Poprzednie częściBo jestem inna 1

Bo jestem inna 16

Wiosna wtargnęła niespodziewanym ciepłem, dni były pogodne i zachęcające do spędzania czasu w plenerze.

Marta chodziła z Felkiem na długie spacery. Od pamiętnego wieczoru z Magdą nie była jeszcze w firmie.

Tego dnia – a był to wtorek – miała pojechać po nowe zlecenie.

Postanowiła nie odwiedzać dyrektora. Chciała tylko podpisać w kadrach to, co było do podpisania, odebrać materiały i wracać do domu.

Nie chciało jej się z nikim spotykać ani rozmawiać.Ale niestety, w kadrach powiedziano jej, że podpisy owszem, złoży u nich, ale dokument dotyczący projektu musi odebrać osobiście u dyrektora.

Nie była z tego faktu zadowolona, ale poszła. Nie było go w gabinecie, więc postanowiła nie czekać. Chciała wyjść, trochę pochodzić po mieście i wrócić do domu.

Nie udało jej się to. Na schodach, zbiegając po dwa stopnie naraz, wpadła prosto w ramiona Jasińskiego.

Chcąc nie chcąc, poszła z nim do gabinetu.

— W co ty, Jasiński, grasz? — napadła na niego ze złością.

— Przysięgam, że w nic! — uderzył się w pierś.

Przyglądała mu się przez chwilę, mrużąc te swoje skośne oczy, i intensywnie myślała, co mu powiedzieć.

— Dlaczego nie zostawiłeś tego projektu dla mnie w kadrach?

— Bo chciałem cię zobaczyć. Popatrzeć, jak się pięknie złościsz... Kręci mnie to, wiesz?

— A wiesz, co mnie kręci? — zapytała.

— Czekam, aż mi powiesz.

— Nic ci nie powiem. Poproszę o projekt, jadę do domu i biorę się za robotę.

— Też bym się wziął — roześmiał się — za robotę.

Zrozumiała aluzję, ale nawet jej nie zripostowała. Przyjdzie na to czas — pomyślała. — Nie odpuszczę, ale na razie muszę cię trzymać z dala od ciebie.

Odebrała to, co miał jej oddać, i niespodziewanie podeszła bliżej. Stanęła na palcach i pocałowała go prosto w usta.

— Premia za kasę, która pojawiła się na moim koncie — powiedziała, i już jej nie było.

Stał oparty o swoje biurko, zdumiony jej zachowaniem. Z jednej strony go odrzucała, z drugiej — zachęcała do dalszych działań.

Nie odpuszczę ci, Marta. Jeszcze żadna kobieta mi nie odmówiła. Ty też w końcu ulegniesz — mruczał pod nosem.

Był świadomy swojej atrakcyjności. Miał powodzenie u kobiet, i tych młodszych, i tych starszych, i co tu dużo mówić — korzystał z tego.

Miał poczucie humoru, potrafił być zabawny, ale też stanowczy. Nie używał słów niecenzuralnych i nie lubił, gdy ktoś przeklinał w jego obecności. To mogła robić tylko Marta.

W jej ustach nawet największe przekleństwo brzmiało jak śpiew słowika.

Dziwił się sobie, że ta prawie czterdziestoletnia kobieta tak bardzo zawładnęła jego sercem i umysłem.

Ma prawie czterdzieści lat, ale wygląda jak dwudziestolatka. Szczupła, zgrabna, a te loki na głowie wyglądają, jakby nigdy nie widziały grzebienia.

Nie jakaś tam klasyczna piękność, ale potrafi zawrócić w głowie. Marta, gdybyś tylko chciała... — myślał. — Świat bym ci rzucił do stóp.

Tymczasem Marta, tak jak kiedyś, wpadła do rodziców. Dawno się nie widzieli. Przywitała się z nimi i zajrzała do kuchni, żeby coś przekąsić.

— Martusiu — mama weszła za nią i usiadła przy stole.

— Dziecko, czy ty w ogóle coś jadasz? Zeszczuplałaś bardzo.

— Jadam, mamuś, jadam. Tylko wiesz, ostatnio mam sporo pracy — odpowiedziała.

— A co u was słychać? Kinga się wyprowadziła?

— Tak, ale wiesz co, córcia? Chyba źle się u nich dzieje. Łukasz kilka razy przyjeżdżał do nas na noc.

— Mamo, a jak się czujecie? Ty i tata?

— Dobrze, nie chorujemy. Tylko martwię się o was.

— Mamo, jesteśmy dorośli, nie martw się. Będę już uciekała.

— Poczekaj, dam ci pierogów, to sobie podsmażysz. Robiłam z mięsem, ale dużo wyszło, my z tatą nie przejemy.

Mama zapakowała pierogi do pojemnika i jej podała. Marta podziękowała, ucałowała ją w policzki i pobiegła pożegnać się z ojcem.Będąc już u siebie na podwórku, zauważyła, że sąsiad Leon chowa się za drzewem.

— Panie sąsiedzie! — zawołała. — Widzę pana, niech pan podejdzie.

— Nie mam czasu — odburknął.

— Zajmę panu chwilkę, proszę.

Podszedł i spojrzał na nią z zawstydzeniem.

— Panie Leonie, przepraszam za tamten wieczór. Nie tak miało być, ale wino mi zaszumiało w głowie. No, niech się pan już nie gniewa.

— Dobrze już, dobrze — uśmiechnął się. — Ja też nie jestem bez winy. Do widzenia.

Marta, zadowolona z siebie, weszła do domu. W torebce dzwonił jej telefon, ale zanim go odszukała, ktoś się rozłączył. Spojrzała na wyświetlacz – to była Magda.

Oddzwoniła.

— Cześć, nie zdążyłam odebrać — powiedziała.

— Cześć! Marta, mam newsa. Będzie bankiet firmowy!

— No to co? — zapytała.

— A to, że będziesz zaproszona. Tylko proszę cię, nie odmawiaj. Ja też będę.

— No to idziemy! Zabawimy się. A kiedy?

— W kwietniu, podobno po świętach.

— Super, na pewno będę.

Rozłączyły się. Marta zaczęła sobie podśpiewywać i kilka razy zakręciła się wokół własnej osi.

— No, Jasiński, Kubusiu. Jak będą tańce, to dopiero zobaczysz, w jakie obroty cię wezmę. Ale do łóżka jeszcze nie pójdziemy.

Przyjdzie na to czas, przyjdzie czaaaas, na upojną noc dla naaaas! — wyśpiewywała.

Stanęła przed lustrem, swoim odwiecznym powiernikiem, i zapytała:

— Lustereczko, czy wypada? Tak się zachowywać dojrzałej kobiecie?

A, mam to gdzieś, nie umiem inaczej. To jak? Wypada czy nie? No jasne, że wypada! Bardzo mnie pocieszyło to twoje milczenie.

Wrzuciła pojemnik z pierogami do lodówki, a projekt od Jasińskiego rozłożyła na dużym, kuchennym stole.

Zamiast jednak zagłębić się w tabelki i wykresy, jej wzrok uciekł w stronę okna, za którym marcowe słońce powoli chowało się za dachami sąsiednich domów.

Dotknęła palcami swoich ust, wciąż czując na nich zapach męskich perfum i smak jego zaskoczenia.

— Bądź cierpliwy, Kubusiu — szepnęła do pustego pokoju, a na jej twarzy pojawił się drapieżny, satysfakcjonujący uśmiech.

— Najlepsze dania serwuje się na zimno. A ten bankiet... ten bankiet zapamiętasz na długo.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Barmaria

    kolejne gwiazdki *****

  • Grażyna

    Dziękuję

  • Grisza

    Mam taką uwagę: skoro sygnalizujesz kryzys pomiędzy Magdą i Rafałem oraz pomiędzy Łukaszem i Kingą, to takie wątki powinny mieć kontynuację, a przynajmniej rozwiązanie/wyjaśnienie/zamknięcie, bo te postaci są zbyt ważne dla bohaterki, żeby to pozostawić takie wiszące w powietrzu...

  • Grażyna

    Tak , ja wiem , co do Magdy i Rafała , wszystko będzie miało wyjaśnienie w następnej częsci , natomiast Kinga i łukasz , jeszcze nie wiem jak to się zakończy . Wszak to mama ma podejrzenia . Ale dziekuję . Każda uwaga jest dla mnie bardzo cenną wskazówką .

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania