Mistrz Szachownicy - Rozdział 1 - Bądź grzeczna na zebraniach rodzinnych.

Lekcja 1 – Bądź grzeczna na zebraniach rodzinnych.

 

Mówiąc o historii pewnej rodziny, nie sposób wspomnieć o samym początku jej wewnętrznego konfliktu — o biznesie, który po części również przyczynił się do tego. Spółka Orła firma, która ponad pół wieku temu przeżywała kryzys, odzyskała swoją dawną świetność wraz z objęciem najwyższej posady przez Sagona Samblaw, najstarszego syna w rodzinie. Dokonał rzeczy niemożliwych, wybijając pokoleniową firmę na czołówkę najlepiej prosperujących przedsiębiorstw. Spłodził dwóch synów, którzy obdarowali starca trojgiem wnucząt. Najmłodsza z nich Lejra miała piętnaście lat i w odróżnieniu od pozostałej dwójki, wciąż uczęszczała do szkoły.

Niedługo po tym, jak słońce wyszło zza horyzontu, a poranna rosa lekko skraplała się na źdźbłach trawy, w jednym z domów rozbrzmiał dźwięk porannego alarmu. Lejra niechętnie otworzyła oczy. Rażona porannym światłem, przekręciła się na drugi bok. Leżała w bezruchu przez parę minut, po czym niechętnie wstała z łóżka. Wzięła z krzesła dzień wcześniej przygotowane rzeczy i półśpiąca wyszła z pokoju. Przeszła krótki korytarz, zeszła schodami na parter i udała się do łazienki. Po zażyciu porannej kąpieli i umyciu zębów przeglądała się w lustrze. Jej zielone oczy idealnie komponowały się z lekko opaloną cerą. Na jej twarzy pojawił się lekki grymas, widząc nieład na głowie. Zaczesała krótkie, czarne włosy, przez które często była mylona jej płeć. Po ubraniu na siebie bluzki na ramiączka i spódniczki poszła do jadalni.

- Dzień dobry skarbie, wyspałaś się? - zapytała ciepłym głosem mama.

- Niezbyt... Musiałam dłużej wczoraj posiedzieć nad prezentacją na fizykę.

- Skąd ten grymas? Sądziłam, że ją lubisz.

- Nie jestem pewna, czy jest wystarczająco dobra.

- Kochanie, jeśli przerasta Cię przeskoczenie dwóch klas, to pamiętaj, że możesz zawsze wrócić do swojej poprzedniej.

- Nie o to chodzi.

- A więc o pieniądze? Wiesz, że nie musisz się o nie martwić. Cieszymy się z tatą, że tak się starasz w szkole, ale...

- Już ci to mówiłam. - przerwała kobiecie. - Nie chcę polegać na rodzinnej fortunie, jeśli mam utrzymać się w szkole, to tylko i wyłącznie ze swoich ocen i stypendium. Nie chcę, abyście opłacali mi szkoły.

- W porządku...

Zboczyły z tematu szkoły i przeszły na inne tematy. Po zjedzonym posiłku Lejra odeszła od stołu i wyszła z domu. Będąc pod gmachem szkoły, widziała, jak inne dzieci wysiadały z ekskluzywnych samochodów, żegnając się z rodzicami. Wśród tych dzieci zauważyła koleżankę z klasy, więc czym prędzej do niej podeszła. Przeżywając ostatni odcinek ich ulubionego serialu, szły na zajęcia. Dzień minął dla niej bez większych kłopotów, a dobra ocena z fizyki jedynie podbudowała jej dobry nastrój. Wracając do domu w podskokach, pomyślała o atmosferze panującej w domu i na jej twarzy pojawił się grymas. Na myśl przyszły jej wszystkie sytuacje, w których rodzice ją wyganiali do pokoju, zamiast wytłumaczyć jej, o czym tak zaciekle dyskutowali. Zastanawiała się, na jakie tematy rozmawiali, gdy nie było jej w pobliżu. Brak szczerości nie zniechęcał ją do dobrych stosunków z rodzicami, a myśl o nowym liście, który mogła napisać jej siostra, ponownie rozchmurzył ją i zaczęła biec do domu. Nie zważając na nikogo, czym prędzej wbiegła na piętro i z nadzieją otworzyła drzwi do swojego pokoju. Rzuciła plecak w kąt i zmachana podeszła do biurka, na którym wszystkie rzeczy leżały tak samo, jak rano. Lekko zawiedziona, zeszła do salonu, skąd słychać było jej rodziców.

- ,,Nie mam nawet ochoty tam iść... Znowu będą szeptać coś między sobą, a gdy tylko wejdę, nie będą wiedzieć, o co mi chodzi.'' - pomyślała.

Wzięła głęboki oddech i zdecydowanym krokiem weszła do pomieszczenia. Uchyliła lekko wargi, aby przywitać się z tatą, ale widząc ich poważne miny, nic nie powiedziała. Siedzieli w ciszy, podpierając rękoma głowę, a obiekt ich nieszczęścia leżał naprzeciwko dziewczyny. Spojrzała na otwartą kopertę z rodową pieczęcią i wiedziała, że nie wyniknie z tego nic dobrego. Szukała listu, który leżał na kolanach mamy.

- Coś się stało Fii? - nie otrzymując odpowiedzi, uniosła głos. - Czy możecie chociaż raz w życiu powiedzieć mi, co się dzieje?! Odpowiedzcie! Coś się stało siostrze?! - patrzyła na nich spanikowana.

- Nie wiem, od czego nawet zacząć... - odezwała się nieśmiało mama.

- Po prostu powiedz prawdę. - powiedziała bardziej spokojnie. - Dlaczego dziadek wysłał list? W jaki sposób chce nam teraz uprzykrzyć życie?

- W jaki sposób wyrażasz się o nim?! - powiedział lekko poirytowany tata.

- Stwierdzam jedynie fakty.

- Dziadek postanowił, że to ty odziedziczysz cały majątek. Nowafia zrezygnowała ze stanowiska. - odezwała się mama, zanim doszło do kłótni pozostałej dwójki.

- Czy ja się przesłyszałam?! - zrobiła duże oczy. - W tym momencie przesadził! Czy dziadek, aby na pewno wie, co robi?! - zaczęła wyliczać na palcach. - Najpierw Nordaf, który dzień po skończeniu studiów, musiał porzucić swoje życie, później siostra, a teraz ja?! Mam dopiero piętnaście lat i nie zamierzam rezygnować z własnych marzeń! Przecież mógłby wziąć wujka albo tatę!

- Doskonale wiesz, że chce postawić na młode pokolenie. Nie martw się, przecież nie przejmiesz wszystkiego w jeden dzień. - mama zaczęła ją uspokajać, choć ręce jej się trzęsły z obawy.

- Pakuj się, niedługo będziesz jechać do rodzinnej rezydencji. - wtrącił tata.

- Nie zamierzam. - oburzyła się.

- Decyzja już zapadła. - powiedziała mama.

- Dlaczego muszę zastąpić Nowafię? Co sprawiło, że zrezygnowała? - nie otrzymała żadnej odpowiedzi Poczuła, jak serce z rozpaczy ją zakuło. - Czyli teraz zamierzacie milczeć? - zrezygnowana, wyszła z pokoju.

Wkurzona weszła do swojego pokoju i wyciągnęła walizkę spod łóżka. Otworzyła szafę i zaczęła pakować najpotrzebniejsze rzeczy. Jej oczy powoli zalewały się łzami, a głos załamywał, przeobrażając się w delikatne chlipanie.

- ,,Czy oni są niepoważni?! Na takie stanowisko powinien być mianowany ktoś o wiele starszy!''- myślała, układając nerwowo rzeczy do walizki.

Wychodząc z pokoju, spotkała tatę, któremu podała swoją walizkę. Gdy córka go wyminęła, złapał ją za ramię i chciał coś powiedzieć, ale wyszarpnęła się mu z uścisku i bez słowa zeszła na dół. Przed domem czekał na nią samochód. Tata włożył walizkę do bagażnika, a przyszła głowa rodziny zasiadła na tylnym siedzeniu. Była zła na rodziców, nie miała najmniejszej ochoty żegnać się z nimi. Przez otwartą szybę usłyszała parę słów na drogę, po czym odjechała. Spojrzała zza siedzenia na osobę, która kierowała samochodem. Widząc jedynie zapleciony kok, zerknęła na lusterko z przodu. W jego odbiciu widać było fragment damskiej twarzy. Gdy czarne oczy kobiety, zetknęły się z pasażerką, przemówiła.

- Czemu jesteś taka ponura? Uśmiechnij się. Chcesz jakiegoś cukierka? Sama bardzo je lubię, więc mam ich sporo. Powiedz tylko jakiego chcesz, to Ci podam. - zagadała.

- ,,Myśli, że mnie przekupi cukierkami?'' - pomyślała i zmierzyła ją wzrokiem.

- Spokojnie, spokojnie. Nie chcę Ci przecież niczego zrobić. - zaśmiała się, ale rozmowa na tym się urwała.

Zamyślona pasażerka wpatrywała się na krajobraz za oknem. Początkowe domy, galerie handlowe i inne budynki z czasem były wypierane przez wiejskie klimaty. Dorodne zboże, które kołysało się w rytm letniego wiatru, chwilę później było ścinane przez maszyny rolnicze. Widok ciężko pracujących ludzi, przywiodły jej na myśl historie jej przyjaciółki o wakacjach na wsi. Zastanawiała się, jak bardzo życie w takim miejscu różniło się od tego, które prowadziła w mieście. Schematyczny krajobraz za oknem i jej rozgoryczenie sytuacją, w której się znalazła, spowodowały, że w połowie drogi zasnęła.

- Jesteśmy na miejscu. - powiedziała kobieta, gdy otworzyła drzwi.

Stojąc na zewnątrz, mogła dokładniej przyjrzeć się osobie, prowadzącej wóz. Oceniając lekko śniadą twarz, doszła do wniosku, że była po trzydziestce. Jej włosy były koloru brązowego, spięte z tyłu w koka. Ubrana dość skromnie w długą, białą sukienkę z żółtymi elementami. Wyciągając walizkę z bagażnika, uśmiechnęła się do niej, a Lejra wyrwała ją z jej rąk. Z powagą na nią spojrzała, dając do zrozumienia, że nie życzyła sobie, aby dotykała jej własność. Odwróciła się w stronę rodzinnej posiadłości, która wyglądała jak średniowieczny zamek. Widząc tę ogromną budowlę drugi raz na oczy, zachodziła w głowę, skąd jej rodzina posiadała takie miejsce. Kalkulowała w głowie wszystkie znane jej powiązania w rodzinie i nie określiła żadnego szlacheckiego pochodzenia. Raz jeszcze spojrzała na budowlę, która zachwycała swoim starym, ale dobrze zachowanym wyglądem. Zbudowany z cegieł zamek, na których rogach osadzone były wysokie wieże, przypominał miejsce przeznaczone do obrony niż miejsce mieszkalne. Przed posiadłością rósł wysoki żywopłot, którego ustawienie nie było przypadkowe. Liczne zakręty tworzyły sieć labiryntu, którego każda odnoga prowadziła w inne miejsce. Weszła do niego zaraz po kobiecie i nie mając orientacji w nowym miejscu, trzymała się jej blisko. Mijały liczne rozgałęzienia, a Lejra miała wrażenie, że szły w niewłaściwym kierunku. Gdy wyszły naprzeciwko frontowych drzwi, spojrzała na idealnie zachowane detale i estetykę tego miejsca. Z chwilą przekroczenia progu posiadłości, nastolatka nie czuła się najlepiej. Pomimo pięknego wnętrza, miała wrażenie ciągłego obserwowania, chciała stamtąd uciec. Rozglądała się na boki, ale nikogo poza nimi dwiema nie było. Grymas na jej twarzy nie umknął kobiecie, która patrzyła na nią z troską. Podobnie jak w samochodzie i tym razem większość ich wspólnego czasu, minęła w ciszy.

- Jeśli pozwolisz, zaniosę twój bagaż do pokoju. - zaczęła nieśmiało kobieta.

- Sama sobie poradzę. - odburknęła.

- Nalegam panienko. Nie wypada iść na spotkanie z bagażem.

- Jakie znów spotkanie? - zapytała zaintrygowana.

- Pan Sagon poprosił mnie, abym poinformowała panienkę o nim. Szczegółów niestety nie znam, ale wiem, że należy udać się do sali konferencyjnej.

Lejra pomyślała o spotkaniu, jak o źródle informacji, których w tamtym momencie potrzebowała bardziej niż zazwyczaj. Chcąc uzyskać odpowiedzi na dręczące ją pytania, rozluźniła uścisk i przesunęła torbę na kółkach w stronę kobiety, która podziękowała za powierzenie jej bagażu i wytłumaczyła, w którą stronę musiała iść. Idąc ogromnym korytarzem, przypomniała sobie jedyną wizytę w tym miejscu. Pamiętała, jak jako dziecko nie wolno było jej niczego dotykać. Choć mijała piękne rzeźby, wydarzenia tamtego dnia wciąż w niej tkwiły i cofnęła wysuniętą rękę. Wspominała, gdy musiała zachowywać w tym miejscu najwyższą powagę i trzymać się sztywnych reguł, które po dziewięciu latach, wciąż były zakorzenione głęboko w jej głowie.

Niepewnym krokiem zaszła do rozwidlenia, za którym miała znajdować się droga prowadząca do sali konferencyjnej. Skręcając w prawo, zobaczyła niecodzienny widok. Na samym końcu korytarza, który był oświetlany przez obustronnie zamieszczone okna, stały dwa pionki szachowe. Ludzkiego rozmiaru figury, kształtem przypominały człowieka, które dzierżąc w swoich rękach równie czarne, jak oni sami dzidy, krzyżowały przejście do wnętrza sali. Brak widocznych atrybutów, zasugerowały dziewczynie, że były one najmniej znaczącymi w grze. Wiedziała, że jej dziadek pałał ogromną sympatią do szachów, jednak była zażenowana dziwnym przelaniem jego pasji, z drugiej strony coraz bardziej czuła narastający niepokój i chęć ucieczki z tego miejsca. Z lekko drżącymi nogami, szła przez korytarz, zastanawiając się, w jaki sposób dostanie się do środka. W połowie drogi, obie figury przekręciły głowy w jej stronę. Lejra zrobiła wielkie oczy i zamurowało ją. Nie wierzyła temu, co ujrzała. Gdy postacie zaczęły zmieniać pozycję, w której stały, myślała jedynie o ucieczce. Z przerażeniem na twarzy, odwróciła się i zaczęła biec w przeciwnym kierunku. Słysząc rozbrzmiewający się po całej długości korytarza stukot, zatrzymała się i była gotowa na najgorsze. Stojąc w oddali od docelowego pokoju, niepewnie się odwróciła. Pionki stały dumnie twarzą do siebie przed salą konferencyjną, odgradzając jednocześnie wejście do środka. Czuła automatyczną blokadę na myśl o powrocie do nich, jednak wizja poznania odpowiedzi na nurtujące ją pytania, przełamała jej niechęć. Nie chcąc dłużej być w tym miejscu, przebiegła korytarz najszybciej, jak potrafiła. Spojrzała na pionki, które ani drgnęły.

Energicznym ruchem otworzyła drzwi, weszła do środka i nie zwracając uwagi na to, co za nimi się znajdowało, równie szybko zamknęła je za sobą. W chwili zatrzaśnięcia drzwi, wszystkie głosy, które słyszała wewnątrz ucichły. Niepewnie odwróciła się i ujrzała ogromny stół, przy którym zasiadało większość członków jej rodziny. Na samym jego końcu siedział starszy, dostojnie ubrany mężczyzna z gęstym zarostem. Bił od niego spokój, choć jego przenikliwe, zielone oczy, nie były miłe w odbiorze. Nie mając z nim kontaktu przez parę lat, dostrzegła na jego twarzy więcej zmarszczek niż miał, jednak wciąż rozpoznawała w nim swojego dziadka. Nie żywiąc większych uczuć do niego, nie zareagowała entuzjastycznie na jego widok. Zdziwił ją widok rodziców przy stole, zwłaszcza że nie widziała ich po drodze. Było tylko jedno wolne miejsce przy stole, które znajdowało się jego końcu, a zarazem naprzeciwko głowy rodziny. Starzec wskazał zachęcająco ręka, aby usiadła.

- Skoro wszyscy już są, pozwólcie, że przedstawię kolejną kandydatkę na moją następczynię. Jest nią moja trzecia, a zarazem najmłodsza wnuczka Lejra. - odezwał się Sagon.

- Ojcze chyba sobie żartujesz! - wtrącił wujek przedstawionej dziewczyny. - Pomyśl o tym raz jeszcze! To niedorzeczne, żeby tak młoda osoba miała zostać dziedziczką! Ona nawet nie ma pojęcia o magii, nie mówiąc już o odziedziczeniu magicznego potencjału! Może jest dość dojrzała na swój wiek, ale to nadal dziecko! Nie można... - nie zdążył dokończyć wypowiedzi.

- Co proszę?! Jaka magia?! Co tu się właściwie dzieje?! Mamo, tato! Wiedzieliście o wszystkim?! - spojrzała ze złością na rodziców, ale oni milczeli.

- Skoro temat magii mamy już za sobą, czas na waszą opinię. Czy ktoś jest przeciwko mojej kandydatce? - starzec pogładził się po siwej brodzie.

- To jeszcze dziecko! Powiedzcie coś w końcu! - zwrócił się do taty Lejry. - Nawet ty bracie? Nic nie powiesz na ten temat? - wspomniana osoba, uciekała wzrokiem. - Przecież to twoja córka! - nie wytrzymał i krzyknął.

Mężczyzna kontynuował swoje zażalenia, a Lejra nie przerwała mu, mimo wielu pytań. Żywiła nadzieję, że oprócz niego inni również zaprotestują i będzie mogła wrócić do swojego, spokojnego życia. Nikt nie odezwał się słowem, większość osób wyglądała na zastraszonych. Widząc uciekających od niej wzrokiem rodziców, poczuła jeszcze większe rozgoryczenie. Czuła, jak serce zaczęło ją kłuć, a do oczu napłynęły łzy, które starała się wstrzymać w sobie.

- O jaką magię wam chodzi? - wtrąciła, nie słysząc ostatecznie żadnej aprobaty. - Taką, która występuje w książkach albo filmach?

- Otóż to. - powiedział starzec z zadowoleniem. - Skoro tylko jedna osoba ma zażalenia, to moja kandydatka od dziś zacznie uczyć się, jak zostać głową rodziny. Dziękuję za zebranie, możecie wrócić do domu. Do następnego razu moja kochana rodzino. - wstał i chwycił piękną, złotą laskę, którą wcześniej oparł o krzesło.

- Chwila dziadku! - uderzyła zdecydowanie w blat, choć pod stołem drugą, trzęsącą się ręką, ściskała bluzkę. - Nie obchodzą mnie twoje zachcianki! Masz mi to wszystko natychmiast wytłumaczyć! - podniosła swój załamujący się głos. - Co się stało z moją siostrą? Gdzie ona jest? To ona miała być głową rodziny!

- Podoba mi się twoja odwaga i zawzięty wzrok. Chyba powinienem przyjrzeć Ci się bliżej już wcześniej. Nie musisz wiedzieć wiele, wszystkiego dowiesz się w swoim czasie. - odpowiedział oschle.

- Ojcze, skoro zamierzasz posunąć się do tak absurdalnego czynu, żądam testu na kwalifikację. - powiedział wujek.

- Odmawiam. Doskonale wiesz, że to test dla magów, a jedynie pierwsze dziecko dziedziczy predyspozycje. - chwilę się zamyślił. - Jeśli tak bardzo tego chcesz, to zrobię go. Gdy uznam, że jest na odpowiednim poziomie, mogę przeprowadzić zamiennik, adekwatny dla ludzi. - odpowiedział, stawiając na swoim. Stuknął złotą laską i zniknął.

- Co to ma znaczyć?! Wytłumaczcie mi! Przez piętnaście lat mnie okłamywaliście! - dziewczyna nie opanowała złości.

- Wybacz skarbie, takie są zasady w rodzinie. Jesteś naszą drugą córką, więc nie odziedziczyłaś niczego po nas. Nie możemy wtrącać w tajemnice rodzinne zwykłych ludzi. - odpowiedziała mama i wraz z tatą zniknęli.

Zatroskany wujek chciał coś powiedzieć, ale jego żona go powstrzymała. Wszyscy powoli znikali. Niedługo po tym, gdy dziewczyna została sama, do sali weszła wcześniej poznana kobieta.

- Czy coś Cię trapi? - zapytała zmartwiona.

- Co się tu dzieje? Co z tymi latami okłamywań? W jaki sposób to wszystko działo się obok mnie?

- Panienko, myślę, że powinnaś trochę ochłonąć... Chodź ze mną, twój pokój jest już gotowy. - wymigała się od odpowiedzi i jedynie obdarowała ją uśmiechem.

Skonfundowana tym, co przed chwilą zaszło, myślała o całej sytuacji. Twarze osób z rodziny przewijały jej się przed oczami tak samo, jak wszystkie słowa wypowiedziane na spotkaniu. Nie chciała dopuścić do siebie faktu, że absurdalne dotąd dla niej zjawiska nadprzyrodzone, od urodzenia działy się pod jej nosem. Podłamała się, ponieważ jej światopogląd lęgnął w gruzach. Mijając kolejne pomieszczenie, przed którym stały pionki szachowe, zatrzymała się.

- Co to za sala? - zapytała zaintrygowana.

- Przykro mi, ale nie wiem. Nie mam tam wstępu. Jeśli będziesz dzielnie trenowała, twój dziadek z pewnością Ci powie. - chwilę później zatrzymały się przy jednych z drzwi. - To jest mój pokój. Jeśli czegoś będziesz potrzebować, możesz przyjść o każdej porze. Twój jest za rogiem, konkretnie trzecie drzwi na prawo. - oznajmiła i weszła do swojego pokoju.

Zanim postawiła kolejny krok, odwróciła się za siebie i pomyślała o swoim domu. O znanej jej dzielnicy, ciepłym obiedzie każdego dnia i komforcie, jaki odczuwała w swoim pokoju. Oczy zaszły jej łzami, które wytarła ręką i wiedziała, że jej życie ulegnie całkowitej zmianie. Skręciła, jak poradziła kobieta i spojrzała na docelowe drzwi. Zobaczyła ponownie dwa pionki, strzegące wejścia do środka. Ich obecność zrodziła w dziewczynie szereg kolejnych pytań. Zastanawiała się, czy było ich tyle samo, jak w prawdziwych szachach. Myślała, w jaki sposób utorują jej drogę. Tym razem chciała bacznie obserwować ich ruchy. Niespodziewanie za sobą usłyszała czyiś głos. Nadmiar emocji, a także element zaskoczenia, wywołały u niej strach. Stała sparaliżowana i jedynie słuchała, co do niej mówiono.

- Więc to nowa kandydatka? - niski głos mówcy zachichotał. - Zdecydowanie nic dobrego z tego nie wyjdzie. Pogodzisz się z losem albo odpadniesz jeszcze szybciej niż pozostała dwójka.

Lejra była przytłoczona obecnością obcej osoby, jednak zdołała się opanować. Z trzęsącymi się nogami i strachem na twarzy, którego nie potrafiła sama wyjaśnić, odwróciła się za siebie. Dostała jeszcze silniejszych drgawek, gdy ujrzała przed sobą kolejną figurę szachową, jaką był skoczek.

- Grę na szachownicy po raz trzeci czas zacząć. - figura ponownie zachichotała.

Dziewczyna zaczęła krzyczeć. Przytłoczona emocjami i aurą panującą wokoło, straciła przytomność.

Średnia ocena: 4.4  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Zaciekawiony rok temu
    "Spółka Orła[,] firma, która" albo lepiej "Spółka Orła - firma, która"

    "Sagona Samblaw" - Samblew'a

    Standardowe rozpoczęcie od niechętnego wstawania o świcie. Mam nadzieję, że Lejra nie będzie Mary Sue.

    "Na jej twarzy pojawił się lekki grymas, widząc nieład na głowie." - ze zdania wynika, że nieład widział ten grymas

    "Po ubraniu na siebie bluzki na ramiączka" - bluzkę założyła tylko na ramiączka, resztę miała gołą. "ramiączkach".

    "Będąc pod gmachem szkoły,[bez tego przecinka] widziała"

    "- Czy ja się przesłyszałam?! - zrobiła duże oczy."
    "- Pakuj się, niedługo będziesz jechać do rodzinnej rezydencji. - wtrącił tata."
    Źle zapisujesz dopowiedzenia narracyjne.

    "Poczuła, jak serce z rozpaczy ją zakuło." - w zbroję. "ukłuło" bo chodzi o kłucie a nie kucie.

    "galerie handlowe i inne budynki[,] z czasem były wypierane"

    "Widok ciężko pracujących ludzi, przywiodły jej" - przywiódł, ten widok

    "Zbudowany z cegieł zamek, na których rogach " - na którego narożach, tego zamku narożach a nie tych cegieł.

    "przypominał miejsce przeznaczone do obrony" - zamek to z definicji budowla o cechach obronnych, więc jeśli posiadłość przypominała zamek, to w sumie chyba nie trzeba dopisywać, że zamek ten wyglądał obronnie.

    "oświetlany przez obustronnie zamieszczone" - na łamach czasopisma... "umieszczone". Albo w ogóle lepiej "oświetlony przez okna z obu stron"

    "dostrzegła na jego twarzy więcej zmarszczek niż miał [poprzednio]"

    "odpowiedziała mama i wraz z tatą zniknęli." - w obłoczkach dymu czy po prostu wyszli?

    Opowiadanie zapowiada się nieźle, tylko te różne wpadki stylistyczne psują obraz całości.
  • K96 rok temu
    Dziękuję za tak rozbudowany komentarz, a także wyszczególnienie błędów, które zrobiłam. :) Cieszę się, że mimo stylistyki opowiadanie jest interesujące.
  • Kapelusznik rok temu
    Ok... pojawiłem się pod opowiadaniem które obserwowałem już od pewnego czasu...
    Więc... od czego zacząć?
    Prędkość akcji jest idiotyczna - dialogi przelatują przez palce, a opisów między nimi brak.
    Masz opisy, ale są one równie szybkie, nieskładne, mylące.
    Historia wydaje się lekko wymuszona, ale nadal ciekawa.
    Mam cholernie wielkie wątpliwości, ponieważ styl jest w miarę dobry, ale forma z mojej perspektywy leży.
    Na razie zostawiam 4 z dużym - z boku, jako znaczący akt zaufania.
    Będę czytał dalej
    Pozdrawiam
    Kapelusznik
  • K96 rok temu
    Dziękuję za szczerą opinię. Zdaję sobie sprawę, że to opowiadanie nie jest bezbłędnie pisane, ale mam nadzieję, że z czasem nabiorę wprawy i będzie lepsze w odbiorze. :)
    Pozdrawiam
    K96
  • Leria rok temu
    Do poprawy jest zapis dialogów. Zamiast łącznika powinna być pauza. I sama konstrukcja jest niepoprawna. Wrzucę ci małą ściągę:

    1. Dla określeń dotyczących mówienia (np. powiedział, stwierdził, odrzekł, spytał, dodał itp.) kropkę dajemy po frazie określającej wypowiedź, a sama fraza jest pisana małą literą np.
    — Dzień dobry — powiedziała wesoło.

    2. Dla pozostałych określeń i opisów kropkę stawia się po wypowiedzi, a wypowiedź narratora zaczynamy wielką literą np.
    — Dzień dobry. — Na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.


    - Nie wiem, od czego nawet zacząć... - *odezwała* się nieśmiało mama.
    - Po prostu powiedz prawdę[kropka zbędna] - *powiedziała* bardziej spokojnie. - Dlaczego dziadek wysłał list? W jaki sposób chce nam teraz uprzykrzyć życie?
    - W jaki sposób wyrażasz się o nim?! - *powiedział* lekko poirytowany tata.
    - Stwierdzam jedynie fakty.
    - Dziadek postanowił, że to ty odziedziczysz cały majątek. Nowafia zrezygnowała ze stanowiska[kropka zbędna] - *odezwała* się mama, zanim doszło do kłótni pozostałej dwójki.

    Powtarzanie odezwał się, powiedział itp. przy każdej wypowiedzi jest niepotrzebne, a przy dłuższym dialogu może irytować. Zamiast tego gdzieniegdzie można dodać krótkie opisy, które przybliżą nam postać np. co robiły w danej chwili, jakieś charakterystyczne cechy, nawyki, gesty, miny, emocje itp.

    Przykład jak to można przerobić:
    — Nie wiem, od czego nawet zacząć... — odezwała się nieśmiało mama.
    — Po prostu powiedz prawdę. — Pomimo zdenerwowania starała się, by jej głos zabrzmiał spokojnie. — Dlaczego dziadek wysłał list? W jaki sposób chce nam teraz uprzykrzyć życie?
    — W jaki sposób wyrażasz się o nim?! — powiedział lekko poirytowany tata.
    — Stwierdzam jedynie fakty.
    — Dziadek postanowił, że to ty odziedziczysz cały majątek. Nowafia zrezygnowała ze stanowiska. — Mama jak zwykle zareagowała, zanim doszło do kłótni pozostałej dwójki.

    Sama historia zapowiada się ciekawie. Końcówka ze skoczkiem świetna. Masz bogatą wyobraźnię!
  • K96 rok temu
    Bardzo dziękuję za szczerą i wyczerpującą opinię, a także rady. Postaram się zwrócić na te aspekty uwagę, przy pisaniu dalszych rozdziałów. :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania