Mistrz Szachownicy - Rozdział 13 - Gdy siła zawodzi, postaw wszystko na spryt.

Lekcja 13 — Gdy siła zawodzi, postaw wszystko na spryt.

 

Nazajutrz do przydzielonych Lejrze zadań należało całkowite skupienie się na treningu, zarówno łucznictwa, jak i praktyka w rzucaniu zaklęć. Dziewczyna wraz z Eną zeszły do sali treningowej. Gdy weszła do środka, chwyciła łuk i zaczęła mierzyć w tarczę. Energicznie strzeliła parę razy. Z każdą kolejną strzałą w jej głowie rodziły się nowe pytania, dotyczące tożsamości kobiety, z którą spędzała w tamtej chwili czas. Mentorka pokręciła głową, widząc tak kiepskie wyniki.

— Coś cię gryzie?

— To nic takiego. Nie jestem po prostu w formie — odezwała się oschle.

— Nie chcę, żebyś czuła się jak na przesłuchaniu, ale... Jeżeli będziesz chciała porozmawiać, to wiesz, że zawsze cię wysłucham. — Nie wiedziała, jak dotrzeć do podopiecznej.

— Obecnie nie mam takiej potrzeby. Kontynuujmy trening. — Ponownie wycelowała.

Ena zachodziła w głowę nad powodem złego stanu psychicznego nastolatki. Zastanawiała się, czy rozłąka z domem i rodziną, miało na nią tak dramatyczny wpływ i najzwyczajniej wszystko zaczęło ją przerastać. Z czasem trening wkroczył na wyższy poziom. Kobieta chwyciła pilot i tarcza zaczęła się ruszać. Gdy nadeszła odpowiednia godzina, Lejra udała się na obiad. Służba jak zwykle punktualnie przyniosła posiłek. Zamyślona nałożyła na talerz potrawę, którą miała najbliżej siebie, w tym wypadku były to dewolaje. Jedzenie nie dawało jej przyjemności, jej myśli ciągle skupiały się nad słowami Zanmina. Machinalnie wyszła ze stołówki i udała się do swojego pokoju na odpoczynek. Chwyciła swoją broń i wpatrywała się w zegarek. Z determinacją ładowała broń, aby móc z niej korzystać w pełni możliwości. Gdy wskazówki ustawiły się na właściwiej pozycji, ponownie zeszła na salę treningową. Tym razem z Eną zaczęły drugą część, czyli podstawy magii.

— Więc? Pokażesz mi wskaźnik energii?

Lejra posłusznie przekazała broń w jej ręce.

— O kurczę! — Zdziwiła się. — Ile ją trzymałaś? Po raz pierwszy zebrałaś prawie połowę całej pojemności!

— Tak jakoś wyszło...

— Dobrze się czujesz? Nie jest ci słabo? — Zmartwiła się.

— Wszystko w porządku.

Kobieta stała zamyślona, a nastolatka nie wiedziała, o co jej chodziło.

— Od czego mam zacząć?

— Czy możesz podać mi jeszcze raz twoją broń? — Bez żadnych zbędnych pytań, podała ją.

Chwilę trwało, zanim odzyskała swoją własność.

— Co to ma znaczyć? — zapytała z powagą, widząc, że poziom mocy w broni był prawie maksymalny.

— Musiałaś naprawdę dużo znieść, żeby nagromadzić tyle mocy. Szkoda by było, aby całość zużyć już teraz. Dlatego postanowiłam dać ci trochę ode mnie. Ponadto....

— Nie o to pytam. Jakim cudem możesz to robić? Czy to nie broń dla ludzi? — Zaakcentowała ostatnie słowo.

— Nie patrz tak na mnie. Może dysponuję magią, ale wciąż jestem człowiekiem. Załadowałam ją na takiej samej zasadzie jak ty. Pan Sagon kazał mi o tym tobie nie mówić. Sądzi, że mogłabyś wykorzystać tę informację dla własnych celów. Ustalmy, że nic tu się nie stało, to taki mały wyjątek. Skorzystaj z tego nadmiaru, który ci przesłałam. Gdy sama napełnisz całość, zgłoś się do mnie. Zrobimy bardzo ciekawy trening. — Uśmiechnęła się.

— Mogłam dogłębniej przeanalizować tę broń, niż ufać wam z wyjaśnieniami. Mniejsza z tym. — Przekierowała wzrok na pewien przedmiot. — Nie, żeby mnie to bardzo interesowało, ale czemu masz ze sobą swój miecz?

— Ma związek z naszym treningiem, ale to jeszcze nie teraz. Na początku chciałabym, abyś stworzyła zaklęcie ochronne.

Lejra spojrzała nieufnie i zaczęła szybko wypowiadać słowa pod nosem. Na koniec z całej siły stuknęła bronią w podłogę. Wokół dziedziczki zaczęła tworzyć się kulista, niebieska otoczka.

— Hmm... Całkiem nieźle. — Uśmiechnęła się. — Zastanawiam się, jak mocne zaklęcie potrafiłabyś przetrzymać, musimy kiedyś to przetestować. Czy mogłabyś teraz zaprezentować mi... — Spojrzała lekko poirytowana. — Czy ty w ogóle mnie słuchasz?!

— Oczywiście, że tak.

— Ech... Jeśli proszę cię o coś, to oczekuję stuprocentowej koncentracji! Ciągle się wpatrujesz w mój miecz. Czy jeśli teraz zrobimy to, co zaplanowałam z nim, skupisz się na dalszych poleceniach?

— Tak... — powiedziała cicho.

Kobieta westchnęła, chwyciła miecz i odwróciła się w stronę uczennicy.

— Potrafisz już sporo, ale co zrobisz, jeśli przed tobą stanie mag, który będzie dzierżyć jakąś maczetę czy nawet zwykły nóż? Nie dasz rady mu siłowo. Musisz wzmocnić w głównej mierze zaklęcia ochronne, ale skoro nie możesz się skupić. — Westchnęła. — Zresztą zróbmy symulację. Ustanę z dala od ciebie, a twoim zadaniem będzie jak najdłuższe pozostawienie dystansu. Można rzec, że będę niezbyt agresywnym oponentem. Co ty na to?

— Mi to pasuje — odpowiedziała, jednak nie wiedziała, czego miała się spodziewać.

Pomysłodawczyni tej formy treningu wbrew pozorom nie była uradowana jego wprowadzeniem. Nie podobał jej się nadmierny entuzjazm przeprowadzonymi treningami. Uważała, że to w jej interesie było zapewnienie bezpieczeństwa Lejrze, a nie jej samej. Wierzyła, że trening z użyciem prawdziwej broni nieco ostudzi jej zapał i przystopuje z treningami. Gdy odeszła na odpowiednią odległość, dała znak gotowości. Dziewczyna chwilę stała i myślała, co właściwie zrobić. Wzięła głęboki oddech i zaczęła swoje działania. Mamrotała jedną z regułek pod nosem i dopiero w ostatniej chwili wykonała wszelkie potrzebne gesty, aby rodzaj zaklęcia do samego końca był nieznany. Ena momentalnie zareagowała. Omijała każdą małą kulkę skondensowanej energii, dzięki czemu wciąż parła do przodu. Wydawać by się mogło, że kulki w zetknięciu ze ścianą, zdolne były do wypalenia w niej dziur. Nic bardziej mylnego. Na całe pomieszczenie, które pierwotnie było przeznaczone na magiczne treningi, nałożona była pieczęć. Wchłaniała każdą cząstkę energii, zderzającą się z nią i wykorzystywała ją do wzmocnienia pieczęci.

Brak pożądanego efektu po zastosowaniu najmocniejszego zaklęcia, jakie potrafiła wytworzyć, nie zniechęcił jej od dalszego działania. Przyjrzała się idealnej koordynacji ruchowej, a brak objawów jakiegokolwiek zmęczenia na twarzy mentorki, zrodziło wiele pytań. Bardziej od jej wyćwiczonego ciała, interesował ją przedmiot, dzierżony przez nią w dłoni. Nie rozumiała, w jakim celu zabrała go na trening. Jego obecność, zamiast stłumić jej zapał, rozbudził ją na nowo, chcąc nie pozostawać gorszą od opiekunki. Spojrzała na nią spokojnym i opanowanym wzrokiem. Widząc, że jej działania przynosiły mierne efekty, postanowiła użyć drugiego z pięciu zaklęć, które znała. Puściła cieniutkie strumienie elektryczności, co spowolniło i tak niezbyt szybko zbliżającą się kobietę. Ena była zaabsorbowana nowym zaklęciem, więc nastolatka wyjęła strzałę, ustawiła broń w wygodnej pozycji, wycelowała i wystrzeliła.

Kobieta nie spodziewała się takiego ataku, ale w porę odskoczyła. Jej wisiorek przez chwilę znacząco oddalił się od ciała i w końcowej części został przedzielony przez strzałę. Na twarzy Eny pojawiło się ogromne zdziwienie, otworzyła szerzej oczy. Nie sądziła, że odda strzał bez chwili zawahania. Zasłoniła się mieczem, gdy dziewczyna celowała w nią po raz drugi. Czuła wielką niemoc, że jej wpajane co trening słowa o byciu łagodnym, a także próby odciągnięcia jej od zajęć, nie przynosiły pożądanych efektów. Natura rzuconych przez Lejrę zaklęć była łagodna, jednak wystrzelone strzały, nie sprawiały wrażenia, aby miały utrzymać między nimi dystans. Chcąc wprowadzić bardziej drastyczne kroki i zapobiec gwałtownym działaniom, Ena szybko teleportowała się obok dziewczyny i machinalnie przystawiła miecz do gardła. Wyglądała na nieobecną.

— No i przegrałam szybciej niż sądziłam. — Nie spotkała się z żadną reakcją. — Co teraz zrobisz? Obetniesz mi głowę?

Ena oprzytomniała i rzuciła miecz.

— Wybacz... Zamyśliłam się... To nie była twoja przegrana, wręcz wygrana. — Zaczęła iść w stronę zerwanego wisiorka.

Lejra nie skomentowała tego, jednak spojrzała na własne dłonie. Zastanawiała się, skąd przyszła jej łatwość pociągnięcia za spust. Zawsze stroniła od wszelkiej przemocy, nawet tej niezamierzonej, a mimo to nie czuła wyrzutów sumienia. Spojrzała na mentorkę, która schylała się po część wisiorka i momentalnie ją olśniło.

— Nie spodziewałam się czegoś takiego po tobie. Widać, że nasze treningi nie idą na marne. — Gratulowała dziewczynie, choć na jej twarzy widniał smutek.

— Eno, powiedz mi... Czy twoja figura wieży na wisiorku została ci dana z jakiegoś powodu, czy przez czystą losowość?

— Nie. — Zdziwiła się, nieoczekiwanym pytaniem. — Skądże... — Choć jej twarz wskazywała zmieszanie. — Przynajmniej nic mi nie wiadomo.

— Gdyby to od ciebie zależało przydzielanie, czym byś się kierowała?

— Skąd u ciebie takie nagłe zainteresowaniem tymi wisiorkami?

— Zastanawiałam się, czy obsesja na punkcie szachów dziadka, przekłada się na relacje z innymi — odpowiedziała ze spokojem.

— Skoro to już koniec twoich pytań, kontynuujmy trening. — Obie zabrały się do dalszej pracy.

Czas ciężkiego treningu minął i nadeszła pora kolacji. Młoda dziedziczka z wielką chęcią udała się do jadalni i gdy tylko przyniesiono jedzenie, zabrała się za konsumpcję. Zadowolona swoim odkryciem, mogła w spokoju delektować się specjałami kuchni francuskiej. Jej posiłek został przerwany nielubianym przez nią dźwiękiem. Na jej twarzy pojawił się grymas, a także zaciekawienie, w jaki sposób niechciany gość szybko pojawiał się obok niej.

— Co dobrego jesz? — Usłyszała głos zza ramienia.

— Nic co byłoby dla ciebie.

— Nie bądź taka niemiła. — Obszedł stół dookoła i usiadła naprzeciwko.

— Nie boisz się, że inni mogą słyszeć naszą rozmowę?

— Zadbałem o dyskrecję. — Uśmiechnął się nieprzyjemnie.

— Całkowicie nie rozumiem twojego postępowania. Od pierwszego dnia pojawiałeś się jako skoczek, natomiast teraz masz zamiar być w ludzkiej postaci?

— Ludzka postać? Podoba mi się to sformułowanie. — Zachichotał. — Nie każdemu ją pokazuję, więc czuj się zaszczycona.

— Mów, co tym razem cię sprowadza i zaburza mój posiłek. — W tym samym momencie dokładała sobie jedzenie na talerz.

— Jak zawsze wolisz iść od razu do sedna. Ciekaw jestem, jak ci idzie odkrywanie tożsamości. Jesteś bliska zdemaskowania kogoś?

— A odpowiesz na niektóre z moich pytań? Wtedy być może zastanowię się nad wyjawieniem moich dzisiejszych poczynań.

— Hm.... Chcesz się więc targować na informacje? Niech tak będzie, ale pytania muszą być związane z tym, co już wiesz, nic ponadto.

— Zanminie, czy posiadasz przy sobie wisiorek z figurą szachową?

— Wiesz o wisiorkach? Całkiem nieźle, nie sądziłem, że jesteś już tak daleko. — Uśmiechnął się pod nosem. — Owszem mam go na sobie.

— Czy jest to skoczek?

— Zgadza się. - odpowiedział pogodnie.

— Jeśli chodzi o całość szachów... Czy są one w komplecie, czy też wybrakowane? Jeśli tak, to jakich figur nie ma? — Poniosły ją emocje.

— Zapędziłaś się z pytaniami. Wystarczy tego... Ja ci dałem odpowiedź na dwa z nich, więc teraz twoja kolej. Ja w odróżnieniu od ciebie, oczekuje tylko jednej odpowiedzi. Zatem jesteś bliska odkrycia czyjeś tożsamości?

— Niech ci będzie. Ułatwiłeś mi moje dochodzenie. — Westchnęła. — Ja już zdemaskowałam jedną osobę. Ena jest wieżą. - spojrzała na mężczyznę, jakby chciała potwierdzić swoje przypuszczenia.

— Szybko ci to poszło. Jak do tego doszłaś?

— Nie udawaj, że nie wiesz. Przed chwilą zapytałam cię o wisiorek.

— Myślisz, że tylko ta wiedza ci pomoże w rozpoznawaniu pozostałych? Nie powinnaś wiedzieć o ich istnieniu. Wychodzi na to, że nie tylko ja w tym domu mam zbyt długi język. Zaczyna być to interesujące. — Uśmiechnął się nieprzyjemnie. — Więc? Zamierzasz wszystkich po kolei pytać o nie? — zapytał z zaciekawieniem.

— Powinieneś już iść.

— Co? - Zdziwił się.

— Służba, która podaje posiłki zaraz tu będzie. W każdy czwartek o tej porze przychodzą do mnie i wypytują o ewentualne tygodniowe zażalenia. Jeśli nie chcesz pokazać swojej dwulicowości, radziłabym już iść.

— Naprawdę to robią? Zresztą zawsze byli dziwni. — Chwile się zamyślił. — Nie chcesz, żeby się dowiedzieli, bo nie miałabyś od kogo wyciągnąć informacji? — Spojrzał na nią przez okulary przeciwsłoneczne, a jej mina była adekwatna do tego, co powiedział. — Skoro mnie tak ponaglasz, to nie mam wyboru. Do następnego razu Lejro. — Na jego twarzy gościł nieprzyjemny uśmiech, a sam zaczął płonąć.

Krótko po zniknięciu Zanmina, zgodnie z informacją zjawiła się służba. Reszta wieczoru przeminęła schematycznie. Nadeszła pora spania, więc dziewczyna położyła się do łóżka. Leżąc na plecach, składała wszystkie fragmenty układanki w jedną całość. Przypomniała sobie o incydencie z labiryntu, gdzie spotkała po raz pierwszy wieże, a także zwichniętą rękę Eny. Zrozumiała, że osobą która tamtego dnia ją ochroniła, był nie kto inny jak ona. Z drugiej strony zastanawiała się, kto wtedy był agresywnie względem niej nastawiony. Na myśl przyszedł jej Ezo lub Azo, jednak wykluczenie ich jako wieże, nie zaprowadziło ją do niczego. Przepełniona pomysłami i teoriami zasnęła.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Mane Tekel Fares 3 miesiące temu
    Wrócę, ale tak na szybko. Ostatnie zdanie. Jesteś pewien, że były to teorie? Teoria to zbiór potwierdzonych poprzez badanie hipotez. Może lepiej użyć: wątpliwości, przypuszczeń, itp. Do słowa hipoteza nie namawiam, choć jest adekwatne, to jednak zbyt naukowo:-)
  • K96 3 miesiące temu
    Dziękuję za uwagę. :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania