Poprzednie części:  Sklep rzeczy utraconych
Pokaż listęUkryj listę

Sklep rzeczy utraconych - rozdział 11e/e

— Jest pani pewna?

— Nie — odpowiedziała. — Ale mamy jednego konia, nie znamy dróg na północy, a on tak.

— Do Kadenu. Nic więcej.

— Do Kadenu.

— Medalion zostaje przy pannie Vale.

— Nie prosiłem o niego drugi raz.

Kadeńczyk podszedł do powozu i obejrzał pozostałego konia. Sprawdził uprząż i pas przy dyszlu.

— Pociągnie. Ale wolniej.

— Jak daleko do najbliższego postoju? — zapytał Vaelen.

— Głównym traktem trzy godziny.

— A drogą, którą chce nas pan prowadzić?

— Cztery.

Vaelen uśmiechnął się lekko.

— Zachęcająco.

— Objazd omija miejsca, w których łatwo zastawić drogę.

Ruszył przed nimi. Vaelen wszedł na kozioł i chwycił wodze lewą ręką. Prawą zostawił na kolanie.

— Proszę wsiadać, panno Vale.

Eveline usiadła obok niego.

Koń ruszył ciężej niż wcześniej. Po kilkudziesięciu krokach Kadeńczyk skręcił w węższą drogę prowadzącą między wzgórzami.

Przez jakiś czas jechali bez słowa.

Droga była nierówna, ale sucha. Kadeńczyk szedł kilka kroków przed powozem. Uszkodzone ramię trzymał nieco niżej, ale szedł równym, szybkim krokiem. Na każdym zakręcie zwalniał. Najpierw patrzył w las po jednej stronie drogi, potem po drugiej. Robił to nawet tam, gdzie widać było daleko przed siebie.

— Skoro mamy razem jechać, wypadałoby wiedzieć, jak się pan nazywa.

Nie obejrzał się.

— Grijs.

— Tylko Grijs?

— Grijs wystarczy.

Po chwili Eveline odezwała się ponownie.

— Urodził się pan w Kadenie?

— Tak.

— Nigdy tam nie byłam.

Obejrzał się przez ramię.

— Nigdy?

— Do dzisiaj nie wyjechałam z miasta.

— Więc to pani pierwsza podróż.

— Na to wygląda.

Znów odwrócił się do drogi.

Przejechali kawałek dalej. Koń szedł już wyraźnie wolniej i na dłuższym podjeździe Vaelen pozwolił mu iść własnym tempem. Przesunął wodze między palcami.

— Odwaga i honor — powiedział. — Z tego podobno słynie Kaden.

— To prawda — odpowiedział Grijs bez wahania.

Eveline przyjrzała mu się.

— Mówi się też, że macie najlepszych wojowników na świecie.

— Mamy.

Eveline spojrzała na metal widoczny pod jego rozdartym rękawem. Jedna z płyt przy łokciu odstawała, ale pozostałe przesuwały się jedna po drugiej przy każdym ruchu.

— Wszyscy kadeńscy wojownicy noszą takie zbroje?

— Tylko wybrani.

Vaelen wychylił się z kozła, żeby lepiej widzieć uszkodzone łączenie przy łokciu. Grijs naciągnął na nie rozdarty rękaw.

Chwilę później Grijs uniósł rękę. Vaelen ściągnął wodze.

Kilkaset kroków dalej, między drzewami, widać było fragment głównego traktu. Przejeżdżało nim czterech konnych w jednakowych ciemnych płaszczach.

Eveline wychyliła się, ale Grijs nakazał jej gestem pozostać na miejscu. Zaczekał, aż jeźdźcy znikną między drzewami.

— Kadeńczycy — powiedział cicho. — Ale nie wykonują rozkazów króla.

Vaelen wyprostował się nieznacznie.

— A czyje?

Grijs ruszył dalej.

— Nie te same co ja.

Vaelen już się nie uśmiechał. Odczekał chwilę, zanim puścił konia za nim.

Średnia ocena: 3.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Bettina 2 mies. temu

    Taaa
    https://youtube.com/shorts/HjYNphyOy9w?is=m2Rp1O0d6c5qGf6F

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania