakończył Adam swoją prezentację.

Oficerowie siedzący wokół, byli w kiepskich nastrojach. Przedstawiany obraz był daleki od różowego. Sam Yavoc, znany ze swoich brutalnych strategii pokręcił nosem.

- Bardzo ryzykowny plan – oznajmił. – Ryzykowny, ale realny do wykonania. Nie ma w nim nic, co byłoby niemożliwe. Jest to perfidny plan i całkowicie bezlitosny, nawet jak na moje standardy, ale powinien się udać – oznajmił kiwając głową.

- Ale żeby poświęcić flotę naszych sojuszników! – żachnął się kapitan krążownika „Sława Mersu”. – Dowództwo Konfederacji może nas uznać za zdrajców. Czy na pewno powinniśmy brać, aż takie ryzyko?

- Habia Dooku doceni, że ma dla odmiany, kompetentnych oficerów – odpowiedział Adam. – Najważniejsze są efekty. Separatyści tracą floty każdego dnia, ale budują ich więcej niż tracą. Naszym zadaniem jest upewnić się, że porażka Republiki będzie na tyle wielka, że nasi sojusznicy, nas o nic nie oskarżą – wskazał na mapę. – Musimy odciąć siły inwazyjne, od floty i rozbić je osobno. Inaczej nie zdołamy ich pokonać, nie kiedy nie mamy widocznej przewagi liczebnej.

- Ale do wykonania drugiej fazy twego planu, potrzebujemy naprawdę potężnego generatora osłon.

- Najwyższej jakości i największej mocy – przyznał Adam.

- I skąd go cholera wyciągniesz? Nawet na Mersie nie produkujemy tak potężnych pól siłowych.

- Są jednak inni którzy je tworzą, a jego wysokość poinformował mnie o pewnym bardzo istotnym konwoju zmierzającym na nasze terytoria i są już bardzo, ale to bardzo blisko.

- Skąd ten konwój?

- Qirinee.**

Yavoc uśmiechnął się i pokiwał głową.

- A! Czyli „neutralni” fanatycy, lubią jednak handlować! – zaśmiał się.

- Trwa wojna, a obie strony potrzebują osłon – Adam uśmiechnął się lekko. – Wojna toczy się tuż pod ich nosem, a mimo to, dalej handlują. Mamy szczęście, że wśród naszej populacji jest tak wielu wyznających ich religię.

- Kapłan przybył na „pielgrzymkę” z generatorem osłon i małą armią jako obstawą, by „szerzyć wiarę” – Yavoc pokręcił głową. – Pewnie tak to sprzedadzą w rozmowach z Republiką. He. Pomyśleć ile siły ma kapłan z kieszenią pełną kredytów i uzbrojonymi fanatykami za plecami?

Oficerowie na mostu zachichotali rozbawieni. Mało który z nich był wierzący. Wiara zaślepiała wzrok, który powinien być skupiony na służbie ojczyźnie. Adam klasnął w dłonie, skupiając na sobie uwagę.

- Transport dojdzie w przeciągu kilku godzin i pewnie dzień zajmie zainstalowanie go w Helsreach.

Yavoc spojrzał na zaznaczony region, o który opierał się plan Terrama. Spokojny płaskowyż, port kosmiczny i wiszące na klifie miasto były widocznie oznaczone. Mruknął zadowolony.

- Rozumiem czemu wybrałeś ten region, bo faktycznie, jest to najbardziej oczywiste miejsce lądowania sił inwazyjnych… i to mnie właśnie martwi – spojrzał na Adama. – Republikanie też pewnie mają tego świadomość. Skąd pewność, ze wylądują właśnie tu?

- Bo potrzebują szybkiego i decydującego zwycięstwa, a co najważniejsze, nie biorą nas w pełni na poważnie – spojrzał po oficerach. – Nie zniszczyliśmy ich floty, a zwyczajnie ją zajęliśmy. Wiedzą więc że mamy działa jonowe i nie spodziewają się innych niespodzianek. Zaatakują w takim szyku, gdzie nie będziemy mogli wykorzystać naszej broni, a mając taką przewagę ogniową, są pewni że nas pokonają. Musimy jedynie pozwolić im uwierzyć w ten piękny sen, a następnie zmiażdżyć go z pełną siłą – oznajmił Terram zimno.

Oficerowie zamruczeli potwierdzająco. Zgadzali się z jego planem. Yavoc pokiwał głową.

- W najgorszym przypadku, idziemy z planem B – stwierdził.

- Oczywiście – Adam spojrzał po reszcie oficerów. – Jakieś pytania?

Cisza.

Adam pokiwał głową.

- W takim razie spotkanie uznaję za zakończone. Powrócić na swoje stanowiska i przygotować się. Tym razem czeka nas walna bitwa, od której zależy przyszłość naszej ojczyzny.

 

*Dla zainteresowanych – oto link do strony z rozpiską flot z gwiezdnych wojen – jeśli chcecie się przyjrzeć jakie statki pojawiają się we flocie.

http://starwarsships.weebly.com/separatist.html

** Nawiązanie do serii „Stary Przyjaciel” – użytkownika Pontaru

Tu link do 1 rozdziału: http://www.opowi.pl/stary-przyjaciel-czesc-1-star-wars-a48348/

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Pontàrú 4 miesiące temu
    Przyjemne nawiązanie, nie powiem :)
    Jak zwykle dbasz o szczegóły walki. Chodzi mi tu o ilość, wyposażenie a nawet nazwy statków bojowych. Osobiście uważam, że trochę za dużo się ich pojawia ale niestety nie widzę za bardzo innej możliwości.
    Spodobała mi się postać Katriny Ulteh. Taka inteligenta (jak się wydaje) ale żyjąca w cieniu.
    Zostawiam 5. Możesz spodziewać się też wiadomości na fb

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania