Piekło to za mało - Rozdział VI
Czas zatruwa jabłko. Robi to po cichu od środka i nawet czasem dajemy się nabrać. Bierzemy jabłko do ręki, obracamy, a nasze kubki smakowe zaczynają przygotowywać się na pierwszy kęs. Bez chwili wahania wkładamy owoc do ust. Odgryzamy kawałek, lecz smak, który czujemy, znacznie różni się od oczekiwanego. Wtedy nasz wzrok zwraca się w kierunku dłoni. Przez dziurę po brakującym kawałku widać wnętrze jabłka. Widząc proces gnicia, któremu towarzyszy obecność robaków, wypluwamy jak najszybciej zawartość ust. Okazuje się zatrute, a wyglądało tak pięknie.
Pamiętam pierwsze nasze spotkanie. Ja zaczynałam jako licealistka, a on rozpoczynał karierę nauczyciela w szkole. Zdawał się być tak zagubiony. Była to jego pierwsza szkoła, a on nie wiedział kompletnie, jak powinien zachować się w stosunku do uczniów. Wcześniej zawsze towarzyszył bardziej doświadczonemu nauczycielowi, obserwując i analizując. W końcu jednak nadszedł ten czas, musiał stać się samodzielny.
- Witam was. Jestem nowym nauczycielem biologii. Od dziś będę was uczył właśnie tego przedmiotu. - Podniósł dziennik i zaczął czytać obecność. Przy wyczytywaniu danego nazwiska, ta osoba musiała wstać i powiedzieć kilka słów o sobie. Zajęcia integracyjne mieliśmy już wcześniej, większość zresztą na nie zlewała. W ten dzień było jednak inaczej, może to przez urok osobisty nowego nauczyciela, bo rzeczywiście coś w sobie miał.
- Ashley Winson. - Jego głos wyrwał mnie z zamyślenia.
Wstałam i spojrzałam mu w oczy. Było w nich coś, czego nie potrafiłam w żaden sposób zinterpretować. Coś się w nich czaiło, kryło za zasłoną.
- Jestem Ashley. Kocham robić zdjęcia, wylegiwać się na trawie i poznawać nowych ludzi. - Zakończyłam i usiadłam. Profesor przeszedł do następnej osoby, a ja przyglądałam się najmniejszemu napięciu mięśni na jego twarzy. Niby się nie uśmiechał, ale stwarzał przyjemną atmosferę. Jedyne, co mnie zastanawiało, to jego dłonie. Trzymając w prawej ręce długopis, co pewien czas ściskał i rozluźniał dłoń.
Może to jakiś tik nerwowy, pomyślałam. Przecież każdy człowiek jest inny i w indywidualny sposób reaguje na różne bodźce.
***
Z tego wszystkiego zapomniałam kompletnie o spotkaniu z Michałem, pewnie będzie zły. Dochodziła godzina szesnasta piętnaście, a ja leżałam rozłożona na łóżku. Twarz powoli zaczynała odzyskiwać normalne barwy, a do głowy powróciło racjonalne myślenie. Od razu po ucieczce z gabinetu dyrektora, postanowiłam wrócić do domu. Nie zawiadamiając nikogo, po prostu wyszłam. Wiem, nie było to zbyt odpowiedzialne z mojej strony, ale co innego mogłam zrobić? Pokazać się wszystkim w takim stanie? Nawet lepiej, że zapomniałam o spotkaniu z przyjacielem, wtedy miałabym jakieś opory przed ucieczką.
Zerknęłam na ekran telefonu. Zapisałam sobie ostatnio jego numer, żeby w razie czego nie szukać karteczki. Jednak od tamtego czasu ani razu nie napisałam, czy zadzwoniłam. No cóż, właśnie nadeszła ta chwila. Wzięłam głęboki oddech i kliknęłam pole wiadomości.
A: Przepraszam, że nie przyszłam i musiałeś czekać :/
Po mniej więcej dziesięciu minutach dostałam odpowiedź.
M: Coś się stało?
A: Nie, po prostu coś mi wypadło.
M: Co się stało?
A: Naprawdę nic. Nie martw się.
M: Jesteś w domu?
A: Tak. Czemu pytasz?
M: Czekaj tam. Za dwadzieścia minut będę u ciebie.
Przyłożyłam dłoń do ust i zaczęłam gorączkowo myśleć. Już nie uda mi się go zniechęcić, pozostawało tylko wymyślić plan działania, jak się zachować, kiedy przyjdzie. Rzuciłam telefon na łóżko i zaczęłam chodzić po pokoju. Zapowiadała się ciężka rozmowa.
Komentarze (14)
Super. Takie króciutkie :( Dałabym 5.
Dziękuję ;)
Fakt, króciutkie, a ktoś widzę nawet pokusił się o anonimowe 1... ja dałam 5, głównie ze względu na wstęp związany z jabłkiem :) bardzo mi się podoba, że nie lecisz od razu z fabułą, a wplatasz takie "z życia wzięte" historie, niby banalne, a jednak pasujące do poważniejszych spraw. Pisz tylko trochę dłuższe te rozdziały :) może więcej opisów? Tak czy inaczej, zostawiam tu swoją piąteczkę, bo całość zaczyna mnie coraz bardziej intrygować :D
Ano trochę tych anonimów już nie było, ale że przyszły wakacje, a dzieci nie mają co robić, to trzeba trochę przeczekać ;) Ostatnie dwa rozdziały rzeczywiście wyszły mi krótkie, następny będzie dłuższy, chyba :D Dziękuję za komentarz :)
Potwierdzam, wstęp bardzo ładny :) i od razu skojarzyłam z nim tego nauczyciela. Mam nadzieję, że dowiemy się w jakich okolicznościach jabłko okazało się robaczywe :) Na koniec zaciekawiłaś i teraz trzeba czekać na więcej :) 5
Dziękuję bardzo :)
Ciekawe tylko szkoda, że takie krótkie, zostawiam 5 :)
Dziękuję :) przeczytałaś poprzednie rozdziały?
Początek o jabłku bardzo mi przypadł do gustu. :)
Dalej historia również ciekawie się rozwija. No, no, idziesz w dobrym kierunku! :D Ta wzmianka o nauczycielu ogromnie mnie zaintrygowała. :D
Teraz, jak zawsze pora na usterki:
- "i sobie" - tutaj powinno być "o sobie"
Jak widzisz, jest tylko jedna literówka. Haha, a ja się przygotowałam na coś dłuższego, stąd liczba mnoga. :D
Zostawiam 5!!!
P.S. W ogóle, przepraszam, że ostatnio nie wchodzę tak często, ale sama rozpoczęłam serię i trudno mi się ze wszystkim wyrobić. :P
Czyli jest coraz lepiej! ;D Dziękuję, zresztą jak zwykle ;) Hmm, postaram się w najbliższym czasie do Ciebie wpaść i zobaczyć, jakie to opowiadanko tworzysz :D
No problem. :)
W takim razie z góry dziękuję! ^^
Bardzo podobał mi się ten fragment dotyczący jabłka, pięknie się wkomponował w całość : ) 5
Dziękuję :D
fragment o jabłku po prostu mega :D fajnie, że dowiedzieliśmy się jak poznała tego.. typa, ale to jeszcze niczego nie wyjaśnia :D 5 i lecę dalej
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania